Z Galileusza też się śmiali

Wydawnictwo: Muza
6,61 (41 ocen i 18 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
1
8
6
7
14
6
8
5
8
4
2
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
They laugted at Galileo
data wydania
ISBN
9788377588666
liczba stron
352
słowa kluczowe
Wynalazki, wynalazcy
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Qwerty150

Wynalazców wyrastających ponad swoje czasy krytykowano, wykpiwano, zniechęcano na wiele sposobów. Nie poddawali się, niektórzy walczyli latami, robiąc to, co uważali za słuszne. I wygrywali... To lekcja, której nie wolno zapomnieć. Albert Jack złożył hołd ludzkiej kreatywności i wytrwałości: opracował bogaty katalog wynalazków z różnych dziedzin i związanych z nimi historii, przeważnie...

Wynalazców wyrastających ponad swoje czasy krytykowano, wykpiwano, zniechęcano na wiele sposobów. Nie poddawali się, niektórzy walczyli latami, robiąc to, co uważali za słuszne. I wygrywali... To lekcja, której nie wolno zapomnieć.

Albert Jack złożył hołd ludzkiej kreatywności i wytrwałości: opracował bogaty katalog wynalazków z różnych dziedzin i związanych z nimi historii, przeważnie zabawnych, czasem smutnych, ale nieodmiennie fascynujących. Błyskotliwa narracja, pełen humoru styl i parada zadziwiających faktów tworzą literacko-naukowy koktajl, od którego trudno się oderwać.

Z tej książki dowiemy się na przykład, że zanim wynaleziono sprzęt ochronny, strażacy zapuszczali długie wąsy, a przed akcją moczyli je i wkładali do ust, żeby móc oddychać w zadymionych pomieszczeniach. Że pierwsze puszki z żywnością powstały kilkadziesiąt lat przed wynalezieniem otwieracza do puszek. Że wynalezienie spadochronu zajęło 500 lat i kosztowało życie wielu upartych eksperymentatorów.

Kiedy czytelnikowi wydaje się, że nic go już nie zdziwi, autor serwuje mu kolejną osobliwość. Wszystko okraszone jest cytatami sprzed lat: wypowiedziami znanych ludzi i fragmentami artykułów z gazet, krytycznymi wobec rodzących się nowych idei, trendów i wynalazków. Ich przewidywania i obawy dziś brzmią absurdalnie, a w konfrontacji z obecnym stanem wiedzy dają komiczny efekt (weźmy choćby pogląd, że podróże koleją z dużą prędkością nigdy nie będą możliwe, bo grożą uduszeniem pasażerów).

 

źródło opisu: http://muza.com.pl/literatura-faktu/2383-z-galileu...(?)

źródło okładki: http://muza.com.pl/literatura-faktu/2383-z-galileu...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 115
Janku Janecki | 2017-01-21
Na półkach: Przeczytane

Wczorajszej nocy skończyłem czytać "Z Galileusza też się śmiali".

Książkę autor podzielił w interesujący sposób na różnego rodzaju wynalazki i przedsięwzięcia. Udane, nieudane, nazwane imieniem autora, z przypadku, wypracowane latami i kilka innych.

Pewna zależność rzuca się w oczy po zaledwie kilku stronach, a wraz z każdą kolejną minutą czytania piłuje filary subiektywnego odbioru czytelnika.
Zobaczcie sami przejaskrawiony przeze mnie przykład i oceńcie czy taka forma przedstawiania treści odpowiada Wam, czytelnikom:
"Gdyby ktoś kiedyś przez przypadek nie otarł dwóch kamieni o siebie i nie zobaczył iskry, to dziś nie jedlibyśmy smażonego mięsa i świat opierałby się na jedzeniu korzeni i owoców, a o jakiejkolwiek cywilizacji, to już w ogóle zapomnijcie."
Doprawdy... Autor "gdyba" jak wyglądałaby przyszłość.

Tego typu "gdybanie" kojarzy mi się z osobami, które efekt pewności wstecznej uważają za swoją erudycję oraz awangardowość. Jednocześnie wierzą oni w pogląd, że są zawsze krok przed innymi w ocenie sytuacji i zawsze widzą więcej relacji przyczyna-skutek.

Kolejną rzeczą jest wyolbrzymianie przez autora wagi każdego podanego przez siebie przykładu. Tak jakby ludzkość bez, któregokolwiek z nich miałaby dawno zginąć w czeluściach ciemniactwa i prymitywizmu.
Gdy na kartkach książki pojawiają się osobiste refleksje autora, to miały one odwrotny skutek do zamierzonego. Jego zachwyt oraz adoracja sprawiał, że wewnętrznie chciałem się z nim nie zgodzić, że rozbuchuje dany przykład, bo przecież znam wiele innych wynalazków, co wg mnie są istotniejsze dla ludzkości i bardzo prawdopodobne, że powstałyby bez tego, któremu taką wagę autor przypisuje.
Gdy wyobrażałem sobie Alberta Jacka, który prezentuje na konferencji swoją książkę, to przed oczami pojawia mi się typowy szkoleniowiec niskiej klasy. Nie, nie „z niskiej klasy szkoły”, bo z reguły są to wykształceni ludzie, a raczej szkoleniowiec, który po prostu jest przeciętny. Garnitur ze studniówki, żółty krawat z logiem firmy, w której pracuje, koszula tak duża, że ubrałby dwóch takich jak on oraz wisienka na torcie, jego zachowanie. Zachowanie podczas opisywania kolejnej funkcji power pointa, które sprawia wrażenie, że wstrzyknięcie mu heroiny jedynie sprowadziłoby go na ziemię z jego otoczonego power pointę świata, obniżyłoby poziom transu w jakim się znajduje i zabrało uczucie rozkoszy.

Co do tej pory przeczytaliście w mojej opinii o tej książce, to subiektywny opis, któremu chciałem dać ujście aby ze spokojem mógł wejść w kolejną pozycję z półki.

Poniżej natomiast ocena tego o czym pisze autor z perspektywy powiedzmy Kleryka Johna Prestona z filmu Equilibrium. Emocje i osobiste odczucia na bok.

Merytorycznie część faktów była mi znana i pokrywała się z uważam wiarygodnymi źródłami. Przy okazji mówieniu o źródłach, brakowało mi ich w tej pozycji. Może to jest inżynierska choroba, że jak uważamy coś za fakt, to pokażcie mi co spowodowało, że uznajemy to za fakt.
Gdy uznałem, że coś jest bardzo niewiarygodne, to sprawdzałem i okazywało się prawdą.
Losowo też weryfikowałem daty, które autor podaje w treści. Przyznaję, że robiłem to posługując się Wikipedią. Efekt był taki, że moja losowość nie trafiła na błędy. W jednym przypadku autor podał datę śmierci pewnej osoby 1917 rok, a na kolejnej stronie to był 1915 rok. Podczas gdy Wikipedia pokazuje 1917. Zatem uważam zwykła literówka. Chyba, że Diamond Jim Brady dwa lata umierał z przejedzenia i autor nie mógł się zdecydować kiedy nastąpił zgon. Być może ta literówka dotyczy innej osoby, a wybaczcie, nie mam jak sprawdzić ponieważ piszę opinię bez książki u boku. Nie zmienia to jednak faktu, że daty się różniły.
Możliwe, że zbieżność czasu wydarzeń z Wikipedią jest efektem, że źródłem wiedzy pisarza była właśnie wspomniana dzisiejsza "kopalnia wiedzy". Aczkolwiek koniec już uszczypliwości.
Raz złapałem autora na uważam wprowadzaniu w błąd gdy opisywał wynalezienie przez Walta Disneya Myszki Miki. Jeśli uznamy, że gwiazda najmłodszych wyszła ze studia Walta Disneya, to jest to prawda. Natomiast wg biografii "Walt Disney. Potęga marzeń" napisanej przez Boba Thomasa, to nie Walt Disney, a John Hench wymyślił i narysował wspomnianego "gryzonia".

Ostatecznie gdyby nie subiektywna część oceny, to dałbym jedną gwiazdkę więcej.
Dowiedziałem się wielu ciekawostek oraz wzbogaciłem swoją już posiadaną wiedzę. Wielokrotnie też myślałem, że wiem sporo na jakiś konkretny temat, a pozytywnie się zaskakiwałem dodatkowymi informacjami.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Bezsenność w Tokio

Uwielbiam! Nie jestem wielką fanką literatury podróżniczej, ale ta książka jest napisana w tak czarujący sposób, że nie mogłam się od niej oderwać. Św...

zgłoś błąd zgłoś błąd