Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Królestwo

Tłumaczenie: Krystyna Arustowicz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,91 (106 ocen i 38 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
18
8
28
7
21
6
17
5
11
4
2
3
8
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Le Royaume
data wydania
ISBN
9788308060902
liczba stron
530
słowa kluczowe
religia
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
karollllllla

Emmanuel Carrere, ceniony francuski pisarz i reżyser filmowy, dwadzieścia lat temu przeżył religijne uniesienie – zaczął codziennie chodzić do kościoła i przyjmować eucharystię. Każdą wolną chwilę spędzał nad lekturą Pisma Świętego i dzieł ojców Kościoła, filozofów i wybitnych teologów. Wszystkie swoje myśli skrupulatnie zapisywał. Jednak pewnego dnia wiara odeszła. Równie niespodziewanie, jak...

Emmanuel Carrere, ceniony francuski pisarz i reżyser filmowy, dwadzieścia lat temu przeżył religijne uniesienie – zaczął codziennie chodzić do kościoła i przyjmować eucharystię. Każdą wolną chwilę spędzał nad lekturą Pisma Świętego i dzieł ojców Kościoła, filozofów i wybitnych teologów. Wszystkie swoje myśli skrupulatnie zapisywał. Jednak pewnego dnia wiara odeszła. Równie niespodziewanie, jak się pojawiła.

Carrere po latach powraca do tych doświadczeń i pisze Królestwo. Stara się – już z pewnej perspektywy i jako sceptyk – zrozumieć, co w istocie przeżył. Spłynęła na niego łaska boska, a może padł ofiarą zbiorowej hipnozy? Opierając się na prywatnych zapiskach, odtwarza czas, gdy wierzył wiarą krystalicznie czystą. Nie poprzestaje jednak na opisaniu swoich przeżyć. Wątki autobiograficzne na oczach czytelnika zaczyna przeplatać licznymi dygresjami na temat sztuki, przeczytanych książek, obejrzanych filmów, a przede wszystkim refleksjami na temat Pisma Świętego. Carrere z właściwą sobie lekkością, ale i uzbrojony w gruntowną wiedzę z różnych dziedzin, pochyla się nad Dziejami i Listami Apostolskimi i w porywający sposób odmalowuje epokę, w której rodziło się chrześcijaństwo. Opowieść autobiograficzna przeradza się tym samym w pasjonującą powieść o uczniach Jezusa i początkach nowej religii. Na pierwszy plan wysuwają się apostoł Paweł i ewangelista Łukasz. Wędrujemy razem z nimi od Troady, gdzie po raz pierwszy się spotkali, poprzez Jerozolimę, aż do Rzymu. Przyglądamy się zakładaniu kolejnych lokalnych kościołów, a w końcu prześladowaniu chrześcijan za rządów Nerona.

Jak było naprawdę? W jaki sposób niewielka grupka wyznawców Jezusa powołała do życia jedną z najważniejszych instytucji w historii ludzkości? Czy między ewangelistami istniała rywalizacja?

Szczera autobiografia, powieść dygresyjna, a może współczesny traktat teologiczny? Królestwo Carrere’a to epickie dzieło, które wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Zachwyca i nie daje o sobie zapomnieć.

Wybitna książka – dla tych, którzy wierzą, bo dzięki niej pogłębią swoją wiedzę na temat narodzin chrześcijaństwa, i dla tych, którzy podobnie jak Carrere wciąż szukają swojego Królestwa.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoliterackie.pl

źródło okładki: http://esensja.stopklatka.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 125
sebian | 2016-07-13
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 lipca 2016

Czym jest ta książka? Z opisu wydawcy:
"Szczera autobiografia, powieść dygresyjna, a może współczesny traktat teologiczny? Królestwo Carrere’a to epickie dzieło, które wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Zachwyca i nie daje o sobie zapomnieć.
Wybitna książka – dla tych, którzy wierzą, bo dzięki niej pogłębią swoją wiedzę na temat narodzin chrześcijaństwa, i dla tych, którzy podobnie jak Carrere wciąż szukają swojego Królestwa."
Hmm. A może raczej, czym nie jest?
Nie wiem, czy jest szczera - ale pisana jest w pierwszej osobie i zawiera wątki autobiograficzne. Autor przypomina w niej swoją "przygodę" z chrześcijaństwem. Natomiast ja mam wrażenie fałszu. Przychodzi mi na myśl, że rzekome nawrócenie autora przed wieloma laty służy w książce tylko i wyłącznie do ustawienia się w roli znawcy, a wręcz autorytetu nt. religii chrześcijańskiej (jego mityczne zeszyty z komentarzami Ewangelii św. Jana).
Nie jest traktatem teologicznym, autorowi po prostu brakuje wiedzy na podstawowym poziomie - dziecka w szkole podstawowej.
Wielkim, ale nadużyciem - jest nazywanie tego dzieła "epickim".
I wreszcie, ostatnie co przychodzi do głowy po jej przeczytaniu, to pogłębienie wiedzy na temat narodzin chrześcijaństwa.
Powieść dygresyjna? OK - pełna dygresji i chaosu. Wszystko się zgadza.

Książka jest autorską wizją Carrère początków chrześcijaństwa. I wszystko byłoby w porządku (każdemu wolno mieć swoje wizje historii), gdyby nie to, że jest to książka bałamutna. Autor z rzekomej pozycji autorytetu (wcześniej buduje sobie legendę znawcy - nawrócenie, żarliwa wiara, czyta i studiuje dzieła teologiczne, komentuje Ewangelię św. Jana - mityczne zeszyty, ba! uczestniczy w tłumaczeniu Ewangelii) sprzedaje czytelnikowi swoje wymyślone alternatywne wizje rzeczywistości.
Cała książka jest oparta na wymyślonej przez Carrère biografii św. Pawła i św. Łukasza. Tak - wymyślonej. Dzieje apostolskie są jedynie dla autora pretekstem do opisania dialogów, spotkań, wydarzeń - nie mających odnośnika i potwierdzenia nigdzie indziej - a stworzonych po prostu przez niego w swojej głowie.
I do tego uporczywe, a powiedziałbym wręcz obsesyjne, analogie:
- apostołowie = politbiuro
- rzekomy spór pomiędzy św. Pawłem a Jakubem (rzekomym bratem Jezusa, głową tzw. kościoła jerozolimskiego) = spór pomiędzy Stalinem i Trockim (sic!)

Autor nazywa św. Łukasza plagiatorem ("czego nie przepisał z Marka - to zmyślił") - on, który całą książkę oparł na zmyślonych dialogach i historyjkach!
Sam zresztą poniekąd to przyznaje: "A że jestem raczej ignorantem w dziedzinie historii, za to nieźle obkuty w science fiction, wybrałem taki, który z pewnością znałem lepiej niż cała komisja razem wzięta: historię alternatywną." "Jestem pisarzem, który stara się zrozumieć, jak się zabrał do dzieła inny pisarz, a że w tym zawodzie często się coś zmyśla, to mi się wydaje oczywiste."

Pomiędzy wierszami łatwo wyczuć ogromną pychę pisarza:
"Widzę w tej książce arcydzieło".
"Ten, kto ją przeczyta, również wiele się dowie, a te sprawy dadzą mu do myślenia: solidnie wykonałem swoją robotę"
"... że pomimo całej mojej erudycji, rzetelności..."

Passusy:
Porównuje chrześcijan do mutantów z porywaczy ciał...: "Lecz są oni również jak nawiedzające spokojne miasteczko istoty pozaziemskie z Inwazji porywaczy ciał, starego, paranoicznego filmu science fiction: istoty podszywające się pod przyjaciół, sąsiadów, niewykrywalne. Te mutanty chciały pożreć cesarstwo od środka, w niewidoczny sposób wyrolować wszystkich jego poddanych i zająć ich miejsce. I uczyniły to."

Dziwi się Ojcom Kościoła, że nie postąpili z Ewangeliami, jak on sam: "Dlaczego nie przypisał Łukaszowi jakiejś prawomyślnej, zgodnej z tradycją opowieści o ostatnich dniach Piotra i Pawła? Może z tych samych powodów, dla których zachował cztery opowieści o życiu Jezusa, ze wszystkimi żenującymi sprzecznościami, podchodząc do tekstu z nieco dziwną rzetelnością, zamiast po prostu scalić relacje, by powstało jednolite dzieło, zgodne z dogmatami i ustaleniami soborów."

Rzekomy antysemityzm chrześcijan: "Jeszcze dziś wszyscy lekceważą Jakuba, brata Pańskiego: chrześcijanie, bo był żydem, żydzi zaś — bo był chrześcijaninem."

"Są ludzie, których krępuje pornografia, mnie akurat wcale. Tym, co mnie krępuje, co mi się wydaje kwestią znacznie delikatniejszą, znacznie bardziej wstydliwą niż wynurzenia seksualne, są „te sprawy”: sprawy duszy, które dotyczą Boga." Tu następuje dziwny wtręt o fascynacji autora pornografią z opisem masturbacji kobiety (sic!).

Wisienką na torcie są drwiny z przypowieści: m.in. o zabłąkanej owcy i synu marnotrawnym.
Budzi to irytację. Ale tylko do chwili, kiedy uświadamiam sobie, że AUTOR NIC Z NICH NIE ZROZUMIAŁ! Chciałoby się powiedzieć: wygugluj sobie, gamoniu...

Co autor w ogóle zrozumiał z nauczania Jezusa? To: "on mówił: nie wiążcie się z kobietą, nie pożądajcie kobiety; jeśli taką macie, zatrzymajcie ją, by jej nie skrzywdzić, ale lepiej byłoby jej nie mieć. Nie miejcie również dzieci. Pozwólcie dzieciom przychodzić do was, naśladujcie ich niewinność, ale ich nie miejcie. Kochajcie je w ogóle, nie tylko własne, nie tak jak ludzie kochają swoje dzieci, odkąd je płodzą, czyli bardziej niż dzieci bliźnich. I nawet siebie nie kochajcie, zwłaszcza samych siebie. To ludzkie chcieć własnego dobra: wy nie powinniście go chcieć. Wystrzegajcie się wszystkiego, czego się zwyczajnie i naturalnie pragnie: rodziny, bogactwa, szacunku bliźnich, godności własnej. Preferujcie żal, rozpacz, samotność, upokorzenie. Wszystko, co uchodzi za dobre, uważajcie za złe, i vice versa." Mój Boże...

Zastanawiam się, po co w ogóle była Carrère ta książka? Oprócz wyrzygania swojej nienawiści do chrześcijaństwa? Może po to: "być poważnym artystą zgłębiającym tajniki duchowe" :-)

Podsumowując jednym zdaniem - jest to napisana przez fałszywego erudytę nowa wersja "Kodu Da Vinci" dla wykształciuchów.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Konkurs na żonę

Łucja jest skromną i młodą dziewczyną. Bierze udział w konkursie na esej i ta poznaje prawnika o imieniu Hugo. Od słowa do słowa mężczyzna zaprasza ją...

zgłoś błąd zgłoś błąd