Ganbare! Warsztaty umierania

Wydawnictwo: Agora SA
8,08 (868 ocen i 130 opinii) Zobacz oceny
10
100
9
206
8
320
7
171
6
55
5
9
4
4
3
2
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788326823862
liczba stron
304
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
EIGHT

Kiedy w Japonii chcesz kogoś zmotywować do działania, wołasz Ganbare! – „Daj z siebie wszystko! Trzymaj się! Dasz radę!”. Od 2011 roku to okrzyk, który na zniszczonej północy Japonii słychać wszędzie. Niektórzy mówią, że mają już go dosyć. „Ganbare!” to opowieść o kraju, gdzie zagrożenie katastrofą stało się normą, a normalne życie jest podszyte widmem śmierci. I o ludziach, którzy pięć lat...

Kiedy w Japonii chcesz kogoś zmotywować do działania, wołasz Ganbare! – „Daj z siebie wszystko! Trzymaj się! Dasz radę!”. Od 2011 roku to okrzyk, który na zniszczonej północy Japonii słychać wszędzie. Niektórzy mówią, że mają już go dosyć.

„Ganbare!” to opowieść o kraju, gdzie zagrożenie katastrofą stało się normą, a normalne życie jest podszyte widmem śmierci. I o ludziach, którzy pięć lat po trzęsieniu ziemi, tsunami i wybuchu w elektrowni jądrowej próbują poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Niektórzy z nich nauczyli się nurkować i wciąż szukają szczątków bliskich na dnie morza. Inni, ignorując zagrożenie, usiłują żyć w napromieniowanym świecie, jakby nic się nie stało. Jeszcze inni rozmawiają z duchami. Albo zapisują się na warsztaty umierania.

 

źródło opisu: http://kulturalnysklep.pl/GAN/pr/-ganbare--warszta...(?)

źródło okładki: http://kulturalnysklep.pl/GAN/pr/-ganbare--warszta...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 338
carol | 2017-07-20
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 20 lipca 2017

Gęsi na pasztet foie gras karmi się w ten sposób, że umieszcza się w ich przełyku rurkę, przez którą wtłacza się dużo, dużo paszy. W książce „Ganbare!” nie ma ani słowa o tym pasztecie, a żadna gęś nie została wspomniana w jakimkolwiek kontekście.


„Ganbare!”, książka zwana reportażem literackim, ma duży potencjał do wywoływania emocji w czytelniku. We mnie przynajmniej wywołała emocje: zniecierpliwienie, irytację, rozczarowanie. Za mało „reportaż”, za to do znudzenia „literacki”, przy czym jest to literatura lotów średnich, pełna tanich chwytów, egzaltowana, pretensjonalna i na siłę liryczna.
Kiedy sięgam po reportaż, powoduje mną ciekawość świata, chcę poznać jakiś temat, chcę dostać do ręki kawałek wiedzy, w miarę przystępnie podany – nie skrupulatny podręcznik do historii albo socjologii, ale też, przykro mi, nie szukam wtedy poetyckich impresji reportera. Gdyby „Ganbare!” nie było nazwane „reportażem” tylko, uczciwiej, „prozą poetycką zrodzoną z osobistych spotkań autorki z ludźmi, którzy przeżyli tsunami”, nie czepiałabym się – ale też raczej nie sięgałabym w ogóle po tę książkę.

Tymczasem autorka robi wszystko, żeby jej książka nie była tylko relacją, ale, niestety, także Sztuką. Wypełnia więc tekst po brzegi figurami, które mają go upiększyć, „wzmocnić przekaz”. Jest narracja w czasie teraźniejszym, narracja w pierwszej osobie (nieuważny czytelnik gotów pomyśleć, że to autorka mówi, ale nie, autorka tylko nie ostrzega, że to mówi ktoś inny), narracja w drugiej osobie liczby pojedynczej (trochę wskazówki dojazdu, a trochę horoskop). Są liczne powtórzenia (anafory, epifory, jak zwał, tak zwał), niezbędne w razie gdyby ktoś przegapił, że tu jest d r a m a t u r g i a. Dużo zbliżeń na detale (najlepiej przedmioty codziennego użytku, przecież musi być intymnie), całe listy wymienianych jeden za drugim rzeczowników (najlepiej wszystkie rodzaje japońskich pokarmów, choć bez wchodzenia w szczegóły i tłumaczenia, co to), wszystko po to, żeby „budować klimat”.

Lubię reportaże, które są rzeczowe. Które potoczyście opowiadają o tym, co było naprawdę, ale w których autor zachowuje pewien dystans, a już z pewnością nie dąży do tego, żeby czytelnika zmusić do emocji. Czytałam już reportaże o wydarzeniach i miejscach smutnych, szokujących i strasznych, podane w oszczędnej formie, a jednak nie mogłam się wtedy oderwać od lektury i chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Czytając „Ganbare” nie mogę znieść tego wciskania emocji na siłę i czuję się jak gęś, którą tuczą na pasztet foie gras.

No cóż, może i autorka pojechała, wysłuchała, zebrała i napracowała się nad opracowaniem, może i nawet są w jej książce jakieś ciekawe fakty, ale ogólnie efekt pracy autorki jest dla mnie niestrawny. Tak, jakby reportaże też się już podzieliły na podkategorie: te dla miłośników sensacji, te dla miłośników przygód, te dla spragnionych poezji i emocji nastolatek. Zabrakło też klimatu Japonii, opowieści o mentalności ludzi, którzy są w warstwie emocjonalnej bardzo odmienni od Europejczyków. Autorka nie wychodzi przy tym chyba z założenia, że wszyscy są specjalistami w dziedzinie japońskiej kultury i zwyczajów, po prostu nie uważa za interesujące wprowadzenia czytelnika w ten świat. Lepiej po prostu mówić zagadkami: ramen, tatami, futon. Choć może to i lepsze, niż tłumaczenie czytelnikowi rzeczy na sposób protekcjonalny, na przykład, jak to jest, gdy wybuchnie bomba atomowa, chodź, opowiem ci o tym przy sake, Kasia-san.

Ach, i jeszcze jedna kwestia. Co jest faktem, a co literaturą? Wiem, że niektórzy reporterzy uważają oddzielanie faktów od fantazji za niepotrzebne przynudzanie, ja jednak żywię staromodne przywiązanie do takiego dzielenia. Nie podobała mi się wspomniana wyżej pierwszoosobowa narracja, przy której na początku myślałam, że autorka opowiada o swoich przeżyciach, choć przecież dziwiło mnie trochę – czyżby i ona była ofiarą tsunami? Jeszcze bardziej nie podobało mi się wplecenie w tekst japońskiej legendy czy też opowieści grozy, tak jakby to był sen jednego z bohaterów. A jako że właśnie niedawno czytałam „Balladę o Narayamie. Opowieści niesamowite z prozy japońskiej”, to miałam na świeżo w pamięci „Przygodę kupca” (Koizumi Yakumo) i uderzyło mnie to niebywałe podobieństwo. Co prawda autorka wymienia w bibliografii „Kwaidan” (jest tam to samo opowiadanie zatytułowane „Mujina”), ale czy to znaczy, że może dowolnie przetwarzać cudze utwory na potrzeby własnego tekstu i ani słowem o tym nie wspomnieć?

Podsumowując, „Ganbare! Warsztaty umierania” są dla mnie wielkim rozczarowaniem, bo zarówno japońska tematyka, jak i niezwykle pozytywne recenzje tej książki krążące po Sieci, bardzo rozbudziły mój apetyt. Nie był to jednak apetyt na emocjonalną paszę, podawaną przez rurkę wprost do żołądka.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wodospad

I wreszcie niemal rok po przeczytaniu "Łzy "udało mi się w końcu sięgnąć po "Wodospad " . Z twórczości Lauren Kate spotkałam się...

zgłoś błąd zgłoś błąd