Krivoklat

Wydawnictwo: Znak Literanova
6,18 (271 ocen i 73 opinie) Zobacz oceny
10
7
9
8
8
30
7
79
6
85
5
27
4
11
3
10
2
7
1
7
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324036288
liczba stron
272
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Najnowsza powieść Jacka Dehnela. Krivoklat, wieloletni pacjent zakładów dla psychicznie chorych, obwołany przez austriacką prasę „kwasowym wandalem”, ma za sobą historię niszczenia dzieł sztuki w najsłynniejszych muzeach Europy. I nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Powieść Jacka Dehnela, pastisz antymieszczańskiej twórczości Thomasa Bernharda, to przepojona czarnym humorem, wyrzucona na...

Najnowsza powieść Jacka Dehnela.

Krivoklat, wieloletni pacjent zakładów dla psychicznie chorych, obwołany przez austriacką prasę „kwasowym wandalem”, ma za sobą historię niszczenia dzieł sztuki w najsłynniejszych muzeach Europy.
I nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Powieść Jacka Dehnela, pastisz antymieszczańskiej twórczości Thomasa Bernharda, to przepojona czarnym humorem, wyrzucona na jednym oddechu opowieść o sztuce, miłości i człowieku, który nie boi się sprzeciwić społeczeństwu.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,7598,Krivoklat

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,7598,Krivoklat

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 267
Wierna | 2017-07-17

Monolog Wandala
Nie wiem czy znasz już Jacka Dehnela, czy nie, ale mam nadzieję że nie będzie dla Ciebie ignorancją gdy powiem, że dla mnie jego nazwisko było jedną wielką niewiadomą. Nie czytałam, ba, nie słyszałam o ani jednej jego książce. W gruncie rzeczy można powiedzieć, że przed „Krivoklatem” Jacek Dehnel dla mnie nie istniał. Ale najgorsze jest to, że gdyby nie przymus przeczytania tej książki to ten stan rzeczy by się nie zmienił. W tej chwili po lekturze jednej z jego książek mogę śmiało powiedzieć, że szanuję go nie tylko jako autora, ale również jako człowieka.
Z grzeczności wypadałoby też przedstawić Ci wspaniałego miłośnika sztuki, samozwańczego zbawcę całej ludzkości, człowieka z wyższym celem, dla którego nie liczą się półśrodki. Czytelniku poznaj Krivoklata, pacjenta szpitala dla osób z duchową chrypką, który w wolnych chwilach (podczas przepustki ze szpitala) oblewa dziewięćdziesięciosześcioprocentowym kwasem siarkowym (tylko) arcydzieła sławnych malarzy (oczywiście wykluczając z tego grona obrażającego dobry gust Makarata, nie mówiąc już o Renoirze, którego w ogóle wzbraniałby się oblać jakimkolwiek kwasem, a nawet preparatem do przetykania rur Der Zauberer, który pomimo swojej ohydnej konsystencji wydaje mu się i tak substancją zbyt szlachetną) by wyleczyć społeczeństwo z jego miałkości, pretensjonalności i bezrefleksyjności. A jeśli sądzicie, że łatwo jest kupić dwie litrowe butelki kwasu siarkowego, będąc pacjentem Centrum Medycznego Zamek Immendorf, skazanym trzema wyrokami sądowymi za zniszczenie mienia znacznej wartości przy użyciu dziewięćdziesięciosześcioprocentowego kwasu siarkowego, to mylicie się, i to grubo.
Jednak dla mnie najciekawsza w tym wszystkim jest koncepcja powieści Dehnela. Książa w całości jest wewnętrznym monologiem, naszego znajomego, Pana Krivoklata, który za pośrednictwem stron powieści prowadzi nas przez zawiły labirynt, może nie chorego psychicznie ale obłąkanego manią wykonania zadania, umysłu. Niech cię jednak nie zrazi ta koncepcja bo główny bohater pomimo swej najpierw lekkiej, a później ciężkiej choroby zadziwia jasnością umysłu. Cały monolog wygłaszany jest tonem wyższości wobec półgłówków, idiotów, tępych zadufków których w społeczeństwie, zarówno jego warstwie przeciętnej, jak i wśród elit, dostrzega on zatrzęsienie. Nie bez kozery mówi o zalewie tandety w sztuce i kinie, o prymitywizmie ludzkich gustów, o preferowanych modelach życia, o powierzchowności uczestnictwa w kulturze i pseudoobcowaniu z dziełami sztuki. Krivoklat i jego monolog jest tak hipnotyzujący, że niekiedy traciłam połączenie z rzeczywistością, przytakując bohaterowi lub złoszcząc się na jakąś jego wypowiedź, zapominając że jest to fikcyjna postać osadzona w realnym świecie.
Osobliwym partnerem do rozmowy tytułowego bohatera jest Zeyetmayer. Inny hospitalizowany w Centrum Medycznym Zamek Immendorf. Co dziwniejsze nie są to prawdziwe rozmowy, gdyż w momencie, w którym dzieje się akcja powieści, Zeyetmayer już nie żyje. Podczas swojego monologu bohater niekiedy snuje retrospekcje rozmów ze swoim przyjacielem z pokoju 22A. W tym wypadku zostaje przed nami czytelnikami postawiony problem - wariat czy nie? - wszak z uznaniem kogoś za wariata większość ludzi radzi sobie w ułamku sekundy.
Czuję się jednak w obowiązku przestrzec Cię przed prawdziwą walką jaką, nie jeden z moich znajomych, stoczył próbując dotrzeć do ostatniej kropki tej książki. A to wszystko przez brak tych kropek. Ale nic się nie martw, bo w zamian dostajesz od autora, całkowicie za darmo, całą kopalnię przecinków i średników, które będą dla ciebie jak drogowskaz na pustyni.
Powiem Ci szczerzę, że nie byłam zachwycona pomysłem przeczytania tej książki. Nie dlatego, że nie lubię czytać, czy też dlatego że czytanie uważam za marnotrawstwo czasu, ale dlatego, że nie lubię czytać książek na które, że tak powiem, nie przyszedł czas. Wiem, że wydawać może się to śmieszne, ale mam swoją listę książek do przeczytania, którą realizuję punkt po punkcie. Dlatego nie byłam zachwycona musząc porzucić książki na które przyszedł czas, na rzecz tej na którą czas, według mojej listy, jeszcze nie przyszedł. Niestety zajęcia na studiach rządzą się swoimi prawami…
W tej chwili po lekturze książki jestem, mówiąc kolokwialnie, w rozsypce. Mimo tego, że pisząc te słowa, od lektury minął już prawie tydzień nie mogę o niej zapomnieć. Pozostawiła mnie z wieloma pytaniami, na które poszukuję odpowiedzi. Nie ukrywam, że jest to książka trudna. Jednak warta odbytej walki
(…) świat jest zadziwiająco spójny na różnych swoich piętrach i w rozmaitych swoich aspektach, dlatego też szlachetny kwas jest silnie żrący, a słonina, podobnie jak tak zwana sztuka Renoira, wyłącznie oblepia, otłuszcza, pokrywa wszystko wokół sobą, przenosi się z łatwością na natłuszczonych palcach i wargach, wszystko raz dotknięte słoniną i wszyscy raz dotknięci słoniną roznoszą ją w zasadzie bez końca, jak groźnego bakcyla, którym jest zresztą w istocie. Nie ma bowiem straszliwszej śmierci niż śmierć z duchowego otłuszczenia.
Nie są to pierwsze, ani nawet ostatnie słowa Krivoklata, który przez psychologizujących dziennikarzy został okrzyknięty Kwasowym Wandalem. Wybrałam je jednak, jako cytat, ze względu na to, że wedle mojej opinii jest to najlepszy sposób by zdradzić Ci, choć po części, na co się porywasz biorąc tą książkę do ręki. Bo gdyby książki były sprzedawane z gwarancją to czy zdecydowałbyś się zwrócić ją do sklepu? Ja już znam odpowiedź, a ty?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zakopane odkopane. Lekko gorsząca opowieść góralsko-ceperska

Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie: ci co jeszcze nie byli w Zakopanem wiele zachęcających ciekawostek, a dla tych co już odwiedzili zimową stolicę P...

zgłoś błąd zgłoś błąd