Virtualo -50% thriller

Enklawa

Cykl: Vestmanna (tom 1) | Seria: Ślady zbrodni
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
6,82 (1596 ocen i 254 opinie) Zobacz oceny
10
52
9
99
8
319
7
516
6
387
5
147
4
39
3
26
2
6
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788327154590
liczba stron
400
język
polski
dodała
giovanna

Wyspy Owcze. Jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. Od 1988 roku zdarzyło się tutaj tylko jedno morderstwo, a mieszkańcom pojęcie przestępstwa jest właściwie nieznane. Farerzy żyją spokojnie, zajmując się swoimi sprawami i przejmując jedynie tym, by liczba turystów w sezonie nie spadła. Pewnej nocy wszystko się zmienia. W niewyjaśnionych okolicznościach znika w porcie nastolatka....

Wyspy Owcze. Jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. Od 1988 roku zdarzyło się tutaj tylko jedno morderstwo, a mieszkańcom pojęcie przestępstwa jest właściwie nieznane. Farerzy żyją spokojnie, zajmując się swoimi sprawami i przejmując jedynie tym, by liczba turystów w sezonie nie spadła.

Pewnej nocy wszystko się zmienia.

W niewyjaśnionych okolicznościach znika w porcie nastolatka. Społeczność Vestmanny szybko organizuje poszukiwania, ale okazują się one bezskuteczne. Po dziewczynie nie ma śladu, a sprawa zaczyna przyciągać zainteresowanie zarówno mediów, jak i duńskiej policji.

Życie w Vestmannie zmieni się na zawsze, gdy na jaw zaczną wychodzić mroczne sekrety zamkniętej społeczności.

 

źródło opisu: https://publicat.pl/wydawnictwo-dolnoslaskie

źródło okładki: https://publicat.pl/wydawnictwo-dolnoslaskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1081
malena | 2017-05-31
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 31 maja 2017

"Baranie jaja"

Jestem pod wrażeniem. Nie, nie książki. Ujawnienia osoby, która kryje się pod skandynawsko brzmiącym pseudonimem. Co za niespodzianka! No ale ci wiecznie grzebiący "ktosie", którzy nigdy nie odpuszczają i zawsze popsują rzekome zamierzenia autora. A przecież on chciał się sprawdzić w roli nieznanego czytelnikom debiutanta i utrzymać tajemnicę możliwie jak najdłużej. Co ciekawe, udało mu się do siebie przekonać samo Wydawnictwo Dolnośląskie. Nie do wiary! A więc debiutanci powinni walić tam drzwiami i oknami. Wydanie książki gwarantowane! Tym bardziej, że tego kryminału do wybitnych zaliczyć nie można.

Warto podkreślić, że Remigiusz Mróz poprzez pseudonim - jak twierdzi - oddaje hołd Jo Nesbø. Czy norweski pisarz byłby z tego hołdu zadowolony? Myślę, że tak. Może spać spokojnie. Konkurencji w Polsce, jak na razie, nie ma się co obawiać. Książka ta niezbicie potwierdza ten fakt. Dziwi mnie, że zawsze musimy być w tyle. Nigdy zaś nie jesteśmy w stanie wymyślić czegoś pierwsi. Zawsze stoimy w pozycji naśladowcy, mniej lub bardziej udanego, ale jednak naśladowcy. Po erze romantycznych obyczajówek w stylu Helen Fielding przyszedł czas na kryminały. Wcześniej było ich jak na lekarstwo. Pisarze nie wiedzieli, że taki gatunek można przeszczepić na nasz polski grunt. Szkoda tylko, że nasze kryminały nie stanowią inspiracji dla zagranicznych pisarzy...

Wyspy Owcze były dla autora wyzwaniem. Podobno nikt nie odważyłby się umieścić tam akcji kryminału, gdyż morderstwa tam się nie zdarzają. Wierzę na słowo. Autor powinien opatentować ten pomysł i mieć nadzieję, że większość jego czytelników będzie cierpieć na zanik pamięci... W końcu rzadko, który pisarz wykorzystuje motyw małej mieściny, w której każdy każdego doskonale zna. ;-)

Napięcia w tej książce czytelnik nie uświadczy. Trup nie ściele się gęsto, a narracja prowadzona jest na tym samym poziomie. Do wyboru mamy dwie możliwości. Czytać na raty (pauzy wykorzystać na sen, bo nieźle usypia) albo kontemplować niespieszną fabułę. Bohaterowie często i gęsto rozmawiają, więc dialogów sporo. Czasem dość błyskotliwych, co trzeba przyznać. Wprawdzie żadnego zróżnicowania językowego tutaj nie ma. Wszyscy mówią identycznie, niezależnie czy głos autor oddaje niewykształconej osobie, czy też profesorowi. Możliwe, że znajdzie się ktoś, kto doceni wątek przemytu narkotyków. Śmiem jednak w to wątpić. Miłośnicy romansu też znajdą tu coś dla siebie. Niewiele, ale jednak. Całkiem prawdopodobne, że będą z zaciekawieniem śledzić dalszy rozwój wydarzeń, tj. przeczytają następne tomy.

Cały ciężar tej powieści opiera się głównie na prowadzeniu śledztwa. Warto przyjrzeć się temu bliżej. Bez wątpienia policja z "Enklawy" nie może narzekać na brak poważania. Postraszenie aresztem, zwłaszcza pobytem w areszcie duńskim, a każdy twardziel mięknie. Zresztą nie potrzeba zbyt wielu dowodów, by delikwenta wsadzić do więzienia. Czasem wystarczy niezbyt wytłumaczalny zanik pamięci, a czasem czerwona rękawiczka, czy też czarny biustonosz. Swoją drogą, bardzo zainteresowała mnie ta częściowa amnezja głównego bohatera. Dziwne, że po spotkaniu z zaginioną urwał mu się film. Z treści wynika, że wówczas był jeszcze trzeźwy, zatem powinien pamiętać wszystkie wydarzenia do momentu upojenia alkoholowego. Dopuszczam trzy możliwości, o których autor zdaje się zapomniał: rozemocjonowanie spotkaniem z nastolatką i ukrytym pod jej kurtką, przeczuwanym biustonoszem inspirowanym powieścią E.L. James (nie wiedziałam, że to romansidło wpłynęło na świat mody), rozemocjonowanie przyszłą wizją upicia, ewntualnie stres pourazowy spowodowany pobytem w dawnej Jugosławii, który nagle uaktywnił się po spotkaniu koleżanki córki. A może wszystko po trochu? Jest jeszcze czwarta możliwość. Mróz będzie kontynuował ten wątek w drugim tomie... Oczywiście ironizuję, bo takich nielogiczności w książce jest więcej. Wrócę jeszcze na chwilę do policji, bo przedstawiony powyżej obraz byłby niepełny. Powyższa swoboda w działaniu ma też i pozytywne oblicze. Główna bohaterka, Dunka, chętnie dopuszcza do śledztwa osoby postronne. Zrozumiałabym ją, w końcu zakochana kobieta nie myśli logicznie. Problem w tym, że jej entuzjazm podzielają inni przedstawiciele służb mundurowych, w tym jej bezpośredni przełożony. Nie przeszkadza fakt, że nie znają zbyt dobrze przeszłości swego pomagiera. Dziwne, że wiedza, którą posiadają nie budzi ich podejrzeń (niezbyt pochlebna kariera wojskowa, niejasne okoliczności śmierci żony Hallbjørna Olsena). Cóż... Zaufanie jest podstawą sukcesu policji z "Enklawy".


Rozczarowanie? Nie. Liczyłam na pastisz i w jakimś stopniu go otrzymałam. Nie tak, jak tego oczekiwałam, ale nie można mieć wszystkiego. Poza tym czyta się tę książkę dość dobrze. Może to zasługa przyzwyczajenia. Ktoś, kto czytuje skandynawskie kryminały będzie wiedział, co mam na myśli. Mróz serwuje nam swoisty koktajl. W pewnym sensie pisarze zagranicznych kryminałów mogliby poczuć zadowolenie. Autor skwapliwie wykorzystuje wiele ich pomysłów. By nie być gołosłowną podam kilka oczywistych przykładów: hermetyczną społeczność (ukłon w stronę Läckberg), konflikt pokoleniowy, zaskakujące zakończenie (nieudolny ukłon w stronę Cobena), szczegółowy opis topograficzny wyspy (ukłon w stronę Larssona i Nesbø), konstrukcja głównego bohatera (Nesbø i jego Harry Hole). Siłą "Enklawy" są więc odwołania do tego, co czytelnicy dobrze znają. Słabością - sposób ich wykorzystania.

Bez wątpienia jakiś potencjał ta książka ma. Farerska topografia jest swoistym cymesem. W końcu farerski to powszechny język. Wszyscy go znają. A że bohaterowie często się przemieszczają, to i okazji do nacieszenia się wymową nazw miejscowości, ulic itp. nie zabraknie. Gdy kiedykolwiek udam się tam w podróż, biorę tę książkę ze sobą. Zaoszczędzę na przewodniku. Doradzam jedynie sceptyzm, jeśli chodzi o przedstawienie działań UNPROFOR-u na terenie dawnej Jugosławii.
Bez przeszkód możemy za to delektować się klimatem powieści. Udało się autorowi w całkiem w przyzwoity sposób go oddać. Wprawdzie wytrawny czytelnik jest w stanie spostrzec, że tę powieść napisała osoba z zewnątrz. Nie bądźmy jednak drobiazgowi. Dajmy się ponieść wyobraźni. Tu i ówdzie będzie zgrzytać, będziemy niejednokrotnie znużeni tempem akcji, ale bez problemu dotrzemy do finiszu. Zakończenie trochę kuleje, wydawać by się mogło, że pisano je na kolanie. Niedosyt jest w tym przypadku jak najbardziej zrozumiały. Musimy jednak uzbroić się w cierpliwość. Remigiusz Mróz wróci do sprawy w następnym tomie. Może bardziej się postara.

Mnie przeraża trochę tempo, w jakim utwory szanownego pisarza powstają. Boję się, że ilość nie będzie przekładać się na jakość. Dam mu jednak szansę. Pożyjemy, zobaczymy. Mam nadzieję, że do tego czasu nie zapomnę farerskiego.

PS Tak na marginesie, osoba, która napisała na tym portalu recenzję "Połowu" zasługuje na Pulitzera. Co najmniej! Szkoda, że nie trafiłam na nią wcześniej. Polecam ją wszystkim znużonym tempem akcji.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy

Równie dobra jak jej poprzedniczka, tyle że z pretensjonalnym tytułem. Nie mam wątpliwości, że autor działa na korzyść środowiska lekarskiego.

zgłoś błąd zgłoś błąd