Lekcje anatomii doktora D.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
5,02 (46 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
1
8
2
7
5
6
11
5
8
4
6
3
2
2
6
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje

Pseudonauka i pornografia Nazistowskie Niemcy i Warszawa niedalekiej przyszłości W 2007 roku Radiohead jako pierwszy zespół w historii świata umieszcza swój album In Rainbows do ściągnięcia za darmo w sieci. W 2010 rynek podbija iPad, a na Facebooku rejestruje się pięćsetmilionowy użytkownik. Niedługo później Jakub Dejman kupuje w Brazylii piętnastoletnią dziewczynę i sprowadza ją do...

Pseudonauka i pornografia

Nazistowskie Niemcy i Warszawa niedalekiej przyszłości



W 2007 roku Radiohead jako pierwszy zespół w historii świata umieszcza swój album In Rainbows do ściągnięcia za darmo w sieci. W 2010 rynek podbija iPad, a na Facebooku rejestruje się pięćsetmilionowy użytkownik. Niedługo później Jakub Dejman kupuje w Brazylii piętnastoletnią dziewczynę i sprowadza ją do Warszawy.



Znacznie wcześniej, u schyłku lat trzydziestych XX wieku, na ulicach Monachium atmosfera nacjonalizmu osiąga apogeum. W 1940 roku na zajętych przez Niemców terenach zostaje utworzony obóz Auschwitz-Birkenau. Po czterech latach pojawia się w nim Jacob von Deymann, wysłannik berlińskiego Instytutu Antropologicznego imienia Cesarza Wilhelma.


W Warszawie Jakub bawi się świetnie. Ma 26 lat i majątek, o którym większość jego równolatków może jedynie pomarzyć. Jako lekarz bez prawa wykonywania zawodu, za to z własną kliniką, ma tyleż pieniędzy, co wolnego czasu. Należy do pierwszego pokolenia, które wychowało się na pornografii, a kamieniami milowymi historii są dla niego kolejne wynalazki technologiczne. Życie Jakuba upływa na zagranicznych podróżach, imprezach w najlepszych klubach i odpoczynku w dwustumetrowym apartamencie. Jest podziwiany i nienawidzony, co tylko potęguje jego manię wielkości. Ale Jakub ma też swój sekret, który każe mu pojechać do Brazylii.

W niemieckim obozie Jacob chce spędzić jak najmniej czasu. To lekarz i zubożały arystokrata, całe życie borykający się z kompleksem niższości. 27-latek ma za zadanie dowiedzieć się, czym tak naprawdę na terenie obozu zajmuje się doktor Josef Mengele, którego zagadkowe raporty trafiają na biurko w Berlinie. Von Deymann ma nadzieję na szybkie uporanie się z powierzonym mu zadaniem i rychły powrót do domu. Granica między obserwatorem i uczestnikiem eksperymentów jest jednak cieńsza, niż można przypuszczać, a Jacob dobrze pamięta motto tajemniczego stowarzyszenia, do którego należał podczas studiów: „ci, którzy wiedzą, mają prawo zrobić wszystko”.

Jakuba i Jacoba okazuje się łączyć znacznie więcej niż nazwisko i marka zegarka na nadgarstku…

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoliterackie.pl

źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1612

O doktorze, co z wysokiego konia spadł

Dzisiaj, proszę państwa, zaczniemy od zbioru. Zbioru bardzo bogatego – wszystkich ludzi, których słusznie (to ważne!) zalicza się do twórców literatury pięknej. I kobiety, i mężczyźni, i biali, i czarni, młodsi, starsi, generalnie bardzo różni, a jednak pewne cechy wspólne mają. Jakie? Potrafią pisać i mają coś do powiedzenia. W „Lekcjach anatomii doktora D.” Wojciech Engelking zgłasza kandydaturę na członka tej grupy, ale o tym, czy spełnia kryteria rekrutacyjne, można długo dyskutować.

Aby zachować jako taki porządek, na początku wypada omówić warsztat młodego pisarza. A ten jest co najmniej przyzwoity – autor pióro trzyma mocnym chwytem, kreśli zdania charakterystyczne, własne, oryginalne; z pewnością nie jest to styl przezroczysty, który wśród miłośników i twórców literatury popularnej często uchodzi za upragniony ideał. W tej prozie mocno wybrzmiewa oczytanie oraz charakterystyczne dla ludzi żyjących w świecie literatury rozmiłowanie we własnych słowach; Engelking lubi sam siebie słuchać (czy też czytać). Czasami szarżuje zbyt mocno, a „Lekcje...” bezwstydnie wybrzmiewają wtedy Houellebecque'iem (ostrzegam: uczuleni na kontrowersyjną i obrazoburczą twórczość Francuza w ogóle po tę powieść sięgać nie powinni), ale nie dzieje się to na tyle często, aby odrzucać, może poza sekwencją nocy operacji Anki, w której Engelking zdecydowanie przesadził. Największe problemy książki nie wynikają jednak ze związanego z małym doświadczeniem rozedrgania autora i paru kompulsywnie...

Dzisiaj, proszę państwa, zaczniemy od zbioru. Zbioru bardzo bogatego – wszystkich ludzi, których słusznie (to ważne!) zalicza się do twórców literatury pięknej. I kobiety, i mężczyźni, i biali, i czarni, młodsi, starsi, generalnie bardzo różni, a jednak pewne cechy wspólne mają. Jakie? Potrafią pisać i mają coś do powiedzenia. W „Lekcjach anatomii doktora D.” Wojciech Engelking zgłasza kandydaturę na członka tej grupy, ale o tym, czy spełnia kryteria rekrutacyjne, można długo dyskutować.

Aby zachować jako taki porządek, na początku wypada omówić warsztat młodego pisarza. A ten jest co najmniej przyzwoity – autor pióro trzyma mocnym chwytem, kreśli zdania charakterystyczne, własne, oryginalne; z pewnością nie jest to styl przezroczysty, który wśród miłośników i twórców literatury popularnej często uchodzi za upragniony ideał. W tej prozie mocno wybrzmiewa oczytanie oraz charakterystyczne dla ludzi żyjących w świecie literatury rozmiłowanie we własnych słowach; Engelking lubi sam siebie słuchać (czy też czytać). Czasami szarżuje zbyt mocno, a „Lekcje...” bezwstydnie wybrzmiewają wtedy Houellebecque'iem (ostrzegam: uczuleni na kontrowersyjną i obrazoburczą twórczość Francuza w ogóle po tę powieść sięgać nie powinni), ale nie dzieje się to na tyle często, aby odrzucać, może poza sekwencją nocy operacji Anki, w której Engelking zdecydowanie przesadził. Największe problemy książki nie wynikają jednak ze związanego z małym doświadczeniem rozedrgania autora i paru kompulsywnie brutalnych scen.

„Lekcje...” liczą sobie około sześciuset stron i kiedy spojrzeć na to z perspektywy obfitego, rozlewającego się szerokimi zakosami stylu (który czasami podtapia czytelnika, ale potrzeba literackiej dominacji często znika u doświadczonych autorów), to trudno się tej objętości dziwić. Gdy jednak spojrzeć na fabułę i zaszytą w powieści warstwę problemową, zaczynają się kłopoty. Bo o czym właściwie ta książka jest? O młodym plejboju z bardzo silnym kompleksem wyższości? Może. O hitlerowskim lekarzu z bardzo silnym kompleksem niższości? Może. O życiu bogatych warszawskich szczeniaków? Może. Problem w tym, że żaden z tych tematów nie rozbrzmiewa z odpowiednią siłą. Główny bohater, Jakub Dejman, jest tak głęboko zamknięty we własnym świecie, iż trudno jego zachowania w ogóle rozpatrywać w szerszym kontekście; jako studium indywidualnego psychologicznego wypadku powieść jest jednak zbyt pompatyczna i rozbuchana, a przy tym szalenie konwencjonalna – wszystko w imię zasady „Jakub jest dziwak, bo był mniej kochany od siostry”. Przy opisywaniu życia społecznego protagonisty brakuje Engelkingowi lekkości – hołduje ponurej i sztywnej moralności, przerysowuje negatywne zachowania, aby bezlitośnie je krytykować; metoda durna i wtórna. Na to wszystko nałożone są dwa filtry, które każą patrzeć na „Lekcje...” bardzo surowo: chwyt z pisaniem w drugiej osobie i narratorem patrzącym z monumentalnej, ponadhistorycznej perspektywy oraz próba zszycia opowieści o Jakubie z losami hitlerowskiego lekarza. Drugi z głównych wątków jest zwyczajnie banalny, natomiast powtarzające się i mocno wysilone próby nadania opisom życia Dejmana dziejowej głębi czynią je tylko bardziej błahymi.

„Lekcje anatomii doktora D.” to spektakularny pokaz spadania z bardzo wysokiego konia. Druga książka Wojciech Engelkinga nie jest powieścią udaną, zbyt dużo w niej planów, a zdecydowanie zbyt mało treści, ale z pewnością nie brakuje w niej ambicji. Mnie samemu czytało się ją całkiem nieźle, bo lubię styl obfity i redundantny, ale jej wady są bardzo wyraźne. Mam nadzieję, że w kolejnych tekstach Engelking będzie równie mocno zaangażowany w pisanie, ale przemyśli historię nieco głębiej.

Bartek Szczyżański

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
    Obecnie jeszcze nie ma dyskusji powiązanych z tą książką.
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (166)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 48
Marcin | 2016-09-18
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: wrzesień 2016

Błoto w szalunkach.

Wojciech Engelking wydał swoją drugą powieść. Debiut pozwolę sobie zmilczeć, choć moje oburzenie na blurby i recenzje było olbrzymie (te ostatnie były nawet przedmiotem osobnych rozważań na temat uwikłania i upadku zawodu recenzenta w świetnym tekście Jakubowiaka w dwutygodnik.com). Zresztą i w przypadku tej powieści w recenzjach (Newsweek i Polityka) dzieją się swoiste „cuda przy urnie” – rating do treści opinii ma się nijak, a same recenzje omijają tematy i znaczenia, na które zamachnął się Autor.

Od debiutu Engelking wykonał wielki postęp na poziomie warsztatu: panowanie nad strukturą, język, sensualne i wciągające opowiadanie, wydobycie detalu są tu na bardzo wysokim poziomie i zachwycają nie tylko ze względu na wiek Autora (ur. ’92) – to bezwzględnie kawał świetnej i dojrzałej roboty literackiej.

Niestety to jedyne zalety tej wielkiej objętościowo powieści (ss. 605)…

Mamy tu dwa plany – jeden rozgrywający w czasach nazistowskich Niemiec w latach...

książek: 0
| 2016-09-19
Przeczytana: 19 września 2016

Czasami trafia się na książki, które nie przemawiają do człowieka, mimo obiecujących opisów, rekomendacji okładkowych i wielu innych czynników. Takim rozczarowaniem był dla mnie na przykład Shantaram, który wiał szambem jak mało która książka, z która miałam szczęście albo i nieszczęście się zetknąć z własnej woli. Podobnie miałam z Lekcjami anatomii doktora D. Engelkinga, chociaż tutaj nie uderzyła mnie pretensjonalna aura narracji, gdzie seks czy pocałunek jest opisywany rozwlekle, pseudo poetyckim językiem, na przeklęte trzy i pół strony. Faktem jest, a nawet Super expressem, że spodziewałam się czegoś innego po książce, która dzieje się równocześnie w latach 1937-1944 w nazistowskich Niemczech ( miejscami w Birkenau ) oraz w niedalekiej przyszłości w Warszawie.

Z jednej strony jest lekarz Jocob von Deymann, który cierpi na głęboką, wręcz chorobliwą nieśmiałość względem płci pięknej. Tegoż mężczyznę wysyłają do doktora Josefa Mengele, by sporządził raport odnośnie jego...

książek: 180
Katarzyna Abramowska | 2016-10-13
Na półkach: Przeczytane

„Dirty pool, old man. I like it!"
Gomez Addams

Tyle można napisać na temat blurba znajdującego się z tyłu książki. Zachęcająca jego treść, ciekawy tytuł – spoko, pięć dych mogę dać.
Ale wcale nie like it.

Nie wiem, kto pisał „zachętę” tej książki, ale znowuż obiecano mi coś, czego nie otrzymałam. Nie spodziewam się, że blurb będzie mocno prawdziwy, naprawdę doceniam kreatywność opisu, ale luuudzie… Nie róbcie z czytelnika idioty, który kupił nie taką książkę, o której przeczytał z tyłu. Powtórzę; nie chcę płacić tylko za chwytliwy tytuł i blurba, bo na nich kończą się pozytywne słowa na temat tej książki.
Książki, która bardzo chciałaby być o czymś, ale niestety – jest po prostu o niczym. Sześćset stron grafomanii, udającej kontrowersję i nowatorskie podejście.
Gdy tylko któryś z wątków zaczyna wyglądać spójnie i obiecująco – boom headshot! – już po nim. Momentalnie coś innego go rozrywa/kończy, tylko po to, aby za kilka zdań znowu jednak powrócił, znowu zaciekawił i – boom...

książek: 538
Monika | 2017-01-24
Na półkach: Przeczytane

Pierwszy raz wystawiam tak złą notę.

1. Powieść jest źle skonstruowana - retrospekcje przecinają się z fabułą w niedalekiej przyszłości (2018 r.), co jest standardową dość formą, kiedy w książce jest narracja w różnych czasach. Tutaj wręcz w trzech. Dałoby się to zrozumieć, gdyby nie fakt, że autor w którymś momencie, co chwila przerywa narrację, np. opowiadanie jednego z dwóch głównych bohaterów, żeby dodać smaczku, ma to niestety wymiar na miarę prasy brukowej.

2. Fabuła ma być zaskakująca, a jest niestety wyświechtana, jak sweter zjedzony przez mole. Dwóch mężczyzn o praktycznie tym samym imieniu i nazwisku przeżywają podobne życie prowadząc praktykę lekarską. Wiele podobnych sytuacji, tak naprawdę nie ma symboliki, tak jakby ktoś nazwał w powieści dwie postaci tym samym imieniem? I?

3. Powieść jest tak pretensjonalna, że aż Wydawnictwo Literackie płakało, jak drukowało. Jak w ogóle tak szanowane wydawnictwo wydało coś takiego?!
Sformułowanie "wie mi się" i używanie...

książek: 368
japonskaturystka | 2016-11-08
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 06 listopada 2016

Chciałam przeczytać któregoś Engelkinga, to i przeczytałam (podobno jest "głosem pokolenia"). Cóż, na pewno lepszy to głos, niż Taco Hemingwaya ("jestem głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia" ciągle mnie oburza), ale i tak zachwycona nie jestem. Ostatnio postanowiłam, że będę unikać książek, które mają więcej niż 400 stron, ale dla "Lekcji anatomii" złamałam zasadę. No i popełniłam błąd, bo książka Engelkinga cierpi na tę samą przypadłość co większość tego typu "knig" - jest przegadana. A na przyszłość życzę też zdecydowanie mniej Elvir i tego, co za sobą pociągają.

książek: 129
Silesius1948 | 2017-03-31
Na półkach: Przeczytane

Engelking na siłę próbuje być Twardochem. Niestety ani językowo, ani fabularnie mu się to nie udaje. Ale wciąć w niego wierzę ;)

książek: 33
Pe_Wu | 2017-06-24
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 maja 2017

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Uff! Przebrnąłem.
Jednak nie czuję ulgi. Zupełnie nie terapeutyczny zamiar przyświecał autorowi.
To kolejna z serii tych książek, których lektura ma boleć, a nie przynosić konsolację.
Ale też nie tanio i tandetnie szokować czy wyczerpywać swój potencjał na imperatywie wstrząśnięcia, sponiewierania odbiorcy (dziś już trudno wykoncypować coś nowego i oryginalnego w kwestii sadystycznego chłostania czytelnika), ale kłuć niczym odcisk, nieusuwalny cierń, wrzód, afta, zajad.
Druga powieść Engelkinga (po świetnym debiucie „niepotrzebne skreślić”) to 600 stron kompulsywnej prozy z pretensjami do moralizowania i podejrzanie ekshibicjonistyczną tendencją do literackiego vouyeryzmu dokumentującego kolejne stadia degeneracji podmiotu w dziele odczłowieczania przedmiotu.
Literacka dokumentacja procesu zwyrodnienia, epika moralistyczna, lecz paradoksalnie permanentnie biczująca czytelnika pogłębiającym się immoralizmem jednego i malejącym drugiego ze sportretowanych bohaterów...

książek: 302
Kamil Wysocki | 2017-03-03
Przeczytana: 03 marca 2017

Przyznaje się bez bicia - książkę kupiłem, bo spodobała mi się okładka i była w promocji. Wziąłem do ręki, obejrzałem. Z tyłu zachęcający tekst. Patrzę niżej - zdjęcie i kilka zdań o autorze. Zamurowało mnie - autor w moim wieku. Pomyślałem "no ciekawe co tworzą ludzie, którzy są w takim sam wieku co ja". No i co tworzą? Kolejną powieść jakich na rynku od groma. Ciekawa w miarę może i jest. Na pewno napisana inaczej niż większość książek. Autor przeskakuje z historii do historii. Wątki zmieniane co chwila - to na pewno na plus. Ale ta książka nic za sobą nie niesie. Nie jest niczym więcej poza wymyśloną historią, osadzoną po części w historycznych wydarzeniach. Żadnej głębszej treści. Po przeczytaniu Atlasa zbuntowanego moje wymagania co do powieści zdecydowanie wzrosły. Żadnej głębszej myśli, ot historyjka jakich setki na rynku. Niemniej jednak, jeśli ktoś czyta dla zabicia czasu, a niekoniecznie szuka czegoś ambitniejszego, polecam.

książek: 198
DannyImpress | 2017-09-20
Na półkach: Przeczytane

Lekcja anatomii okazała się niestety sekcją zwłok autora.

książek: 1527
elkro | 2017-07-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 sierpnia 2017

Podobała mi się ta książka, nawet bardzo.

zobacz kolejne z 156 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd