Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Misery

Tłumaczenie: Robert P. Lipski
Seria: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,67 (10065 ocen i 753 opinie) Zobacz oceny
10
943
9
1 819
8
2 838
7
2 833
6
995
5
439
4
93
3
85
2
8
1
12
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Misery
data wydania
ISBN
9788376486130
liczba stron
368
język
polski

Inne wydania

Paul Sheldon jest autorem poczytnych tandetnych romansideł. Jego cykl o Misery Chastain zdobył ogromną popularność. Autor miał jednak już dość swojej bohaterki i w ostatniej powieści ją uśmiercił. Teraz postanowił zająć się pisaniem poważniejszych książek. Pewnego razu podczas zamieci śnieżnej jadąc po pijanemu samochodem uległ poważnemu wypadkowi. Odzyskał przytomność dopiero w stojącym na...

Paul Sheldon jest autorem poczytnych tandetnych romansideł. Jego cykl o Misery Chastain zdobył ogromną popularność. Autor miał jednak już dość swojej bohaterki i w ostatniej powieści ją uśmiercił. Teraz postanowił zająć się pisaniem poważniejszych książek. Pewnego razu podczas zamieci śnieżnej jadąc po pijanemu samochodem uległ poważnemu wypadkowi. Odzyskał przytomność dopiero w stojącym na odludziu domu Annie Wilkes, byłej pielęgniarki uwielbiającej jego książki o Misery. Pobyt w domu Annie zamienia się w prawdziwy koszmar, gdy kobieta wraca z miasta z ostatnią książką Paula...

Powieść została zekranizowana w 1990 roku, zaś Kathy Bates za rolę przerażającej Annie otrzymała nagrodę Oscara.

 

źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2009

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Misery-p-2816-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 280

Na początku nie opuszczała mnie myśl, że książka ta ma być udowodnieniem tezy, iż człowiek nie jest kowalem własnego losu, a jedynie kukiełką targaną przez siły będące całkowicie poza jego zasięgiem. Teraz jednak wydaje mi się, że nie do końca tak jest. Nad pewnymi zdarzeniami władzy nie ma żadnej, jednak zazwyczaj jest tak, że kiedy już się zdarzą, to od nas zależy jak przez nie przebrniemy oraz do jakiego stopnia pozwolimy by zaważyły na dalszym życiu.
Nogi Paula Sheldona zostały zmiażdżone w wypadku samochodowym, a on sam znaleziony przez jego "najwierniejszą fankę", Annie. Okazuje się ona być pielęgniarką z pewnym zaburzeniem - depresją maniakalną. Mieszka na odludziu, jedynych sąsiadów nazywa "zafajdanymi gnojkami", a swego ukochanego pisarza w słabszych chwilach - "przebrzydłym ptaszyskiem". Jako typowy przedstawiciel depresji maniakalnej miewa wzloty i upadki. W czasie wzlotów karmi Paula kawiorem i wyprowadza na werandę, a gdy nadchodzą mroki psychicznych męczarni policzkuje się regularnie, rozdrapuje sobie twarz paznokciami bądź chwyta za siekierę i zapewniając swą ofiarę "Jestem wykwalifikowaną pielęgniarką", pozbawia go stopy.
Narracja prowadzona z punktu widzenia Paula, mimo okropieństw jakie go spotkały nie pozbawiona jest dawki humoru. Jego wybawicielka okazuje się zarówno katem jak i najczulszą opiekunką, karmiącą Paula i wycierającą kąciki jego ust, gdy mu się ulało. Postać Annie nakreślona została mistrzowsko. Obydwa "bieguny" jej osobowości tworzą rażący kontrast, a w chwilach pogody ducha bije dramatyzm, bowiem wtedy widać, że gdyby nie choroba, Annie byłaby przesympatyczną osobą. Jednak miewa momenty, kiedy się wyłącza. Właśnie w trakcie takiej nieobecności okalecza człowieka, którego, jak powtarza nieustannie, darzy miłością. Dość porażające i makabryczne było jej zachowanie po "ukaraniu" Paula. Momentalnie zamieniała się w troskliwą pielęgniarkę, poświęcając mu swój czas i siłę, jakby to ktoś inny go okaleczył, a ona była jego wybawicielką i naprawiała wyrządzone szkody.
Bezkarność jej wcześniejszych przestępstw wydaje mi się wątpliwa, jednak zdarzają sie bulwersujące wyroki sądów. Mimo wszystko otacza ją aura pewnej nierealności, czy może bardziej te wątpliwości powinny być skierowane do osób, które się z nią zetknęły, które wiedzą o jej szaleństwie ale jakby nie podejmują żadnych stanowczych działań by jej cokolwiek udowodnić.
Co do pisarza romansideł - "przebrzydłego ptaszyska" wydał mi się on mdły. Irytowało mnie, że podjął tylko jedną próbę uśmiercenia jej, mimo tego, iż miał ku temu wiele okazji. Może uściślę - przez "mdły' rozumiem nie podejmujący żadnych prób pozbycia się jej, bezczynny. Jeśli zaś chodzi o jego przemyślenia, metafory, porównania to jak najbardziej przypadły mi do gustu. Paul nie próbuje jej zabić, za to zupełnie niepotrzebnie myszkuje w jej rzeczach, mimo tego, że zdaje sobie sprawę z nieprzewidzianych reakcji Annie. Z narracji wynika, że nie jest on człowiekiem nierozgarniętym, lecz szperając w szufladzie Annie, bez żadnego konkretnego powodu, który mógłby przyczynić się do polepszenia jego rozpaczliwej sytuacji, zachowuje się jak skończony idiota. No ale może miało to służyć podkreśleniu przebiegłości i inteligencji Annie, bo tego nie można jej było odmówić.
Wracając na chwilę do metafor Paula, to jest jedna, która mnie odrzucała. Porównał on swoje nogi do pali, które wystają z morza i są zalewane prze fale. W przypadku jego nóg, fale bólu. Niby zgrabna, ale kojarzyły mi się te pale z gołymi kośćmi, co było w trakcie lektury jakieś nieprzyjemne.
W trakcie czytania miałam wrażenie przesytu, zbytniej intensywności. Na dobrą sprawę, akcja dzieje się praktycznie w jednym pomieszczeniu, dialogi toczą się prawie wyłącznie pomiędzy dwiema osobami, a nieliczne osoby z zewnątrz jak policjanci, czy dziennikarze zostają ukatrupieni bądź wypędzeni. Narracja składa się w większej mierze z monologu wewnętrznego Paula i fragmentów książki, do której pisania zmusza go Annie. Wydaje mi się, że te fragmenty miały przywrócić tę równowagę, jednak jeśli mam być szczera, przeczytałam może ze dwa a resztę omijałam. Nie porwały mnie i miałam poczucie straty czasu. Wydaje mi się, że miały także służyć jako dzieło popisowe Kinga - "Spójrzcie tylko! Umiem pisać dwie historie jednocześnie!".
Najbardziej właśnie przeszkadzało mi to przesycenie i statyczność, wynikające z jednego miejsca akcji przez prawie całą powieść, oraz niewielką liczbę postaci. Było to nużące, a jeszcze gadatliwość autora też stała się widoczna i koniec końców raz mi się zdarzyło odłożyć książkę na dwa dni. Pomyślałam sobie: "Co takiego przerażającego ta pani może zrobić? Może mu zrobić kuku albo zabić." Chodzi mi o to, że było to do przewidzenia. Dopiero pod koniec zrobiło się dość ciekawie.
Znajdzie się kilka dobrych momentów, ale ogólnie zawiodłam się bardzo. Spodziewałam się czegoś lepszego, bardziej oryginalnego, porywającego przebiegu akcji. Tak naprawdę uratowała tę powieść genialna, siejąca grozę postać Annie Wilkies, do której czuję jakąś niezdrową sympatię. Ale oczywiście warto przeczytać.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Śrī Īśopaniṣad

Sri Isopanisad to zbiór 18 mantr wraz z objaśnieniem ich znaczenia. Przedstawiają głębokie prawdy wiedzy wedyjskiej. Wskazują drogę i mówią co należy...

zgłoś błąd zgłoś błąd