Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Buszujący w zbożu

Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Wydawnictwo: Albatros
6,71 (20206 ocen i 1232 opinie) Zobacz oceny
10
1 230
9
2 203
8
3 043
7
5 535
6
3 605
5
2 484
4
730
3
909
2
219
1
248
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Catcher in the Rye
data wydania
ISBN
9788373595552
liczba stron
304
język
polski

Inne wydania

Bohaterem "Buszującego w zbożu" jest szesnastoletni uczeń, Holden Caulfield, który nie mogąc pogodzić się z otaczającą go głupotą, podłością, a przede wszystkim zakłamaniem, ucieka z college`u i przez kilka dni "buszuje" po Nowym Jorku, nim wreszcie powróci do domu rodzinnego. Historia tych paru dni, którą opowiada swym barwnym językiem, jest na pierwszy rzut oka przede wszystkim zabawna,...

Bohaterem "Buszującego w zbożu" jest szesnastoletni uczeń, Holden Caulfield, który nie mogąc pogodzić się z otaczającą go głupotą, podłością, a przede wszystkim zakłamaniem, ucieka z college`u i przez kilka dni "buszuje" po Nowym Jorku, nim wreszcie powróci do domu rodzinnego. Historia tych paru dni, którą opowiada swym barwnym językiem, jest na pierwszy rzut oka przede wszystkim zabawna, jednakże rychło spostrzegamy, że pod pozorami komizmu ważą się tutaj sprawy bynajmniej nie błahe.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 365
chamariz | 2015-09-16
Na półkach: Z biblioteki
Przeczytana: 15 września 2015

Czytelnicy "Buszującego w zbożu" dość wyraźnie dzielą się na tych, którzy są nim zachwyceni i tych, którym zupełnie nie podszedł. Sądziłam, że będę należeć do pierwszej grupy. Wydawało mi się, że powieść J. D. Salingera mnie poruszy, dotknie najgłębszych zakamarków duszy i na zawsze pozostanie w pamięci. Takie przynajmniej żywiłam oczekiwania do tytułu, który przez wielu jest już uznawany za klasykę literatury. Wątpię, czy możliwe jest rozczarować się mocniej, niż stało się to w moim przypadku.

Na początku sądziłam, że książka po prostu wolno się rozwija. Że wkrótce autor porzuci średnio interesujące perypetie i wywody głównego bohatera i przejdzie do "tego czegoś" czy zacznie eksponować czynnik, dzięki któremu zaskarbił sobie taką popularność i uznanie. Jakaż była moja frustracja i zirytowanie, gdy okazało się, że taka będzie cała powieść. Z każdą kolejną stroną Salinger nie wnosił nic nowego do swojego dzieła i mojej jego percepcji.

Cały "Buszujący w zbożu" to szczegółowy opis paru dni spędzonych przez rozpuszczonego nastolatka w Nowym Jorku, który roztrwania pieniądze swoich rodziców na rozrywki, z których w większości nawet nie korzysta i wiecznie jest ze wszystkiego niezadowolony. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak irytującym i niesympatycznym głównym bohaterem. Znienawidziłam Holdena już po paru pierwszych rozdziałach, gdy moja cierpliwość do jego markotnego i napuszonego charakteru się wyczerpiała. W kulturze masowej jest on utożsamiany z symbolem buntu, młodocianym rebeliantem, który w życiu idzie pod prąd. Przepraszam bardzo, w którym miejscu? Czy wieczne wylatywanie ze szkół za wagarowanie i lekceważenie obowiązku szkolnego jest czymś chwalebnym? A może jego nienawidzące wszystkiego wkoło nastawienie do świata? Czy może to, że przez trzy dni plątał się po nowojorskich klubach i wydzwaniał po byłych dziewczynach? Jak w tym zakompleksionym, tchórzliwym arogancie można znaleźć choć ślad buntownika, którego gimnazjaliści przytaczają w swoich rozprawkach?

I na dodatek był absolutnym hipokrytą, który okazywał to na każdym kroku. Uważał się za samotnego i niezrozumianego przez ludzi, ale gdy spotykał się z dawną koleżanką, swoją bezczelną gadką doprowadzał ją do łez i odchodził. Oczekiwał od życia wyższych standardów, ale nie potrafił docenić niczego i narzekał na wszystko wkoło. Mówił, że potrafi uprawiać seks tylko z osobą, do której żywi głębsze uczucie, a już za chwilę wyrażał chęć skorzystania z usług prostytutki. Jak bardzo trzeba być dwulicowym i niezdecydowanym, by łączyć w sobie takie skrajności? A i apropos ostatniego przymiotnika - to jedna z najtrafniejszych cech opisujących Holdena i prawdopodobnie najbardziej irytująca. Tak to jest, gdy ma się za dużo pieniędzy i przeświadczenie o swojej wyższości nad innymi. Odwiedził klub, zamówił drinka, którego mu się odechciało pić, więc zostawił go i wyszedł. Wynajął pokój w hotelu, ale opuścił go w środku nocy, bo tak chciał. Szedł całą drogę do muzeum, lecz tuż przy wejściu uznał, że jego stargana emocjonalnie dusza nie może sobie na to pozwolić, więc odszedł. Zamówił w restauracji pączki, lecz uznawszy, że nie jest w nastroju, postanowił ich nie jeść. Ach, i oczywiście byłabym zapomniała o ciągłym powtarzaniu Holdena, że kończą mu się pieniądze, po czym roztrwanianiu ich na wszystko wkoło.

Budzi we mnie tak negatywne uczucia, że przez większość książki miałam ochotę udusić go gołymi rękami. Nie potrafię zrozumieć i chyba nie chcę, jak można w tak żałosnym, zadufanym w sobie, aroganckim i nienawistnym w stosunku do wszystkiego człowieku widzieć autorytet czy utożsamiać się z jego "poszukiwaniem samego siebie"? Jedna wielka brednia. "Buszujący w zbożu" to po prostu 300 stron wywodu rozpuszczonego dzieciaka z bogatemu domu, któremu się wydaje, że jak w swojej karierze edukacyjnej zaliczy jak najwięcej placówek, udowodni wszystkim swoją wyjątkowość.

Gdyby to jeszcze było śmieszne, interesujące czy w jakikolwiek sposób zajmujące, mogłabym już przymknąć oko na naszego głębokiego jak talerz od zupy Holdena i po prostu potraktować tę powieść jako pamiętnik nastolatka. Ale nie było. Wiało nudą i wszechobecną apatią. Pozbawiony puenty koniec tylko wbił ostatni gwóźdź do trumny. Był za to kolejny naciągany zwrot akcji.

Pisząc tę opinię i sumując moje zdanie, dopiero uświadomiłam sobie jak beznadziejną książkę miałam okazję przeczytać. Jakim rozczarowaniem i męką, by dotrzeć do końca była. I jak bardzo nie zasługuje na swój rozgłos oraz uznanie. Warto ją przeczytać tylko po to, by samemu sobie wyrobić na ten temat opinię. Większych wartości godnych uwagi ze sobą nie niesie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wojna nie ma w sobie nic z kobiety

Książka Swietłany Aleksijewicz " Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" jest relacją kobiet, uczestniczek II wojny światowej. Autorka, odda...

zgłoś błąd zgłoś błąd