Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ugly Love

Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Wydawnictwo: Otwarte
8,14 (2883 ocen i 393 opinie) Zobacz oceny
10
751
9
596
8
623
7
468
6
270
5
90
4
42
3
20
2
11
1
12
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Ugly Love
data wydania
ISBN
9788375153569
liczba stron
344
słowa kluczowe
Piotr Grzegorzewski, New Adult
język
polski
dodała
Ag2S

DUPLIKAT

 

źródło opisu: Wydawnictwo Otwarte, 2016 r.

źródło okładki: http://otwarte.eu

Brak materiałów.
książek: 814
Dominika | 2017-04-13
Przeczytana: 31 marca 2017

Doskonale pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy usłyszałam głos Griffina Petersona. Było to przy okazji premiery "Maybe someday". Już wtedy przesłuchałam całą książkową playlistę, na czele z tytułowym krążkiem. Jednak po przeczytaniu powieści troszkę inaczej zaczęłam odbierać te cudowne piosenki- jedne mi się znudziły, w innych odkryłam potencjał. I zaczęłam szukać. Znalazłam wtedy kolejną piosenkę Petersona, tym razem napisaną specjalnie pod inną książkę Hoover, czyli "Ugly love". Trochę się powstrzymywałam- bałam się, że piosenka za bardzo mi się spodoba i wtedy będę miała zbyt wysokie wymagania do lektury. Po części moje obawy się sprawdziły- "Ugly love" bardzo długo powtarzało się na mojej playliście, polecałam koleżankom i ogólnie byłam zachwycona. Nie nabrałam ogromnych wymagań- miało się czytać przyjemnie i z być może wzruszającym akcentem na końcu. Jednak na podstawie piosenki nabrałam pewnych określonych wzorców- obmyśliłam sobie jak wszystko mogłoby wyglądać... i tutaj pojawia się moje rozczarowanie.

Tate jest dwudziestokilkuletnią pielęgniarką, a Miles dwudziestokilkuletnim pilotem. Kiedy ona wprowadza się do mieszkania swojego brata i poznaje tego seksownego sąsiada, jej życie wywraca się do góry nogami. Jednak mężczyzna ma dwie zasady: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Początkowo Tate pasuje taki układ, jednak z biegiem czasu Miles zaczyna ją fascynować na tyle, że kobieta chce złamać te prawa. Co takiego tkwi w przeszłości Milesa, że on boi się zaangażować i stał się taki wyobcowany?

Moje wcześniejsze wyobrażenie przedstawiało się tak: akcja na pokładzie samolotu, seksowny i bardzo niegrzeczny pilot, oraz Tate w roli tak jakby uległej. To trochę wina mojej bujnej wyobraźni, która na podstawie piosenki obrała konkretny kierunek wydarzeń, a trochę jest to wina zwiastuna z Nickiem Batemanem, który wkroczył do sieci. Z tego co się orientuję film będzie, jest to potwierdzone info i w sumie chciałabym go zobaczyć, pomimo tego że książka pozostawiła po sobie posmak rozczarowania.

Zarzut numer jeden jaki kieruję do "Ugly love" to reklama "pierwszej książki Colleen Hoover dla ludzi 18+". Sceny erotyczne są główną osią książki, ten fakt trąbi do czytelnika z każdej możliwej strony. Tylko, że ja po tylu zachwytach spodziewałam się czegoś naprawdę mocnego. Wiecie- sceny erotyczne mają działać na czytelnika, a podczas ich czytania jedyną emocją jaką potrafiłam z siebie wyrzucić było "o matko, długo jeszcze?" i niejednokrotnie omijałam kilka linijek tekstu. Są po prostu nudne i bardzo obojętnie napisane, chociaż powinny być tą osią książki. A niejednokrotnie mnie nawet śmieszyły.

Drugi zarzut to wątek romantyczny- jakby nie patrzeć kolejna główna oś książki. Na pierwszy rzut oka wszystko jest super- działamy trochę według schematu, ale w opowieści traktującej o miłości ciężko go ominąć czy zmienić. Jednak to nie jest problem. Przeczytałam dużo powieści "na jedno kopyto", a jednak są takie, które ciągle mnie czymś zachwycają. "Ugly love" nie. Relacja Miles-Tate była tak bardzo męcząca i tak bardzo trudna w odbiorze, że zaczęłam się zastanawiać skąd te wszystkie zachwyty. Ich dialogi były tak kiczowate i mdłe, niczym te wyciągnięte z taniej opery mydlanej. Po raz kolejny- często nie mogłam powstrzymać wybuchu śmiechu albo prychnięcia, kiedy zaczęłam wyobrażać sobie taką rozmowę w realnym życiu. Słodycz wylewająca się z kartek powieści, która miała być dojrzałą, mocną i bardzo sugestywną.

Jednak nie mogę powiedzieć, że jestem całkowicie zawiedziona. Podobało mi się to, że narracja prowadzona jest z dwóch ( a pod koniec nawet z trzech) punktów widzenia, przez co dokładnie poznajemy uczucia drugiej osoby. Co ciekawe- przeszłość należy do Milesa, a teraźniejszość do Tate. Ponadto książkę czyta się błyskawicznie, nawet pomimo tego że bohaterowie nierzadko drażnią i powodują wybuchy irytacji. Przekonałam się też do okładki, głównie poprzez ten wszechobecny granat- najpiękniejszy kolor świata, chociaż uważam że oryginalna, zagraniczna wersja ma na sobie dość ważny w książce motyw. Karty zostały odkryte- wiem już jakie wydarzenie tak bardzo wpłynęło na Milesa i czytając, akurat tego rozwiązania nie mogłam się doczekać najbardziej. Co prawda prawda dalej tkwi w tej słodkiej otoczce, ale to już wolałabym przemilczeć.

Reasumując- "Ugly love" dość mocno mnie rozczarowało, dlatego że przez tyle pochlebnych opinii nastawiłam się na coś szałowego. To co dostałam nie jest złe, ale zaliczam książkę do kategorii przeciętniaków-powieści które fajnie że poznałam, ale nic bym nie straciła gdyby lektura była wciąż przede mną. Jest to już czwarta książka Colleen, którą miałam okazję czytać i już druga która mnie zawiodła, przez co zaczęłam się zastanawiać czy gdybym jeszcze raz przeczytała "Hopeless" i "Pułapkę uczuć" (które niesamowicie mi się podobały) byłabym tak samo zadowolona, a może stałoby się tak, że znienawidziłabym bohaterów? W tej chwili nie jestem już niczego pewna. Mam ochotę na jeszcze jedną książkę autorki, mianowicie "November 9" ( w dalszym ciągu to wina piosenki!!), jednak już po cytatach wnioskuję że będzie to coś w kategorii przeciętniaka. Moja opinia o książkach Hoover gwałtownie się zmieniła. Już nie uważam jej za przełomową autorkę jak robiłam to jeszcze dwa lata temu. Kobieta ma fajny styl pisania, ale jej powieści nie działają na mnie emocjonalnie, a właśnie tego oczekuję po dobrym romansie i po dobrej książce w ogóle. Nie odkrywczej fabuły, ani porywającej akcji, a emocji właśnie. I tego mi tutaj brakowało.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zanim nadejdzie monsun

"Jeśli płaczesz, bo słońce zniknęło z twojego życia, przez łzy nie zobaczysz gwiazd." Rabindranath Tagore Ciepłe, przyjemne i wzruszające z...

zgłoś błąd zgłoś błąd