Miecz Shannary

Cykl: Kroniki Shannary (tom 1) | Seria: Shannara
Wydawnictwo: Replika
6,21 (241 ocen i 37 opinii) Zobacz oceny
10
11
9
12
8
30
7
57
6
62
5
28
4
19
3
10
2
9
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Sword of Shannara
data wydania
ISBN
9788376745220
liczba stron
448
słowa kluczowe
fantasy
język
polski
dodał
EIGHT

Bestsellerowa powieść fantasy z przeniesionego na ekrany cyklu „Kroniki Shannary” Zanim legendarni bohaterowie, Wil, Amberle i Eretria wyruszyli w drogę, by uratować starożytne drzewo Ellcrys, historia miała swój początek. Mieszkając w spokojnym Shady Vale, Shea Ohmsford niewiele wiedział o problemach nękających resztę świata. Niespodziewane przybycie Allanona, tajemniczego druida,...

Bestsellerowa powieść fantasy z przeniesionego na ekrany cyklu „Kroniki Shannary”

Zanim legendarni bohaterowie, Wil, Amberle i Eretria wyruszyli w drogę, by uratować starożytne drzewo Ellcrys, historia miała swój początek.

Mieszkając w spokojnym Shady Vale, Shea Ohmsford niewiele wiedział o problemach nękających resztę świata. Niespodziewane przybycie Allanona, tajemniczego druida, szukającego potomka królewskiego rodu Shannary, burzy jego dotychczasowe życie. Czas, by spełniły się słowa przepowiedni, gdyż lord Warlock, który, jak sądzono, nie żyje, snuje plany zniszczenia świata. Jedyną bronią przeciw siłom ciemności jest Miecz Shannary, którego moc może zadziałać tylko w rękach prawowitego spadkobiercy...

 

źródło opisu: Replika

źródło okładki: Replika

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 6728

Minęło wystarczająco dużo czasu od mojego pierwszego przeczytania cyklu Shannary (jeszcze byłam chyba w gimnazjum, jak pierwszy raz czytałam), więc... co mi szkodzi? Mam, poczytam, zwłaszcza, że wydanie pamiętałam w charakterystycznie "czerwonej" serii z Rebisa... a potem dokładnie ten sam cykl z tej samej serii kupiłam.

Zasiadłam wygodnie z książką w dłoni i....

Kto czytał "Władcę Pierścieni" łapka w górę i już wie, że nie ma co sięgać po pierwszy tom shannarowego cyklu. Po prawdzie Terry Brooks dzięki tej książce z marszu trafił do kanonu high fantasy i okrzyknięto go mistrzem niemalże, to jednak... brzydko, oj, brzydko tak nieładnie zerżnąć wszystko i niemal na siłę wciskać do siebie... To mnie zraziło mocno (osobiście Tolkiena nie lubię specjalnie), a dodatkowym mankamentem był prosty, niemal infantylny język, który raził. prosty, łatwy, niemal pospolity, sprawiał mi raczej problem, niż przyciągał i zatrzymywał. Męczenie się przy czytaniu to coś, czego nie polecam od pozycji uznawanej za "genialną". niestety, ale tak to wyglądało.

A uniwersum? Przedstawione okrutnie po macoszemu: mamy cztery krainy, nazwane zgodnie z kierunkami stron świata. Mało oryginalnie, co? No właśnie. Odległości też wydają się być sprawami zaledwie kilku, może kilkunastu dni niespecjalnie ciężkim marszem. Zamieszkują te krainy standardowe rasy: elfy, ludzie, krasnoludy, gnomy, trolle... normalnie, liczyłam się z faktem, że nagle mi orki wyskoczą, ale jednak - nie udało się. I tyle wiemy. nie wiemy nic o ich wyglądzie, zwyczajach - nic ponad to, co może wiedzieć każdy: elfy są piękne i żyją w lesie, a krasnoludy mają brody i mieszkają pod ziemią. Jak na zerżnięcie od Tolkiena opowieści to już jest kiepsko. Postacie są równie miałkie i kompletnie nie do zapamiętania. Są? Aha. I tyle. Płaskie jakieś, przewidywalne i upierdliwie domyślne, że "On ma związek z NIM, a ONI chcą JEGO albo MIECZ SHANNARY". Choć równie dobrze mógł sam autor prowadzić taki styl narracyjny, który... no też nie przypadł mi jakoś wybitnie do gustu.

No nie i basta.

A sama fabuła? Zaczyna się... wybitnie oryginalnie. Półelf, Shea, sierota.... mówi wam to coś? Super. uwaga, jedziemy dalej. Shea to... potomek Królów Shannary, i tylko on może trzymać w dłoni legendarny miecz, którym zgładzi wszelkie zło, dostanie rękę smoka i utnie łeb księż... znaczy się, pozbędzie się "straszliwego" Lorda Warlocka (jakże oryginalne miano!). oczywiście, Nasz Lord Warchlok... przepraszam, Warlock, chce zniszczyć cały świat i tylko Miecz Shannary, wykuty na tą okazję, może to zmienić. Nie trzeba mieć wielkiej filozofii, by już sobie przekładać z Tolkiena na Brooksa. Potem mamy z górki: druid Allannon, to chyba miks Gandalfa (serio, you shall NO pass! było!) i Aragorna. Boromira też znajdziemy. bandę hobbitów... też. No niestety, sporo zapożyczeń, przez które cała historia mi się dłużyła niesamowicie. Ostatecznie jednak, Brooks potrafi sytuacje odwracać i zakręcić, że nie ma tu całkowitego plagiatu, ale... wciąż zostaje niedosyt i wrażenie, że czegoś brakuje.... Nie jest źle, ale zdecydowanie, mogło być lepiej. Ot, i cała filozofia.

Pozostaje mi więc tylko mieć nadzieję, że potem - jeśli dobrze pamiętam - jest już lepiej i spróbuję nie mieć w pamięci ekranizacji 2 i 3 tomu cyklu ;) Ten tom był rozczarowujący, jak na tak duże i uznawane za kanoniczne dzieło. Nie mniej... Im dalej w las, tym więcej drzew - liczę na poprawę.

http://kaginbox.blox.pl/2016/06/Miecz-Shannary.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.

Opinie czytelników


O książce:
Gdy opadły emocje

Moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki okazało się bardzo udane. Przyznam się, że pisarka zupełnie mnie zaskoczyła, główny wątek poszedł w zupe...

zgłoś błąd zgłoś błąd