Hubal

Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,59 (669 ocen i 113 opinii) Zobacz oceny
10
63
9
111
8
192
7
172
6
82
5
29
4
12
3
7
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje

Henryk Hubal-Dobrzański to legenda. Ostatni żołnierz września. Zbuntowany duch gnębiący Niemców w dawno już okupowanym kraju. Poprzez bagna i zawieruchę wojny, zasadzki i obławy prowadził Wydzielony Oddział Wojska Polskiego. Dzięki niemu, symbolicznie , Rzeczpospolita nie poddała się nigdy. Jacek Komuda przeszedł w wyobraźni, na mapach, trochę konno, trochę samochodem cały szlak bojowy...

Henryk Hubal-Dobrzański to legenda.
Ostatni żołnierz września. Zbuntowany duch gnębiący Niemców w dawno już okupowanym kraju.

Poprzez bagna i zawieruchę wojny, zasadzki i obławy prowadził Wydzielony Oddział Wojska Polskiego.
Dzięki niemu, symbolicznie , Rzeczpospolita nie poddała się nigdy.

Jacek Komuda przeszedł w wyobraźni, na mapach, trochę konno, trochę samochodem cały szlak bojowy majora Hubala. Powieść w całości oparta jest na faktach, pamiętnikach i najnowszych opracowaniach. Występujące w niej postacie i większość wydarzeń jest prawdziwych.

Hubal dla wrogów Ojczyzny miał tylko kule, a dla żołnierzy słowa:
Nie było rozkazu kapitulacji… przeszliście przez piekło…
za nami groby kolegów… czy po to ginęli, abyśmy teraz mieli złożyć broń?
Ja w żadnym razie broni nie złożę, munduru nie zdejmę… tak mi dopomóż Bóg!

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1365

Całkiem nie daleko ode mnie jest takie miejsce, w głębi lasu. Dziesięciominutowa przejażdżka rowerem i jestem na miejscu. Tyle wystarczy by tam trafić. By poczuć na sobie ciężar przeszłości i dusz, które prawie osiemdziesiąt lat temu ofiarowały swoje życie i ciała, jako ofiarę za Polskę, za bliskich, za wartości, w które wierzyli, w imię wolności i przetrwania. ...teraz to miejsce jest trochę odrestaurowane, odnowione, by przetrwało w pamięci okolicznych mieszkańców, bo czas powoli je niszczył, a las otulał potęgą swojej przyrody. Gdyby o to nie zadbali, za kilkadziesiąt lat, nie byłoby znaku, że tam były bunkry, w których chowali się walczący partyzanci. To taki nasz symbol, że na terenach, w których się wychowywałem i mieszkam do dzisiaj, żyli ludzi odważni i pełni chartu ducha.
...
Pamiętam, gdy pierwszy raz tam pojechałem. Zanim tam pojechałem, nie wiedziałem, że takie miejsce istnieje. Było to wielkie przeżycie. Siedziałem wewnątrz tych bunkrów i sobie wyobrażałem tych ludzi, w tamtych wojennych, dramatycznych, pełnych horroru i przerażenia, czasach. Na samą myśl, dreszcze człowieka otulają z każdej strony. Serducho zaczyna szybciej bić, a tętno zwiększa swoje dotychczasowe tempo!!!
...
Jacek Komuda napisał tę książkę tak wspaniale, prawdziwie, namacalnie, iż czułem się w myślach jednym z nich. Wyobraziłem sobie siebie jak stoję obok hubalowskiej drużyny z karabinem w ręku, w siodle tak jak oni i tak jak oni walczę za Ojczyznę. Tak wyraziście widziałem tę treść w wyobraźni. Siedząc w pokoju, czytając w pracy, czy na moim kochanym sadku, przenosiłem się do mojego lasu i walczyłem z panem Henrykiem.
Tak napisać książkę, to coś nieopisanego.

#########

"Dotarł do miejsca, w którym Niemcy nad ranem ostrzelali uciekinierów. Sztukasy i messerschmitty zmasakrowały przerażoną ludzką ciżbę. Na całej drodze leżały skrwawione ciała mężczyzn, kobiet i dzieci, napuchłe, powykręcane martwe konie, piętrzyły się barykady z rozwalonych wozów, sterczały w niebo bezradne dyszle. Walały się walizki, toboły, niektóre wprost wysypywały się z bryczek i dziecięcych wózków. Dobrzański szedł, omijając zabitych. Trupy jak trupy - dwie wojny, wielka i bolszewicka, sprawiły, że martwe ciała były dla niego jak dekoracja na krwawym polu. Widział już gorzej rozkawałkowane ciała, ofiary mordów Konnej Armi Budionnego, jeńców wykłutych bagnetami, zatłuczonych na śmierć kolbami... Ale pierwszy raz w życiu zobaczył efekt furii niemieckich morderców wyładowanej na bezbronnych uciekinierach. Pobladły, rozglądał się, szukając śladu życia, ale gościniec był spokojny jak cmentarz. Rannych chyba już zabrano, zabitych nie było siły pochować." ( str. 29 )
...
Ten fragment, który pozwoliłem sobie przytoczyć znajduje się jak widać, na samym początku książki. Idealnie podkreślał cały heroizm i niezłomność jego walki z niemieckimi zwierzętami i dlaczego był tak zdeterminowany, zmotywowany, bezwzględny. Było to wszystko zbudowane na złości, gniewie i wielkim wewnętrznym cierpieniu osoby o wielkich, szlachetnych wartościach, która zobaczyła na własne oczy do czego zdolny jest niemiecki agresor. Przekuł to wszystko w hartowane stalą serce pełne odwagi, wściekłości i zaciętości do upadłego.

###########

"Nasz naród od wieków płacił najwyższą cenę za prawo do mówienia i modlenia się po polsku. Dzięki temu przetrwał. Gdzie są Irlandczycy? Zginęła Burgundia, Normandia. Jest wiele narodów nic nieznaczących, bo poddali się jak niewolnicy i przyjęli język prześladowców. Na tym poświęceniu i daninie krwi zasadza się wielkość Polaków. Jak mówił Staszic, mój ociec duchowy: paść może i naród wielki, zniszczyć tylko nikczemny! A póki żyje chociaż jeden Polak, póty jesteśmy cierniem w oku wrogów, kamieniem w trybach ich maszyny." ( str. 428 )

Ciekaw jestem co Pan Henryk powiedziałby na to wszystko, co stało się w czasie wojny, po jego śmierci. Zaledwie to, co wydarzyło się na początku wojny, gdy Niemcy jak potwory i bestie w ludzkiej skórze dopiero zaczynali pokazywać swoją prawdziwą twarz, to do czego zdolni, wstrząsnęło panem Henrykiem do szpiku kości. Na samą myśl, że bezradni i nie mogący powstrzymać hubalowskiego oddziału Niemcy, zadali Hubalowi cios w plecy, mszcząc się na niewinnych cywilach, mieszkańcach okolicznych wsi, (skąd pan Henryk i jego oddział uzyskiwał pomoc), paląc ich dobytek, zabijając mężczyzn, wyganiając kobiety i dzieci w las. Legendarny Hubal bił się z myślami, nie wiedząc, co począć. Brał na siebie całą odpowiedzialność, czuł się winny, że jego batalie z Niemcami o niepodległą Polskę, niosły za sobą tak krwawe żniwo. Bardzo to wszystko przeżywał. Wielokrotnie w przemówieniach do swojego oddziału pytał ich, czy jest sens to wszystko ciągnąć, czy ich misja walki o Polskę, nie jest przypadkiem prowadzoną zabawą w wojenkę facetów, którzy cudem przeżyli po kampanii wrześniowej. Nikogo nie trzymał na siłę. Jego oddział był zbudowany na wolność, a każdy kto był jego członkiem, mógł odejść po wcześniejszym poinformowaniu dowódzcy. Lecz większość była niezłomna. Podziwiali swojego wielkie dowódcę i wiernie stawali obok niego w walce.
...
Lecz wracając do głównej myśli zastanawiam się, jak te wszystkie mordy, brutalność, niemieckie zezwierzęcenie wpłynęłoby na postrzeganą przez niego, ówczesną rzeczywistość. Co byłoby, gdyby dowiedział się o tych późniejszych masakrach, rzeziach katyńskich i wszystkich innych? Jak przeżyłby wewnątrz siebie świadomość istnienia obozów koncentracyjnych, palenia Żydów, Polaków i wszystkich innych nacji, których Niemcy uważali za podludzi? *** <<< Czy wogóle przeżyłby tak wielki wstrząs dla wartości, które zawsze w nim siedziały. Czy to wszystko wytrzymałby. Być może z tego wszystkiego dusza i serce pana Henryka umarłaby z rozpaczy...>>>

#########

Wielki szacunek dla Jacka Komudy za tę powieść, za to, że tak godnie zmierzył się z legendą HUBALA. Bo sama historia pana Henryka niezwykła, okraszona wielką i bezcenną symboliką, wartością. Lecz by stworzyć przy tym równie niezwykłą biografię, trzeba mieć w sobie wielką pasję, robić i pisać to z głębi duszy. A Jacek Komuda jak część wtajemniczonych osób doskonale wie, to historyk-pasjonat z krwi i kości, miłośnik koni, jeździectwa, dla którego historia życia pana Henryk stanowi ważną część postrzeganej przez niego rzeczywistości. Więc ta książka musiała być równie wspaniała, jak jej główny bohater... Pan Jacek już wcześniej wspomniany miłośnik jeździectwa przejechał konno cześć trasy wędrówki Hubala przez wojenną Polskę. Czasy się już tak pozmieniały, że nie do wszystkich miejsc mógł dotrzeć na koniu. Oprócz tego, gdy słuchałem jeden z jego wywiadów powiedział o tym, jak wiele miał materiałów o Hubal i jego wszystkich potyczkach. Najlepsze jest to, że bardzo dużo wcześniej napisanej treści musiał skracać, by tę powieść ujednolicić. To wszystko wpływa na jakość książki i jej autentyzm.
...
Patrząc po opiniach, zwłaszcza tych negatywnych (aż dziw bierze, że tak niewiele ich się znalazło i choć nie krytykuje nigdy innych opinii, komentarzy, to powiem szczerze, że nierozumiem tych osób i trochę im współczuje, że nie mają w sobie właściwej wrażliwości, której posiadanie, tak jak w moim przypadku, pozwoliło mi odkryć i przeżywać jej treść w sposób jaki nawet nie marzyłem. Powiem szczerze, że długo czytałem całą książkę, spędzając z Hubalem i jego kompanami całe mnóstwo czasu. To wszystko po to, by jak najdłużej przedłużyć sobie czytanie tej opowieści. Delektowałem się, bo przy takich książkach nie sposób jest sobie tego odmówić.

BOHATYR - koń jakich mało, zwierzak nie z tej ziemii. W wielu momentach żal mi było i Bohatyra i pozostałych koni. Były tak męczone, katowane. Tyle co one przeszły, to głowa mała.
Wydaje mi się, że pan Jacek trochę wyolbrzymił legendę Bohatyra, być może w niewielkim stopniu, ale troszkę za bardzo wyniósł go na piedestał. To musiał być wspaniały zwierzak, ale ciężko uwierzyć w to, że doświadczył tak wiele cierpienia i bólu, a dodatkowo, wytrzymał to wszystko. Pan Jacek wielce ukochał te fantastyczne zwierzęta. To się da odczuć, czytając!!!

Wartość goni kolejną i tak nieustannie. O sile zdrady, zazdrości, chciwości, miłości i nienawiści... Tak, tak, to wszystko w pełnym zestawie, mimo dramatu wojny dostaje każdy czytający. A siła i moc tkwiąca w dialogach, pozwala nam z łatwością wniknąć w tamte ówczesne wydarzenia i doświadczyć atmosfery tych wojennych, leśnych batalii...Poznać tamten świat, tamtych ludzi to prawdziwe wyróżnienie, zaszczyt ponad wszelką miarę.
Nigdy spodziewałem się tak wspaniałej książki. Czułem, że będzie dobra, ale moje oczekiwania przerosły niewidzialną granice.

Panie Jacku, dziękuję za szansę poznania tak wspaniałego człowiek i jego ludzi.
Panie Henryku, gdziekolwiek pan jest, wielką przyjemnością było pana poznać.

Nie wiem czy literacko według krytyków zasługuje na miano arcydzieła. Szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi. Książka, która w taki sposób zdobywa serducho swojego czytelnika, jest godna takiego miana. Stąd moja ocena. Stała mi się bardzo bliska i bardzo chciałbym móc ją jeszcze kiedyś przeczytać. Mam nadzieję, że czasu mi starczy...!!!

Ku chwale Ojczyzny czytajcie, dla uczczenia jej pamięci i ludzi, którzy o nią walczyli...!!!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Podpalacz

Po książkę Wojciecha Chmielarza sięgnęłam z polecenia Zygmunta Miłoszewskiego i chyba znalazłam kolejnego ulubionego autora. Na jednym z warszawskich...

zgłoś błąd zgłoś błąd