Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Poczwarka

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
7,49 (7873 ocen i 823 opinie) Zobacz oceny
10
784
9
1 494
8
1 641
7
2 294
6
815
5
538
4
117
3
120
2
30
1
40
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8308030947
liczba stron
322
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Nowe wydanie. Adam i Ewa, bohaterowie powieści, żyją prawie jak w serialu. Mają po trzydzieści lat i starannie opracowany rodzinny biznesplan . Ład ich świata burzy pojawienie się córeczki, innej, niż oczekiwali. Mężczyzna i kobieta każde na swój sposób poznają to nowe życie. Między odrzuceniem a miłością kryje się niejedna tajemnica.

 

źródło opisu: WL, 2001

Brak materiałów.
książek: 132
Soniak Kwak | 2011-10-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: maj 2011

Poczwarka Doroty Terakowskiej to książka dla każdego. To książka dla rodziców dzieci z downem. To książka dla katolika. To książka dla fascynata seriali medycznych. To książka dla amatorów genetyki. To książka dla ludzi, którym się nie powiodło. To książka, która uczy żyć z nieszczęściem. To książka, która wskaże ci właściwą drogę.
Dar Boga, Dziecko Czujące Inaczej, Muminek, to tylko niektóre z określeń na dzieci dotknięte mongolizmem, proponowane przez autorkę. Właściwie nie przez samą pisarkę, ale wszechwiedzącego narratora, który nie tylko dokładnie zdaje sobie sprawę z tego, co i dlaczego czują wszyscy bohaterowie, ale również, na podstawie wnikliwie przeprowadzonych studiów, potrafi wyjaśnić, co kryje się w umyśle ludzi niedorozwiniętych w różnym stopniu. Szkoda tylko, że Terakowskiej nie udało się stworzyć nawet cienia autentyczności bohaterów. Przytoczenia ich myśli są zawsze tekstowo sygnalizowane, więc powtórka z użycia mowy pozornie zależnej – podstawa programowa w którejśtam klasie gimnazjum – z pewnością by jej nie zaszkodziła. Od niemal samego początku książki do ostatnich jej stronic, narrator dostarcza nam ponoć-fachowych opinii na temat upośledzenia, podkreślając na każdym kroku niesamowitą ilość lektur, przez które brną rodzice Myszki. Faszeruje nas pseudo profesjonalną wiedzą z zakresu genetyki, często powtarzając te same informacje, przy czym trudno nie odnieść wrażenia, że Terakowskiej zależy na tym, abyśmy uznali ją za wykwalifikowanego diagnostyka niedorozwoju. Samozaparcia w prowadzeniu swoich badań, Terakowskiej, gratulujemy. I idziemy dalej.
Terakowska nie tylko wie, co czują rodzice nieuleczalnie chorych dzieci. Wie również, co powinni oni czuć. Powieść do gruntu przesiąknięta jest myślą chrześcijańską w wydaniu katolickim, a poddając wątpliwość słuszność decyzji bohaterki o zatrzymaniu córki, czytelnik musi poczuć się winny i owym poczuciem winy przytłoczony. Ojciec Myszki, który nie wierzy w sens opiekowania się niekontaktową córeczką, jest postacią małostkową, nieszczęśliwą i godną potępienia. Każdy powinien przecież dźwigać swój krzyż! Całe szczęście, na przeciwległym biegunie znajduje się jego nieskazitelnie czysta moralnie małżonka. Co prawda i ona przeżywa chwile zwątpienia i niemal daje się przekonać złemu mężowi o konieczności oddania córeczki do zakładu, ostatecznie jednak dobro zwycięża. Co nie jest dla czytelnika żadną niespodzianką, nie dotarliśmy przecież nawet do jednej piątej książki, a szemrzący strumyczek wątłej akcji musi toczyć się dalej. Nie trzymamy przecież w ręku kryminału. Powieści psychologicznej wysokich lotów też niestety nie. Za to niewątpliwie z książki Terakowskiej mógłby powstać scenariusz filmu telewizyjnego, produkcji telewizji polskiej.
Jeśli któreś z was w ostatnim czasie trzymało w ręku Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego, w stylu Poczwarki odnajdzie tę znajomą i cieplutką nutkę stylu biblijnego. Z resztą po co udaję tutaj erudytkę! Przecież wystarczy przetrwać w naszym systemie szkolnictwa kolejne etapy wtajemniczenia: komunię, bierzmowanie i kilka ślubów koleżanek, żeby dla sposobu pisarskiego Terakowskiej znaleźć odpowiednią nazwę. Ach, już pamiętam po co wspomnienie erudycji – żeby nie zapomnieć wspomnieć, jak to sama autorka kocha i zna książki. Irytujące. Z drugiej jednak strony w Poczwarce drukowanej nakładem Wydawnictwa Literackiego pojawiają się rażące błędy językowe typu "gęściejsze", zamiast "gęstsze", czy "otwarł" zamiast "otworzył". Jednak odpowiedzialnością za ten występek obarczyć należałoby brak korekty.
Książka przepełniona jest niemożliwością, dla której większość krytyków w przypadku Terakowskiej znajduje nazwę pod pojęciem realizmu magicznego. I choć ogólna konstrukcja powieści zgadza się z definicją terminu, zamieszczoną na Wikipedii, niektóre nieścisłość są według mnie przejawem zwykłej niekonsekwencji w budowie postaci, wywołanej potrzebą utrzymania jasnej analogii do Biblii. Cały świat wyobraźni dziewczynki, który otwiera się przed czytelnikiem kiedy ta przebywa na strychu, jest przetworzeniem bodźców zewnętrznych docierających do jej świadomości – słuchanej po tysiąckroć księgi Genesis i oglądanych na co dzień rodziców. Dziwne jest jednak, że w tym wszystkim niedorozwinięte, ośmioletnie dziecko zapędza się w swoich magicznych wywodach do rozważań nad gazową budową wszechświata. A może się nie znam.
Tatuś imieniem – o ironio – Adam – małżonek Ewy, a jakże – też jest jakiś niespójny. Z jednej strony super biznesmen, opływający w dostatki człowiek sukcesu, który zapewnił żonie możliwość rodzenia w najlepszej możliwej klinice położniczej i zaplanował dziecku przyszłość aż po grób, z drugiej strony kompletnie nieświadom zagrożeń czyhających na płód kobiety w okolicach czterdziestki. Aż wierzyć, że ten super zapobiegliwy bohater nie fundował przyszłej mamusi badań prenatalnych. Ok, trauma z dzieciństwa kazała mu wyprzeć ze świadomości istnienie chorego braciszka, więc może i inwalidów w ogóle. Ale okazuje się, że niedorozwój brata nie przeszkadzał mu w kochaniu Muminka z lat własnej młodości. A skoro tak, to skąd potrzeba wyparcie i zastąpienia wspomnienia, o zgrozo!, psem?! I jeszcze jedna nieścisłość. Jakim sposobem chłopak totalnie zlewający szkołę, zmuszony do studiowania, nagle odkrywa w sobie tak niesamowite pokłady energii i samozaparcia, że staje się super pracownikiem na wysokim stanowisku. Chyba brak mi wiary w ludzi.
Jadnak chwyt najtańszy w całej książce, którą nieswojo mi nazywać powieścią, jest tandetne zakończenie. Prawda, trudno o głębię w happy endach, a przecież każda lektura dydaktyczna i ku pokrzepieniu dusz zarazem musi kończyć się dobrze, jednak obraz szczęśliwej rodziny, którą tworzą Adam i Ewa po (nie oszukujmy się, wyczekiwanej) śmierci niedorozwiniętego dziecka, dosłownie zwala z nóg. Może i na tym polega realizm fantastyczny, że kobieta odepchnięta z powodu urodzenia kaleki, wspierana przez męża jedynie finansowo, odseparowana od spraw męża i z jego wyroku od świata, decyduje się po ośmiu latach równoległej egzystencji na kolejne dziecko, ja jednak odbieram finał Poczwarki, jako fantastycznie nierealne brednie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Przekład

Czuję, że nie jestem w stanie dać odpowiednią ilość gwiazdek tej pozycji, ponieważ wydaje mi się, że po przeczytaniu tej powieści czułam zadowolenie,...

zgłoś błąd zgłoś błąd