Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
8 (11 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
1
8
4
7
3
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788323340508
liczba stron
208
język
polski

Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte. Mała węgierska wieś. Skrajna bieda, brak perspektyw, nadziei na lepszą przyszłość. Społeczność, której życie to praca w państwowych gospodarstwach i pijatyki w miejscowej karczmie. Relacje mieszkańców opierają się tu na wzajemnej nieufności, niechęci i agresji – mężowie biją żony, a matki dzieci. Wszechobecne ubóstwo ma wymiar nie tylko materialny, ale...

Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte. Mała węgierska wieś. Skrajna bieda, brak perspektyw, nadziei na lepszą przyszłość. Społeczność, której życie to praca w państwowych gospodarstwach i pijatyki w miejscowej karczmie. Relacje mieszkańców opierają się tu na wzajemnej nieufności, niechęci i agresji – mężowie biją żony, a matki dzieci. Wszechobecne ubóstwo ma wymiar nie tylko materialny, ale też emocjonalny i intelektualny.

Powieść Borbely’ego pozwala spojrzeć oczami dziecka na brutalną rzeczywistość po Drugiej Wojnie Światowej. Doświadczone przez los postaci, odkrywające na nowo własną tożsamość sprawiają, że świat Wykorzenionych od pierwszych stron chwyta czytelnika za gardło i na długo nie daje o sobie zapomnieć .

Robi mi się duszno, kiedy ktoś mówi o Żydach. Kiedy słyszę słowo „Żyd”, gardło mi się zaciska. Tracę oddech. Szumi mi w uszach. Boję się, że inni to zauważą. Boję się, że się zdradzę. Udaję, że nic mnie to nie obchodzi. Serce podchodzi mi do gardła. W takich chwilach wstrzymuję oddech. Wiem, że powietrza nie starczy na długo, ale do tego czasu ani drgnę. Nie mam odwagi odetchnąć. Uszy mi płoną. Na pewno wszyscy to widzą. Chciałbym zobaczyć się w lustrze. Boję się, że uszy mnie zdradzą. Inni często mówią o Żydach. W ich słowach czai się groźba. Boję się tych słów. (fragment)

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: http://www.wuj.pl/page,produkt,prodid,2822,strona,...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 27
Pliszka-siwa | 2017-04-28
Na półkach: Przeczytane

Czytam i to dość kompulsywnie. Coraz częściej szkoda mi czasu na niedobre książki. Ta mnie poraziła. To jakby dostać obuchem w łeb. Wszystkie nabyte mądrości i czytelniczy dystans zeszły na boczny plan.

To wspomnienia wiejskiego chłopca, a raczej dorosłego narratora, który przez niego przemawia. Wspomnienia przeraźliwie smutne – o burczącym brzuchu, bo w domu nie było ani kawałka chleba, o wyzwiskach i policzkach ze strony wioskowej dzieciarni, o pani nauczycielce, która tak brzydziła się chłopskich dzieci, że nawet linijką biła je z daleka, o śmierci braciszka, którego nie wyleczył rosół z gołębia, którego własnoręcznie ubił kilkuletni bohater. Ale to także zasłyszane od innych członków wieloetnicznej rodziny historie o deportacji wioskowych Żydów i conocnym szabrowaniu ich majątku, o przymusowym włączeniu prawosławnych Rumunów do Kościoła unickiego, kolektywizacji węgierskiej wsi i tępieniu kułaków, o zamarzających na froncie kończynach i brutalnych odwetach na Ukraińcach w czasie wojny.

W hierarchii wsi rodzina bohatera zajmuje miejsce na samym dole. Za nimi są już tylko Romowie z wyszydzanym i opluwanym przez wszystkich Mesyjaszem, dobrodusznym, naiwnie łagodnym Cyganem, którego wieśniacy najmują do opróżniania wychodków. I od czasu do czasu opluwają w poczuciu wyższości.

Ale trafiają się w tej książce także fragmenty bardzo subtelne i piękne, choć zawsze wstrzemięźliwe i notowane jakby ukradkiem. Na przykład maleńkie hołdy wobec matki: „Mama opowiada nam bajkę. Siostra już przysypia. Braciszek cichutko kwili. W izbie unosi się zapach mleka. Zapach kupy. Zapach biedy. Tylko mamą pachnie za mało. Za mało jest mamy. Nie starcza jej dla nikogo. Nie można jej podzielić na troje. Bo trzy nie dzieli się przez nic, tylko przez siebie.”

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ojciec nieświęty

Niewygodna prawda której nie akceptują "katolicy". Prawda o wykreowanym naciąganie "autorytecie".

zgłoś błąd zgłoś błąd