Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wieki światła

Cykl: Wieki Światła (tom 1) | Seria: Uczta Wyobraźni
Wydawnictwo: Mag
7,09 (329 ocen i 38 opinii) Zobacz oceny
10
15
9
59
8
60
7
87
6
63
5
21
4
12
3
8
2
3
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Light Ages
data wydania
ISBN
8374800232
liczba stron
400
język
polski

Najwybitniejsze dzieło nowego nurtu New Weird. Powieść inspirowana m.in. „Klubem Pickwicka” rozgrywa się w XIX w. w industrialnej Anglii w środowisku lewicowego proletariatu. Ian MacLeod pokazuje wpływ magii na rewolucję industrialną i na proces demokratyzacji systemu władzy. Tylko że MacLeod odrzuca wszystkie ograniczenia konwencji gatunku i sprowadza swoją magię do postaci eteru – kopaliny...

Najwybitniejsze dzieło nowego nurtu New Weird. Powieść inspirowana m.in. „Klubem Pickwicka” rozgrywa się w XIX w. w industrialnej Anglii w środowisku lewicowego proletariatu.

Ian MacLeod pokazuje wpływ magii na rewolucję industrialną i na proces demokratyzacji systemu władzy. Tylko że MacLeod odrzuca wszystkie ograniczenia konwencji gatunku i sprowadza swoją magię do postaci eteru – kopaliny wydobywanej z ziemi jak kolejny surowiec naturalny. Wszelkie mechanizmy zmian społeczno-ekonomiczno-politycznych poddane są wpływom wynikającym z posiadania, i nieposiadania tego surowca. System załamuje się, gdy złoża się wyczerpują i na moment znowu podlega prawom Historii, aż do odkrycia nowych źródeł eteru. Magia powraca i wszystko ponownie zamiera.

 

źródło opisu: www.mag.com.pl

źródło okładki: www.mag.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 52
Malarzyk | 2013-08-21
Na półkach: Ulubione

Złoty pył jądrowego nieba i butelkowe blaski dusz pomiętych gdzieś w świecie rdzy i letniego brudu. Co zadziwiło mnie w Wiekach Światła? Przede wszystkim plastyka pióra z którego wyłażą obrazy nasycone wszystkimi wartościami zmysłowymi jakie wyłuska z otoczenia tylko wyjątkowy człowiek. Język angielski nigdy nie wydawał mi się szczególnie bogaty, nawet w buchającym wschodnim ogniem buntu tłumaczeniu kulawego lorda Byrona. Zawsze dość schematyczny mimo różnej wysokości barw, jak w klawiaturze fortepianu. A już w ogóle rzadko można spotkać zjawisko Twórcy Huraganu Słów, gdzie autor wybiera tylko te gotowe fragmenty świata, które pulsują w połączeniu z jego osobistym wymysłem słownym jak nowy kolor światła, tworząc specyfikę, tzw aurę. Aura MacLeoda jest bujna w rdzę i wrażenie metalicznego hałasu, nie gubi się jednak w tym ponurym sprzężeniu zjawisko świetlne. Zawsze rzucani jesteśmy na puzzel o odpowiednim natężeniu słonecznej wiązki, co daje nam poczucie boskiej wytrzymałości w świecie pełnym ludzkiego poloru, agresji i ideologii robotniczej, która bez promienia wyglądałaby jak zwykłe wołanie o pomstę w głębokim PRL-u. Dość jednak o wrażeniach, które wysmakowany znawca sam odpowiednio sobie dostroi. Na uwagę zasługuje nie tylko wytłoczony z chmurnej plasteliny język, mamy tu przede wszystkim pomysł, pomysł wrzucenia klas społecznych w historię opiętą na bębnie fantastyki naukowej, która dudni i furkoce w miarę obchodzenia jej dookoła i poznawania jej hałaśliwych tajników. Czytelnik znajdzie się nie tylko w surowym świecie żądz i demagogii, w stalowych salach bankietowych i wrakach statków przewoźników herbaty, autor zaprowadzi go na skraj lasu, za starą stację kolejową, do szklarni w której słońce odbija się tysiąc razy cieplej niż w murach obdartego hotelu wymiętych, metalicznych snów. W szklarniach, pergolach, niskich chatkach mieszka dobro i odmienność, na zimnym placu londyńskiego targowiska, zło i demagogia.
Przyznam że ta kwestia ideologiczna nie jest do końca określona przez autora, można się pogubić w sympatiach socjalistycznych i tych tradycyjnych, ostatecznie jednak nie mamy narzuconej woli kochania którejś ze stron bardziej, wymachujemy swoimi tendencjami doktrynalnymi jak tylko zechcemy. Motyw miłosny skonstruowany subtelnie, zwiewnie, na zasadzie muśnięć elektrycznych, przebijania się przez pryzmat, trochę zmechanizowany romantycznie. Pozostawia ten znajomy posmak zdrowego, delikatnego jak puch bawełny niedosytu. Najbardziej brutalnym zaskoczeniem w powieści są elementy grozy, horroru, które pojawiają się zazwyczaj w najmniej przygotowanej do tego scenerii, dlatego ja osobiście miałam po takich przeskokach gatunkowych poczucie rozgoryczenia i wręcz fizycznego niepokoju. Niektórzy wezmą to za geniusz psychologiczny autora, z mojej strony tylko małe dygnięcie, wszak wolę w tym gatunku mniej wymyślne obrazy, które nie pozostawią w psychice plamki żółci, tutaj zdecydowanie jestem za standardem opisu.
Co do samej historii, to bardzo dobra plansza po której jeździ się rikszą, a nie suchym bolidem, jak w dzisiejszych pseudofiction, gdzie informacja goni przekoloryzowaną informację z której nic nie wynika a która pozostawia tylko wrażenie obcości gdzieś na dnie serca. Jedynym mankamentem jest to, że nie ma tu tradycyjnego Boga, jest wspomnienie o Nim, ironiczne i milczące, jak cień Wielkiego Trybu, momentami może przeszkadzać osobom o wrażliwości religijnej.
Polecam przede wszystkim znawcom języka i nosicielom wyjątkowej, plastycznej intuicji.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły

Moim zdaniem działa :) Choć oczywiście i tak bez cierpliwości się nie obejdzie. Poradnik ma już ponad 30 lat, rzesze fanów na całym świecie, w różnych...

zgłoś błąd zgłoś błąd