pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Cierpienia młodego Wertera
Czołowe dzieło niemieckiego "Pokolenia Burzy i Naporu". Goethe tworzy model bohatera, zwanego bohaterem werterowskim. Wydanie tej książeczki zaowocowało "gorączką werterowską", czyli falą samobójstw,... Czołowe dzieło niemieckiego "Pokolenia Burzy i Naporu". Goethe tworzy model bohatera, zwanego bohaterem werterowskim. Wydanie tej książeczki zaowocowało "gorączką werterowską", czyli falą samobójstw, zainspirowanych tą książeczką. Książka wzbogacona jest o wstęp, który zawiera wnikliwą analizę utworu, inspiracji i okoliczności, jakie wpłynęły na jego powstanie oraz oddziaływania powieści na twórczość innych pisarzy epoki romantyzmu. pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
606
-
20
-
24
Opinie czytelników
Mimo, że studiuję polonistykę i w przyszłości mam zamiar uczyć dzieci, to czasem nie rozumiem dlaczego niektóre książki są lekturami w szkole.Bardzo ciężka do przebrnięcia dla młodych ludzi, można się zniechęcić. Jestem za tym, żeby kanon lektur uległ drastycznym zmianom, szczególnie, że już od dziesiątków lat każą czytać to samo, a jednak światopogląd ulega zmianom.
Na przekór wszystkiemu, po latach straszenia nas tą lekturą, na fali nagonki na emo, sięgnęłam po Wertera, stwierdzając, że taka mała książeczka przecież mnie nie zabije. I zdziwiłam się, choć nie tak jak większość. Zdziwiłam się, bo ta powieść przypadła mi do gustu. Wydaje mi się, że cała otoczka lektur szkolnych niszczy możliwość nieskażonego podejścia do ich czytania, przez co wiele z nich albo ginie w natłoku szybkiej analizy na lekcji, albo jest po prostu skrajnie obrzydzona przez upartego nauczyciela. I Werter to jedna z ofiar takiego podejścia. Najpewniej nie powinien być lekturą, bo wtedy trafia do całkiem innej publiki. Nie mówię, że coś musi w tej książce być, tylko dlatego, że po jej publikacji przez Europę przetoczyła się fala naśladowczych samobójstw, skłaniająca ludzi do uznania, że ich sytuacja życiowa dramatycznie przypomina tę książkową, a więc wyjście pozostało tylko jedno... Choć to na pewno na coś wskazuje. Chciałabym jednak dodać, że ten problem jest nadal aktualny. Nie każdy przeżywa swoje emocje tak głęboko, zresztą co człowiek to inna metoda radzenia sobie z tym, ale większość w życiu spotkała się z zawodem miłosnym, czy to nieodwzajemnionym uczuciem, czy odrzuceniem, bądź czymkolwiek innym. Znakomita większość miała też na pewno kontakt w życiu z człowiekiem, który wydawał się tak emocjonalnie rozchwiany, że "emo-werter" to najbliższe skojarzenie. I wg mnie ta książka dobrze przybliża wnętrze takiego człowieka, ukazuje jak wszystko się w nim rozgrywa, jak wypaczony jest jego obraz rzeczywistości, ukierunkowany na interpretację wszystkich wydarzeń na jeden sposób. Bardzo ciężko to zmienić, ale zrozumienie jest na pewno pomocnym narzędziem. Nie zawsze to miłość jest czynnikiem wywołującym takie uczucia. W mojej opinii ta książka to ciekawe studium przypadku.
Powinni zmienić tytuł na cierpienia młodego czytelnika. Mimo, że od czasu gdy przeczytałem tą książkę minęło już trochę lat, to dalej uważam ją za jedną z najgorszych lektur z którymi miałem styczność.
Te całe jego cierpienie, ciągłe rozczulanie się nad sobą doprowadza do szewskiej pasji. Jak dla mnie nie ma w tym utworze nic godnego uwagi. Fakt, nie przepadam za okresem romantyzmu, ale o już nie był romantyk, to był chory psychicznie, słaby człowiek. Gdyby wszyscy ludzie mili jego charakter nie byłoby problemu z przeludnieniem.
Z perspektywy czasu Werter jest dla mnie nikim innym jak tylko prekursorem emo ;)
Werter się zestarzał i zbanalizował, jego język momentami wydaje się co najwyżej zabawny. Stąd pewnie tak częste niedocenianie jednej z najwybitniejszych powieści wszech czasów... --
Goethe i jego Werter są odpowiedzialni za chyba najpopularniejszy model miłości, jaki znamy; powielany w setkach - nie, w tysiącach - powieści, filmów, seriali... Werter to była rewolucja. Dlaczego dzisiaj tak się jej wstydzimy? Może dlatego, że chociaż niektórzy z nas odnajdują w głównym bohaterze siebie i swoje pierwsze miłości? ;-)
Goethe Wertera potępiał, twierdził, że jego zachowanie jest beznadziejnie głupie; uważał, że Werter sam się nakręcał do jeszcze większego cierpienia. Wniosek przeszedł niezauważony. --
Jakby na to nie patrzeć - powieść jest genialna. Niesamowite, że spowodowała falę jak najbardziej prawdziwych - choć niewiarygodnych, samobójstw.
Nie lubię w "Werterze..." tylko niebieskiego fraka i żółtej kamizelki ;-)
Zanim przeczytałam "Cierpienia..." narzekałam ile wlezie. Marudziłam, jęczałam, zaczynałam dzień od prawidłowej dawki ponarzekania, kończyłam go również narzekając, a to że latarnia za bardzo świeci albo kołdra za zimna.
Od czasu przeczytania tej lektury moje malkontenctwo maleje z każdym dniem, bo uświadomiłam sobie, jak irytująco działa taki wieczny maruder w otoczeniu. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak męczące jest wysłuchiwanie (czy też czytanie) czyiś wiecznych żali do świata.
Szczerze to z wieeelkim trudem przebrnęłam przez tą książkę i nigdy, przenigdy z własnej woli nie otworzę jej ponownie.
Cierpiałam wraz z Werterem czytając tą książkę. Normalnie bym po nią nie sięgnęła, no ale kanonu lektur się nie wybiera.
Nigdy nie czytałam książki, o człowieku co ma tak nasrane we łbie - mówiąc dosadnie. Najpierw lubi łąkę, a potem nie bo mu się kojarzyła z jego nieodwzajemnioną miłością, a potem się zabił
Ta książka odcisnęła piętno na mojej nieokrzesanej duszy, która dopiero nabierała wyrazu. Bardzo cieszę się, że przeczytałem tą powieść, która pozwoliła mi lepiej poznać mi samego siebie. Nie podoba się mi, że Werter w imię miłości nie walczył o Lotte. Odpuścił sobie, gdy mógł z nią być. Rozumiem miłość nieodwzajemniona. Jednakże romantyzm jest trudną epoką. Wybory nie są łatwe, ale uciekać się do samobójstwa, bo nie można znieść swoich porażek, odrzucenia.
"Cierpienia młodego Wertera" zaczęły mnie interesować w czasach, gdy byłam beztroskim podloteczkiem czytującym "Plotkarę" pióra Cecily von Ziegesar. Jeden z bohaterów serii, Daniel Humphrey, zaczytywał się w tej właśnie powieści Goethego. Sprawiło to, że chciałam zbadać, czy "Cierpienia..." faktycznie są tak godne uwagi. Ucieszyłam się zatem, kiedy polonista zapowiedział tę książkę jako pierwszą lekturę w roku szkolnym 2010/2011, wreszcie bowiem nadarzyła się okazja, by z dziełem się zapoznać.
O ile początek zbił mnie z tropu niezwykle kwiecistymi opisami przyrody, dalsza część powieści okazała się naprawdę ciekawa. Nie mamy tu do czynienia z wartką akcją, ale jeśli jest się zwolennikiem głębokich przemyśleń na temat sensu życia, panujących konwenansów czy miłości, z pewnością można w spostrzeżeniach Wertera odnaleźć coś interesującego.
Spotkałam się z określeniem głównego bohatera jako przedstawiciela subkultury emo, z czym jednak nie do końca się zgadzam. Co prawda, jest on bardzo uczuciowy i cierpi z powodu nieszczęśliwej miłości... Ale ma o wiele głębszy charakter, niż mogłoby się wydawać. W Lotcie, w której się zakochuje, widzi najwyższą świętość, zbiór cnót, które szanuje i podziwia. Kobieta ta zjednuje go sobie swoim postępowaniem, wrażliwością i osobistym urokiem. Przebywając z nią, jest prawdziwie szczęśliwy. Nic dziwnego więc, że popada w rozpacz, kiedy uświadamia sobie, że Lotta jest spełnioną mężatką i nigdy nie będzie należała do niego. Nie kryje swoich uczuć, mówi o nich wprost, nie bacząc na konsekwencje.
Swoje radości i smutki Werter opisuje w listach do przyjaciela Wilhelma. Okazuje w nich, jak wrażliwy jest na piękno przyrody, jak bardzo kocha dzieci. Ma artystyczną duszę - odnajduje się w malarstwie i rysunku, czytuje Homera. Dostrzega niedociągnięcia świata, w jakim żyje, buntuje się przeciwko temu, z czym się nie zgadza. Jest postacią niezwykle barwną, dlatego też całą powieść czytałam szybko i z niemałym zainteresowaniem.
Choć nie jestem na ogół zwolenniczką utworów epoki romantyzmu, "Cierpienia młodego Wertera" przypadły mi do gustu. Niewielka objętość lektury powinna zachęcić Was dodatkowo do zapoznania się z nią. Wierzcie mi, że warto. Może doświadczyliście kiedyś nieszczęśliwej miłości? Jeśli tak, będziecie mogli po części się z Werterem identyfikować.
Coś strasznego.
Młody człowiek,który ma się za wyjątkowo wrażliwego,nierozumianego przez otoczenie i który najwyraźniej nie potrafi znaleźć sobie konkretnego celu w życiu,postanawia się zakochać (tak właśnie to odebrałam - on podświadomie wybiera sobie obiekt uczuć nie do zdobycia,by móc tym samym potwierdzić swoją tezę o swym nadzwyczaj trudnym i pełnym cierpień życiu) w kobiecie,która z różnych przyczyn (ale nie takich,których nie można by było pokonać) jest dla niego nie do zdobycia.
Jak postanowił,tak też zrobił - nie można młodemu Werterowi odmówić braku konsekwencji w działaniu.Niemal z miejsca zakochuje się w uroczej Lotcie i pogrąża się w swoim szaleństwie.
Nafaszerowany sentymentalizmem rodem z filozofii Rousseau wmawia sobie uczucie do młodej damy,która - żeby się dręczyć jeszcze bardziej - jest narzeczoną jego przyjaciela.
Werter ma teraz powód do użalania się nad sobą,nad uczuciem,które nie ma szansy na spełnienie - a zarazem wbijania się w dumę z powodu swojego szlachetnego zachowania i moralności - nie ma prawa odbić przecież narzeczonej przyjacielowi!Dla mnie takie zachowanie jest żałosne.Żałosne,głupie i kompletnie niezrozumiałe.W`dzisiejszych czasach Werter trafiłby pewnie na kozetkę psychiatry,bo tez i tam byłoby jego miejsce.Marnowanie czasu i życia na pogoń za ułudą,którą sam sobie stworzył,obranie bycie nieszczęśliwym za cel istnienia to dla mnie przypadek psychiatryczny.
Przerażające,jaki ta książka miała wpływ na innych młodych ludzi,skąd ta mania wynajdowania podobieństw między własnym życiem a życiem takiego wykolejeńca jak Werter? Dlaczego stał się on symbolem konkretnej postawy życiowej?
Zdecydowanie większym fenomenem jest dla mnie powyższe zagadnienie niż roztrząsanie wespół z Werterem jego nieudanego życia.Nieudanego na własne życzenie.
Niestety nigdy nie uznam tej lektury... Dla mnie jako czytelnika było to prawdziwe cierpienie...
Nie rozumiem autora, jak można było stworzyć aż tak rzewną postać, która od wielu, wielu lat uderza w mężczyzn... W dzisiejszych czasach na taką osobę na pewno znalazło by się kilka wulgarnych określeń, co może głównego bohatera skłoniło by do jakiegoś działania, a tak niestety wiem, jak się to skończyło...
Nie polecam... Nigdy więcej...
Trochę wstyd dziś to wyznać, ale w pierwszej chyba klasie liceum Werter był mi pociechą. W jego nadwrażliwych, chorobliwych reakcjach i tłumionych emocjach odnajdywałem swoje lęki, przeczucia i rozterki.
Hm, dawno to było, ale dziś właśnie to sobie przypomniałem.
Może po prostu nie dojrzałam do tej książki, nie wiem.
Może powinnam to zwalić na karb tego, że nie przepadam za romantyzmem Z drugiej strony jednak innych bohaterów romantycznych dałam radę przeżyć a nawet polubić. Natomiast Werter... no cóż... to po prostu Werter. Czyta, wzdycha, cierpi, czyta, wzdycha, cierpi, cierpi, cierpi, cierpi.
Wmówiwszy sobie miłość do Lotty. Nie dajcie się zwieść, miłość może i była, niemniej jednak na pewno nie aż tak wielka jak to sobie szanowny cierpiący Werter wmówił (i jak próbował wmówić czytelnikowi). Werter szukał pretekstu do samobójstwa i uczepiwszy się rzekomo ogromnej, nieszczęśliwej miłości strzelił sobie w łeb i to tak nieudolnie, że umierał przez kilka godzin. Ale Wertera - nierozumianego przez świat i odrzuconego przez socjetę, wyższe sfery - moim skromnym zdaniem nie doprowadziła do samobójstwa nieszczęśliwa i rozpaczliwa miłość, ale świadomość nierówności społecznych i tego, że przez swoje pochodzenie nie będzie nigdy traktowany na równi z innymi.
I właśnie to, że Werter uważał, ze świat jest "be" nie tylko przez to, że Lotta go nie kocha, ale także z innych, może nawet (a może nawet na pewno) ważniejszych powodów, pozwoliło mi przebrnąć przez książkę do końca. Gryząc miejscami ściany z bezsilności i zniechęcenia, ale to się wytnie.
Książka ta opowiada o miłości i cierpieniu z nią związanym. Główny bohater Werter zakochuje się w kobiecie o imieniu Lotta (u mnie w książce była Karolina), która jest piękna i na jego nieszczęście ma zamiar wyjść za mąż za innego (Alberta).
Werter całą książkę cierpi z powodu, że nie może być z ukochaną. Próbuje jej się przypodobac i zaczyna spędzać z nią dużo czas. Nie potrafi przestać o niej myśleć nawet gdy wyjeżdża z miasta aby nie rozbić małżeństwa Lotty z Albertem.
Goethe przedstawił świetnie obraz tego co dzieje się w człowieku wewnątrz jego głowy. Do czego zdolny jest człowiek w imię miłości i co zrobi gdy nie może być bliską mu osobą. Werter szerzy swoje nieszczęście, ponieważ ma tylko jednego przyjaciela, któremu może się wyżalić. Poza miłością "cierpieniem" Wertera był brak kochającej go rodziny. Nie miał zbyt bliskich kontaktów z matką i zawsze prosił o przekazanie wiadomości matce w liście do swojego przyjaciela Wilhelma.
Oprócz cierpienia w tej książce można tez odnaleźć radość płynącą z codziennych spotkań Wertera z Lottą i jej młodszym rodzeństwem. W historii tej przedstawione zostały dzieci szczęśliwe, które nie zaznają przykrości ze strony dorosłych. Mają według mnie wspaniałe dzieciństwo... Kobiety w tym tekście są wywyższane ale ja uznałam, że komplementy są mało interesujące i kobiety te opisywane są jak identyczne i z wieloma wadami tylko po to aby pokazać jaka mądra i ciekawa jest Lotta.
Mimo tych wszystkich opisów i dość długich wywodów nad tym jaka Lotta jest piękna przebrnęłam dzisiaj przez tą książkę. Dwa razy mnie uśpiła ale gdy już akcja się rozkręciła to nawet dało się to czytać ;)
również miło się zaskoczyłam. słyszałam dużo negatywnych opinii nt. historii Wertera - że nudna, mdła, że 'o debilu, który nie umie się zabić' [!]... dziwiły mnie one, bo Goethe jest cenionym artystą. jako, że to moja lektura, zaczęłam ją czytać, starając nie myśleć o tych niepozytywnych recenzjach i... podobało mi się od pierwszej strony.
świetne opisy - lekkie, w porównaniu do np. sienkiewiczowskich, barwne, piękne, wyraziste, pobudzające wyobraźnię. budowa listowa sprawia, że czyta się dwa razy szybciej niż książki, pisane tekstem ciągłym.
historia jest smutna, osobiście współczułam bohaterowi, ale, cóż - jego wina po części, był biernym masochistą, bardzo wrażliwym facetem; i to go zgubiło.
poza wątkiem miłości zakazanej, słabości człowieka, tego, co sprawia, że myślimy o śmierci, baaardzo podobała mi się krytyka marudzenia, narzekania, wiecznego sceptycyzmu i pesymizmu. ostatnimi czasy takie postawy doprowadzają mnie w ludziach do szału i nie znoszę towarzystwa marud. brawo, Goethe. ;)
jedna z tych lektur szkolnych, które nie sprawiają bólu, gdy się je czyta.
Jak dla mnie koszmar. Książka ma mikroskopijne rozmiary, a zmagałam się z nią przez tydzień. Absolutnie nie mój klimat, Werter to chyba najbardziej żałosny bohater z jakim się do tej pory spotkałam.
Cieszę się doprawdy, że przeczytałam tę książkę dopiero teraz. Gdybym sięgnęła po nią jako licealistka pewnie również, jak większość czytelników, cierpiałabym czytając ją ;-) Jestem wdzięczna mojej polonistce, że nie zmuszała nas do przeczytania tej książki. Zapewne zdawała sobie sprawę, jak zostanie ona przez nas odebrana.
Teraz, gdy mam parę latek więcej mogę inaczej spojrzeć na tę powieść i jestem w stanie docenić geniusz Goethego. Niewątpliwie był nim. Niewielu pisarzy osiągnęło bowiem sukces równocześnie w dramacie, prozie i poezji.
Fenomenalnie Goethe przedstawił człowieka, który zakochuje się w kobiecie przeznaczonej innemu mężczyźnie. Człowieka, który ma w sobie nieskończoną ilość skrajnych uczuć – radości i rozpaczy; chwilowego szczęścia, bólu i cierpienia na przemian. Człowieka, który tak naprawdę nie chce rozbijać małżeństwa i nie zrobiłby tego. To moralny człowiek, który nieszczęśliwie źle ulokował swoje uczucia. Nie chce również i nie może się pogodzić ze zniewagą jaka spotkała go na przyjęciu, gdzie jawnie dano mu odczuć niższość jego pochodzenia. Nie bez winy jest również jego ukochana Lota, która prowokuje go, uwodzi wręcz, snuje opowieści o tym, że jej zmarła matka, jest cały czas przy niej.. Wszystko to (i wiele więcej) kumuluje się w bohaterze i popycha go do podjęcia tak desperackiego czynu..
Znajdziecie w tej książce istną burzę uczuć poszczególnych bohaterów, dlatego chociażby warto ją przeczytać. Polecam!
Na półkach
Cytaty z książki
- „Mam tak wiele, a uczucie do niej pochłania wszystko; mam tak wiele, a bez niej wszystko staje się n...” - 26 osób to lubi
- „Że życie ludzkie jest tylko snem, zdawało się już nie jednemu. I mnie również uczucie to stale towar...” - 21 osób to lubi
- „To co ja wiem, może wiedzieć każdy. Moje serce mam ja tylko.” - 17 osób to lubi
Inne książki autora
Czarny pająk. Opowieści niesamowite z literatury n...
Cena: 5,00 zł


Weltbild
Audioteka
Selkar
Empik
Matras
Albertus
Zinamon




























