Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

W cieniu prawa

Wydawnictwo: Czwarta Strona
6,6 (1226 ocen i 202 opinie) Zobacz oceny
10
65
9
77
8
178
7
342
6
304
5
152
4
47
3
42
2
8
1
11
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379764518
liczba stron
536
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Galicja, 1909 rok. Mimo złej opinii i niejasnej przeszłości Erik Landecki zostaje przyjęty na czyścibuta w austriackim dworku. Jest przekonany, że los się do niego uśmiechnął. Pierwszej nocy ginie jednak dziedzic rodu, a cień podejrzeń pada na Polaka. Szybko pojawiają się spreparowane dowody, a Erik staje się głównym podejrzanym. Musi walczyć nie tylko o swoją wolność, lecz także o życie – w...

Galicja, 1909 rok. Mimo złej opinii i niejasnej przeszłości Erik Landecki zostaje przyjęty na czyścibuta w austriackim dworku. Jest przekonany, że los się do niego uśmiechnął. Pierwszej nocy ginie jednak dziedzic rodu, a cień podejrzeń pada na Polaka. Szybko pojawiają się spreparowane dowody, a Erik staje się głównym podejrzanym.

Musi walczyć nie tylko o swoją wolność, lecz także o życie – w zaborze austriackim karą za morderstwo jest bowiem śmierć przez powieszenie.

 

źródło opisu: http://czwartastrona.pl/w-cieniu-prawa/

źródło okładki: http://czwartastrona.pl/w-cieniu-prawa/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 201
Elżbieta | 2017-04-18
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: kwiecień 2017

No coś nie mam szczęścia do p. Mroza. Niby takie z niego objawienie, a ja jakoś się nie mogę do niego przekonać na tyle, żeby dołączyć do grona wielbicieli tego pisarza.

I niestety, ale „W cieniu prawa” nie tylko nie poprawia sytuacji, ale chyba wręcz utwierdza mnie w przekonaniu, że coś ta jego twórczość jest przereklamowana.

Książka zaczyna się nawet nieźle: krwawym morderstwem w prowincjonalnym galicyjskim dworku. Przez chwilę wydajemy się przebywać w świecie, w którym każdy znał swoje miejsce w sztywnej hierarchii społecznej i który przestał istnieć jakiś czas temu, ale dość szybko za sprawą dziwnie współczesnego języka bohaterów uświadamiamy sobie, że to mało udana mistyfikacja.

Niestety, ale wyrażenia typu: „masz to w genach” nie były w użyciu potocznym w roku 1909 (dokładnie w tym roku po raz pierwszy naukowcy w ogóle użyli tego terminu na określenie cech dziedzicznych), a użycie sformułowania „surrealistyczny obraz” przez kogokolwiek w owym czasie zasadniczo wypada śmiesznie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że termin surrealizm wymyślono kilka ładnych lat później (w literaturze w 1917, a w sztuce w 1924 roku, o ile mnie pamięć nie myli). Taki drobiazg więc, iż owa myśl zaświtała w głowie prostego robotnika, wydaje się przy tym całkiem małą niedoróbką.

Nie lepiej wypadają też niestety wykreowane postacie. Główny bohater jest nadzwyczajną mieszaniną supermena (na którym takie „atrakcje” jak wielokrotne dotkliwe pobicia, tygodniowe pobyty w ciemnościach i wilgoci nie odciskają długotrwałego piętna), wioskowego butnego chojraka (który ma tyle szacunku do miejscowej arystokracji, co brudu za paznokciem, a fakt, że to chyba jeden z największych pracodawców w okolicy, do tego zapewniający nie najgorsze warunki pracy ma głęboko w poważaniu), całkiem przyzwoicie wykształconego gościa (który w więzieniu pisze listy i po wielokroć odczytuje otrzymaną korespondencję, a aluzje do Sherlocka Holmesa, czy Mefistofelesa pojmuje w mig) z wiejskim analfabetą (który ledwie potrafi składać litery i czytanie sprawia mu niemałą trudność, jak dowiadujemy się w drugiej części książki).

Przy takiej ilości sprzeczności chyba nie ma co już wspominać podejrzanie dobrej znajomości przepisów i terminów prawniczych (dotyczy to zarówno Landeckiego, jak i Sophie), które ułatwiają zastraszanie lokalnych policjantów, czy zaciąganie do sądu zdeprawowanych arystokratów…. Na mnie sprawiło to wrażenie, jakby autor nie przemyślał w pełni ani fabuły, ani postaci, tylko w zależności od pomysłu, jaki mu się nagle pojawił w głowie obarczał nieszczęsnego Eryka kolejną porcją cech charakteru, umiejętności, bądź wiedzy, jaka mu akurat pasowała do świeżo wymyślonych wydarzeń…. No, sorry, ale jakoś to mało przekonywujące…. Aczkolwiek musi być ogromnie wygodne dla pisarza…

Również motywy działania poszczególnych postaci są wyjątkowo niejasne. Jakby autor do końca nie mógł się zdecydować, co właściwie chcą osiągnąć i po czyjej stronie powinni się opowiedzieć. Albo co gorsza, raz powzięty pomysł, porzucał na rzecz innego, tylko po to, żeby go za moment zastąpić znowu innym konceptem.

I tak na pierwszy rzut idzie Sophie, która kierując się bardziej nie sprecyzowanym widzimisię postanawia pomóc rzekomo niewinnie oskarżonemu służącemu (nic to, że chłopa nigdy wcześniej na oczy nie widziała i nic o nim nie wie) i wbrew rozsądkowi i de facto własnemu interesowi robi wszystko, żeby udało mu się osiągnąć swoje bliżej niesprecyzowane cele, nawet jeśli oznacza to brak lojalności wobec własnego narzeczonego; tenże właśnie narzeczony pomaga jakiemuś znajdzie wytoczyć ciężką artylerię na członków własnej rodziny praktycznie bez wyraźnej ku temu przyczyny, a kiedy (a to ci niespodzianka!) zostaje wystrychnięty na dudka, oburzony postanawia się zemścić (ale jak to standardowo bywa w tej książce, robi to z małym zaangażowaniem i kiepskim skutkiem); i wreszcie sam Landecki, który zaprzysięga zemstę znienawidzonej arystokratycznej familii i ogłasza wszem i wobec, że uknuł diaboliczny plan, do realizacji którego zaczyna kaptować sobie pomagierów. Sęk w tym jednak, że ów plan sprowadza się do zdobycia korzyści finansowych, głównie kosztem tych, którzy pomogli mu wykaraskać się z gigantycznych problemów, owi pomagierzy właściwie nie są mu do niczego potrzebni (i całe to kombinowanie, kogo uznać za przeciwnika, a kogo za przyjaciela, to przerost formy nad treścią), a deklarowana zemsta z czasem zostaje zarzucona i nie dane jest nam się dowiedzieć dlaczego tak się dzieje. Bo wyjątkowo ciężko za akt zemsty uznać ukaranie wykonawców rozkazów i pozwolenie, by pomysłodawcy egzystowali sobie nadal w zbytkach i luksusach…. No, chyba, że chłop nie zdążył zrealizować swojej błyskotliwej intrygi (uknutej zapewne w trakcie czyszczenia butów i tak tajemnej, że nikt nigdy się o niej niczego nie dowie), bo ci co mieli paść ofiarą zemsty, sami zaczęli się mścić. A potem wszyscy wszystkim się zmęczyli i postanowili odpuścić winy swoim winowajcom….

Należy też pamiętać o prawniku, który snuje się po powieści, też nie do końca wiadomo z jakiego powodu. Niby los oskarżonego jest mu obojętny, ale w końcu angażuje się w jego sprawę, jakby jednak było zupełnie inaczej…. I głupieje do tego stopnia, że super ważne dokumenty wiezie w jakiejś papierowej teczce przez pół kraju, najpierw pociągiem, potem chłopską furmanką tylko po to, żeby pokazać je swojemu klientowi, który tak naprawdę wcale już nie jest jego klientem. A to, że udaje się w rejon, gdzie za każdym węgłem czają się jakieś zbiry na usługach jego przeciwników jakoś nie spędza mu snu z powiek i nie umniejsza jego beztroski.

Krótko mówiąc: jeden wielki galimatias, groch z kapustą i chaos.

Nie ukrywam, że miałam nadzieję na jakąś sensowną końcówkę, która udzieli odpowiedzi na parę pytań, wyjaśni kilka kwestii, uporządkuje trochę ten bałagan, nada pozory logiki niektórym działaniom bohaterów, da nadzieję, że p. Mróz faktycznie miał jakaś wizję tej całej opowieści, ale rozczarowałam się na całej linii. Jest trochę tkliwie, cukierkowo, ale znowu bez krzty rozsądku w fabule (choćby tylko w takiej sprawie jak ostateczny status posiadłości- według tego, co napisano we wcześniejszych rozdziałach, majątek powinien przejść na własność państwa, tymczasem autor o tym chyba zapomniał, czy tak jakoś…).

A końcowe stwierdzenie, że główny bohater działał w świetle prawa (w przeciwieństwie do jego arystokratycznych wrogów, którzy preferowali cień) jest dosłownie żałosne. Szczególnie, biorąc pod uwagę, że te słowa pisał prawnik. Bo wykradanie dokumentów, szantaż, podpalenie, czy wreszcie morderstwo moim skromnym zdaniem zgodne z literą prawa nigdy nie były….

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ciemna rzeka

Erlendur pojechał na urlop, a pod jego nieobecność wydarzyło się morderstwo. Trzeba wytropić zabójcę młodego mężczyzny, którego znaleziono nafaszerowa...

zgłoś błąd zgłoś błąd