Kiedy płaczą świerszcze

Tłumaczenie: Jacek Bielas
Wydawnictwo: WAM
7,92 (688 ocen i 132 opinie) Zobacz oceny
10
112
9
140
8
190
7
142
6
59
5
31
4
7
3
5
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
When Crickets Cry
data wydania
ISBN
9788327712301
liczba stron
440
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

— Dlaczego one płaczą? Annie zastanowiła się przez chwilę. — Ponieważ wiedzą. — Co wiedzą? — zapytałem. Spojrzała na mnie, jak gdyby to było zupełnie oczywiste… Po śmierci ukochanej żony pogrążony w żalu Reese postanawia odciąć się od świata. Porzuca pracę i przyjaciół, aby pod zmienionym imieniem ukryć się w małym miasteczku nad jeziorem Burton. Nie podejrzewa, że właśnie w tej zacisznej...

— Dlaczego one płaczą?
Annie zastanowiła się przez chwilę.
— Ponieważ wiedzą.
— Co wiedzą? — zapytałem.
Spojrzała na mnie, jak gdyby to było zupełnie oczywiste…

Po śmierci ukochanej żony pogrążony w żalu Reese postanawia odciąć się od świata. Porzuca pracę i przyjaciół, aby pod zmienionym imieniem ukryć się w małym miasteczku nad jeziorem Burton. Nie podejrzewa, że właśnie w tej zacisznej miejscowości stanie się uczestnikiem tragicznych wydarzeń, a o jego dalszych losach zadecyduje siedmioletnia dziewczynka, sprzedająca lemoniadę…

Kiedy płaczą świerszcze to trzymająca w napięciu, poruszająca powieść o heroicznej walce, sile przyjaźni i niegasnącej nadziei.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwowam.pl/zapowiedzi/?Page=info&Id=534

źródło okładki: www.wydawnictwowam.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1087
malena | 2017-03-30
Na półkach: Przeczytane

"Złamane serca"

100 stron - nie, nie przeczytam. Najchętniej rzuciłabym ją w kąt i zapomniała o jej istnieniu. Powstrzymuję się ostatkiem sił i spokojnie odkładam ją na półkę. Niech czeka. Nie wiem zresztą, czy jest na co.

200 stron - doczekała się. Nie stęskniłam się za nią wcale, ale moja zasada jest taka: jeśli nie skończyłam jednej, nie zaczynam drugiej. Długo bez książki nie wytrzymam, więc czytam... Cóż zrobić?

300 stron - przyzwyczaiłam się do niej. Brnę dalej, niczym podróżny w śniegu po kolana. Byle do domu, tj. do końca.

429 stron - dobrnęłam. Cieszę się, ze mi się udało, bo już myślę o następnej, którą planuję przeczytać. Ufff! Co za wysiłek, co za poświęcenie. Należy mi się jakaś nagroda, tj. lekarstwo na złamane czytelnicze serce.

"Kiedy płaczą świerszcze" Charlesa Martina. Piękny tytuł. Dałam się na niego "złapać". Czasem tak mam. Mój mentor mówił, że jak tytuł jest dobry, to resztę można pominąć (oczywiście, to żart; nie miałam, nie mam i nie będę miała żadnego mentora, mistrza, ani nikogo w tym rodzaju). Wracając jednak do tematu: po prostu wydawało mi się, że pod tym tytułem MUSI kryć się jakaś sensowna treść. Przecież świerszcze nie płaczą: ot, tak sobie. A kiedy płaczą? No właśnie. Myślałam, że poznam odpowiedź. Oczywiście, w znaczeniu przenośnym. A dostałam: kilka informacji z anatomii człowieka, medycyny, a nawet stolarki, mechaniki (pewnie, pewnie, to interesujące, tylko niepotrzebne - mogłabym się tego dowiedzieć z bardziej fachowej literatury). Już od pierwszych stron porażało mnie swoiste zadufanie autora, zahaczające niejednokrotnie o zarozumiałość. Ponadto patos, "napuszenie", "nadmuchanie balonika niemal do pęknięcia", okraszone (niejednokrotnie bez wyraźnego związku) cytatami WIELKICH LUDZI (a co tam: niech czytelnicy wiedzą, że PAN AUTOR jest erudytą; wiedzę zdobytą należy wykorzystywać w całości!). Napiszmy, gwoli sprawiedliwości, a także by nie pogłębiać odniesionej klęski czytelniczej, tj. zmarnowanego czasu, o czym jest powieść.

W jednym słowie: o nadziei, nadziei, która nigdy nie umiera, pozwala żywym żyć, umierającym wierzyć, że nie umrą, bliskim zmarłych - no właśnie i tu pojawia się problem, zasadniczy problem. Jak wytłumaczyć zrozpaczonej/zrozpaczonemu po śmierci ukochanej osoby, że można mieć nadzieję, pomimo wszystko? Osobiście polecałabym zrezygnować z tego zadania. PAN AUTOR zadecydował jednak inaczej. Umarli mogą przecież pokierować życiem pozostawionych w rozpaczy bliskich. Jak? Napisać przed własną śmiercią listy (tak, tak w stylu "PS Kocham cię"), które nie tylko motywują do aktywnego życia, ale też przewidują różne ewentualności, dając adresatowi wolną rękę w działaniu i błogosławieństwo na drogę. Wystarczy? Nie? No, to postawmy daną osobę jeszcze raz w identycznej sytuacji, by miała szansę naprawić swoje błędy i odkupić winy. Rozpacz zniknie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Co za miłość! Co za jej siła! Płytka, jak kałuża po mżawce. Pozazdrościć tak "przekonującej" i "głębokiej" filozofii życiowej.
Podobnie sprawa wygląda z nadzieją. Optymistyczny PAN AUTOR widzi w niej samą kwintesencję życia. Zapomina jednak, że z nadzieją, jak z lekarstwami: łatwo ją przedawkować, a co więcej: przedawkowanie może skończyć się tragicznie. No, ale to już za głębokie. Lepiej stworzyć kilka "papierowych" postaci, wcisnąć je w kilka nieprawdopodobnych sytuacji, okrasić to wszystko niestrawnymi tyradami i... książka gotowa.

W dwóch słowach: o złamanych sercach. Jednym: złamanym w sensie dosłownym (fizycznie), drugim: w sensie przenośnym (psychicznie). Dorosły mężczyzna i mała dziewczynka. Dwa serca, które mogą się nawzajem uleczyć. Rozpoczyna się walka z przeciwnościami losu. Życie kontra śmierć. Przeszłość kontra teraźniejszość i przyszłość. Jak myślicie: kto zwycięży? Jak zakończy się dla mężczyzny spotkanie z "dziewczynką z zapałkami", tj. z lemoniadą? Czy uda mu się wyrwać z marazmu, do którego przyczyniła się tragedia osobista? Czy oboje mają szansę na nowe życie? Odpowiedzi znajdziecie w książce, jeśli uda się Wam przez nią przebrnąć. Pytanie tylko, czy w ogóle warto...

Ciekawscy znajdą tu echa wpływu na PANA AUTORA wielu WIELKICH PISARZY. My znajdziemy tu coś rodem z rodzimej literatury, a mianowicie zmodyfikowanego "Znachora" Tadeusza Dołegi-Mostowicza (efekt pewnie niezamierzony, bo wątpię, aby nasz interesujący, ale niezbyt wybitny pisarz był p. M. znany). Szczególnie rzucają się w oczy nawiązania (takie ciche, delikatne, niestety, nieudane) do "Małego księcia". Szkoda, że ta mała objętościowo książeczka nie wpłynęła znacznie na jego "przegadany", "zasypany potokiem słów" utwór. Wówczas na pewno dowiedzielibyśmy się - w pięknych, prostych, ale głębokich w treść słowach - kiedy płaczą świerszcze.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Chmury z keczupu

Wydawnictwo Papierowy Księżyc często stawia na książki, które mają zapewnić czytelnikowi coś więcej, aniżeli prostą rozrywkę. Mają one zmusić go, by z...

zgłoś błąd zgłoś błąd