Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
7 (805 ocen i 54 opinie) Zobacz oceny
10
32
9
105
8
146
7
254
6
154
5
68
4
26
3
17
2
0
1
3
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Plateforme
data wydania
ISBN
8374140259
liczba stron
360
słowa kluczowe
powieść francuska
język
polski

Michel Renault jest człowiekiem pustym, przeciętnym, niepociągającym. Pracuje w ministerstwie kultury, wiedzie monotonne życie, a jego zainteresowania nie wykraczają poza seks i telewizję. Odziedziczony po ojcu spadek przeznacza na podróż do Tajlandii raju seksturystów. Tam poznaje młodą i piękną Valerie, pracującą w biurze podróży...

 

źródło opisu: http://www.gwfoksal.pl/

źródło okładki: http://www.gwfoksal.pl/

Brak materiałów.
książek: 291
marcinb | 2013-09-02
Na półkach: Przeczytane, 2013
Przeczytana: 27 sierpnia 2013

Zatrważająca i przesmutna jest to książka, jak zwykle u Houellebecqa. Zachód stracił umiejętność dzielenia się, spontanicznej wymiany, która jest niezbędna, aby korzystać z seksualności bez kompleksów i psychologicznych zahamowań. Właściwie człowiek Zachodu nie ma już niczego oprócz pieniędzy, oczywiście jeśli – tak jak bohaterowie tej książki – pracuje w „innowacyjnym” biznesie lub instytucjach państwa. Kapitalistyczny indywidualizm zaanektował już dawno wszystkie dziedziny życia, również sferę seksualną, siejąc tam ogromne spustoszenia. Ludzie Zachodu nawet w kwestiach seksu niewiele już mogą sobie nawzajem zaoferować; stracili konieczną do tego beztroskę, a obrazkowy przemysł rozkoszy wpędził ich w kompleksy, których już się nie pozbędą. Jedyną ekscytującą formą realizacji seksualnej jest jeszcze sadomasochizm, który w tej powieści funkcjonuje jako model bycia w świecie Zachodu w ogóle, bo jest połączeniem przemocy z jednej strony i sportowego wyczynu, „jazdy po bandzie” z drugiej, a więc – inaczej mówiąc – kapitalistycznej dominacji i pornograficznego testowania swoich możliwości, „sytuacji krańcowej” - jedynej, jaka jeszcze ekscytuje. Mieszkańcy Zachodu muszą się więc zwrócić na zewnątrz, poza zbudowaną przez siebie cywilizację – na Południe i Wschód, poprzez turystykę seksualną.

Turystyka seksualna to jakby „kropka nad i” brutalnego wyzysku, jakiemu Zachód poddawał peryferyjne wobec siebie obszary świata. Człowiek Zachodu ma tylko pieniądze; Azjatka lub Mulat z pogrążonych w nędzy turystycznych rajów ma tylko swoje ciało, rodem z fantazji białego Europejczyka o egzotycznej, upojnej przygodzie. Tajskie masażystki nie mają swojej wschodniej duchowości, a kubańskie pokojówki nie mają już w sobie socjalizmu – nie zaprotestują więc wobec tej ostatecznej instancji imperializmu, jakim jest zapłata z seks nędzarzowi lub nędzarce w wakacyjnym kurorcie. A ci, którzy chcą płacić, to istoty strudzone i zgorzkniałe, wykończone codzienną konkurencją, spętane egoizmem, znudzone, nic ich już nie zaskoczy, nic nie wytrąci ze swoistej postaci autyzmu. To zachodni turyści. Na kilka tygodni wakacji zostawiają świat, który właściwie obumarł.

Czytając tę powieść pomyślałem sobie, że Houellebecq jest trochę jak Woody Allen. Tak jak filmy Allena zajmują się neurozami i emocjonalnymi rozterkami (możliwe, że autentycznymi) wyższych warstw klasy średniej, tak proza Houellebecqa też koncentruje się na szczególnym wycinku zachodniej populacji – na tych, którzy poradzili sobie na polu ekonomicznym. Istnieją przecież całe obszary systemowych wewnętrznych wykluczeń w ramach zachodniej cywilizacji i choć Houellebecq nigdy się na nich nie skupia, to w umiejętny sposób sygnalizuje je, odsłania rąbki tego, co w jego prozie jest wyparte, ale przecież realnie obecne. W tle relacji między Michelem i Valerie oraz ich fantastycznego pomysłu na dopasowanie turystycznej podaży do niezaspokojonego popytu są przecież różne „incydenty” spoza ich świata, a jednak budzące w nich poczucie zagrożenia. A to grupa imigrantów brutalnie gwałci w metrze ich znajomą; a to na blokowisku młodociani miażdżą głowę emerytowi. Z jakichś powodów Houellebecq nie zstępuje w swoich książkach do najgłębszych piekieł Zachodu, ale jakby między wierszami mówi czytelnikom: „problemy moich bohaterów to jeszcze nie samo jądro ciemności; są takie rejony, gdzie aż strach sięgać.” I w tej sugestii, którą dostrzegam, jest jakaś straszliwa uczciwość tej książki.

„Platforma” pokazuje ludzi Zachodu jakby na moment przed zstąpieniem w przepaść, która jest tak dobrze opisana w „Możliwości wyspy.” I tutaj nie ma już mowy o miłości – to prawda. Para Michel-Valerie to karykatura. Ale ci bohaterowie jeszcze stawiają czasami jakieś pytania, jeszcze mają z rzadka jakieś wątpliwości, jeszcze mówią o uczuciu obrzydzenia, o wstręcie – choć nie ma to żadnych skutków. Innymi słowy, jeszcze nie zerwali z człowieczeństwem zupełnie, jeszcze są po stronie ludzkości, choć przepaść jest tuż tuż.

Houellebecq jest absolutnie niezbędny wszystkim, którzy chcą wiedzieć, co właściwie jest grane, o co chodzi. I jeszcze ten styl, tak dobrze komponujący się z materią tych powieści – połączenie smutku, ironii, cynizmu, jakiegoś klinicznego chłodu... Jak dla mnie z akcentem na smutek.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kuchennymi drzwiami. Światło i cień

Do drugiej części mam dokładnie taki sam zarzut jak do pierwszej - autorka dosłownie mknie. Wprowadziła bardzo dużo bohaterów i przez to każda osoba j...

zgłoś błąd zgłoś błąd