Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Były sobie świnki trzy

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
6,99 (806 ocen i 185 opinii) Zobacz oceny
10
56
9
52
8
168
7
244
6
179
5
70
4
18
3
17
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380692664
liczba stron
360
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Bycie żoną swojego męża ma pewne zalety – pełne konto i nadmiar wolnego czasu. W zamian wystarczy tylko pilnować, by mąż nie zapominał, dzięki komu żyje pełnią szczęścia. Układ działa jak w zegarku, ale do czasu… Jolka, Martusia i Kama pewnego dnia odkrywają, że w metryce lat im przybywa, nie ubywa, pojawiają się kurze łapki, dodatkowe kilogramy, a w życiu ich mężów inne kobiety. Przyjaciółki...

Bycie żoną swojego męża ma pewne zalety – pełne konto i nadmiar wolnego czasu. W zamian wystarczy tylko pilnować, by mąż nie zapominał, dzięki komu żyje pełnią szczęścia. Układ działa jak w zegarku, ale do czasu… Jolka, Martusia i Kama pewnego dnia odkrywają, że w metryce lat im przybywa, nie ubywa, pojawiają się kurze łapki, dodatkowe kilogramy, a w życiu ich mężów inne kobiety.
Przyjaciółki postanawiają zmienić swój stan cywilny, zanim zrobią to ich mężowie. Tylko te nieszczęsne intercyzy…
W tej sytuacji można zrobić tylko jedno. Zostać bogatą wdową.
Żeby to tylko było takie proste…

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2529
nieperfekcyjnie | 2016-09-12
Na półkach: Rok 2016
Przeczytana: 11 września 2016

http://www.nieperfekcyjnie.pl/2016/09/byy-sobie-swinki-trzy-olga-rudnicka.html

Uwielbiam literaturę polską, dlatego niejednokrotnie, tu i ówdzie, natykałam się na twórczość Olgi Rudnickiej. Zachwyty tysięcy czytelników sprawiły, że nie potrafiłam przejść obojętnie obok jej najnowszego dzieła. Co prawda, niezwykle rzadko sięgam po typ literatury, w jakim przoduje autorka, jednak dałam się skusić, ponieważ lubię poszerzać swoje horyzonty oraz poznawać to, co do tej pory było mi nieznane.

Jolka (38l.) - żona mecenasa znanego w całej stolicy. Kamelia (36l.) - małżonka stołecznego komornika. Marta (34l.) - żona właściciela znanej firmy doradztwa podatkowego. Związek żadnej z nich nie wygląda tak, jak panie sobie wymarzyły. Lata lecą, zmarszczek i dodatkowych kilogramów przybywa, a ich mężowie oddalają się z prędkością światła, prawdopodobnie poszukując uciech u innych kobiet. Przyjaciółki nie mogą pozwolić na to, aby stać się rozwódkami, co nie byłoby proste, gdyż w dostatnim życiu przeszkodziłyby im niegdyś podpisane intercyzy. Dlatego postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i stać się wdowami z prawem do zagarnięcia mężowskich majątków. Na horyzoncie pojawia się 28-letnia Sandra Tomaszewska, radca prawny, bezwzględna i pozbawiona empatii, a do tego cięta na płeć przeciwną oraz świadoma tego, że solidarność jajników to klucz do sukcesu.

Historia, jaką stworzyła Rudnicka, to komedia pomyłek - absurd goni absurd, a główne bohaterki nie mogą wyjść ze zdumienia i podziwu, jak gładko poszło im to, do czego dążyły. Co najciekawsze - w zasadzie nie przyłożyły rąk do owych zdarzeń, co pokazuje, że samospełniająca się przepowiednia to nie tylko pusty frazes. Akcja pędzi niezwykle szybko, niekiedy aż ciężko połapać się w tym, co aktualnie jest na tapecie, ale tak widocznie musi być, kiedy pragnie się zakończyć żywot własnego męża.

"Moje otoczenie każdego dnia udowadnia mi, że życie bez mózgu jest jednak możliwe."

Główne bohaterki nie są osobami, do których od razu można zapałać sympatią. Ich zachowania i charaktery są dość mocno przejaskrawione, dlatego nie jest łatwo je polubić. Chociaż w porównaniu ze swoimi bezczelnymi mężami, panie są niemal aniołami - oczywiście do czasu. Cała historia pokazuje, jak pieniądze potrafią zawrócić niektórym w głowie, co jest bardzo przykrym zjawiskiem. Coraz częściej ludzie biorą udział w wyścigu szczurów, pędząc za dobrami materialnymi, zupełnie zapominając o tym, co najistotniejsze i bezcenne.

"Były sobie świnki trzy" to książka, wobec której miałam ogromne oczekiwania. Teraz wydaje mi się, że zbyt wysoko postawiłam jej poprzeczkę, na co wpłynęły niezwykle pozytywne opinie dotyczące nie tylko samej powieści, ale całej twórczości Olgi Rudnickiej. Niestety, pomimo lekkiego stylu, jakim posługuje się autorka, ów tytuł czytałam dość długo i bez większego zaangażowania. Ot, zwyczajne czytadło, niewywołujące żadnych emocji, oprócz chwilowego uśmiechu, najczęściej spowodowanego nutą zażenowania. Planowałam sięgnąć po cykl "Natalii 5", ale szczerze przyznam, że na razie nie czuję entuzjazmu na ową myśl i aktualnie na pewno odpuszczę sobie książki tej pisarki. Być może za jakiś czas zmienię zdanie, ale na razie niedosyt po "Były sobie świnki trzy" jest zbyt duży.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Czuły punkt

Bardzo wciągająca, dynamiczna. W drugiej połowie ciężko się oderwać. Polecam. Świetnie, lekko napisana, z odrobiną humoru i sarkazmu.

zgłoś błąd zgłoś błąd