5,82 (73 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
5
7
15
6
27
5
14
4
8
3
1
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Salvation on Sand Mountain: Snake-Handling and Redemption in Southern Appalachia
data wydania
ISBN
9788380492561
liczba stron
200
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Ag2S

To jedna z najmniej znanych i tajemniczych twarzy południa Ameryki – kościoły wężowników. Członkowie tych zborów, założonych w latach 20. XX wieku, wierzą w namaszczenie przez Ducha Świętego i spotykają się w ustronnych miejscach, by w czasie nabożeństw brać do rąk śmiertelnie niebezpieczne węże: grzechotniki, żmije czy kobry. W swej niewzruszonej wierze piją również strychninę, mówią...

To jedna z najmniej znanych i tajemniczych twarzy południa Ameryki – kościoły wężowników. Członkowie tych zborów, założonych w latach 20. XX wieku, wierzą w namaszczenie przez Ducha Świętego i spotykają się w ustronnych miejscach, by w czasie nabożeństw brać do rąk śmiertelnie niebezpieczne węże: grzechotniki, żmije czy kobry. W swej niewzruszonej wierze piją również strychninę, mówią językami, wypędzają demony, głoszą proroctwa i uzdrawiają. A wszystko to przy ogłuszającej muzyce i spontanicznych pieśniach chwalących Pana.

Dennis Covington, reporter „New York Timesa”, trafił przypadkiem na proces jednego z kapłanów „ludzi od węży” oskarżonego o zamordowanie swojej żony. Mężczyzna zmusił ją do tego, by włożyła rękę do klatki pełnej jadowitych węży. Pełen fascynacji i strachu Covington postanawia wkroczyć w hermetyczny świat wężowników, w którym ekstremalna wiara miesza się ze śmiercią, a cuda wydają się na wyciągnięcie ręki.

 

źródło opisu: http://czarne.com.pl/

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
VenusInFur książek: 2576

Mierzyć się ze strachem, by zachować wiarę

Do dziś jadowite węże zabiły co najmniej setkę osób uczestniczących w nabożeństwach religijnych, podczas których zanurzeni w ekstazie wyznawcy sekciarskiego kultu ocierają pot z czoła grzechotnikami, piją strychninę i wkładają ręce w ogień. Ta egzotyczna praktyka rozwinęła się niezależnie na płaskowyżu Sand Mountain w Appalachach mniej więcej w 1912 roku, wśród pierwszych ofiar tych fanatycznych rytuałów był zaś George Went Hensley, który w 1955 roku zmarł, wymiotując krwią w szopie na północy Florydy. Od momentu, gdy po raz pierwszy wziął gada do ręki, aż do momentu śmierci został ugryziony ponad czterysta razy. Przykład ten unaocznia, w jakim stopniu poszukiwanie Boga może być niebezpieczne oraz podkreśla rozmycie granicy między mistycyzmem a szaleństwem.

„Zbawienie na Sand Mountain” to zatem wstrząsające świadectwo – jak pisze profesor Mikołejko – spotkania z ludźmi, wedle których pojęcie duchowości oscyluje zwykle na niejasnej, chwiejnej granicy między dziką przemocą a pokutą za winy. Dennis Covington napisał nie tyle reportaż, choć spora część tekstu to przecież relacja jego oraz świadków z wydarzeń stanowiących trzon książki, co zautobiografizowaną narrację z elementami prozy fabularnej o poszukiwaniu kulturowych, tożsamościowych korzeni – spotkanie z „wężownikami” stało się dla niego bowiem pretekstem do postawienia pytań o genealogię własnej rodziny oraz kulturową spuściznę. To także próba przyglądnięcia się Południu Stanów Zjednoczonych poprzez wgląd w hermetyczną...

Do dziś jadowite węże zabiły co najmniej setkę osób uczestniczących w nabożeństwach religijnych, podczas których zanurzeni w ekstazie wyznawcy sekciarskiego kultu ocierają pot z czoła grzechotnikami, piją strychninę i wkładają ręce w ogień. Ta egzotyczna praktyka rozwinęła się niezależnie na płaskowyżu Sand Mountain w Appalachach mniej więcej w 1912 roku, wśród pierwszych ofiar tych fanatycznych rytuałów był zaś George Went Hensley, który w 1955 roku zmarł, wymiotując krwią w szopie na północy Florydy. Od momentu, gdy po raz pierwszy wziął gada do ręki, aż do momentu śmierci został ugryziony ponad czterysta razy. Przykład ten unaocznia, w jakim stopniu poszukiwanie Boga może być niebezpieczne oraz podkreśla rozmycie granicy między mistycyzmem a szaleństwem.

„Zbawienie na Sand Mountain” to zatem wstrząsające świadectwo – jak pisze profesor Mikołejko – spotkania z ludźmi, wedle których pojęcie duchowości oscyluje zwykle na niejasnej, chwiejnej granicy między dziką przemocą a pokutą za winy. Dennis Covington napisał nie tyle reportaż, choć spora część tekstu to przecież relacja jego oraz świadków z wydarzeń stanowiących trzon książki, co zautobiografizowaną narrację z elementami prozy fabularnej o poszukiwaniu kulturowych, tożsamościowych korzeni – spotkanie z „wężownikami” stało się dla niego bowiem pretekstem do postawienia pytań o genealogię własnej rodziny oraz kulturową spuściznę. To także próba przyglądnięcia się Południu Stanów Zjednoczonych poprzez wgląd w hermetyczną komunę złożoną z rodzin walczących o awans do klasy średniej, z ludzi ubogich, wywodzących się niejednokrotnie z marginesu społecznego, których połączyła potrzeba bycia we wspólnocie. Charakteryzując zgromadzenie „wężowników” Covington niebezpośrednio podsuwa obraz Południa – to obszar z bodaj największym skupiskiem sekt w USA – gdzie przeszłość jest kwestią problematyczną i kłopotliwą, ponieważ składały się na nią bieda, ignorancja, rasizm i odrzucenie. Ta spuścizna historii Południa jest równie niebezpieczna, jak jakikolwiek jadowity wąż. Duchowni od węży wywodzili się z odciętych od świata osad, zapadłych dziur, dlatego swoje przybycie do Scottsboro – miejsca, gdzie założyli swój Kościół Jezusa ze Znakami – tłumaczyli jako swoiste podjęcie ryzyka: w ich opinii Scottsboro stanowiło część zepsutego, wielkiego, przemysłowego świata, wodziło na pokuszenie, by porzucić Boga. Ich misją było zatem głoszenie Prawdy i doświadczanie zsyłanych przez Ducha Świętego łask.

Kościoły „wężowników” w centrum swoich wierzeń stawiają wiarę w znaki i dary Ducha Świętego, których podczas nabożeństw doświadczają ich uczestnicy. Jak podkreśla Covington są to niezwykle widowiskowe spektakle. Przejmujące sceny popadania w mrożący krew w żyłach trans, posługiwanie się bliżej nieokreślonymi językami, wypędzania demonów, czy przekazywanie sobie z rąk do rąk rozwścieczonych węży w nirwanicznym tańcu to tylko niektóre z opisanych w książce amerykańskiego dziennikarza przykładów na to, jak niebezpieczna może być ufność w to, że wiara bez pasji, ryzyka i tajemnic nie może być wiarą prawdziwą. Choć relacja Covingtona nie jest w pełni obiektywna – z czasem on sam zaangażował się w działalność wspólnoty – uświadamia, że amerykańska religijność potrafi zadziwić. Kościoły, o których autor wspomina to miejsca wstrętne, czuć w nich prymitywizm, jakiś mroczny i brudny egzotyzm idealnie pasujący do stereotypowo pojmowanego zapyziałego Południa. Brzydota miejsc kultu, gdzie odbywają się niezwykle hałaśliwe „msze” snake handlers wpasowuje się w styl bycia wyznawców pentekostalizmu (ruch wężowników to radykalny odłam zielonoświątkowców). Wśród nich nie brak bimbrowników, nałogowców wszelkiej maści, mizoginów, oszustów i innej maści autoramentu z marginesu społecznego. I tu dochodzimy do sedna – branie jadowitych węży do ręki stanowi realizację idei skruchy za popełniane grzechy.

Kontrowersyjny proces kaznodziei „wężowników”, który w pijackim szale próbował zabić żonę poprzez włożenie jej ręki w kłębowisko grzechotników i późniejszy strzał w głowę dał Covingtonowi asumpt do tego, by zmierzyć się z tajemniczą i niebezpieczną spuścizną historyczno-społecznych przemian amerykańskiego Południa. Próba zrozumienia, „wejścia” w samo serce kultu, gdzie pije się truciznę i naraża na śmierć w męczarniach okazała się dla autora trudną podróżą w głąb mroków ludzkiej duszy po to, by przekroczyć własne ograniczenia, stać się przedmiotem własnej obserwacji. „Zbawienie na Sand Mountain” – reportaż, autobiografia, powieść drogi, powieść inicjacyjna – to kawałek amerykańskiej egzotyki podany bez socjologicznego czy teologicznego zadęcia. Wstrząsająca lektura.

Justyna Anna Zanik 

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (193)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1712
chiave | 2016-05-10
Przeczytana: 09 maja 2016

Książkę czyta się nieźle, ale uczucia budzi mieszane. Miałam nadzieję na porcję wiedzy o kolejnej dziwnej amerykańskiej sekcie i że będzie to coś więcej niż (skądinąd ciekawy) opis egzotycznych zachowań i przeświadczeń jej członków. Nic z tych rzeczy – bardzo szybko zorientowałam się, że autor nie miał chyba nawet potrzeby zgłębiania nauki i „teologii” wężowników i że najważniejsze były dla niego jego własne, subiektywne przeżycia w kontakcie z ich ruchem. Książka zapowiadająca się jako obiektywna relacja, szybko zamieniła się w rozrachunki z własnym życiem – autor nie zdecydował się jednak opuścić stanowiska obserwatora z zewnątrz i w efekcie powstało coś, co nie jest ani porządną analizą, ani uczciwym świadectwem członka wspólnoty. I jako jedno i jako drugie budzi niedosyt: jak na opis „zewnętrzny” rzecz jest zbyt powierzchowna i na każdym kroku ujawnia brak wiedzy, zaś aby dać wartościowe świadectwo, trzeba chyba większej identyfikacji (nie mylmy z sympatią!) i zrozumienia...

książek: 2779

Ta książka to jedno wielkie rozczarowanie. Gdy pierwszy raz wzięłam ją do ręki, byłam zła, że ma tylko 200 stron, ale już po kilku pierwszych rozdziałach wiedziałam, że jednak to i tak za dużo. Ludzie, którzy biorą węże do rąk podczas swych nabożeństw, którzy doszukali się w Biblii fragmentu uzasadniającego ich działania, są niesamowicie fascynującym pretekstem do napisania o nich książki. A tu niestety są pretekstem do tego, by pod przykrywką opowieści o nich autor mógł zalać nas strumieniem wypocin głównie o sobie. Czy autor pofatygował się, by zapytać poszczególne osoby z tego Kościoła dlaczego to robią? Co to dla nich znaczy? Nie, po co? Katuje nas za to ciągłym wspominaniem o Duchu Świętym, który nawiedził również jego, oraz zapisem kazań z nabożeństw, które głównie sprowadzają się do zdań typu "Ta rzecz jest prawdziwa. Amen" - i tak w kółko. Mało tego, autor dołączył do wężowników i przestał być obiektywnym obserwatorem. Nadal jednak nie wie, po co to wszystko i nie ma to dla...

książek: 405
Kazik | 2018-07-06
Na półkach: Przeczytane, Amerykańska
Przeczytana: 05 lipca 2018

W 1992 roku niejaki wielebny Summerford sądzony był za próbę morderstwa: przyłożył żonie pistolet do głowy i zmusił ją, żeby włożyła rękę do pojemnika pełnego jadowitych węży. Ponoć oboje byli pijani, choć on bardziej, brutalnie traktował żonę, poszło o jej kochanka, a może o jego kochankę - różne historie opowiadali ponurzy świadkowie trzymający jedną lub drugą stronę. Wulgarna, przyziemna sprawa, w której odstaje jedna rzecz: narzędzie zbrodni. Grzechotniki używane przez Summerforda w trakcie praktyk religijnych. Obserwujący rozprawę dziennikarz Covington nawiązuje nić porozumienia z wiernymi ze zboru zbrodniarza i bierze udział w nabożeństwie odprawianym na stacji benzynowej, choć długo jeszcze żadnego węża nie zobaczy.

"Zbawienie na Sand Mountain" jest silnie przesiąknięte przeżyciami autora, któremu nie udało się zachować dziennikarskiego dystansu. Co tutaj akurat nie jest wadą - głęboka religijność i potrzeba odnalezienia swoich korzeni pozwala Covingtonowi na wejście do...

książek: 329
Andrzej | 2016-04-22
Przeczytana: 21 kwietnia 2016

Dziwna książka. Apetyt rósł w miarę jedzenia i po lekturze „Pod sztandarem nieba“ Jona Krakauera sięgnąłem po „Zbawienie nad Sand Mountain“ Dennisa Covingtona. Książka Covingtona jest bardziej subiektywnym zapisem uczestnika niż reportażem. Rozrachunkiem z życiem. Brak w nim reporterskiej powściągliwości.
Bohaterowie - wężownicy to wyznawcy tyleż fascynującego co diabolicznego rytuału, którzy stworzyli eklektyczny quasi kościół. Branie do rąk i zabawa ze śmiercionośnymi grzechotnikami oraz picie strychniny to centralny punkt nabożeństwa. Swoista parodia Komunii Świętej „w imię Ducha Świętego”. Uczestnicy wpadają w trans, śpiewają, otrzymują dar języków, i od czasu do czasu umierają ukąszeni lub zabici przez wypitą truciznę. Raz kościół jest pierwszym planem a raz tłem dla snutej przez Covingtona opowieści. Mnie najbardziej zaciekawiła niezmierna popularność rozmaitych sekt w Ameryce podobnie zresztą jak w Rosji. Co jest jej przyczyną? Powierzchowność religii chrześcijańskiej w...

książek: 1692
joan_stark | 2016-05-10
Przeczytana: 09 maja 2016

Wydaje mi się, że ta książka nie jest w pełni reportażem - jest to z jednej strony reportaż, z drugiej opowieść o życiu duchowym autora. Nie umniejsza to w żadnym stopniu wartości książki, jednak inaczej się czyta opowieść osoby tylko opisującej dane wyznanie, a osoby, która wierzy w to, co pisze - zmaga się z tym, jednak jest w stanie wziąć węża do ręki, mówiąc, że dzieje się coś dziwnego, czuje wewnętrzną siłę. Niewątpliwie autor świetnie opisał krótką historię ludzi od węży, przedstawił czytelnikowi ich wierzenia i szokujące obrzędy. Pokazał ludzi, którzy wierzą, że biorąc jadowite węże do rąk i pijąc strychninę dostąpią zbawienia. Polecam wszystkim.

książek: 196
bones electric | 2016-11-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 listopada 2016

W pewnym momencie lektury pogubiłam się - entuzjazm opadł jakoś, szybko przebierałam kartki byle tylko już dotrzeć do jakiejś puenty, bo wynurzenia Covingtona o urządzanych w dziecięctwie polowaniach na węże, mających tłumaczyć jego zbratanie z wężownikami, nie bardzo do mnie przemawiały. Ostatecznie książkę zamknęłam. Uwagę przykuła umieszczona na okładce notka prof. Mikołejko... I druga połowę "Zbawienia..." przeczytałam już jednym tchem. Osoby, które sięgają po tę pozycję licząc na wyjątkowo soczyste opisy niezdrowych sekciarskich obyczajów zapewne poczują się rozczarowane. Autor wymaga od nas raczej zrozumienia dla tragedii społeczności niechcianych, wędrujących z kontynentu na kontynent po lepszą przyszłość, która pozostaje jednak niespełnionym pragnieniem; odtrąceni przez "postępową Północ" Południowcy tworzą biedne zaściankowe społeczności z szalonymi kaznodziejami na czele. Wierni biorą do rąk węże i piją strychninę, by potwierdzić słowa Ewangelii, a pogarda dla...

książek: 985
nuna21 | 2017-02-03
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Zbawienie na Sand Mountain. Nabożeństwa z wężami w południowych Appalachach to najsłabsza z dotychczas przeczytanych przeze mnie książek z Serii Amerykańskiej.
Trudno to nazwać reportażem, jest to raczej zbiór bardzo subiektywnych spostrzeżeń na temat kongregacji "wężowników".
Spodziewałam się czegoś podobnego w tonie do świetnej pozycji Lawrence Wright'a na temat scjentologii.
Sromotne rozczarowanie, autor poza opisem nabożeństw, relacji wiernych nie poświęca miejsca historii ruchu, doktrynie. Jedyny temat jaki rozwija szerzej to proces sądowy jednego z wężowych pastorów, na który zostaje wysłany jako reporter "New York Times'a" .
Książka to rozliczenie autora z życiem, wiarą i poszukiwaniem samego siebie. Convington szeroko opisuje własne odczucia w kontakcie z członkami ruchu, wchodzi w ich zbór i sam staje się na chwile wężownikiem, głosi swoje świadectwo, bierze do rąk węże. Ale nie jest to rzetelna relacja, brak tu dystansu zewnętrznego obserwatora, wychodzą na jaw braki...

książek: 58
KamilPawelak | 2018-06-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2017 rok

Szaleńcy Boga. Arcyciekawa historia. Biorą jadowite węże do rąk, piją trucizny. Charyzmatycy.

książek: 713
Jarek1983 | 2016-08-18
Przeczytana: 03 sierpnia 2016

Najgorsza pozycja wspaniałej serii amerykańskiej wydawnictwa Czarne.

Dużo sobie obiecywałem przed lekturą "Zbawienia". Wiedziony wyjątkowymi pozycjami z serii amerykańskiej, która do tej pory przynosiła nam wspaniałe książki o religii: "Droga do wyzwolenia. Scjentologia, Hollywood i pułapki wiary" oraz "Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija". Nie trzeba większej zachęty niż dobre wydawnictwo i dobra seria. Zawsze musi dojść jednak do potknięcia.

Temat jest fascynujący. Gorliwi Chrześcijanie, którzy okazują swą wiarę poprzez obcowanie z wężami. Taka obrzędowość musi budzić zainteresowanie czytelnika, bo to dość niecodzienne. Pierwsze rozczarowanie wynika z faktu, że książka jest dość stara jak na literaturę faktu i opisuje dzieje z lat 90 i tylko na nich się skupia. Właściwie nawet nie na okresie w dziejach Ameryki co na autorze i jego traumach, oczekiwaniach, rozczarowaniach i poszukiwaniach.

To właśnie wszystko przysłaniające JA autora jest okrutnie nieznośne w trakcie...

książek: 211
bijelodugme | 2016-08-05
Na półkach: Przeczytane, 2016

Po doskonałych publikacjach o Mormonach czy scjentologach książka jest bardzo gorzkim rozczarowaniem. Próżno tu szukać genezy, założeń, historii wyznania. Jest za to potok wspomnień autora, który z dobrze zapowiadającej się publikacji zrobił sobie miałką biografię.

zobacz kolejne z 183 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
zgłoś błąd zgłoś błąd