Langosz w jurcie

Seria: Sulina
Wydawnictwo: Czarne
5,96 (84 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
5
8
9
7
16
6
27
5
10
4
8
3
4
2
2
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380493759
liczba stron
280
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Węgry kształtem przypominają langosza, a plan tej podróży był prosty: objechać kraj wzdłuż granic, czyli objeść go jak langosza od chrupiących krawędzi. Pierwsze ugryzienie to Fertőd i odrobina luksusu w pałacu Esterházych, węgierskim Wersalu, a potem kolejne kęsy wzdłuż siedmiu granic, aż do ostatniego w Győr i pożegnania z krajem nad paprykarzem z ziemniaków z kiełbasą. A po drodze między...

Węgry kształtem przypominają langosza, a plan tej podróży był prosty: objechać kraj wzdłuż granic, czyli objeść go jak langosza od chrupiących krawędzi. Pierwsze ugryzienie to Fertőd i odrobina luksusu w pałacu Esterházych, węgierskim Wersalu, a potem kolejne kęsy wzdłuż siedmiu granic, aż do ostatniego w Győr i pożegnania z krajem nad paprykarzem z ziemniaków z kiełbasą.

A po drodze między innymi zagadka skradzionej głowy Josepha Haydna, grób serca, jelit i wątroby Sulejmana Wielkiego, cygańskie Gilvánfa z cygańskim samorządem i z cygańską biedą, Hercegszántó z wielką blaszaną Matką Boską i spółdzielnią rolniczą imienia Lenina, Ásotthalom z domem pamięci najsłynniejszego węgierskiego rozbójnika Sándora Rózsy i Mátészalka, gdzie produkuje się batony túró rudi, czyli dla wielu jeden z nielicznych powodów, dla których warto przyjechać na Węgry. Po drodze przystanki w kąpieliskach i ślady polskiej wojennej tułaczki po wrześniowej klęsce.

Krzysztof Varga od lat przemierza kraj w poszukiwaniu kuriozów, ciekawostek, miejsc, do których nikt nie zagląda. Rusza w drogę i nigdy nie wie, gdzie skręci zwiedziony intrygującym drogowskazem. Osobliwe pomniki walczą w jego sercu o lepsze z odkrytą przypadkiem nieznaną wcześniej czardą, w której podają fenomenalny pörkölt z jelenia.

Ostatnia część „węgierskiej trylogii” to wędrówka po madziarskiej prowincji wzdłuż dzisiejszych granic kraju. Okazuje się jednak, że biegną one inaczej niż na mapie, bo współczesne Węgry to kraj, którego nie ma, ogryzek z dawnego wielkiego państwa, więc Varga nieustannie albo zbliża się do centrum, albo granice przekracza.

 

źródło opisu: https://czarne.com.pl

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1638

Na Węgrzech tłusto

Krzysztof Varga wyrusza w kolejną z niekończących się podróży przez swoją drugą ojczyznę i po raz kolejny chce podzielić się z czytelnikami tym, co widzi i co czuje na Węgrzech. A jego dar obserwacji, połączony z doskonałą znajomością kraju czardasza, sprawia, że potrafi on rozwodzić się nad zjawiskami, które niewielu w ogóle by zauważyło. Raz jest to przyrodzony Madziarom talent do wpychania w siebie kolejnych dań, innym razem wyjątkowy pomnik czy figura (ze szczególnym wskazaniem na wszelkie wizerunki Matki Boskiej), w końcu pałac czy kąpielisko. Obrazy spotykanych tylko na Węgrzech cudów mieszają się z szarością ubogich wiosek, a pisarz jedzie przez kraj ze spokojną, acz niepodważalną determinacją.

I choć nie jest „Langosz w jurcie” książką długą, liczy niewiele ponad dwieście stron, to z pewnością posiada jedną z cech tłustego węgierskiego jedzenia, które tak lubi opisywać Varga: w zbyt dużych dawkach bardzo ciężko go strawić. Wynika to z dwóch powodów. Pierwszym jest powtarzalność obrazów: kiedy jeden czy drugi pomnik staje się dla autora okazją do ucieczki w nieco odleglejszą, oryginalną refleksję, książka rzeczywiście fascynuje, ale pisarz nieczęsto pozwala sobie na ucieczkę od dosłowności. Zamiast tego musi przebijać się przez zdawkowy opis kolejnego hotelu, kolejnej szarej i biednej wioski, kolejnego kąpieliska, kolejnych kilku dań madziarskiej kuchni. Varga komponuje smaczne danie, ale odgrzewa je raz po raz i czytelnik, karmiony wciąż tym samym, w końcu musi się...

Krzysztof Varga wyrusza w kolejną z niekończących się podróży przez swoją drugą ojczyznę i po raz kolejny chce podzielić się z czytelnikami tym, co widzi i co czuje na Węgrzech. A jego dar obserwacji, połączony z doskonałą znajomością kraju czardasza, sprawia, że potrafi on rozwodzić się nad zjawiskami, które niewielu w ogóle by zauważyło. Raz jest to przyrodzony Madziarom talent do wpychania w siebie kolejnych dań, innym razem wyjątkowy pomnik czy figura (ze szczególnym wskazaniem na wszelkie wizerunki Matki Boskiej), w końcu pałac czy kąpielisko. Obrazy spotykanych tylko na Węgrzech cudów mieszają się z szarością ubogich wiosek, a pisarz jedzie przez kraj ze spokojną, acz niepodważalną determinacją.

I choć nie jest „Langosz w jurcie” książką długą, liczy niewiele ponad dwieście stron, to z pewnością posiada jedną z cech tłustego węgierskiego jedzenia, które tak lubi opisywać Varga: w zbyt dużych dawkach bardzo ciężko go strawić. Wynika to z dwóch powodów. Pierwszym jest powtarzalność obrazów: kiedy jeden czy drugi pomnik staje się dla autora okazją do ucieczki w nieco odleglejszą, oryginalną refleksję, książka rzeczywiście fascynuje, ale pisarz nieczęsto pozwala sobie na ucieczkę od dosłowności. Zamiast tego musi przebijać się przez zdawkowy opis kolejnego hotelu, kolejnej szarej i biednej wioski, kolejnego kąpieliska, kolejnych kilku dań madziarskiej kuchni. Varga komponuje smaczne danie, ale odgrzewa je raz po raz i czytelnik, karmiony wciąż tym samym, w końcu musi się zbuntować.

Drugi powód tej ujawniającej się czasami ciężkostrawności „Langosza w jurcie” także powiązany jest z powtarzalnością, tym razem jednak frazy. I znowu: w omawianym reportażu pisarz potrafi wspiąć się na wyżyny swojego kunsztu, ożywić styl, ale tylko wtedy, gdy ucieka od opisywania szarości Węgier – kiedy coś przykuje jego uwagę, podnieci jego umysł. Częściej jednak Varga sam wydaje się znudzony swoją podróżą, łata zdania wypełniając je pustymi „oczywiście” i „ewentualnie”, powraca nie tylko do wcześniejszych obrazów, ale też do użytych już porównań czy metafor. Nie udowadnia to, niestety, stylistycznej zręczności, a wygląda na objaw zmęczenia dłużącą się opowieścią.

„Langosz w jurcie” to książka trudna zarówno w lekturze, jak i ocenie. Choć nie stawia czytelnika przed szczególnymi wyzwaniami intelektualnymi, to zmusza go do wysiłku przy pokonywaniu kolejnych podobnych do siebie stron. Często go za ów wysiłek wynagradza, bo Krzysztof Varga potrafi pisać z rzadko spotykaną wnikliwością, czasami, niestety, rozczarowuje. Jeśli jednak kogoś interesują Węgry i chce zobaczyć je z bardzo bliskiej perspektywy, to zakończenie trzytomowej opowieści z pewnością będzie dobrym wyborem.

Bartosz Szczyżański

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
    Obecnie jeszcze nie ma dyskusji powiązanych z tą książką.
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (226)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 638
Nobliszka | 2017-07-14
Na półkach: Przeczytane

Polak, Węgier, dwa bratanki… Może i tak, ale mi jakoś nie po drodze z tą książką. Pisana jest pięknym językiem, czuję prawdziwą przyjemność sącząc te wszystkie zdania, skupiam się na nich, delektuję aby zaraz stracić wątek. Moje myśli gdzieś ulatują. Pędzą za oglądanym filmem, realizują jutrzejsze plany, podążają za ćmą, która wleciała przez okno. STOP! Wracać, tak nie można! I siłą zbieram myśli, nastrajam skupienie na teraz i tu. Męczę się.

Inaczej zapewne by było, gdybym o „bratankach” wiedziała cokolwiek więcej niż, że są, że w Europie, że Orban. Gdybym liznęła cokolwiek historii Węgier, gdybym lepiej znała ich geografię, a i przyjrzała się architekturze. Kto to wie, może bym w tej chwili hymn pochwalny kleciła, zamiast gubić się w zawiłości i szczegółowości opisów Krzysztofa Vargi. Widać jego wielkie uczucie do kraju swojego ojca, widać przywiązanie i nostalgię, do tego co było i tego co jest. I znajomość tematu, dogłębną i wielopłaszczyznową. Mieszkał tam. Bywał po...

książek: 1401
almos | 2016-11-21
Przeczytana: 04 listopada 2016

Trzecia to już książka Vargi o Węgrzech, tym razem pan Krzysztof podróżuje po obrzeżach swojej drugiej ojczyzny, mamy więc obraz węgierskiej prowincji. Autor przemieszcza się jedząc, zwiedzając, oglądając z jednej strony pięknie utrzymane miasteczka, z drugiej tereny w całkowitym upadku i nędzy. Styl vargowy olśniewający, fraza piękna, ale opisy tych miasteczek o nazwach trudnych do spamiętania nużą po pewnym czasie, stają się monotonne, mimo to ciekawa lektura.

Z reguły jest tak, gdy mam nowego ebooka, to czytam parę stron wstępu, aby poczuć książkę, tutaj jak zacząłem czytać to nie mogłem się oderwać. Bardzo wciąga ta opowieść o podróży na obrzeżach państwa, z wizytowaniem prowincjonalnych muzeów, obiektów kultu, z objadaniem w się w gospodach tamtejszych, czyli w czardach, ma Varga swój styl hipnotyzujący, i jeśli nawet pisze o bzdetach to pisze pięknie i uwodzi czytelnika.

Niemniej po pewnym czasie rzecz cała nuży, staje się zbyt powtarzalna, podobne knajpy, cmentarze,...

książek: 910
Seticzek | 2017-02-02
Przeczytana: 02 lutego 2017

Pan Krzysztof pisze trzeci raz swoją książkę o Węgrzech. Tym razem jednak pisze na kolanie; jakby nikt nie przejrzał luźnych notatek przed ich wydaniem.
Ilość użycia słowa "oczywiście" może wyprowadzić z równowagi najbardziej życzliwych czytelników . Pojawia się ono oczywiście w niemal każdym akapicie, w niektórych zdaniach potrafi oczywiście wystąpić parę razy. W co dziesiątym akapicie wykorzystywane jest słowo "naturalnie", ewentualnie "przecież" jako niewątpliwe urozmaicenie.
Pod koniec bardziej polowałem na kolejne "oczywiście" niż analizowałem treść.
Dodatkowo drażni używanie na przemian liczby mnogiej i pojedynczej jako narratora (w stylu: "skręciliśmy w lewo, po czym oczywiście zawróciłem").
Nasz "przewodnik" nie opanował oczywiście obsługi żadnej nawigacji samochodowej, nawet darmowego google map, a i z papierową mapą sobie oczywiście nie radzi (mimo, że prawdopodobnie siedzi ich tam w samochodzie większa ilość). W każdym rozdziale gubi się minimum 2 razy, obija...

książek: 334
Monika | 2016-11-03
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Langosza w jurcie Krzysztofa Vargi czyta się tak jak pozostałe części węgierskiej trylogii (Gulasz z turula i Czardasz z mangalicą), tzn. czując nieustanny głód, niemal fizycznie cierpiąc od opisów specjałów węgierskiej kuchni (paprykarza z ziemniakami i kiełbasą, pörkölta z jelenia, czy też tytułowego langosza), które pozostają nieosiągalne z tegoż prostego względu, iż Varga pozwala nam je próbować wyłącznie poprzez obrazy, które kreśli. Na prawdziwą konsumpcję przychodzi zgłodniałemu czytelnikowi nieco poczekać. A jest Varga prawdziwym mistrzem opisu, gdy chodzi o smak, zapach i wygląd potraw (że już pominę drastyczne opisy scen trawienia i gastrycznych problemów związanych z tymiż potrawami). Gdyby technika nie pozwalała na tak szybki rozwój fotografii kulinarnej, jej miejsce zajęłyby opisy wszelkiego rodzaju dań, a polsko-węgierski autor zostałby niewątpliwie mistrzem w tej dziedzinie.

A jednak, w trakcie lektury Langosza w jurcie odbiorcy towarzyszy nie tylko głód wynikający...

książek: 190
Qbajot | 2018-05-09
Na półkach: 2018, Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 09 maja 2018

Wyśmienita gawęda Krzysztofa Vargi o historii i kulturze Węgier opowiadana z perspektywy podróżnika szlajającego się po węgierskiej prowincji. Autor odsłania nam madziarską duszę, która zawieszona jest gdzieś między depresyjną nostalgią za dawno minioną chwałą cesarsko-królewskiej monarchii a dumą z poczucia wyjątkowości dalekich potomków koczowników zza Uralu. Varga jeździ od jednego panońskiego wygwizdowa do kolejnego i wynajduje coraz to kolejne ślady przeszłości w najmniej spodziewanych miejscach. Pisze niby tak samo, jak zawsze gdy przychodzi temat jego drugiej (pierwszej?) ojczyzny, ale nigdy mnie nie nudzi ten jego gadatliwy potok słów, w którym płynnie przechodzi od krytycznych uwag wobec wybiórczości zbiorowej pamięci węgierskiej polityki historycznej do zachwytów nad niezdrowymi, ciężkostrawnymi i nieziemsko pysznymi potrawami naddunajskiej kuchni. Nie polecam tej lektury na głodniaka :)

książek: 121
Małgorzata | 2018-02-01
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 01 lutego 2018

To moje pierwsze - ale już wiem, że nie ostatnie - spotkanie z twórczością Krzysztofa Vargi. "Langosz w jurcie" to przede wszystkim popis warsztatu pisarskiego autora. Trzeba być nie lata pisarzem, by napisać książkę właściwie o niczym - trochę o jedzeniu, trochę o podróży, trochę o historii - i przez te kilkaset stron nie znudzić czytelnika na śmierć.
Przede wszystkim jest to jednak prawdziwa wycieczka na Węgry. W książce Vargi znalazłam wszystko to, co na Węgrzech tak mnie urzeka - szczerość, autentyczność, nowoczesność wymieszaną z prowincjonalnością. To zwyczajnie dobra książka, która miłośników Węgier i węgierskości zachwyci swoją bezpretensjonalnością.

książek: 96
WojtekW | 2017-07-20
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 20 lipca 2017

Varga trzyma poziom. Może nie jest to dynamiczna powieść, pełna zwrotów akcji. Jest to podróż na Węgry, a dokładnie, na przygraniczne tereny. jak dla mnie bardzo ciekawa pozycja, ale ja lubię ten kraj, trochę go znam, interesuję się kulturą, gastronomią i historią. Dla laika w książce będzie zbyt dużo niezrozumiałych wyrazów,nazw miejsc, do tego autor nie kwapi się z ich wyjaśnianiem. Może to też pozytywny element lektury - trzeba zajrzeć na mapy, w słownik, do wikipedii. takie rozwinięcie opowieści... Polecam tym, co lubią Węgry.

książek: 115
ksiazkawprezencie | 2016-11-28
Na półkach: Przeczytane

Najdziwniejsze było dla mnie to, że po przeczytaniu książki Vargi nie myślałam o Węgrzech. Zastanawiałam się za to, jak wyglądałaby relacja z podróży autorstwa któregoś z zagranicznych pisarzy, gdyby zdecydował się odwiedzić polskie wsie, miasta i miasteczka...


moja recenzja: http://www.ksiazkawprezencie.pl/varga-z-zagranicy/

książek: 1433
Mateusz | 2017-06-06
Przeczytana: 05 czerwca 2017

Genialna, subiektywna, humorystyczna podróż z Krzysztofem Vargą po Węgrzech. Warto!

książek: 171
barabarasz | 2017-04-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 kwietnia 2017

Ciężko strawny ten langosz. Jeżeli ktoś czytał poprzednie dwie części trylogii, może sobie go odpuścić. Jeżeli nie czytał, to tym bardziej. Powierzchowna, chaotyczna, nudna, niepotrzebna.

zobacz kolejne z 216 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Nominacje do Nagród Norwida

Prozaik, eseista, publicysta i tłumacz, autor „Trylogii rzymskiej” oraz działacz opozycji demokratycznej w PRL – Jacek Bocheński odbierze w tym roku statuetkę Nagrody im. Cypriana Kamila Norwida „Dzieło życia” przyznawanej za całokształt twórczości. Taki werdykt podjęła w tym roku kapituła nagrody. Ogłoszone zostały też nazwiska nominowanych w czterech kategoriach za dzieła i kreacje powstałe w 2016 roku.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd