Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Szkieletowa załoga

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik, Dorota Malinowska, Paulina Braiter, Rafał Wilkoński, Danuta Górska, Maciejka Mazan, Jan Pyka, Krzysztof Sokołowski
tytuł oryginału: Skeleton Crew
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: kwiecień 2000
ISBN: 83-7337-182-6
liczba stron: 584
słowa kluczowe: opowiadania, zbiór
język: polski
typ: papier
6.58 (586 ocen i 38 opinii)

O tym, że Stephen King jest mistrzem długich, rozbudowanych powieści o wielu przeplatających się wątkach, wszyscy wiedzą od dawna. Utwory zamieszczone w niniejszym zbiorze (po raz pierwszy prezen... O tym, że Stephen King jest mistrzem długich, rozbudowanych powieści o wielu przeplatających się wątkach, wszyscy wiedzą od dawna. Utwory zamieszczone w niniejszym zbiorze (po raz pierwszy prezentowanym polskim czytelnikom) dobitnie przeczą tezie, jakoby doskonały powieściopisarz nie mógł być również znakomitym twórcą krótkich form literackich. Lektura tych doskonale skonstruowanych, opartych na zaskakujących, oryginalnych pomysłach i oczywiście wspaniale napisanych opowiadań daje miłośnikom prozy Stephena Kinga co najmniej tyle satysfakcji co najobszerniejsze z jego powieści. pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (4)

Opinie czytelników
Przeczytana: 14 sierpnia, 2010

Do wszelkich zbiorów opowiadań podchodzę jak do jeży z wyjątkowo długimi kolcami. Szczytna idea zawarcia historii, która mnie zaskoczy albo wgryzie mi się w wyobraźnię i pamięć, w kilku tysiącach słów jest moim zdaniem niemal niewykonalna. Taki już mój przedziwny gust literacki. Opowiadania pozostawiają niedosyt, chęć na więcej, a za tym uczuciem nie przepadam. Dodatkowo bardzo łatwo schrzanić puentę tak krótkiej historii - tego wręcz nienawidzę.

Jaki jest King, wie każdy: albo się go kocha, albo nienawidzi. Ponieważ zaliczam się raczej do grupy jego fanów, każdą książkę jego autorstwa czytam w ciemno, o czym by nie była. W ten sposób sięgnęłam po "Szkieletową Załogę". Z początku zamierzałam poprzestać na "Mgle" (po obejrzeniu ekranizacji byłam ciekawa zakończenia), ale w końcu, małymi kroczkami, przeczytałam całość.

Teraz po kolei kilka słów o każdym z opowiadań.

"Mgła" jest oczywiście najdłuższa, dzięki czemu miała u mnie duży plus. Historia nie sprawia wrażenia ani oryginalnej, ani porywającej - ale miałam nieodparte wrażenie, że w tym przypadku to się nie liczy. King po raz kolejny na pierwsze miejsce wysunął bohaterów, nie tylko główną postać, ale wszystkich ludzi, którzy razem z nią utknęli we wnętrzu sklepu. Muszę przyznać, że wyszło mu to jak zawsze świetnie, ale bez fajerwerków. Ot, porządna robota mistrza. A co do zakończenia... Bardzo przykro mi to pisać, ale filmowe jest zdecydowanie lepsze. To we "Mgle" pewnie miało pozostawić wyobraźni czytelnika pole do popisu, ale mnie tylko zdenerwowało.

"Zjawi się tygrys". Bardzo przyzwoite, krótkie opowiadanko. W jakiś niesamowity sposób King doskonale umie wcielać się w role małych, przerażonych dzieci.

"Małpa" z kolei zupełnie nie przypadła mi do gustu. Rodzinna część fabuły była dla mnie nudna i powtarzalna, sama małpa nie wzbudziła we mnie żadnych uczuć.

"Bunt Kaina" jest według mnie jednym z najlepszych opowiadań Kinga. Czytałam je już wcześniej, a teraz chętnie je sobie przypomniałam. Prostota, z jaką autor ukazał całą tą straszną sytuację, idealnie tu pasowała. I ostatnia wypowiedź głównego bohatera - majstersztyk.

"Skrót pani Todd". Czytaniu towarzyszyły mieszane uczucia: z jednej strony było ciekawie i zaskakująco, a z drugiej... zbyt niesamowicie. Poziom niezwykłości zawartej w osobie pani Todd nieco przekraczał próg, jaki tolerowałam.

"Jaunting", czyli pierwsza i jak na razie jedyna historia, z jaką miałam do czynienia za pomocą słuchawek. Audiobook, w którym lektorem jest komputerowy generator głosu, był zdecydowanie złym pomysłem, mimo to opowiadanie mnie wciągnęło. Tak opowieść ojca, jak i zakończenie, które należy do tych, które bardzo lubię.

"Weselna chałtura" sprawiała wrażenie, jakby znalazła się w tym zbiorze przez przypadek. Kompletnie nie na miejscu, jedno z gorszych. To samo mogę powiedzieć o "Lamencie paranoika", "Wizerunku Kosiarza" i "Dla Owena".

"Tratwa" to opowiadanko, które zawiera 100% Kinga w Kingu. Wystarczająco przerażające, by czytać z zapartym tchem i jednocześnie na tyle sugestywne, bym zastanowiła się przed wejściem na jakąkolwiek tratwę dryfującą sobie po jeziorze.

"Edytor tekstu". Niezwykle spodobał mi się pomysł na to opowiadanie. Może dlatego wydaje mi się, że mimo wszystko można było wycisnąć z niego znacznie więcej. Pozostawiało mieszankę zadowolenia i niedosytu.

"Człowiek, który nie podawał ręki", czyli historia z rodzaju "A teraz opowiem wam...". Nie przepadam za tą formą przekazywania fabuły, ale w tym przypadku było nieźle. Po raz kolejny King wymyślił coś ciekawego.

"Świat plaży" to jedno z kilku zawartych w tym zbiorze opowiadań, które pozostawiają po sobie bliżej nieokreślone uczucie niepokoju. Kolejny pomysł zupełnie z kosmosu, który okazał się strzałem w dziesiątkę.

"Nona". Po przeczytaniu miałam nieodparte wrażenie, że coś mi umknęło. Coś ważnego. Może dlatego z całego opowiadania najbardziej przypadł mi do gustu bohater, a reszta stanowiła tylko otoczkę...

"Szkoła przetrwania"... Napiszę o tym opowiadaniu, ponieważ obiad zjadłam już jakiś czas temu i mdłości mi nie grożą. Tak, tak, moi drodzy - tego nie należy czytać, jeśli właśnie trzyma się widelec lub akurat się go umyło, a w ustach jeszcze czuć smak schabowego. O nie, zdecydowanie odradzam. Nigdy nie wpadnę na to, co King musi mieć pod kopułą, żeby wymyślić coś takiego. Panie i panowie: oto najlepsze i zarazem najohydniejsze opowiadanie w tym zbiorze, a może i w całym dorobku autora.

"Ciężarówka wuja Otto" rozpędzała się jak bardzo powoli, ale w pewnym momencie nabrała takiej prędkości, że przy ostatnich zdaniach napięcie sięgnęło zenitu. Jedno z opowiadań z rodzaju specjalnie-dla-zakończenia.

"Poranne dostawy", czyli Mleczarz. Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam to opowiadanie. Naprawdę nie jestem w stanie stwierdzić, co mnie w nim urzekło - może to, że w Polsce nikt nie przywozi mi mleka z tarantulami prosto do domu - ale to jedno z lepszych. Druga część, czyli "Opowieść pralnicza", również jest dobra, ale mimo wszystko pranie ustępuje miejsca rozwożeniu mleka.

"Babcia". Jeśli kochacie swoje babcie - po to przecież są - będziecie czuli pewną złość, czytając to opowiadanie. A jednak coś w nim jest. Ta niepewność, co czai się za rogiem, czyj cień wyłania się zza szafy i jak zakończy się cała historia...

"Ballada o celnym strzale", z początku bardzo podobna do "Człowieka, który nie podawał ręki", okazała się kolejną wariacją na temat pisania oraz ludzkiej psychiki. Po przeczytaniu przez kilka chwil zastanawiałam się, po co mi tak dużo urządzeń elektrycznych w pokoju. Przecież nie mogę przez nie myśleć. Słowem: świetne.

"Cieśnina" to następny (m.i. po "Miasteczku Salem") dowód na to, że King doskonale radzi sobie z opisywaniem małym, hermetycznych społeczności. Tym razem na wyspie oddzielonej zimą od lądu zwodniczą lodową skorupą. Sam pomysł na główną bohaterkę, która dla czytelnika jest "tylko na chwilę" wydał mi się na swój sposób urzekający. Dobre zakończenie zbioru.

Miłym dodatkiem są uwagi, w których autor opisuje, jak wpadł na niektóre z zawartych w "Szkieletowej załodze" opowiadań. Okazuje się, że pomysły powstałe "przez przypadek" bywają często tymi najlepszymi.

Podsumowując: bardzo przyzwoity zbiór opowiadań. Są wśród nich i słabsze, i najzwyczajniej w świecie genialne. Dzięki "Szkieletowej załodze" przekonałam się, że czytanie krótkich form może być równie dobrą zabawą, co wielogodzinna lektura opasłego tomiszcza z milionem wątków.


Przeczytana: 2009 rok

W moim osobistym odczuciu dość dobry zbiór opowiadań. Na uwagę zasługuje oczywiście „Mgła”, która została zekranizowana i co ciekawe ekranizacja bardziej przypadła mi do gustu niż samo opowiadanie – co w moim przypadku jest ewenementem. Reasumując opowiadania - dobre ale nie ujmują mnie tak jak inne zbiory Kinga.


Na półkach: Przeczytane

Opowiadania "Szkoła przetrwania" z tego zbioru NIE DA SIĘ zapomnieć. To przestroga, nie rekomendacja. Czujcie się ostrzeżeni.


Przeczytana: 06 października, 2011

Preferuje dluzsze formy literackie. Opowiadania sa u mnie na drugim miejscu, ale nie opowiadania Mistrza. Czyta sie przyjemnie i szybo. Czasem sie zastanawiam skad pisarz ma tyle dobrych i trafionych pomyslow. Niektore z jego opowiadan mozna spokonie rozwinac i powstalaby dobra ksiazka. Szczeglnie polecam tytuly: Mgla, Malpa, Tratwa, Szkola przetrwania, Nona, Ballada o celnym strzale, Babcia, Edytor tekstu. To King w dobrej formie. Opowiadania dlugo pozostaja w pamieci. Jedym zdaniem, dla fanow Krola pozycja obowiazkowa.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 stycznia, 2011

Jeden z najlepszych zbiorów opowiadań - nie tylko S.Kinga - ale też w ogóle istniejących. Ne szczególną uwagę zasługuje 'Mgła', 'Jaunting', 'Edytor tekstu', 'Skrót Pani Todd' oraz 'Szkoła przetrwania'.


Na półkach: Przeczytane

Bardzo dobry zbiorek, różnorodny, ciekawy. Mieszanka różnych stylów, kilka wierszy. Polecam opowiadanie "Szkoła przetrwania", podziwiam chory umysł autora właśnie za takie teksty.


Na półkach: Przeczytane

Choć zbiór troszkę nierówny, to cały czas poziom jest bardzo wysoki jak na mistrza grozy przystało.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: wrzesień, 2011

Lubię opowiadania S. Kinga, ten zbiór historii nie zawiódł mnie. Najciekawsze (przynajmniej dla mnie) były : Mgła, Małpa, Edytor tekstu oraz Babcia. Dosyć ciekawe były także Juanting, Skrót pani Todd oraz Szkoła przetrwania. Książka idealna na jesienne (coraz dłuższe) wieczory.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 08 stycznia, 2012

Było tu zdecydowanie więcej opowiadań które nie przerażają a raczej zaskakują. Zbiór podobał mi się chyba bardziej niż Marzenia i Koszmary gdzie , opowiadania mogą być nieco męczące i czytelnik musi być wytrwały , tu nie ma żadnego problemu , bardzo dobrze się czytało ...


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 maja, 2011

rewelacja, oczywiście jak to w zbiorach bywa są lepsze i gorsze opowiadania to jednak jest zdecydowanie więcej tych lepszych


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 10 kwietnia, 2012

Dotychczas sięgałam po te najkrótsze z możliwych powieści Kinga. Sięgnięcie po tę książkę było swoistym wyzwaniem ze względu na jej obszerność. Zawarte w niej opowiadania były dla mnie ułatwieniem. I wybór tego zbioru był jak najbardziej trafiony. Czułam, że gdybym nie miała czasu lub chęci na dokończenie całej książki, mogłabym ją przerwać w dowolnym momencie bez wyrzutów, że nie wiem, co się stało z bohaterami.

Najdłuższym opowiadaniem jest Mgła. Po obejrzeniu ekranizacji obawiałam się ją przeczytać, ponieważ (tak, wiem jakie to głupie, ale co zrobić) lubię happy endy. Jak to styl Kinga, czytało mi się dobrze, aby za wiele nie zdradzać tym, którzy jeszcze nie przeczytali, powiem tylko tyle, że opowiadanie było według mnie lepsze od filmu i napisane w sposób otwarty, co szczególnie mnie zadowoliło.

Pośród wielu ciekawych i zaskakujących historii bardzo spodobał mi się Skrót pani Todd. Magiczne opowiadanie z szaleńczą jazdą w tle. Bardzo lekkie. Czytając je czułam się jak na jakimś ognisku, gdzie po zapadnięciu zmroku słucha się opowieści.

Kolejnym wartym uwagi opowiadaniem jest Jaunting. Na początku, czytając tytuł, czułam lekkie zdezorientowanie. Nie wiedziałam co to jest i co to oznacza, lecz z każdym kolejnym wyczytanym słowem wszystko powoli się wyjaśniało. Przyjemne i kosmiczne. Koniec ciekawy i zaskakujący.

Edytor tekstu to kolejne opowiadanie, które mi się spodobało. Sama chciałabym mieć możliwość takiego poczarowania i pozamieniania paru rzeczy, chociaż tych najważniejszych w tej chwili bym nie zamieniła.

Najciekawszym i zarazem najobrzydliwszym była Szkoła przetrwania. Przeczytana z uwagą ze względu na wątki medyczne. Opisane zagadnienie, trzeba przyznać samo w sobie jest zastanawiające. Nie wpadłabym nigdy na taki pomysł.

Szybko przeczytałam też Ciężarówkę wuja Ottona. Na początku historyjka wydawała mi się słaba, ale kolejne strony wciągały coraz bardziej i bardziej. Podczas Mleczarza wróciły marzenia z dzieciństwa, aby co rano znaleźć pod drzwiami świeże mleko. Jednak nie do końca takie, jak w opowiadaniu. A Wizerunek Kosiarza skojarzył mi się z gadaniem mojego taty, gdy byłam mała (-Córcia, jak będziesz niegrzeczna to zobaczysz w lustrze diabła).

Wśród wielu wartych uwagi opowiadań, są też takie, które nie były świetne i wspaniałe, i jak dla mnie w tym zbiorze znalazły się przez przypadek. Mimo to, książkę gorąco polecam zarówno tym, którzy Kinga lubią i czytają, jak i tym, którzy się na niego jeszcze nie skusili. Myślę, że forma opowiadań jest na początek poznawania Kinga bardzo dobrym pomysłem.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

O tym, że Stephen King jest mistrzem długich, rozbudowanych powieści o wielu przeplatających się wątkach, wszyscy wiedzą od dawna. Utwory zamieszczone w niniejszym zbiorze (po raz pierwszy prezentowanym polskim czytelnikom) dobitnie przeczą tezie, jakoby doskonały powieściopisarz nie mógł być również znakomitym twórcą krótkich form literackich. Lektura tych doskonale skonstruowanych, opartych na zaskakujących, oryginalnych pomysłach i oczywiście wspaniale napisanych opowiadań daje miłośnikom prozy Stephena Kinga co najmniej tyle satysfakcji, co najobszerniejsze z jego powieści.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 2011 rok

Wspaniały zbiór opowiadań. Czytałam go na lekcjach w szkole, zupełnie nie zwracając uwagi na nauczycieli, którzy widząc, że z radością pochłaniam dzieło Stephena Kinga udawali, że nie zwracają na mnie uwagi. Najbardziej uwielbiam opowiadanie pt. "Szkoła Przetrwania". Wywarło na mnie największe wrażenie spośród wszystkiego, co przedtem czytałam. Wcale jednak mnie nie zraziło, byłam nim tak zachwycona, że po chwili przeczytałam je ponownie.


Przeczytana: 31 maja, 2011

Cofam wszystko, co mówiłam o tej książce po przeczytaniu pierwszych trzech opowiadań. King to fenomen. Nie porywają mnie opowiadania dotyczące rzeczy/zjawisk, które żyją własnym życiem i przeprowadzają zamachy na życia głównych bohaterów. Jest w tym zbiorze jednak kilka opowiadań, za które bez zawahania mogę postawić 5 gwiazdek. Najbardziej podobało mi się chyba ostatnie...


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

No cóż... Panie i Panowie - oto Mistrz King! Przyciemnijcie światło, wyciszcie się i...
Jeśli oglądaliście "Mgłę" - nie zniechęcajcie się! Opowiadanie jest nieporównywalnie lepsze!
A jest tam jeszcze więcej trzymających w napięciu, niesamowitych pod każdym względem opowiadań.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: czerwiec, 2009

Bardzo mi się nie podobało. Niektóre z opowiadań rodzone jakby z bólem, zbyt krótkie żeby mogłam zaprzyjaźnić się na dłużej.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Opowiadania na różnym poziomie, ale każde warto przeczytać, natomiast Mgła i Jaunting to prawdziwe perełki.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: czerwiec, 2009

Bardzo ciekawy zbiór opowiadań...


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 2007 rok

Dobry zbiorek.


Przeczytana: 2011 rok

Zabrałam się za tę książkę już dawno, dawno temu i mimo licznych powrotów nie dałam rady jej ukończyć. Przeczytałam ponad połowę, najbardziej przypadły mi do gustu "Małpa" i "Bunt Kaina", tytułowa małpa przerażała mnie (nie mogłam zasnąć z myślą, że może jakaś zabawka ożyć, aż wstyd się przyznać :)), a drugie opowiadanie poruszyło i skłoniło do przemyśleń. Najdłuższa "Mgła" była jak dla mnie nadto nierealna, ale chwilami wciągająca, chętnie obejrzałabym ekranizację.
Nie mam pojęcia czy polecić tę książkę, czy może lepiej nie, żeby potem ktoś sobie nie pluł w brodę, jak się nie spodoba. Nie jestem wielką fanką tworów horroropodobnych, a tu niektóre się ciągnęły i ciągnęły niczym papier toaletowy. Nawiązując do papieru toaletowego, wydanie zupełnie nie przypadło mi do gustu przez kartki grubości wcześniej wspomnianego papieru i czcionkę wielkości maczka, która strasznie męczyła oczy...
W zasadzie można sięgnąć po "Szkieletową załogę" i sprawdzić jak się podoba, bo niektóre opowiadania są naprawdę godne polecenia.