Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Czuwałam przy uchylonym oknie

Wydawnictwo: WAM
7,42 (12 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
3
8
2
7
5
6
1
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788327710659
liczba stron
124
słowa kluczowe
literatura polska
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Kiedy w życiu rodziny pojawia się choroba, razem z nią przychodzi niepokój. Kiedy okazuje się, że choroba jest ciężka, kiedy dowiadujemy się, że to rak, na dodatek złośliwy, nieuleczalny, bardzo trudno jest nie wpaść w sidła strachu. Gdzie szukać nadziei? Skąd czerpać siłę do walki? Do kogo zwrócić się o pomoc? Czuwałam przy uchylonym oknie to opowieść o dwóch mężczyznach, ojcu i synu,...

Kiedy w życiu rodziny pojawia się choroba, razem z nią przychodzi niepokój. Kiedy okazuje się, że choroba jest ciężka, kiedy dowiadujemy się, że to rak, na dodatek złośliwy, nieuleczalny, bardzo trudno jest nie wpaść w sidła strachu. Gdzie szukać nadziei? Skąd czerpać siłę do walki? Do kogo zwrócić się o pomoc?

Czuwałam przy uchylonym oknie to opowieść o dwóch mężczyznach, ojcu i synu, których choroba zaskoczyła w najmniej spodziewanym momencie. Ale to także historia kobiety, która była przy nich obu w najcięższych chwilach, towarzyszyła im, gdy gasło ich życie. Osieroconej matki, która choć nigdy nie zapomniała, znalazła swoje miejsce na ziemi. Wdowy, która nie straciła wiary ani nadziei. Jak pisze: "kiedy Bóg zamyka drzwi, to zawsze zostawia uchylone okno". Ona odnalazła to okienko i mimo wszystko czerpie radość z życia.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwowam.pl/

źródło okładki: http://www.wydawnictwowam.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 240
Myrusia | 2016-03-15
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 11 marca 2016

Gdy ktoś ci bliski choruje, zaczynasz inaczej patrzeć na świat. Nagle to, co wydawało się ważne, ulega całkowitemu przewartościowaniu. Namacalnie odczuwasz w sobie zmianę. Inaczej myślisz, inaczej czujesz, inaczej żyjesz. Czas płynie całkiem irracjonalnie. Liczą się rzeczy, które wcześniej uciekały gdzieś na bok, bo przecież trzeba było zarobić na lepszy samochód, nowsze i modniejsze ciuchy, zrobić karierę. Wychodzisz ze szpitala i nie rozumiesz świata. Wszystko dla ciebie zwalnia. Ze ściśniętym sercem patrzysz na przechodniów zdziwionym wzrokiem, gdzie ci ludzie się spieszą? Po co? Przecież twój świat się zatrzymał. Został w szpitalnym lub hospicyjnym pokoju. W jasnych ścianach, wypełnionych ciszą i oddechami chorych. Tam wśród aparatury medycznej jest część twojego serca, a może ono całe. Jest ktoś kogo kochasz, kto zmaga się z chorobą i tylko to się liczy. Czy nikt nie widzi tego cierpienia? Wyczerpany wracasz do świata. Bierzesz głęboki oddech i idziesz prowadzony miłością.

Niełatwo trwać przy umierającej osobie. Trudniej jeszcze o tym pisać. Ująć w słowa cały wachlarz emocji, które towarzyszą człowiekowi każdego dnia, nazwać po imieniu wszystkie lęki, bóle, obawy. Beata Kanik przeżyła śmierć męża i dziecka. Na początku przyszło zmagać się jej z chorobą nowotworową dopiero wkraczającego w dorosłe życie syna. Marcin był zdrowym, zaradnym, inteligentnym, młodym mężczyzną. Pewnego dnia usłyszał jednak diagnozę, której nikt nie chciałby znać. Nowotwór złośliwy. Od tego czasu zaczęła się długa i męcząca walka o powrót do zdrowia, a potem o jeszcze kilka chwil na tym świecie. Napisać że nie było łatwo, to nie napisać nic. Rak zbierał żniwo, a matczyne serce pękało z bólu. To jednak nie był koniec bolesnej drogi Beaty. Gdy wydawało się już, że po tragedii, jaką jest dla matki strata dziecka, można jeszcze żyć, że można złapać ulotną jak motyl lepszą chwilę, życie znów boleśnie zraniło autorkę odbierając jej męża, który również zmarł na raka, choć w całkiem inny sposób niż syn.

„Czuwałam przy uchylonym oknie” to dla mnie bardziej wyznanie i tak traktowałam tę książkę, choć nie mogę powiedzieć, jest napisana bardzo zgrabnie. To wgląd w świat uczuć i reakcji osoby, która opiekowała się dwojgiem śmiertelnie chorych ludzi i to było dla mnie najważniejsze. Nie ma tu dywagacji filozoficznych, kreowania siebie niczym bohatera. Jest szczere wyznanie kobiety, która była zmęczona psychicznie i fizycznie do granic możliwości, mimo ogromu miłości do syna i męża. Jest wielka samotność i zmaganie się z wszechogarniającym strachem. Beata Kanik jest świadoma wartości każdego dnia, który przeżywa z dzieckiem i ukochanym. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ma mało czasu, dlatego tak często powtarza pewne rzeczy, tak gorąco zapewnia o swojej miłości. Pragnie zdążyć nim nadejdzie śmierć. W końcu to paraliżujący wyścig z czasem, bo nigdy nie wiadomo, co zdarzy się za chwilę. Autorka pokonuje samą siebie, by być przy tych, których kocha, choć opieka i trwanie kosztują ją naprawdę wiele. Uczy się zakładać maskę pogodnej mamy i żony, mimo że jej serce pęka. Stale dopinguje syna, by walczył z chorobą. Z trudem przyjmuje, że kiedyś trzeba pozwolić odejść drugiemu człowiekowi, że czasami to dla niego lepsze, bo ból ustaje, cierpienie psychiczne już nie dolega, a zmęczone do granic możliwości ciało, może w końcu odpocząć. Ale świat się nie kończy, trzeba trwać dalej, zająć się żyjącymi, domem, bieżącymi sprawami.

Książka tej niezwykłej kobiety to opowieść o sile, jaka ukryta jest w każdym człowieku. To rzecz o zapominaniu o sobie, bo bliscy liczą się bardziej. To historia miłości w wydaniu mąż-żona, matka-dziecko. Autorka roztacza wzruszającą i doprowadzającą do łez opowieść, w której słychać również cichą prośbę, by pamiętać o tych, którzy opiekują się chorymi, gdyż im też potrzebne jest „wrażliwe słowo, czuły dotyk”, maleńki luksus odsapnięcia choćby przez chwilę, posiadania jakiegoś oparcia. Kochając kogoś, kto odchodzi zakładasz maskę, stwierdza. Pokazujesz siłę, dajesz nadzieję. Jesteś ostoją i miłością, choć ból jest ogromny i przytłaczający. Beata Kanik nie kryje kotłujących się w niej emocji, choć jest osobą bardzo wyważoną i spokojną. W piękny sposób przedstawia historię od drugiej strony. Portretuje nie tylko cierpienie chorego, który jest najważniejszy, ale i towarzyszących mu ludzi. Najbliższych, trwających cały czas przy łóżku. Moim zdaniem to ważne, by mówić też o osobach współcierpiących i tym co przeżywają. Ta książka to głos samotnego człowieka, który potrzebuje przystani, choć sam jest nią dla bliskiej osoby, a który zdaje się mówić, nie zostawiajcie mnie samego.

„Czuwałam przy uchylonym oknie” nie jest lekturą łatwą ani lekką. To głęboka opowieść o bólu, stracie, cierpieniu, ale i znajdowaniu siły w Bogu i miłości do bliskich i nie poddawaniu się. To apel do tych, którzy mają w swoim otoczeniu podobną sytuację, by dali z siebie coś tym, którzy są przy chorych. Jeśli zatem nie boisz się trudnych historii, sięgnij po tę książkę, obudź swoje serce, otwórz się, bo naprawdę warto. Nawet najmniejsze gesty w trudnych chwilach zapadają w pamięć, stają się promieniem słońca, który może rozświetlić duszę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Quo vadis

Choć szanuję Sienkiewicza, a napisane przez niego książki to kawał dobrej roboty, nie mogę nazwać się wielbicielką jego twórczości. Nawet najlepsza fa...

zgłoś błąd zgłoś błąd