Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Były sobie świnki trzy

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,01 (946 ocen i 210 opinii) Zobacz oceny
10
69
9
72
8
196
7
282
6
192
5
84
4
28
3
19
2
2
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380692664
liczba stron
360
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Bycie żoną swojego męża ma pewne zalety – pełne konto i nadmiar wolnego czasu. W zamian wystarczy tylko pilnować, by mąż nie zapominał, dzięki komu żyje pełnią szczęścia. Układ działa jak w zegarku, ale do czasu… Jolka, Martusia i Kama pewnego dnia odkrywają, że w metryce lat im przybywa, nie ubywa, pojawiają się kurze łapki, dodatkowe kilogramy, a w życiu ich mężów inne kobiety. Przyjaciółki...

Bycie żoną swojego męża ma pewne zalety – pełne konto i nadmiar wolnego czasu. W zamian wystarczy tylko pilnować, by mąż nie zapominał, dzięki komu żyje pełnią szczęścia. Układ działa jak w zegarku, ale do czasu… Jolka, Martusia i Kama pewnego dnia odkrywają, że w metryce lat im przybywa, nie ubywa, pojawiają się kurze łapki, dodatkowe kilogramy, a w życiu ich mężów inne kobiety.
Przyjaciółki postanawiają zmienić swój stan cywilny, zanim zrobią to ich mężowie. Tylko te nieszczęsne intercyzy…
W tej sytuacji można zrobić tylko jedno. Zostać bogatą wdową.
Żeby to tylko było takie proste…

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1757
Blair | 2017-05-19
Przeczytana: 30 grudnia 2016

Olga Rudnicka w ciągu dwóch miesięcy i trzech powieści zdołała awansować z nieznanej mi autorki na najlepszy rozweselacz całego stworzonego przeze mnie rankingu; twórczynię książek humorystyczno - kryminalnych, po której powieści sięgam zawsze wtedy, kiedy chciałabym się uśmiechnąć odrobinę szerzej niż zazwyczaj.

I ostatnio przeczytana przeze mnie powieść pani Olgi nie jest wyjątkiem od reguły. Mało tego. Może być ich przykładem. Nie brakuje tutaj niczego - jest trup; grupa trzech silnych bohaterek, do której dochodzi i czwarta; jest akcja; są zagadki i mnóstwo, naprawdę całe mnóstwo humoru. Poważnie zastanawiam się jak w przeszłości mogłam sobie radzić bez książek tej polskiej pisarki na poprawę nastroju, ponieważ wystarczyły mi trzy rozdziały Były sobie świnki trzy, aby nabrać dystansu do życia i różnorakich sytuacji.

Były sobie świnki trzy to historia trzech żon, najlepszych przyjaciółek dodajmy do tego, które w pewnym momencie swojego życia decydują, że o wiele lepiej powodziłoby im się bez swoich mężów. Decydują się więc ich pozbyć. Komedia pomyłek i błędów, jakie nastąpią, gdy trzy kobiety wezmą sprawy w swoje ręce, istotnie była warta udokumentowania i opisania. Wydaje mi się, że Były sobie świnki trzy ma więcej wspólnego z serią o Stephanie Plum niż z poważniejszym kryminałem (w czym nie ma nic złego!), a prym wiodą tutaj zabawne gagi i żarty sytuacyjne. Poza tym, co trzeba od razu przyznać, jest to powieść przede wszystkim dla kobiet o kobietach właśnie. Najważniejsze postacie nie zostawiają suchej nitki na płci przeciwnej, a nawet jeżeli w książce trafi się jakiś przyzwoity mężczyzna, to i tak pozostanie jedynie tłem dla jednej z głównych bohaterek. A główne bohaterki tymczasem.... Są to postacie na wskroś przerysowane, charakterne, momentami nawet karykaturalne. Nie stanowi to jednak żadnej wady, ponieważ mowa tutaj o Były sobie świnki trzy, czyli powieści, która z każdej strony czerpie wodę do wiadra z napisem "humor" i świetnie jej to wychodzi.

Kiedy sięgam po powieści Olgi Rudnickiej to niby już wiem czego oczekiwać, lecz za każdym razem czeka mnie jakaś miła niespodzianka. Żadna z książek tej autorki bowiem nie jest taka sama, każda zawsze posiada jakieś niuanse, szczegóły, które czynią ją wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju. To tak, jakby pisarka wiedziała, że humorystyczne kryminały są jej gatunkiem, lecz za każdym razem, kiedy próbuje napisać nową historię, podchodziła do niej w inny sposób, zapominając o wszystkich poprzednich i koncentrując się na tej jedynej, teraz przedstawianej swoim czytelnikom opowieści. Obserwuję tę sytuację zawsze, kiedy tylko w moich łapkach znajduje się kolejna powieść spod znaku Olgi Rudnickiej, ponieważ, moi drodzy państwo, Olga Rudnicka to już klasa sama w sobie; nowe, dobre określenie na pewien rodzaj książek.

Zazwyczaj nie cierpię podobnych porównań, ale pisząc tę recenzję trudno nie jest mi powiedzieć, że Były sobie świnki trzy to dziecko spotkania Stephanie Plum i Joanny Chmielewskiej. Kiedy czyta się tę powieść, czuje się tego ducha naszej znakomitej królowej kryminału oraz zagranicznej gwiazdy humoru i rozrywki, jaką jest Janet Evanovich. Aczkolwiek w sytuacji, kiedy wspominam, że przy tej książce bardzo czuć ducha obydwu wspomnianych autorek, nierozsądnie byłoby jednak nie przyznać, że najwięcej w Oldze Rudnickiej jest Olgi Rudnickiej właśnie. Bo Olga Rudnicka to już rozpoznawalny styl i odrębny smak humorystyczno kryminalnej przygody. Już nie mogę się doczekać, kiedy wybiorę się na kolejną.
______
NocnyCien.blogspot.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Świętość zaczyna się zwyczajnie... od uśmiechu!

Książka jest zapisem rekolekcji wielkopostnych, które o. Knabit wygłosił w 2010 roku w parafii św. Antoniego w Redzie k. Pucka. Autor przyzwyczaił nas...

zgłoś błąd zgłoś błąd