Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Całe piękno świata

Tłumaczenie: Aleksandra Komornicka
Wydawnictwo: Świat Książki
6 (1 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
0
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Toute La Beaute Du Monde
data wydania
ISBN
9788324710416
liczba stron
335
język
polski
dodał
Krzysiek

Bezpretensjonalna, ciepła i finezyjna jak francuski rogalik powieść o uczuciach, bez których nie da się żyć... Frank, bezdzietny kawaler po czterdziestce, nie wierzył już, że spotka tę jedną jedyną. I pewnego dnia tak się właśnie stało: nagle, w sklepie! Niestety, piękna Tina, matka dwóch dorastających synów, jest wciąż pogrążona w żałobie po mężu. Z pomocą przyjaciół Frank wysyła Tinę, by...

Bezpretensjonalna, ciepła i finezyjna jak francuski rogalik powieść o uczuciach, bez których nie da się żyć... Frank, bezdzietny kawaler po czterdziestce, nie wierzył już, że spotka tę jedną jedyną. I pewnego dnia tak się właśnie stało: nagle, w sklepie! Niestety, piękna Tina, matka dwóch dorastających synów, jest wciąż pogrążona w żałobie po mężu. Z pomocą przyjaciół Frank wysyła Tinę, by odpoczęła na dalekim Bali – najpiękniejszej wyspie świata. Wkrótce sam do niej dołącza i namawia na wspólną podróż w głąb wyspy. Czy uwielbienie i cierpliwość Franka przezwyciężą przeszłość?

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1229
Krzysiek | 2016-02-29
Przeczytana: 28 lutego 2016

Czy z samotnością można się zaprzyjaźnić? Czy można ją polubić? Na pewno można się do niej przyzwyczaić, wsiąknąć w nią, na dobre wpaść w jej szpony...
A jak sobie radzić z tęsknotą, odjeściem kogoś bliskiego? Czy można po śmierci kogoś dla nas ważnego, z kim związaliśmy swą przyszłość, zbudować przyszłość z kimś innym? Czy zranione serce jest w stanie się dla innych jeszcze otworzyć..?

Do samotności można się przyzwyczaić. Czy można traktować ją jako przyjaciela? Nie wiem, być może. Wiem jednak, że można ją traktować jako dobrego towarzysza w podróży jaką jest życie. Obecność samotności może przynieść wiele dobrego. Na pewno nie można tego powiedzieć o wszystkich ludziach. Wielu sobie z nią nie radzi, rozpacza, krzyczy wewnątrz duszy, niektórym po policzkach bardzo często spływają łzy.
Ja nauczyłem się z nią żyć. Zanim nie poznałem smaku bycia z kimś, samotność strasznie mnie uwierała. Jednak, gdy byłem już po tym krótkim życiowo- emocjonalnym epizodzie, który w jakiś sposób mnie doświadczył, zacząłem doceniać jej towarzystwo. Po kilku miesiącach huraganu emocji, na przemian wyniosłych, jak i także dołujących, zwalających z nóg, od dłuższego czasu mam spokój. Mogę się skupić na sobie, swoim życiu, jego problemach, własnym rozwoju i bliskich, których dzięki temu wyraźniej dostrzegam, którym chcę poświęcić swój czas. Wcześniej tego wszystkiego tak nie lekceważyłem, ale też specjalnie nie poświęcałem temu uwagi. Próbowałem zamordować swoją samotność. Nie zdawałem sobie sprawy, że nie ma w niej nic złego, że to nie jest wcale jej wina. To doświadczenia jedynie mogą sprawić, że można nauczyć się z nią żyć i czerpać dzięki niej jakieś korzyści.
Chyba mimo wszystko od zawsze w jakiś sposób się z nią rozumiałem. Nadajemy na praktycznie tych samych falach. Kilka nieporozumień, ale nie tak ważnych, by coś w tych relacjach mogły zmienić.
Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłem rewelacjami na linii "Ja - samotność", ale kierowałem się przede wszystkim tym, by wiarygodnie przedstawić głównego bohatera. W tym jak sobie radził z samotnością, choć jest trochę starszy ode mnie, zauważyłem wiele wspólnego. Wszystko w jego życiu straciło swój spokój, wcześniejszy rytm, w momencie, gdy zobaczył i poznał kobietę, na której punkcie oszalał. Na jego nie szczęście okazała się kobietą z problemami, więc nie miał łatwo. Nie powiem oczywiście czy mu się udało, czy też nie. Dowie się ten czytelnik, który się skusi się na przeczytanie tej książki. Książki szczególnie mi bliskiej, z którą znam się już od dawna.
Dziwiło mnie trochę jego uwielbienie dla niej, ale też go w pewnym stopniu rozumiałem, bo sam kiedyś taki byłem. Na szczęście już nie:)
Nie twierdzę rzecz jasna, że w jego postępowaniu było coś złego. Każdy musi znaleźć ścieżkę do własnego szczęścia. Nikt nas w tym nie wyręczy. Każdego uszczęśliwia co innego.




Może to nie jest literatura najwyższych lotów, ale coś mnie ujęło w tej prostej, lekkiej opowieść o miłości, o samotności, o tęsknocie, o emocjach, które przenikają przez duszę..., które do mnie trafiły.

Jeśli chodzi o kobietę, która skradła serce głównemu bohaterowi, to właśnie ona może na swoim przykładzie może dać odpowiedź na pytanie odnośnie tego, czy po utracie kogoś bliskiego, męża, żony, dziewczyny, chłopaka itd, można ułożyć sobie życie z kimś innym. Czasami rozstanie generują koniec uczuć, a czasem śmierć. Nie ma na to reguły. Jedna okoliczność jak druga sprawia, że ludzie tak czy tak cierpią.
Moim zdaniem jest to możliwe, lecz niestety zależna także od wielu czynników. Potrzebni są odpowiedni ludzie, dobrzy, wrażliwi, niosący wraz ze sobą ciepło i ogólnie pozytywne nastawienie. Czas, jego upływ także jest ważny, gdyż pozwala uleczyć rany, które może i nie zniknął, ale w konsekwencji i tak zamienią się w blizny. Koniecznie też trzeba siły charakteru, która mimo swego wrażliwego oblicza, będzie w pewnych chwilach zdana tylko na siebie. Człowiek bowiem jest indywidualnością, istotą jakże nieodgadniną. Nie sposób zatem przewidzieć jego przyszłości. Czy Tina, wielka miłość Franka da mu szansę, czy może jej ból uczyni ją dla niego kobietą niedostępną. Przekonajcie się sami...


Choć książkę już kiedyś czytałem, to mimo wszystko chciałem sobie do niej wrócić. Przypomnieć sobie głównego bohatera. Spojrzeć na jego postać raz jeszcze i zobaczyć, jak od tamtego czasu się zmieniłem.
Dlaczego akurat ten bohater?
...bowiem, gdy ją kiedyś czytałem, zobaczyłem w nim jakby trochę siebie. Do złudzenia mnie z dawnych czasów.
Książki właśnie mają tak wielką moc, że dzięki nim możemy patrzeć na siebie, tak przenikająco, jak patrzymy na swoje lustrzane odbicie. Jednak ponadto, możemy poptrzeć na siebie, cofając się w przeszłość...
To jest wielka moc...

Znam więcej książek niż ludzi i dobrze mi z tym. Teraz, gdy się nimi otaczam nie martwie się nowe znajomości. Można bez nich żyć...
Do szczęścia są mi potrzebni bliscy i książki...

O tej powieści Marca Esposito będę zawsze pamiętał. Czasami tak jest, że coś co nie wzbudza wielkiej sympatii i uznania pośród ludzi, dla pewnej części jest wartościowe...

Ta książka zawsze będzie mi bliska

I jeszcze do tego to magiczne, bajkowe Bali. Zazdrościłem bohaterom, że tam są. Te wszystkie opisy jej krajobrazu, malowniczych widoków tak działa na wyobraźnię, że jak najszybciej chciałbym się tam znaleźć.
Dobra Krzysiek, zejdź lepiej na ziemię..., myśl realnie...!!!

Ze swojej strony polecam

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Małe mroczne kłamstwa

Wszystkie bohaterki książek Sharon Bolton borykają się z mroczną przeszłością i problemami psychicznymi. Catrin Quinn jest jedną z najtragi...

zgłoś błąd zgłoś błąd