Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pachnidło

Tłumaczenie: Małgorzata Łukasiewicz
Wydawnictwo: Świat Książki
6,97 (18424 ocen i 1291 opinii) Zobacz oceny
10
1 149
9
2 397
8
3 222
7
5 462
6
2 995
5
1 849
4
469
3
622
2
104
1
155
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Das Parfum Die Geschichte Eines Morders
data wydania
ISBN
8373919023
liczba stron
252
język
polski
dodał
Krzysiek

Jan Baptysta Grenouille, obdarzony niepospolitym zmysłem węchu, tworzy najdoskonalsze na świecie eliksiry do produkcji perfum. Zachwyca się nimi nie tylko XVIII-wieczny Paryż, centrum mody i elegancji. Sam Grenouille nie jest jednak zadowolony. Oto owładnęła nim myśl, by wydestylować wonność nad wonnościami, pochodzącą z... dziewiczego kobiecego ciała. Owładnięty idée fixe, postanawia znaleźć...

Jan Baptysta Grenouille, obdarzony niepospolitym zmysłem węchu, tworzy najdoskonalsze na świecie eliksiry do produkcji perfum. Zachwyca się nimi nie tylko XVIII-wieczny Paryż, centrum mody i elegancji. Sam Grenouille nie jest jednak zadowolony. Oto owładnęła nim myśl, by wydestylować wonność nad wonnościami, pochodzącą z... dziewiczego kobiecego ciała. Owładnięty idée fixe, postanawia znaleźć dziewczynę o doskonałym zapachu, choćby nawet miał popełnić zbrodnię... Słynna powieść z sensacyjną akcją na tle sugestywnej panoramy obyczajowej Paryża, pełna niezwykłych zdarzeń i postaci, utrzymywała się przez trzy lata na listach bestsellerów!

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1284

Wziąłem głęboki wdech...
Klatka piersiowa w nagłym naprężeniu...
Wypuszczam powietrze...
Kolejny wdech...
Klatka w chwilowym bezruchu...
Później kolejne wdechy, aż zmysły mojego powonienia zostaną w pełni zaspokojone...

Fajnie było sobie przypomnieć ten zapach, znajomy zapach..., zapach konkretnej litertury. Słowa spisane na kartach tej książki, podrażniają zmysł węchu. Zapieraj dech. Wszystko w tej książce pachnie wartościowym, czymś ważnym, niekoniecznie dobrym, lecz nie tylko dobrem żyje człowiek. Musi być też w ludziach trochę zła...

Zapach...
Gdzie i do czego może nas zaprowadzić. Pewnie niektórzy dobrze pamiętają to, o czym zaraz powiem. A mianowicie w wielu bajkach, bardzo często postacie tam występujące coś gotowały, coś pichciły, bawili się oni smakiem, powonieniem, rozsiewając zapach na wszystkie strony świata. Bardzo często z takiego bajkowego domu rozchodził się zapach, w postaci pewnej skoncentrowanej chmurki, lekko unoszącej sie mgiełki. Owy zapach wędrował do czyichś nozdrzy i wiódł jego niczym na smyczy, do tego smakowicie zapowiadającego się jedzenia....
A gdy już ktoś taki spróbuje to, czym tak perfidnie był kuszony i jego kubki smakowe doznają obsesji na punkcie takiego dania.
Kto raz spróbuje i przeczyta "Pachnidło", ten na samą myśl o nim przypomni sobie momentalnie ten niezwykły smak słów, jakimi raczy swojego czytelnika Patrick Suskind. Te wszystkie literackie smaczki rozsiewają wokół siebie takie zapachy, że nie sposób przejść obok nich obojętnie.
Dlatego musiałem po raz drugi posmakować sobie tej nadwyraz rewelacyjnej książki. Tym razem jej smak był nieco inny. Wiedziałem czego się po niej spodziewać. Za pierwszym razem zjadłem ją w miarę szybko, lecz teraz delektowałem się słowem, nie śpieszyłem się nigdzie, powoli i spokojnie zagryzałem każde zdanie. Apetyt na tę książkę raczej nie zniknie tak łatwo...

Już nie pierwszy mam okazję się zastanowić nad tym, dlaczego człowiek zabija? Co może nim kierować? Jaki motyw popycha go do zabicia człowieka. To wszystko jest tak złożone, że każdy przypadek cechuje się własną indywidualnością. Można go rozłożyć na części pierwsze...
A dlaczego...?
Bo sam człowiek jest złożony i zdolny do niemalże wszystkiego. Świat coraz częściej dostarcza nam nowych przykładów tej mrocznej części człowieka. Każdy taki przypadek prześciga się z drugim i zaskakuje czymś nowym, czymś, czego jeszcze nie było, czego świat nie zna. Skala dokonania zbrodni, morderstwa, zabójstwa za każdym razem jest inna. Czasami taki czyn jest pełen okrucieństwa, nienawiści, rozprzestrzeniającego się w człowieku zła, a niekiedy do czegoś takiego popycha przypadek, nieświadomość chwilowego zaślepienie w wyniku, chociażby jakiejś niespodziewanej tragedii czy coś temu podobnego...

Czasem nachodzą mnie myśli, gdy tak zastanawiam się nad swoim życiem. Gdy obserwuje się świat, który w coraz większym stopniu pogrąża się w otchłani zła i nieprawości, człowiek chciałby skoczyć w przeszłość, do innych czasów, innej rzeczywistośc i zmienić w końcu to zatruwające otoczenie.
Czasem o tym myślę...
Pytanie tylko gdzie i w jakich czasach miałbym się znaleźć? Jeśli przykładowo miałby to być taki Paryż, jak ten opisany w tej książce, ten XIX -wieczny, zdechły, ponury, szary, bezbarwny, zgniły, brudny, pełny syfu i innych nieciekawych rzeczy, to z ręką na sercu powiem, że nigdy w życiu.
Sama książka tak doskonale odzwierciedla tamtą rzeczywistość, ten czas, to miejsce, gdzie człowiek ma wrażenie, że jest biernym obserwatorem tych wydarzeń, podąża śladami głównego bohatera i śledzi jego poczynania. To jak tropi swoje ofiary, jak węszy za ich zapachem. Czytelnik jest naocznym świadkiem tego, co on później z nimi robi. Patrzy jak wyciska z nich życie. Jakby był niewidzialną materią i stał obok niego. Przerażające doznanie...

Jan Baptiste Grenouille
Podobał mi się moment w jego historii, gdy opuścił już Paryż i Giusseppe Baldiniego, perfumiarza, u którego mieszkał przez pewien czas. W pracowni Baldiniego pokazał cząstkę swoich ogromnych możliwości, jakie w nim tkwiły, ale i przy okazji nauczył technicznego panowania nad sporządzaniem zapachu, szlifował swój talent. Wcześniej był w tym może nie tyle chaotyczny, co nieuporządkowany. Znał określony zapach, ale nie potrafił dopasować do niego konkretnej nazwy. Kierował się tylko swoim nosem, a dzięki Baldiniemu udało mu się to dopracować...
Gdy opuścił już Paryż, Baldiniego, jak już oddalił się od tego brudu, smrodu, zgiełku, Paryża i tych wszystkich ludzi, doznał wówczas uczucia ogromnej ulgi. Jakby zdjęto z niego jakiś przygniatający ciężar, który go ograniczał, dusił, zabierał oddech...
Jest w tym pewnego rodzaju metafora, dzięki której autor podkreśla swojemu czytelnikowi skalę brudu i syfu, który szerzył się w tamtych czasach w Paryżu. Można zatem wysnuć wniosek, że ludzie ówcześnie tam mieszkający, mogli zapomnieć o choćby mikogramie świeżego powietrza...

"Dopiero teraz, znalazłszy się już daleko, Grenouille zdał sobie sprawę, że przez osiemnaści lat skłębione wyziewy ludzkie dusiły go jak powietrze przed burzą. Do tej pory myślał zawsze, że męczy go i przytłacza po prostu świat, taki jaki jest, i wobec tego nie pozostaje mu nic innego, jak się temu poddać. Teraz okazało się, że doskwiera mu nie świat, ale ludzie. Wyglądało, że ze światem - światem bezludnym - da się żyć." ( str. 118 )

Dla niego najważniejszy był zapach, nie ciało dziewczyny, które zabija...

**********
"Nie interesowała go jej postać. Jako ciało już dla niego nie istniała, jedynie jako bezcielesny zapach. A ten miał pod pachą i zabierał ze sobą. ( 220 str. )
**********

Przecież nawet, gdy spotkał pewnego razu na swojej życiowej ścieżce księdza, to nie rozumiał słów kapłana, tego co chciał mu powiedzieć, tego w czym chciał go uświadomić.
On nie znał bliskości, kochania, prawdziwych uczuć, obecności kogoś, kto kocha. Jego nikt nie chciał przytulić, nawet wręcz każda napotkana przez niego osoba broniła się przed tym, by go dotknąć. Działo się to, odkąd tylko się urodził. Zabijał..., to prawda. Wiedział dobrze co robi. Jednak nie nauczony wrażliwości, dobroci, której w najmniejszym nawet stopniu nie posiadał, nie wiedział, że to złe. By świadomy tego, że w oczach świata, to co robi będzie potępione, dlatego przecież działał pod osłoną nocy, w ukryciu, po cichu skradając się...
Dla niego najważniejszy był zapach, tylko zmysł powonienia sprawiał, że miał po, co żyć. Ludzie byli tylko tłem, nic dla niego nie znaczyli. Wobec nich odczuwał jedynie pustkę. Jeśli poprzez odebranie komuś życia, mógł wyłuskać z tego kogoś jakąkolwiek cząstkę zapachu, nie wahał się, by to zrobić...
Zapach był dla niego najważniejszy...

***********
"Zapach bowiem jest bratem oddechu. Zapach wnika do ludzkiego wnętrza wraz z oddechem i ludzie nie mogą się przed nim obronić, jeżeli chcą żyć. I zapach idzie prosto do serc i tam w sposób kategoryczny rozstrzyga o skłonności lub pogardzie, odrazie lub ochocie miłości lub nienawiści. Kto ma władzę nad zapachami, ten ma władzę nad sercami ludzi"
***********

Tym właśnie dla Jana Baptysty był zapach..., jego oddechem, tlenem, który pozwalał mu żyć.
A to, że tak genialnie władał wszelkimi zapachami, to już inna sprawa.
Chciałbym kiedy panować nad słowami, które pisze, które plączą mi się w wyobraźni, w takim stopniu, w jakim Jan Baptysta panował nad zapachem...
"Pachnidło" zachwyca pięknem języka, lekkością narracji, rozmachem fabuły, oryginalnością najważniejszej postaci tej książki. Wszystko w tej książce robi wrażenie, a niektóre rzeczy wręcz szokują...

"(…) pamięć wskrzesza wszystko prócz zapachów, nic za to nie wskrzesza przeszłości w takiej pełni, jak związany z nią niegdyś zapach".
Vladimir Nabokov - "Maszeńka"

Zapach literackiej opowieści spisany na kartach tej książki, zostanie w mojej pamięci na zawsze...:)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Gałęziste

Z tą książką mam ogromny problem, gdyż tematyka jest bardzo ciekawa, przez co ciężko zaklasyfikować ją do jakiegoś konkretnego gatunku. Niestety, zost...

zgłoś błąd zgłoś błąd