Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Misery

Tłumaczenie: Robert P. Lipski
Seria: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,66 (10155 ocen i 756 opinii) Zobacz oceny
10
954
9
1 830
8
2 865
7
2 853
6
1 007
5
441
4
96
3
87
2
9
1
13
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Misery
data wydania
ISBN
9788376486130
liczba stron
368
język
polski

Paul Sheldon jest autorem poczytnych tandetnych romansideł. Jego cykl o Misery Chastain zdobył ogromną popularność. Autor miał jednak już dość swojej bohaterki i w ostatniej powieści ją uśmiercił. Teraz postanowił zająć się pisaniem poważniejszych książek. Pewnego razu podczas zamieci śnieżnej jadąc po pijanemu samochodem uległ poważnemu wypadkowi. Odzyskał przytomność dopiero w stojącym na...

Paul Sheldon jest autorem poczytnych tandetnych romansideł. Jego cykl o Misery Chastain zdobył ogromną popularność. Autor miał jednak już dość swojej bohaterki i w ostatniej powieści ją uśmiercił. Teraz postanowił zająć się pisaniem poważniejszych książek. Pewnego razu podczas zamieci śnieżnej jadąc po pijanemu samochodem uległ poważnemu wypadkowi. Odzyskał przytomność dopiero w stojącym na odludziu domu Annie Wilkes, byłej pielęgniarki uwielbiającej jego książki o Misery. Pobyt w domu Annie zamienia się w prawdziwy koszmar, gdy kobieta wraca z miasta z ostatnią książką Paula...

Powieść została zekranizowana w 1990 roku, zaś Kathy Bates za rolę przerażającej Annie otrzymała nagrodę Oscara.

 

źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2009

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Misery-p-2816-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 296
veinylover | 2016-03-26
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 marca 2016

Książka pisana przez młodego Kinga (patrząc z dzisiejszej perspektywy) ma tę świeżość i energię, której czasem może brakuje w dużo późniejszych książkach. W warstwie formy literackiej i okrucieństwa opisywanego na jej kartach jest bombą emocjonalną, którą niełatwo znieść, ale oceniam ją właśnie w tej części wysoko.

A teraz co mi się nie podobało.
Pisarz poświęcił pewien fragment rozmyślań tzw. "grze w ''mogę'' " oraz rozważania na temat co jest oszukańcze, a co nie w warstwie wymyślanej fabuły.
Mój zarzut dotyczy właśnie przestrzeni "mogę" oraz przestrzeni "oszukaństwa" - ale u samego Kinga. Dokładnie chodzi mi tu o ostatnią potyczkę bohaterów (z płonącą "niby-książką"). Opis ten zawiera typowo hollywódzko-nierealny przebieg walki. Nieprzemyślana pokazówka w warstwie zdarzeń i ich logiki - całkiem nierealna. Skoro Annie była tak silna, że mogła nosić Paula po schodach do piwnicy tam i z powrotem, a dla niego podniesienie 25kg maszyny do pisania było poważnym wysiłkiem, to jakim cudem bohater z takimi okaleczeniami mógłby ją unieruchomić pod sobą drugą ręką wpychając jej kartki do ust. Wpychanie kartek do ust, to idiotyzm, niewykonalne. Bzdura. Wydobyłaby się spod niego natychmiast i ukręciła łeb, jak kurczakowi. Ponadto gdyby trzymał ją tylko jedną ręką sięgając drugą po płonące kartki, ona miałaby obie ręce wolne, więc zrobiłaby z niego miazgę. Gdy się rzucił na nią i "jego twarz opierała się o jej twarz", to powinna go złapać zębami za jego znienawidzoną twarz, przecież to byłoby w jej stylu, albo przegryźć mu gardło przyciągając do swoich zębów mocarnymi dłońmi jego szyję. Toż to był wymizerowany i wychudzony, okaleczony bardzo ciężko, słaby fizycznie mężczyzna. Wszystko, co dotyczy ognia, to bzdura. Zapałka dopalająca się do końca w nierealnym czasie, upuszczona gdy zaczynała parzyć palce musiałaby zgasnąć. King jest kiepskim piromanem, chyba nigdy nie rozpalał ogniska, tu bohater powinien trzymać zapałkę bardzo blisko kartki (hollywoodzkie upuszczanie zapałki, he, he). Ogień nie trawi papieru zmoczonego cieczą łatwopalną, pali się ciecz, a nie kartki. Trwa to tak długo, że z punktu widzenia kryterium upływu czasu to jakaś komedia. Ogień nie czyniłby żadnego dyskomfortu Annie w walce, naprawdę King chyba nigdy niczego nie podpalił, nawet papierosa. Paląca się wełna? Białko się kiepsko pali. Poparzone ciało? Wnętrze jej ust? To jakiś żart. Gdy Annie upadła na płonący stos kartek, to ugasiłaby je sobą, przecież to była jedna marna buteleczka benzyny do zapalniczek, ponadto kartki zmoczone zostały szampanem. Sam rzut maszyną, kiedy Annie łapie kartki, by szybko z nimi uciec do łazienki, on nie miałby szans unieść maszyny i rzucić. Musiałaby być ofermą poruszającą się wolniej, niż ślimak-winniczek. Biorąc pod uwagę mobilność Paula (praktycznie beznogi) obalenie Annie jest niemożliwe. A gdyby ją obalił, to zamiast wpychać kartki do ust, powinien spróbować ją udusić (złapać za szyję), jeśli nie byłby idiotą. Cała walka jest absurdalna. Zresztą cały pomysł na tę "zemstę" pisarza był najgorszym elementem całej opowieści, potrafię wymyślić tak z 10 lepszych i bardziej realnych rozwiązań. Cały pomysł na wykończenie Annie z punktu widzenia wcześniejszych sytuacji opisywanych w książce, to plan o nadzwyczaj niskiej szansie realizacji, więc prawdziwy Paul w takiej sytuacji zdecydowałby się na coś innego. Nierealny scenariusz walki czyni ją śmieszną, a nie straszną, a powinno być chyba tu najstraszniej. Ja się uśmiałem. King nie umie opisywać walki w funkcji upływającego czasu, płynących ułamków sekund. Powinien się zgłosić na lekcje do Lee Childa, albo choćby w ostateczności do Cobena.
Scenariusz walki w realu wyglądałby następująco: Paul podpala kartki (albo zapałka mu gaśnie), ona rzuca się na niego z pięściami obalając go na glebę swoim ciężarem i impetem (może przy okazji łamiąc mu coś), po czym gasi kartki np. swoim sweterkiem. I The End. A potem spokojnie robi mu ostateczne kuku.
Sama postać Annie, hmm.... King zmarnował tu możliwość wprowadzenia jeszcze jednej warstwy emocjonalnej: Annie mogłaby nie być aż tak odrażająca fizycznie i cuchnąca (toż to kobieta!), ale cóż - to wybór autora i ma on do tego prawo.

Kurczę, tyle krytyki, a ta książka mi się naprawdę bardzo, ale to bardzo podobała - jako całość.

Film, to już pominę milczeniem.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Przedwiośnie

Zdecydowanie jedna z gorszych lektur szkolnych. Pewne wartości zostały pokazane w dziwny sposób, trudno tu polubić któregoś bohatera, fabuła jest dość...

zgłoś błąd zgłoś błąd