Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Krivoklat

Wydawnictwo: Znak Literanova
6,04 (179 ocen i 56 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
5
8
21
7
51
6
53
5
17
4
8
3
10
2
6
1
5
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324036288
liczba stron
272
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Najnowsza powieść Jacka Dehnela. Krivoklat, wieloletni pacjent zakładów dla psychicznie chorych, obwołany przez austriacką prasę „kwasowym wandalem”, ma za sobą historię niszczenia dzieł sztuki w najsłynniejszych muzeach Europy. I nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Powieść Jacka Dehnela, pastisz antymieszczańskiej twórczości Thomasa Bernharda, to przepojona czarnym humorem, wyrzucona na...

Najnowsza powieść Jacka Dehnela.

Krivoklat, wieloletni pacjent zakładów dla psychicznie chorych, obwołany przez austriacką prasę „kwasowym wandalem”, ma za sobą historię niszczenia dzieł sztuki w najsłynniejszych muzeach Europy.
I nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Powieść Jacka Dehnela, pastisz antymieszczańskiej twórczości Thomasa Bernharda, to przepojona czarnym humorem, wyrzucona na jednym oddechu opowieść o sztuce, miłości i człowieku, który nie boi się sprzeciwić społeczeństwu.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,7598,Krivoklat

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,7598,Krivoklat

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
jusola książek: 3288

Krivoklata System

Gdyby ktoś zamarzył sobie mieć własne hasło w encyklopedii czy leksykonie, niech czyta „Krivoklata”, najnowszą powieść Jacka Dehnela. Jej główny bohater - tytułowy Krivoklat - niemal opracował pełną metodologię budowania takiego hasła: „Krivoklata Metoda”, „Krivoklata System”, „Krivoklatowski System Spryskiwania Kwasem Siarkowym”. Co miałoby stanowić jego treść? Przygotowanie pojemników z kwasem siarkowym (nie każdy się nadaje!), przemycanie ich do najsłynniejszych muzeów Europy (nie każde wchodzi w grę!) oraz technika oblania starannie wybranego obrazu. O, wytypowanie odpowiedniego płótna wymaga niemal specjalnych studiów i zupełnie nielaickiego obeznania w historii sztuki! Hasło, oczywiście, ostatecznie nie powstanie, ale czytelnik ma szansę wniknąć w obłęd człowieka, który doszedł do przekonania, że jedynym sposobem ukarania społeczeństwa za jego miałkość, pretensjonalność i bezrefleksyjność jest niszczenie arcydzieł. Ciekawym doświadczeniem w trakcie lektury może być (hipotetyczny, bo nie wiem, czy autor zamierzał) udział w quizie: a to płótno znasz (bez szukania po wikipedii)? Wyniku 10/10 można sobie pogratulować!

Opowieść jest monologiem bohatera, pacjenta Centrum Medycznego Zamek Immendorf, wygłaszanym tonem wyższości wobec półgłówków, idiotów, tępych zadufków, których w społeczeństwie, zarówno jego warstwie przeciętnej, jak i wśród elit, dostrzega on zatrzęsienie. Właściwie nawet ma się często ochotę bohaterowi przytaknąć. Szczególnie, kiedy mówi o zalewie tandety...

Gdyby ktoś zamarzył sobie mieć własne hasło w encyklopedii czy leksykonie, niech czyta „Krivoklata”, najnowszą powieść Jacka Dehnela. Jej główny bohater - tytułowy Krivoklat - niemal opracował pełną metodologię budowania takiego hasła: „Krivoklata Metoda”, „Krivoklata System”, „Krivoklatowski System Spryskiwania Kwasem Siarkowym”. Co miałoby stanowić jego treść? Przygotowanie pojemników z kwasem siarkowym (nie każdy się nadaje!), przemycanie ich do najsłynniejszych muzeów Europy (nie każde wchodzi w grę!) oraz technika oblania starannie wybranego obrazu. O, wytypowanie odpowiedniego płótna wymaga niemal specjalnych studiów i zupełnie nielaickiego obeznania w historii sztuki! Hasło, oczywiście, ostatecznie nie powstanie, ale czytelnik ma szansę wniknąć w obłęd człowieka, który doszedł do przekonania, że jedynym sposobem ukarania społeczeństwa za jego miałkość, pretensjonalność i bezrefleksyjność jest niszczenie arcydzieł. Ciekawym doświadczeniem w trakcie lektury może być (hipotetyczny, bo nie wiem, czy autor zamierzał) udział w quizie: a to płótno znasz (bez szukania po wikipedii)? Wyniku 10/10 można sobie pogratulować!

Opowieść jest monologiem bohatera, pacjenta Centrum Medycznego Zamek Immendorf, wygłaszanym tonem wyższości wobec półgłówków, idiotów, tępych zadufków, których w społeczeństwie, zarówno jego warstwie przeciętnej, jak i wśród elit, dostrzega on zatrzęsienie. Właściwie nawet ma się często ochotę bohaterowi przytaknąć. Szczególnie, kiedy mówi o zalewie tandety w sztuce i kinie, o prymitywizmie ludzkich gustów, o preferowanych modelach życia, o powierzchowności uczestnictwa w kulturze i pseudoobcowaniu z dziełami artystycznymi. Jednak od razu rodzi się podejrzenie, że może jednak niesłusznie poprawia się wtedy człowiekowi nastrój, że niewiele racji w przeświadczeniu, że nie o mnie te słowa, nie! Trochę ironizuję, sugerując pogrywanie narratora (autora?) z czytelnikiem. Są przecież stawiane w utworze bezdyskusyjnie ważne pytania - np. o to, czym jest arcydzieło?, jak obcować z dziełem? Jest wyraźna postawa szacunku wobec tworzenia - „owego niezwykłego stanu, kiedy człowiek dźwiga się z samego dna swojej kondycji...".

Niekiedy dopuści bohater do głosu inne postaci, jeśli uzna je za warte uwagi. Jego partnerem w dyskusji bywa inny hospitalizowany w zakładzie dla psychicznie chorych - Zeyetmayer, z równie ciekawym spojrzeniem na sztukę i dokonaniami, które go do wyżej wymienionego zakładu sprowadziły. I kłopotem czytelnika - wariat czy nie? - „wszak z uznaniem kogoś za wariata większość ludzi radzi sobie w ułamku sekundy". A stwierdzenia tego wcale nie należy uznać za komplement.

Mam kłopot z tą powieścią. Cenię prozę Jacka Dehnela, ale tym razem zmęczyła mnie. Nie przekonała. Nie mogłam w ogóle w tę świetnie skądinąd prowadzoną narrację wejść. Może problem polega na tym, że nie mam punktu odniesienia? Na okładce promującej „Krivoklata" wydawnictwo napisało, że to pastisz antymieszczańskiej twórczości Thomasa Bernharda, jednego z najwybitniejszych XX-wiecznych twórców niemieckojęzycznych. Nie będę udawać, że znam twórczość tego austriackiego pisarza i dramaturga, ot, zaledwie coś liznęłam raczej. Wszystko, co wiem, jest w większości odtwórcze albo przefiltrowane przez realizacje teatralne. By zrozumieć, ile Bernharda w Dehnelu przeczytałam bardzo przekonujące omówienie Bartosza Sadulskiego z dwutygodnika.com. Warto też sięgnąć do tekstu Anny Arno z tejże strony. Inaczej pozostaje niejasne podejrzenie, że skoro rzecz powstała po części w Café Bräunerhof ma być swego rodzaju wykwintnym literackim ciasteczkiem dla smakoszów. Reszta i tak nie doceni.

Justyna Radomińska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (477)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 545
Buka | 2017-06-20
Na półkach: Przeczytane

Jacek Dehnel to niewątpliwie jeden z najpopularniejszych autorów młodego pokolenia w Polsce. Głośno zrobiło się o nim już po debiucie – „Lali”, która do tej pory leży i czeka na swoją kolejkę na mojej półce. „Krivoklat” został niedawno nominowany do Nagrody Nike 2017, odwołuje się on także do książek Thomasa Berharda, co ostatecznie skłoniło mnie do przeczytania tej właśnie pozycji.
Krivoklat to pacjent zakładu dla psychicznie chorych, obwołany przez prasę „kwasowym wandalem”. Jego życiowym celem stało się niszczenie wybitnych obrazów, znajdujących się w słynnych muzeach, przy pomocy butelki dziewięćdziesięciosześcioprocentowego kwasu siarkowego. Swoje poczynania stara się argumentować bardzo merytorycznie i z wielkim znawstwem, co ukazuje czytelnikowi bohatera jako osobę ponadprzeciętnie inteligentną. W ten sposób Dehnel krytykuje, bo też jego najnowsza książka jest nie tylko pastiszem Bernharda, ale też jedną wielką krytyką. Dostaje się osobom wierzącym w nieskończoną moc...

książek: 393
maradiego | 2016-11-24
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 listopada 2016

Tak już mam. Jak się uczepię, nie puszczam. Osiem gwiazdek Dehnel ma
u mnie zawsze. Bardzo musiałby się postarać, znaczy coś spie...., no popsuć, że by nie było. Tym razem znowu nie zepsuł. Lubię robić sobie takie porównania/przykładanki postaci różnych pomyleńców w literaturze. Np.Pan Krivoklat i Błażej z "Wróżenia z wnętrzności" Szostaka (a pisałem, że na jednej opinii o tym drugim sie nie skończy! Uprzedzałem!)bardzo się mnię podobają bo są podobni. Pan Krivoklat nawet bardziej. Jego życie i ekscesy na niwie kulturalnej to takie myślenie szeptem. Błażeja. Kiedy Pan Krivoklat wraz ze swoim przyjacielem w leczeniu "chrypki duszy" rozprawiaja się z mitami współczesnej kultury, rzecz jasna Pan Krivoklat jakby dogłębniej, bo przyjaciel raczej niewiele w tej materii zrobić może praktycznie, słyszę szeptane myśli Błażeja o marszandzie handlującym obrazami brata.Sypiajacym z jego żoną, też.
Cudne było też to, że w takiej kolejności przeczytałem te ksiażki. Znaczy cudem było. Cokolwiek...

książek: 2109
Renax | 2016-06-13
Przeczytana: 12 czerwca 2016

Najnowsza książka Jacka Dehnela ukazała się 2 maja 2016 roku w wydawnictwie Znak Literanova. Polubiłam tego autora po przeczytaniu jego książki 'Matka Makryna' (podaję link do recenzji zainteresowanym: Jacek Dehnel 'Matka Makryna' - stylizcja i prawdziwa opowieść. O hipokryzji i mitach narodowych i kulturowych )
Autor reprezentuje moje pokolenie.
'Krivoklat' jest więc moją drugą książką tego autora, którą czytałam. Tak się złożyło, że przed jej przeczytaniem oglądałam program literacki, w którym eksperci skrytykowali tę książkę. Jestem jednak człowiekiem, który lubi mieć własne zdanie, więc zasiadłam do czytania. Byłam zachwycona 'Matką Makryną', więc mając do wyboru pomiędzy zaufaniem do ekspertów z tego programu (co do których opinii już kilkakrotnie miałam odmienne zdanie, bo np. zachwycam się 'Ostatnim rozdaniem' Myśliwskiego czy 'Klaśnięciem jednej dłoni' Richarda Flanagana). I tak było teraz. Książka 'Krivolkat' mnie oczarowała i zachwyciła.
Po pierwsze, czytało mi się ją...

książek: 642
annamagdalena | 2016-07-11

Ta książka to strumień świadomości, strumień myśli. Myśli nieprzerwanych i powracających, kompulsywnych i rozdartych. Trzeba czytać ją bez przerwy, jednym tchem, tak by nic nie utracić z tego jedynego w swoim rodzaju wejścia w cudzą głowę.
Kwestia normalności i nienormalności, zdrowia i choroby, dzieła i arcydzieła, życia i śmierci, decyzji i dramatu ich podejmowania. Jednostronność myślenia i oceniania, próba zwrócenia uwagi i wywarcia wrażenia. Samotność w odosobnieniu i walka z wiatrakami. Przebiegłość i przemyślność. Poświęcenie i ofiara. Dar i zagłada.
Dehnel - jak zwykle szczyty literackiej duchowej uczty.

książek: 2415

Główny bohater powieści, tytułowy Krivoklat, od wielu lat jest pacjentem zakładów psychiatrycznych, ponieważ lubuje się w niszczeniu dzieł sztuki. Mężczyzna wybiera obrazy, które koniecznie muszą być powszechnie uznane za arcydzieła, po czym udaje się do wybranego muzeum i oblewa je dziewięćdziesięciosześcioprocentowym kwasem siarkowym. Przez prasę okrzyknięty został „Kwasowym Wandalem”. Media poddają wnikliwej analizie każdy, nawet najmniejszy, aspekt jego życia, w poszukiwaniu przyczyny zaburzeń, które prowadzą do takich zachowań. Okazuje się jednak, że jego działania mają na celu coś, o czym żaden dziennikarz nawet nie śnił. Chodzi mu o uświadomienie społeczeństwu, że ich odbiór sztuki jest, delikatnie mówiąc, powierzchowny. Krivoklat w swoim monologu wyśmiewa ludzi, którzy przychodzą do muzeów i oglądają obrazy z audioprzewodnikiem, zamiast zatrzymać się i samemu spróbować coś poczuć, nad czymś się zastanowić. Bezlitośnie piętnuje osoby, które siedzą w muzealnych kawiarniach,...

książek: 1035
Anna | 2016-07-29
Przeczytana: 25 lipca 2016

„Krivklat” Jacka Dehnela to wewnętrzny monolog „kwasowego wandala”.
Krivklat większość życia spędza w szpitalu psychiatrycznym. Znalazł się tam uznany za psychicznie chorego, kiedy przyłapano go na oblewaniu kwasem siarkowym arcydzieł sztuki w galeriach.
Tytułowy bohater to miłośnik i znawca malarstwa. Ma swoją teorię na temat dzieł sztuki.
Prowokuje społeczeństwo, oblewając wybrane obrazy kwasem. Czyta potem w gazetach o tym, na ile wyceniono ich straty…
Wychodzi ze szpitalu świadomy, że wkrótce znów tam wróci…
Ta akurat powieść Jacka Dehnela nie należy do tych, które czyta się łatwo. Zdania są długie, niemal niekończące się. A jednak fabuła uzależnia i jeśli już zacznie się czytać, nie sposób odłożyć.
POLECAM!

książek: 3004
nellanna | 2016-11-30
Na półkach: Przeczytane

Przykład powieści "meczącej", przegadanej i trudnej do ogarnięcia jak próba przeczytania tytułu na okładce. Nieważne , w którym momencie zapomnisz zaznaczyć zakładką gdzie skończyłaś czytać; nie zorientujesz się, że czytasz kilkakrotnie ten sam fragment- tak jałowa jest to papka. Miało być zgrabnie, estetycznie i artystycznie a wyszło nudno. Z całym szacunkiem dla talentu autora- ten eksperyment się nie powiódł, nawet nie dokończyłam, tak mnie rozłożył na łopatki.

książek: 512
AlicjaC | 2016-05-17
Na półkach: Przeczytane

Niestety, wygląda na to, że pan Jacek utkwił na dobre w klimatach "makrynopodobnych". Nudny monolog głównego bohatera, wplatane na siłę elementy groteski i sentencje troszkę rodem z książek Paulo Coelho, to naprawdę nie dla mnie. Do tego dochodzi jeszcze fabuła wymyślona nieco na siłę, tak jakby autorowi jak dotąd flirtującemu z historią w końcu brakło pomysłu. Regres zamiast rozwoju. Trzy gwiazdki za erudycję. Nie polecam.

książek: 61
pablo | 2016-06-14
Na półkach: Przeczytane

Dobra, basta! Wystawiam jedna gwiazdkę za marketingowe praktyki wydawnictwa Znak, które obserwuję juz od jakiegoś czasu. Kiedy ocena pozycji z ich stajni niepokojąco spada, Znak wysyła na profil fikcyjnych czytelników przyznających wysokie noty okraszone pieśniami pochwalnymi. Tu jest ich +/- dziesięciu, a poznacie ich po ubogich biblioteczkach (najczęściej jednocyfrowych) oraz ich zawartości (same pozycje wydawnictwa Znak). Jacka Dehnela przepraszam, bo zaniżam mu tą interwencją notę książki, choć w sumie i tak średnią obniżyłem mu mniej niż mu pomagierzy ze znaku zawyżyli. Na jego miejscu, jako autor, czułbym sie takimi praktykami swojego wydawnictwa zażenowany. Ludzie, trochę przyzwoitości! Marketingu w sieci uczyli was na kursach w przedszkolu? Będę konsekwentnie wystawiał jedna gwiazdkę każdej książce, na profilu której zauważę takie żałosne praktyki.

książek: 1262
nina19 | 2016-07-18

Z ducha Bernharda, rzecz jasna, ale bardzo "dehnelowska". Kwasowy Wandal niszczy (na szczęście tylko werniks) arcydzieła malarstwa, by w ten sposób przekonać ludzkość, że bez nich świat byłby uboższy, a więc należy im się od publiczności coś więcej niż tylko "zaliczenie" wzrokiem w pędzie przez muzealne sale... Uff, prawie mi się udało stworzyć zdanie o długości preferowanej przez Krivoklata:-)Manifest? Traktat o znaczeniu sztuki? Na pewno znakomita intelektualna zabawa. I cały czas się zastanawiałam, czy Krivoklat prezentuje poglądy samego Dehnela...

zobacz kolejne z 467 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Nominacje do Literackiej Nagrody Nike 2017

Na Warszawskich Targach Książki ogłoszono 20 nominacji do jednego z najważniejszych wyróżnień literackich w Polsce. To 21. edycja nagrody Nike. Tegorocznego laureata poznamy 1 października.


więcej
Znalezione w Ninatece: „Lala” Jacka Dehnela

W dzisiejszym odcinku zachęcamy do posłuchania radiowej adaptacji powieści Jacka Dehnela „Lala”, w której babcia narratora z dużą dozą dowcipu opowiada mu o swoim życiu, przekonując chociażby, że jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było, i nigdy tak nie będzie, żeby jakoś nie było.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd