Krew na naszych rękach?

Wydawnictwo: Fabryka Słów
6,5 (34 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
6
8
9
7
8
6
3
5
0
4
0
3
2
2
0
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379641741
liczba stron
800
słowa kluczowe
lisicki, paweł lisicki
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
BookReader

Od połowy ubiegłego wieku w powszechnej świadomości świata jedyną ofiarą wojny stali się Żydzi. Przeciętny Amerykanin, czy Francuz, czy Niemiec mniema, że II wojna to był Holocaust i tyle. Byli jeszcze jacyś ludzie, którzy Żydów ratowali, reszta jednak, cała wielka wielomilionowa rzesza przyglądała się biernie, albo wręcz w mordzie uczestniczyła. Otoczeni przez mrowie chrześcijańskiej...

Od połowy ubiegłego wieku w powszechnej świadomości świata jedyną ofiarą wojny stali się Żydzi. Przeciętny Amerykanin, czy Francuz, czy Niemiec mniema, że II wojna to był Holocaust i tyle. Byli jeszcze jacyś ludzie, którzy Żydów ratowali, reszta jednak, cała wielka wielomilionowa rzesza przyglądała się biernie, albo wręcz w mordzie uczestniczyła. Otoczeni przez mrowie chrześcijańskiej tłuszczy, która czyhała na ich życie i majątek Żydzi ginęli samotnie.

Hitler to nie zbrodniarz i morderca ludów, ale wyłącznie zabójca Żydów; podbite narody, Polacy, Serbowie, Rosjanie, czy Białorusini to nie osobne ofiary, ale nieistotny nawóz historii, przypis do wielkiej tragedii Holocaustu. A chrześcijaństwo? Staje się ono wehikułem, za pomocą którego wiele środowisk żydowskich bez oporów i żenady może przypisywać innym winę i opowiadać, że wszyscy goje mają krew na rękach.
Dla polskiej osobnej pamięci, dla polskich ofiar, które ginęły niezależnie od Żydów w ogóle w takim ujęciu nie ma miejsca.
W tej książce próbuję powiedzieć jak do tego doszło. Próbuję pokazać w jaki sposób zbrodnie na jednym narodzie, na Żydach, nagle stały się jedynym symbolem uniwersalnego mordu. Dlaczego współczesny Kościół pogodził się z rolą, jaką narzuciła mu religia Holocaustu: praktycznie uznał swoją winę za doprowadzenie do zbrodni, i ogłosił, że będzie zwalczał antysemityzm.

Cóż, czasy, kiedy Polacy mogli żyć w naiwnym przekonaniu, że są postrzegani jako współofiary wojny dawno się skończyły. Sakralizacja Holocaustu sprawiła, że dokonał się nowy podział ról.

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/krew-na-naszych-...(?)

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/krew-na-naszych-...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 816
Marcin | 2017-07-25
Na półkach: Przeczytane, historia

Książka, którą mimo całkiem sporych rozmiarów (ponad 600 stron) czyta się błyskawicznie. Wciągający, z polemiczną pasją napisany esej o dziejach skomplikowanych relacji chrześcijańsko-żydowskich, stanowiący przekonującą obronę tradycyjnie chrześcijańskiego stanowiska wobec kierowanych przeciwko niemu oskarżeń, jakoby to ono odpowiadać miało za wielowiekowy antysemityzm, który ostatecznie przejąć miał i zaadoptować Adolf Hitler i ruch narodowego socjalizmu. Istotnie, w latach powojennych szerokie grono wyznawców zdobył sobie pogląd, zgodnie z którym proces rozpoczęty na Golgocie znalazł swoje zwieńczenie w Auschwitz. O tym jak bardzo jest on niesprawiedliwy i absurdalny można się przekonać poznając dzieje chrześcijaństwa tak w czasach jego powstawania, poprzez epokę średniowiecza, aż po pontyfikat Piusa XII. Z faktami jak wiadomo się nie dyskutuje, a tych Paweł Lisicki przedstawia aż nadto. Wielu czytelników zna zapewne dzieje pogromów ludności żydowskiej, trudno jednak znaleźć dowody na to, jakoby były one jakąś nieodłączną częścią tożsamości chrześcijańskiej. Owe nieszczęsne incydenty nie były bowiem niczym innym jak incydentami właśnie (nawet jeśli czasem celowo i z premedytacją je organizowano, a nawet i wtedy, gdy miały miejsce w Wielki Piątek), co do zasady zaś właściwą dla wyznawców Chrystusa formą ich stosunku do Żydów było pragnienie ich nawrócenia. Pewnie, że w czasach tolerancji i praw człowieka argument ten nie ma najlepszego wydźwięku, musimy wszakże pamiętać, że mowa tu o odległych w czasie epokach starożytności i średniowiecza. Zwłaszcza w ostatniej z nich religia pełniła rolę niewyobrażalnie większą niż obecnie, to ona organizowała życie indywidualne i społeczne, to z jej wiodącą pomocą organizowano ramy, w których ukształtowała się historycznie znana nam forma cywilizacji zachodu. Z tego zaś płynie wniosek, że oceniając ludzi tamtych lat winniśmy kierować się ich wrażliwością i sposobem myślenia. Nie wolno nam dokonywać projekcji później wypracowanych kryteriów na czasy, kiedy to myślano i postrzegano rzeczy inaczej, wedle innego niż obecny porządku spraw (co ostatecznie nie przeczy chyba temu, że także i dziś nawrócenie Żyda na chrześcijaństwo winno być dla wyznawcy Chrystusa powodem do radości).
O ile pogromy z czasów wypraw krzyżowych są powszechnie znane, o tyle tematyka nienawiści Żydów do chrześcijaństwa już tak popularna nie jest. Od samego początku zbawcze dzieło Chrystusa budziło czynny opór Żydów. Ich religijna tożsamość w czasach po Chrystusie w dużej mierze została ukształtowana przez potężne uczucie wrogości wobec chrześcijańskiej wiary w to, że Bóg mógł stać się człowiekiem, poniżyć się aż do śmierci krzyżowej, a następnie zmartwychwstać. Główne żydowskie święta obfitują w rytuały wprost godzące w godność Chrystusa Pana. Ich sens bywa wprawdzie ukryty, zainteresowani bez trudu mogą się jednak dowiedzieć, że Chrystus bywa tam utożsamiany raz to z Ezawem, innym zaś razem ze znanym z Księgi Estery Hamanem. Bywa też zestawiany z postaciami tak w tradycji żydowskiej niechlubnymi jak Tytus czy Balaam. Chrześcijanie zaś to nikt inny jak tylko Amalekici, lud znany ze Starego Testamentu, ten sam, którego zniszczenia Bóg zażądał od Saula, któremu prorok Samuel cofnął błogosławieństwo, gdy ten, ocaliwszy życie co poniektórych ze wspomnianych Amalekitów woli Boga się sprzeniewierzył. To wszystko jednak niewiele w zestawieniu z Toledod Jeszua, częścią Talmudu, gdzie pod adresem Jezusa Chrystusa sformułowano zarzut najcięższy i najbardziej plugawy, jakoby był on synem żydowskiej nierządnicy i rzymskiego żołnierza imieniem Panter. Karą, którą ma Jezus znosić w wieczności, jest zaś upokarzające cierpienie we wrzącym kale, co w zamyśle pomysłodawców owego niewiarygodnego wprost bluźnierstwa, stanowić ma zapewne ukrytą profanację Eucharystii.
Nie sposób też stwierdzić, że chrześcijaństwo uformowało tok myślenia Rosenberga, Himmlera, czy wreszcie Hitlera. Wszystko to byli najprawdziwsi neopoganie, dla wiary w Chrystusa mieli zaś stosunek nie tyle nawet pogardliwy, co jawnie niechętny i wrogi. Chrystianizm był dla nich ideą skompromitowaną, a jego zniszczenie odłożyli tylko w czasie ze względów taktycznych i propagandowych. Znane są liczne wypowiedzi Hitlera o Chrystusie, całkiem bezpodstawnie uważanego przezeń za Aryjczyka, którego poglądy całkowicie wypaczyć i "zsemityzować" miał św. Paweł. Prawdziwym źródłem hitlerowskiej obsesji zniszczenia Żydów nie był żaden "chrześcijański antysemityzm", lecz swego rodzaju zespolenie nowoczesnej nauki (darwinizmu) z czystym pogaństwem okraszonym domieszką cywilizacji Dalekiego Wschodu (Himmler z zapałem czytywał Wedy, Bhagawadgitę i buddyjskie sutry, z innego zaś źródła wiem, że bardzo cenił też Koran i pozytywnie wypowiadał się o islamie), jak również z postnietzscheańskim nihilizmem, czy wreszcie z rasizmem spod znaku Gobineau czy Hustona Stewarta Chamberlaina. Była to więc wypadkowa wielu różnych poglądów, nie mająca żadnych związków z chrześcijaństwem, czego nie zmieni nawet Richard Dawkins utyskujący na to, że przecież z wielu wypowiedzi Hitlera wynika, iż wierzył on w Opatrzność.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kłamca. Tom 2

Cyngiel Niebios :) Drugi tom "Kłamcy" Jakuba Ćwieka wcale nie odstaje poziomem od tomu pierwszego. Absolutnie nie! I to niesamowicie c...

zgłoś błąd zgłoś błąd