Marcowe fiołki

Cykl: Bernhard Günther (tom 1)
Wydawnictwo: Red Horse
6,52 (99 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
8
8
9
7
38
6
21
5
12
4
4
3
4
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
March Violets
data wydania
ISBN
9788360504680
liczba stron
331
język
polski

W trzy lata po dojściu Hitlera do władzy, Niemcy przeżywają okres prosperity. Były oficer policji kryminalnej, a obecnie prywatny detektyw Bernhard Gunther też nie narzeka na brak zleceń – zwłaszcza od rodzin osób które zaginęły bez wieści. Pewnego letniego dnia, w szykującym się do Igrzysk Olimpijskich Berlinie, Gunther otrzyma zadanie które uwikła go w rozgrywki na samym szczycie...

W trzy lata po dojściu Hitlera do władzy, Niemcy przeżywają okres prosperity. Były oficer policji kryminalnej, a obecnie prywatny detektyw Bernhard Gunther też nie narzeka na brak zleceń – zwłaszcza od rodzin osób które zaginęły bez wieści. Pewnego letniego dnia, w szykującym się do Igrzysk Olimpijskich Berlinie, Gunther otrzyma zadanie które uwikła go w rozgrywki na samym szczycie nazistowskiej dyktatury. „Marcowe Fiołki” to powieść otwierająca serię czarnych kryminałów o Bernim Guntherze, ukazujących czytelnikowi niezwykły obraz III Rzeszy u narodzin jej potęgi i po jej upadku. Kolejne tytuły cyklu to „Blady złoczyńca”, „Niemieckie Requiem”, „Jeden z Wielu” oraz „Cichy Płomień”.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 778
Liwia | 2013-02-22
Na półkach: Przeczytane

Sięgnęłam po tą powieść ze względu na okładkę, która jest przecudowna. Może nie ma w niej nic takiego fascynującego, ale mnie urzekła. Później zwróciłam uwagę na napis pod tytułem i od razu postanowiłam ją wypożyczyć. Tak zakończyło się moje wyjście do biblioteki. Oczywiście nie była to jedyna wypożyczona pozycja, ale o nich kiedy indziej.

Bernhard Gunther jest detektywem, potocznie zwanym łapsem. Pewien dobrze ustawiony mężczyzna zleca mu odnalezienie diamentów, które zostały skradzione z mieszkania jego córki i zięcia, którzy zaś zginęli w pożarze. A przynajmniej tak się wszystkim wydaje, chociaż w głębi duszy mało kto wierzy, iż był to zwykły pożar. Jak się potem okazuje, ofiary zostały zastrzelone. Potem jednak okazuje się coś jeszcze dziwniejszego, o czym nawet ja, dziewczyna, która chciała zostać detektywem, nie pomyślała.

Teoretycznie rzecz biorąc, pomysł na fabułę ciekawy. Ale tylko ciekawy, ponieważ nie było w nim nic fascynującego, mimo że książkę wprost pochłonęłam; nie mogłam oderwać się od niej ani na chwilę. Jednak czy wynikało to tylko z tego, aby mieć ją już za sobą, czy z samej chęci? Chyba wybieram ten pierwszy wariant. Powieść napisana jest naprawdę dobrze, co do tego nie mam zastrzeżeń. Autor nie pohamowuje się przed wulgaryzmami, których nie sadzi dookoła, a tylko wtedy, gdy wymaga tego sytuacja. Dialogi też nie nudzą, co jest dużym plusem. Jednak ta fabuła... Czegoś brakuje w tym wszystkim. Na pewno większych przemyśleń głównego bohatera, co do tego nie mam wątpliwości. Jednak jest coś jeszcze, czego nie potrafię odnaleźć. Czuję po prostu niedosyt i tak już chyba zostanie.

Jeśli chodzi o Bernharda - postać interesująca, aczkolwiek niedopracowana. Niektóre rzeczy robi za szybko, zbyt pochopnie, no i który facet po kilku dniach znajomości z kobietą chce wyznawać jej miłość? Ja rozumiem, że różni ludzie są, ale bez przesady. To mi się właśnie nie spodobało - mężczyzna prawie nie znał Inge, a tu coś takiego. Mały minus ma ode mnie Gunther. Sama postać Inge również jakoś nie przypadła mi do gusta, aczkolwiek zaciekawiło mnie to, co się z nią dalej stało... Oczywiście można się domyślać i zapewne wszyscy wiedzą, co jest najbardziej prawdopodobne.

"(...) Teraz jednak każdy powinien pan skorzystać z okazji i przeczytać je, choćby tylko dlatego, że zostały zabronione."


Umieszczenie akcji w realiach III Rzeszy to był bardzo dobry pomysł. Czytając tą książkę, mamy okazję dowiedzieć się, jak żyło się w tych czasach. Oczywiście autor urodził się 11 lat po skończeniu wojny i nie mógł być świadkiem tych wydarzeń, jednak wydaje mi się, że odzwierciedlenie ich w tej powieści jest naprawdę dobre, a my dzięki temu możemy się dowiedzieć więcej niż z podręczników historii, do których mało kto zagląda.

Czytając "Marcowe fiołki" nie można być obojętnym na to, jak traktowano ludzi. A raczej można rzecz, że ich w ogóle nie traktowano. Wiele osób "zaginęło", a ich ciała odnajdywano po jakimś czasie w jakiejś rzece, często bez możliwości identyfikacji. Tak samo były z tymi, które leżały już w kostnicy - tożsamość nieznana, albo zatajona. Bo czemu robić sobie jakiś problem ze śmierci człowieka, jak można po prostu wpisać coś innego w jednym czy drugim dokumencie? Masowe mordy, wysiedlenia, strach, łapanki, okrutne tortury - kto o tym nie słyszał? Już nawet w lekturze gimnazjalnej "Kamienie na szaniec" była o tym mowa. Jednak mimo że znamy tą historię to i tak nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, co się wtedy działo. Przecież to było tyle lat temu, Hitler nie żyje, mamy spokój, po co rozpamiętywać? Ja również nie przywiązuję do tego aż tak dużej wagi - było, minęło. Jednakże nie zapominam, że coś takiego miało miejsce i czasami lubię poczytać o II wojnie światowej. Nie jestem wielce zbulwersowana, że coś takiego miało miejsce, ale jestem zadziwiona. Tak, to chyba dobre słowo. Ludzie wtedy praktycznie nie mieli życia; ukrywali się w więzieniach, aby nie popaść w gorsze tarapaty. I jaki to ma sens? Nie ma żadnego.

- Gdzie ukryłbyś krople deszczu? - Zrobiłem głupią minę, a on wyjaśnił: - W jeziorku nad wodospadem. Tak mówi chińska filozofia. No co, znalazłbyś taką kroplę?"

Jeśli chcecie poznać trochę tej historii, a jednocześnie przeczytać kryminał - ta książka jest odpowiednia. Nie twierdzę, że jest to kryminał pierwszej klasy, do takiego dużo mu brakuje, jednakże tragiczny też nie jest; przeczytać można.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zrękowiny w Uppsali

Książka przyjemna, ale momentami nużąca. Jednak obowiązkowa pozycja dla miłośników tematu i tego okresu w dziejach Polski.

zgłoś błąd zgłoś błąd