Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Święty Wrocław

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,29 (147 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
14
8
11
7
49
6
29
5
22
4
6
3
13
2
0
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-08-04306-6
liczba stron
300
język
polski

Wstąp do polskiego Twin Peaks…Piewca tematyki osiedlowej powraca do korzeni. Tym razem w blokach nie zagnieździły się diabły ani duchy, a drugie osiedle. Urzeczeni mieszkańcy porzucają dotychczasowe życie, by oddać się demolowaniu własnych mieszkań pod wielką płytą kryje się gorąca, czarna powierzchnia. z każdym dniem na niezwykłym osiedlu przepada coraz więcej ludzi, mnożą się gapie, wyznawcy...

Wstąp do polskiego Twin Peaks…Piewca tematyki osiedlowej powraca do korzeni. Tym razem w blokach nie zagnieździły się diabły ani duchy, a drugie osiedle. Urzeczeni mieszkańcy porzucają dotychczasowe życie, by oddać się demolowaniu własnych mieszkań pod wielką płytą kryje się gorąca, czarna powierzchnia. z każdym dniem na niezwykłym osiedlu przepada coraz więcej ludzi, mnożą się gapie, wyznawcy i badacze, szaleństwo ogarnia administrację i media. "Święty Wrocław" to horror-ballada o Polsce proroków, pielgrzymów i wariatów, o mieście pierwszych miłości, o wiośnie dziewięciu cudów, o zbliżającej się katastrofie. Święty Wrocławiu, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami…

Powieść nominowana do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla za rok 2009.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 877
Sylwia Sekret | 2012-04-07
Przeczytana: 06 kwietnia 2012

WROCŁAW METAFIZYCZNY

Kot ociera się o szybę drzwi balkonowych. Chce wejść do środka. Nie teraz jednak. Jeszcze nie pora. Przecież nawet nie pada. Na noc cię wpuszczę, wskoczysz na piec i odpoczniesz.

Wiem jak powstał Święty Wrocław. Nie wiem jednak jak powstał Święty Wrocław. Jestem jednak usprawiedliwiona, bo przecież nikt tego nie wie. Nawet narrator, który powinien wiedzieć wszystko, nie wie. Zaczęło się od deszczu, który pada na niemal każdej stronie. Leje, pada, mży, kropi. Wilgoć i szarość wyzierają wprost na nas, z każdego rozdziału. Jest mokro i tajemniczo. Brudno, a jednak gdzieś czai się czystość, w poszukiwaniu której zajdziemy aż na ostatnią stronę „Świętego Wrocławia”. I dobrze. Bo warto.

Miauczy bezdźwięcznie, bo szkło pochłania każdy dźwięk. Więzi go w przezroczystym świecie i nie wypuści już nigdy. Pułapka, na którą odporni są głuchoniemi. Kot nie rozumie, miauczy dalej w nadziei na deszcz.

Orbitowski stworzył świat, w jaki nie wierzymy, ale z całym szacunkiem dla naszej wiary – boimy się tego świata. Boimy się, bo wyzwala on w ludziach to, co do tej pory nie miało okazji ani miejsca żeby się ujawnić. Świat ten jest innym sposobem na stworzenie sytuacji ekstremalnej, a ta z kolei jest potrzebna aby znów, jeszcze raz pokazać do czego zdolny jest człowiek. Co nim kieruje i czego tak naprawdę szuka. Pokazać, ale nie wyjaśnić.

Przypadkowe na pozór postacie spotykają się ze sobą tu i ówdzie, przypadkiem lub będąc ofiarami umysłu autora. Kobieta, która wydaje się być zbędna dla fabuły wraca nagle i woła: „Zobacz, myliłeś się co do mnie!”. Chłopak, który wydawał się nie dbać o nikogo i o nic, uśmiecha się, ale w jego oczach widać troskę. A dziewczyna, która miała być szczęśliwa...No właśnie.

Michał i Małgosia zakochują się w sobie zupełnie przypadkiem, obserwowani czujnym okien Narratora. Tomasz i Anna mają odmienne poglądy na temat pewnego mężczyzny. Firgała zostawił Lucynie mieszkanie, a ta przesiaduje tam z Beatą. Jest jeszcze Ewa, Marian i Kuba. Jest komisarz Cegła. Jest jeszcze parę postaci, z którymi się zetkniecie. Na każdej z nich Święty Wrocław prędzej czy później odciśnie swoje piętno. Czy święte – będziecie mieli okazję się przekonać.

Poszedł sobie, ale ja nadal o nim myślę. Grube futro nijak ma się do chudych łapek, które zachwycają lekkością i gracją. Małgosia też była jak kot. Jej własne drogi były jednak smutniejsze.

Książka Łukasza Orbitowskiego jest tak bardzo niepokojąca, że aż smutna. Zostawia uczucie narastającego lęku przed nieznanym. Bo, jeśli uznamy, że Święty Wrocław – osiedle, w którym zaczynają dziać się rzeczy dziwne, do którego wielu wchodzi, ale nikt nie wychodzi – to jedna wielka metafora, to jak odnajdziemy drogę do jej zrozumienia? To osiedle napawa strachem. Niekiedy śmiechem, ale jest to śmiech przez łzy.

Mieszkańcy jednego z osiedli we Wrocławiu popadają bowiem w coś na kształt amoku. Zapominając o całym świecie podejmują się jednego tylko zajęcia – demolowaniu osiedla. Rozbierają bloki płytka, po płytce. Zdzierają tapety i tynki ze ścian, zrywają podłogi, tłuką w sufit. Nie jedzą, nie piją, nie rozmawiają. Zależy im tylko na jednym: odkryciu czarnej, gorącej powierzchni pulsującej pod płaszczyzną osiedla, która wydaje się być obietnicą Czegoś. Kolejne osoby, które udają się do Świętego Wrocławia, nie wychodzą z niego. W ten sposób tworzy się grupa Nieszczęsnych. Czyli osób poszukujących zaginionych osób. Czy jednak poszukują bliskich i wspierają się w nieszczęściu? Czy to, co dzieje się w Świętym Wrocławiu, i to, co jego powstanie spowodowało w całym mieście sprawi, że ludzie zjednoczą się zapominając o tym, że do tej pory żyli tylko dla siebie? Czy może wykorzystają jedno nieszczęście, żeby wprawić w ruch kolejne, a na tym z kolei żerować już na własny rachunek? Co takiego kryje w sobie Święty Wrocław?

Styl Orbitowskiego jest wymagający. Wymagający i zachwycający jednocześnie. Zachwyca właśnie tym, że tyle od swojego czytelnika wymaga. A wymaga refleksji i zamyślenia. Wymaga, aby wrócić na chwilę do poprzedniej strony. Zastanowić się nie tylko nad fabułą, ale także nad tym, co ma do powiedzenia Narrator, co ma do p o m y ś l e n i a. Styl wciąż przypomina ten z „Tracę ciepło” a jednak wyczuwalna jest pewna dojrzałość i metafizyka, smutek czasu, który w „Tracę ciepło” przesłaniała akcja.
Orbitowski stawia przed nami plątaninę ludzi i ich żądz. Plątanina to dobre słowo, idealne wręcz na opisanie tego, co dzieje się po powstaniu Świętego Wrocławia. Mamy bowiem przed sobą dziwaków i proroków, lamentujących i cieszących się. Uciekających i pielgrzymujących. Porzucających wszystko i rzucających się w wir wszystkiego. Wierzących, że Święty Wrocław to coś dobrego, i przekonanych, że to dzieło piekielne. Są także tacy, którzy węszą aferę mająca na celu ośmieszyć porządnych obywateli. Czym jednak Święty Wrocław jest dla czytelnika? Co jest istotą jego metafory? Czego symbolem jest mrożące krew w żyłach osiedle z gorącą czarną płytą? To pytanie skierowane jest chyba do czytelnika indywidualnego. Takiego, który woli sam odpowiedzieć sobie na pytanie i żyć z niewiedzą na temat słuszności swojego domniemania, niż poznać odpowiedź...i na tym zakończyć swoją przygodę z powieścią.

Cudowny, kojący i pełen refleksji język zostaje zestawiony więc z szarą papką jaką staje się Wrocław. Spokojny głos Narratora miesza się z krzykiem Tomasza. Miłość do Ptaka łączy się z obrzydzeniem do resztek skrzydła jakie z niego zostały. Mokry Wrocław wbrew pozorom nie odstrasza. Wejdź, przekonaj się co Ty zrobiłbyś na miejscu człowieka z tatuażem na twarzy. Domyśl się, co komisarz chowa w tajemniczym pokoju. Wejdź do Świętego Wrocławia, lub obserwuj jak z czarnej płyty rozchodzi się po całym ciele ciepło.

Wróci. Będzie domagał się pieszczot i sam wskoczy na kolana. Zamruczy, ogrzeje. Nie będzie można się uwolnić. Przyciągnie i rozłoży się na fotelu.
Jak każda dobra książka.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Podboje -1- Horda żywych

Fantasy historyczne. Bliżej niesprecyzowana starożytność na Bliskim Wschodzie. Imperium Hetytów atakuje ziemię Scytów. Przybyła z Babilonii kapłanka o...

zgłoś błąd zgłoś błąd