Piękno bez konserwantów. Sekrety urody naszych prababek

Seria: Ciekawostki historyczne.pl
Wydawnictwo: Znak Horyzont
6,13 (120 ocen i 23 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
5
8
18
7
19
6
38
5
23
4
9
3
3
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324041633
liczba stron
288
kategoria
zdrowie, medycyna
język
polski

Nasze prababki nie miały pod ręką preparatów z połową tablicy Mendelejewa, którymi my dziś zapełniamy łazienki. Jednak na zdjęciach wyglądają olśniewająco! Jak zatem dbały o siebie? To proste: sięgały po naturalne sposoby, które przekazywały sobie z pokolenia na pokolenie. W przedwojennej Polsce nastąpiła urodowa rewolucja: makijaż przestał być czymś wulgarnym, magazyny kobiece wypełniły się...

Nasze prababki nie miały pod ręką preparatów z połową tablicy Mendelejewa, którymi my dziś zapełniamy łazienki. Jednak na zdjęciach wyglądają olśniewająco! Jak zatem dbały o siebie? To proste: sięgały po naturalne sposoby, które przekazywały sobie z pokolenia na pokolenie.

W przedwojennej Polsce nastąpiła urodowa rewolucja: makijaż przestał być czymś wulgarnym, magazyny kobiece wypełniły się reklamami polskich kosmetyków, zaczęły powstawać salony piękności.

Ola Zaprutko-Janicka odkrywa zapomniane sekrety naszych prababek, tajemnice ich piękna sprzed epoki konserwantów. Podsuwa wiele prostych i skutecznych porad, które bez wahania możesz stosować w domu, by lepiej zadbać o wygląd i zdrowie.
Jak zrobić w domu ekologiczny krem z najprostszych składników? Jak zapobiegać wypadaniu włosów? Jak zdrowo schudnąć? I jak przytyć? Wystarczy zastosować sprawdzone triki naszych babek i prababek.

Teraz możesz sprawdzić na własnej skórze, że to naprawdę działa!

Czy to aby na pewno bezpieczne sięgać po przedwojenne sposoby w dobie nowych technologii? Bez obaw! Wszystkie porady zostały zweryfikowane przez znaną lekarkę-kosmetolożkę i popularną dietetyczkę – trenerkę personalną.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl

źródło okładki: http://www.znak.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 646

Już podczas czytania wstępu w głowie zapaliła mi się ostrzegawcza czerwona lampka. Sięgając po "Piękno bez konserwantów", spodziewałam się, oczywiście, opowieści o sposobach przedwojennych Polek na podkreślenie urody, ale myślałam, że przedstawi ona może nie tyle konkretne przepisy i sekrety, co raczej opisze realia, w jakich odbywały się te skomplikowane procedury, być może przedstawi przedwojenne marki kosmetyczne, opisze funkcjonowanie ówczesnych instytucji związanych z urodą itp.; zamiast tego, jak się okazało, trzymałam w rękach zbiór wymyślnych i nierzadko skomplikowanych receptur na domowe kosmetyki, które - jak wierzy autorka - mają z powodzeniem zastąpić drogeryjne czy nawet apteczne produkty, jakie stoją rządkiem w naszych łazienkach.

Oczywiście nie próbuję odebrać autorce racji i również nie kwestionuję ogromnego nakładu pracy, jaki musiała włożyć w przygotowanie publikacji (choć, jak sama przyznaje w zakończeniu, była to dla niej przyjemność - przeglądanie przedwojennych magazynów jest jej sposobem na spędzanie wolnego czasu). Rzecz w tym, że "Piękno bez konserwantów" zbyt mocno ciąży w kierunku złotej legendy dwudziestolecia międzywojennego jako świata elegancji, wyrafinowania i klasy - świata, w którym nawet kosmetyki są lepsze od dzisiejszego "targowiska próżności", jaki fundują nam koncerny kosmetyczne.

Nikomu chyba nie trzeba uświadamiać, że rzeczywistość znacznie odbiegała od obrazu naszkicowanego przez Zaprutko-Janicką i zwłaszcza ona sama, jako historyk, powinna o tym dobrze wiedzieć. Tym bardziej niezrozumiałe wydaje się dla mnie ucięcie pewnych ważnych (i ciekawych!) kwestii zaledwie po zdaniu czy dwóch. Jak z dbaniem o urodę i higienę radziły sobie wiejskie dziewczyny (z kart książki dowiemy się tylko tyle, ile powiedział mi kiedyś... mój dziadek - że czerniły brwi węgielkiem, a usta szminkowały burakiem), jak wyglądały te kwestie w dzielnicach robotniczych, o ówczesnych slumsach nawet już nie wspominając, kto i za jaką kwotę mógł udać się do kosmetyczki lub przedwojennego odpowiednika spa oraz jaka była oferta tych instytucji - o tym Zaprutko-Janicka nam nie powiedziała.

Pozostaje jeszcze problem samych przepisów. Jak autorka sama przyznaje, nie posiada żadnego wykształcenia chemicznego ani kosmetycznego, nie przeszkadza jej to jednak polecać sporą garść receptur, z których, jak pisze, "wiele wypróbowała na sobie" (to znaczy które? a może lepiej spytać, których nie?). Choć kusi mnie, chociażby z czystej ciekawości, ukręcenie jednej czy dwóch mikstur na przedwojenną modłę, mam opory przed zawierzeniem w tej kwestii historykowi - tym bardziej, że w przypadku kosmetyki lat 20. i 30. znacznie bardziej znane są te przypadki, które w dłuższej perspektywie jedynie urodę odbierały (jak na przykład słynny platynowy blond Jean Harlow - kolejny wątek, który autorka zaledwie leciutko naszkicowała, choć niewątpliwie byłby jednym z najbardziej interesujących). "Piękno bez konserwantów" jedynie podsyciło mój apetyt, zamiast go zaspokoić - a szkoda, bo zapowiadało się naprawdę nieźle.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kości proroka

Mnie ta książka nie porwała. Wątki z przeszłości dużo ciekawsze. Główna bohaterka mocno irytująca momentami, te jej niby dialogi ze sobą.. Widać dużo...

zgłoś błąd zgłoś błąd