Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Koniec warty

Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Cykl: Bill Hodges (tom 3)
Wydawnictwo: Albatros
7,03 (1723 ocen i 234 opinie) Zobacz oceny
10
86
9
131
8
368
7
574
6
383
5
128
4
31
3
14
2
6
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
End of Watch
data wydania
ISBN
9788379857531
liczba stron
480
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

SPEKTAKULARNE ZAMKNIĘCIE TRYLOGII O EMERYTOWANYM DETEKTYWIE BILLU HODGESIE Brady Hartsfield, zabójca odpowiedzialny za masakrę w „Panu Mercedesie”, znajduje się w stanie wegetatywnym w Klinice Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu. Zakończenie drugiego tomu trylogii sugeruje jednak, że w pokoju 217 przebudziło się coś złego –zabójca nie tylko odzyskał świadomość, lecz także zyskał nowe, śmiertelne...

SPEKTAKULARNE ZAMKNIĘCIE TRYLOGII O EMERYTOWANYM DETEKTYWIE BILLU HODGESIE

Brady Hartsfield, zabójca odpowiedzialny za masakrę w „Panu Mercedesie”, znajduje się w stanie wegetatywnym w Klinice Traumatycznych Uszkodzeń Mózgu. Zakończenie drugiego tomu trylogii sugeruje jednak, że w pokoju 217 przebudziło się coś złego –zabójca nie tylko odzyskał świadomość, lecz także zyskał nowe, śmiertelne moce, które pozwolą mu siać niewyobrażalne spustoszenie bez opuszczania szpitalnego pokoju. Emerytowany detektyw Bill Hodges i wspierająca go Holly Gibney, którzy nadal prowadzą agencję detektywistyczną, zostają wciągnięci w najbardziej niebezpieczne ze swoich dotychczasowych dochodzeń, bowiem Brady Hartsfield powraca i planuje zemstę nie tylko na Billu Hodgesie i jego bliskich, ale na całym mieście.

TYM RAZEM STEPHEN KING SIĘGA PO TAK LUBIANE PRZEZ JEGO FANÓW ELEMENTY GROZY, ŁĄCZĄC MISTRZOWSKO LITERATURĘ DETEKTYWISTYCZNĄ Z NADNATURALNYM SUSPENSEM,
KTÓRY JEST JEGO ZNAKIEM FIRMOWYM

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 560
Roland | 2017-04-14
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 13 kwietnia 2017

Książę Samobójców

Stephen King lubi eksperymentować, o czym niejednokrotnie przekonał swych czytelników. Zarówno on sam, jak i mam nadzieję co raz więcej czytelników przestaje przyporządkowywać jego twórczość jedynie do gatunku grozy. King wiele razy uciekał od tej kategorii tworząc powieści czy opowiadania z zupełnie innej bajki. Taką odskocznią jest trylogia detektywistyczna. Owszem nie jest ona wyżynami literatury kryminalnej wszechczasów, ale nie o to w niej chodzi. Przede wszystkim gawędziarki styl oraz wartości i przemyślenia, które przekazuje nam autor są takimi perełkami, które tylko wprawne oko potrafi wyłowić. Nie ma nic złego w eksperymentowaniu, korekcji stylu, ewolucji warsztatu, dzięki temu czytelnik ma możliwość poznać wydawać by się mogło już poznane, nowe oblicze autora. King nie byłby sobą, gdyby wieńcząc swą trylogię nie zafundował swym wiernym czytelnikom czegoś nowego. „Koniec warty” nie jest klasycznym kryminałem w odróżnieniu do poprzednich tomów, lecz jest połączeniem pierwszych kroków autora w tym gatunku (chociaż już nie takich pierwszych) z jednym ze swych znaków firmowych, czyli wątkiem nadnaturalnym. Jednakże osobiście uważam, że jest to opowieść o odwiecznym tańcu życia ze śmiercią, która dotyczy każdego z nas. Drodzy współczytelnicy, warto zaufać komuś, kto ma tak szeroki i długi bagaż doświadczeń, ja Mistrzowi z Maine zaufałem, a Wy?.

Ostatnia książka z serii, po przerwie w drugim tomie znów skupia się na Bradym Hartsfieldzie, psychopacie, którego poznaliśmy w „Panu Mercedesie”. Jak wiadomo udało mu się cudem przeżyć, aczkolwiek skończył w stanie wegetatywnym w szpitalu. King postanowił go jednak przywołać z powrotem do życia, ale nie byłby sobą gdyby nie zrobił tego na swój specyficzny sposób. I to jest wydaje mi się najważniejszy moment książki, bo albo czytelnik zaakceptuje taki pomysł i będzie cieszył się opowiadaną historią albo go odrzuci a przez to cała książka będzie dla niego stracona. Telekineza i parapsychologiczne zdolności to motyw przewijający się przez twórczość Kinga. Chociaż telekineza w powieści została bardzo zmarginalizowana, jej wydźwięk jest raczej subtelny. Jednakże druga zdolność Brady’ego czyli wdzieranie się a nawet kontrola czyjegoś umysłu jest takim powiewem świeżości ze strony autora. Co jak co, ale Kingowi szaleńcy udają się świetnie. Dostajemy podrasowanego nadnaturalnymi umiejętnościami świra, dla którego zabijanie staje się narzędziem zemsty. Określenie książę samobójców okazuje się jak najbardziej trafnym tytułem pasującym do postaci Brady’ego Hartsfielda.

Trzeci tom najbardziej ze wszystkich skupiony jest na głównym bohaterze, detektywie Billu Hodgesie. Dość dobrze przedstawiony w „Panu Mercedesie”, w „Znalezione nie kradzione” zepchnięty na drugi plan tutaj znów wrócił na zasłużone miejsce. King pomimo wartkiej akcji poświęcił mu sporo czasu tworząc pełnokrwistą postać. Można odnieść wrażenie, że autor bardzo osobiście podszedł do tej postaci. Bardzo wyraźnie czuć to, że King włożył w Hodgesa wszystkie swoje lęki – lęk przed niemożnością dalszego pisania, lęk przed starością, w końcu lęk przed bolesną śmiercią i lęk przed tym, że nie zdąży powiedzieć ostatniego słowa, dokończyć ostatnich spraw. Na pierwszy plan wysuwa się też Holly Gibney a ostatni z trójki przyjaciół, Jerome, nadal pozostaje w cieniu, chociaż miło go znów spotkać.

„Koniec warty” jeśli będziemy rozpatrywać w kategorii kryminału należy do tych, gdzie czytelnik ma prawie wszystko wyłożone na tacy. Nie chodzi tu o składanie zagadki z drobnych śladów, układaniu puzzli z tropów pozostawionych przez tajemniczy czarny charakter. Od samego początku wiemy kto jest dobry, a kto zły. Cała zagadka polega na tym w jaki sposób nasza dwójka skrzyżuje szpady z Bradym Hartsfieldem, czy poradzi sobie z nim i czy powstrzyma go na czas. Akcja toczy się w swoim tempie przyspieszając stopniowo we właściwych momentach, a osiągając punkt kulminacyjny, w którym wiadomo już, że nie ma odwrotu i trzeba działać jak najszybciej, przyspiesza aż do ostatecznej konfrontacji, której ostateczny wynik nie jest tak łatwy do przewidzenia.

King w „Końcu warty” sięgając po nowoczesne technologie daje gorzką, ale trafną diagnozę współczesnego świata. Co raz bardziej zanikają relacje międzyludzkie, co raz bardziej chowamy się za szklanym ekranem. Owszem rozwój jest jak najbardziej potrzebny, lecz wymagane jest rozważne posługiwanie się dobrodziejstwem współczesnego świata. Pokusa dostępności, pokusa rozrywki, pokusa anonimowości oraz pokusa bezpieczeństwa przyciągają już nie tylko osoby młode, ale prawie w każdym wieku przed ekrany laptopów, tabletów, smartphonów itp. Jednakże to wszystko jest iluzją, gdyż w naszym iluzorycznym poczuciu bezpieczeństwa zapominamy, że w świecie technologii czai się zło. Owszem w powieści przyjęło skrajną postać obcego umysłu zmuszającego do samobójstwa, lecz realny świat jest nie mniej niebezpieczny. Nic nie zastąpi zdrowej relacji z drugim człowiekiem. Jednakże wizja Kinga jest bardzo pesymistyczna, gdyż zanik relacji międzyludzkich powoduje zanik chęci oraz możności rozumienia drugiej osoby. Cóż, dla naszego dobra miejmy nadzieję, że King się myli.

W każdym z nas tkwi Eros i Tanatos, dwie siły, motywujące nasze działania. Siła życia i śmierci, odwieczny taniec, któremu podlega każdy z nas. Owszem obie siły są rdzeniem naszej egzystencji. Zazwyczaj są w równowadze, lecz czasami jedna z nich przeważa. Gorzej gdy, to jest Tanatos, gdyż w ostateczności prowadzi do najbardziej egoistycznego aktu, czyli samobójstwa. Jednakże King pokazuje, że ludzka psychika jest bardzo krucha i czasami potrzeba bardzo niewiele, by pchnąć nas ku ostateczności. Wszystko przemija, ludzkie życie też i to jest najbardziej pesymistyczna cecha naszej ziemskiej egzystencji. Jednakże od nas samych zależy jak te życie przeżyjemy, jaki bagaż wartości i doświadczeń zbierzemy, by móc na koniec powiedzieć – niczego nie żałuję, godnie przeżyłem życie. Każdy z nas drodzy współczytelnicy podąża własną zieloną milą, u kresu której jest koniec warty. Smuci mnie jedynie fakt, że niektórzy trwonią własny czas, za który inni oddaliby wszystko. Pozwólcie, że przytoczę trafne słowa Kinga, pełne gniewu, smutku, ale w ostateczności nadziei:

„ Otóż niektórzy nierozważnie trwonią to, za co inni sprzedaliby duszę: zdrowe, wolne od bólu ciało. A dlaczego? Bo są zbyt ślepi, okaleczeni emocjonalnie lub egocentryczni, żeby za ciemną krzywizną ziemi zobaczyć następny wschód słońca. Które zawsze wschodzi, jeśli tylko wciąż oddychamy”.
Właśnie, które zawsze wschodzi.

Nie oszukujmy się Stephen King to nie młodzieniaszek. King jest w momencie, w którym coraz poważniej myśli się o swoim życiu – o tym, co zostawimy po sobie, o tym, czy zdążymy zamknąć swoje sprawy i czy dobrze je przeżyliśmy. Problem radzenia sobie ze starością, zużywalnością ciała, wreszcie ze śmiercią powoduje, że „Koniec warty” to gorzka, może i zbyt pesymistyczna historia. Przeziera przez nią dojmujący smutek, widmo utraty, ale i rozpaczliwej potrzeby trzymania się życia. To bardzo refleksyjna książka. Pewnie dlatego warto uznać ją za bodaj najlepszą z całej trylogii.

Podsumowując, „Koniec warty” wzbudził nie tylko moce w bezwzględnym mordercy, ale wykrzesał iskierkę tego, za co stali czytelnicy Kinga kochają go najbardziej.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ballada o ciotce Matyldzie

Ciotka Matylda to energiczna, zawsze życzliwa starsza pani, która właśnie wybiera się na tamten świat. Próbuje na to przygotować swoją młodą krewną Jo...

zgłoś błąd zgłoś błąd