Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pod moim oknem gryzą się jeże

Wydawnictwo:
8,33 (3 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
2
8
0
7
1
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Pod moim oknem gryzą się jeże
data wydania
ISBN
9788394212001
liczba stron
71
kategoria
poezja
język
polski
dodała
malwin

"Poetą się po prostu jest; a jest się nim, żyjąc" - powiedział dawno temu Rafał Wojaczek, poeta-samobójca. Piotr Fiedler pisząc przyswoił sobie tę zasadę bez reszty. Nie interesują go poetyki, tradycje, awangardy, koterie i turnieje jednego wiersza. Interesuje go miazga codzienności, podstawowe barwy, pierwotne emocje. Na ulicznym bruku, w oparze taniego spirytusu i gwałtownej miłości,...

"Poetą się po prostu jest; a jest się nim, żyjąc" - powiedział dawno temu Rafał Wojaczek, poeta-samobójca. Piotr Fiedler pisząc przyswoił sobie tę zasadę bez reszty. Nie interesują go poetyki, tradycje, awangardy, koterie i turnieje jednego wiersza. Interesuje go miazga codzienności, podstawowe barwy, pierwotne emocje. Na ulicznym bruku, w oparze taniego spirytusu i gwałtownej miłości, zapisuje Fiedler swoje gorączkowe poetyckie świadectwa. Każdy z tych wierszy jest płonącym strzępem wirującym w pożarze istnienia. Bywa też Piotr Fiedler poetą-kabotynem, poetą-cynikiem i poetą-złodziejem. Nigdy jednak nie zmienia się w nadętego barda, pizdusia lirycznego, copywritera muz i literackiego cwaniaka. Pewnie kiedyś za to słono zapłaci. Ważne, że jego wiersze krzyczą do nas, wniebogłosy, i jeszcze, że mogłyby być, że są - o nas.

 

źródło opisu: okładka

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 55
Marcin | 2016-02-02
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 21 stycznia 2016

Pod powierzchnią złudzeń i czułości.

Odkryłem Fiedlera ledwie rok temu i było to moje prywatne odkrycie roku. Dość szybko zdębiałem, widząc co wyprawia ze swoimi wierszami – wrzuca na fb, wystawia na głupawe komentarze, w których sam często bierze udział. Innym razem każe czytać swoją twórczość syntetyzatorom mowy, żeby potem to skręcić i wrzucić do sieci. Jakby brudnego miasta, szarych, smętnych ulic i rozmazanych ludzi było mu za mało, jakby chciał się tym całym naszym bagnem sztachnąć jeszcze mocniej, szarpnąć się od wewnątrz do ostatniego oddechu; wydobyć z siebie poezję jeszcze precyzyjniej i czyściej…

Mam gorączkę, gdy dostaję jego pierwszy tom w papierze, ale nie mogę się powstrzymać – otwieram, a tam Celiné i Bukowski. I nie chodzi o nawiązania, o przejęcia, o inspiracje, czy czytelnicze skojarzenia – poezja Fiedlera z nich wprost się rodzi, robiąc nowy, świeży, wielki gatunek. Tu udaje się sięgnąć bardzo wysoko, wyszarpnąć miąższe życia spod powierzchni rzeczywistości - i te rosnące, i te zduszone, i te gnijące; jest tu prawda, jest tu śmiech, jest tu życie i codzienne umieranie.

Tu też kipi wolnością, a jednocześnie uderza trzeźwy brak wiary w jej trwałość. Fiedler bowiem, przytomnie i wybitnie odważnie, strząsnął z siebie złudzenia, co pozwala mu, gdy pisze o nas, pędzącym i koniec końców żałosnym życiu tego miasta, nie popaść w ocenę, nie zgrzeszyć protekcjonalnością czy sarkastyczną ironią. Ten jego ostry język wyraża nic innego, jak czułość – do świata, do ludzi, do słów. Poeta robi to wywalając język na lewą stronę, zdzierając z niego liryczne "pierdololo", zbędne metafory; tropi za to bez wytchnienia pointy, czucia i myśli – i zawsze wygrywa. Nie ma tu choćby półtonu fałszu, wpadki, przegięcia – wszystko złożone i ułożone precyzyjnie, składa się w niebywale mocne obrazy, które poruszają wszystkie zmysły.

Nie dajmy się zwieść – tam, gdzie się śmiejemy, tam, gdzie wydaje się, że Fiedler nas bawi wspaniale złożonym obrazem, wydarzeniem czy myślą to właśnie tam, pod powierzchnią, czai się prawda o naszym smętnym życiu, o naszych strachach i nadziejach, których sami boimy się pomyśleć, o tym nieustannym meczu „wygoda vs. wolność”, gdzie wygoda prowadzi z wielką przewagą, spychając nas w kłamstewka, wyparcia i maskarady samych przed sobą. Fiedler wyraża to za nas (i to jak!), a potem składa w mocny wiersz; tak mocny, że nawet przy drugim, trzecim czytaniu kręci się w głowie. Nie osądza, nie kpi, nie popada w protekcjonalność, patrzy i pisze – uczciwie, mocno, dosadnie, ale zawsze z czułością. Przy czym ten jego ostry język to nie szkatułka, w której chowa ową czułość, a ta jest najwyższą cnotą i umiejętnością pisarza, nie jest nawet jej zaprzeczeniem – jest, owej czułości, jawną manifestacją i jeśli jest tu kpina to wyłącznie z samego siebie; wybitnie to poetycka i świeża metoda na całe to szaleństwo zwane życiem. Do tego Fiedler jest niezwykle uniwersalny, przekładalny i osiągalny...

„[…]
przestałem czuć się inteligentnie, przestałem mieć erekcję.
zaproponowałem, żeby napić się za różewicza,
szkoda chłopa, ale zwolniło się miejsce na pudle.
[…]” (z wiersza „pan różewicz”)

W jednych wierszach przygląda się nam, w innych sobie, i jakby z niedowierzaniem wykonuje bezwzględne, szalone i niepojęte eksperymenty. Robi ze swoją poezją podwójne przesunięcie – najpierw wydobywa twarde, brudne i ledwo dające się znieść kawały życia, żeby natychmiast uderzyć całą siłą literatury i przyległych do niej nienasyceń wolności, prawdy, bliskości…

Celiné mówi tak:
„[…] więc wgryzamy się w tę nadzieję, tak jakby to był cukierek, a okazuje się potem, że wszystko to tylko jedno wielkie gówno. Najpierw nie bardzo mamy odwagę, żeby to powiedzieć, żeby u nikogo nie wywołać obrzydzenia. Jesteśmy mili. Aż wreszcie, któregoś dnia, coś pęka w nas, i to przy wszystkich. Mamy dość bycia w tym gównie po same uszy. I nagle wszyscy stwierdzają, że jesteśmy źle wychowani. I tyle.”

W tym sensie Fiedler jest najgorzej wychowanym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek czytałem i zostawia nam nadzieję, że dla Literatury, że dla poezji nadal osiągalne jest najprawdziwsze ocalenie.

Piotr Fiedler, „pod moim oknem gryzą się jeże”, Wydawnictwo Kapiszony w Ogniu, 2015.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Klątwa przeznaczenia

Dzisiaj o książce, której strasznie się bałam. Raz się przejechałam na jednej i od tamtej pory stronię od polskich autorów, a fantastyki unikam jak og...

zgłoś błąd zgłoś błąd