Życie i śmierć

Tłumaczenie: Donata Olejnik
Cykl: Zmierzch (tom 5)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
5,7 (811 ocen i 156 opinii) Zobacz oceny
10
61
9
28
8
69
7
122
6
181
5
132
4
74
3
59
2
47
1
38
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Life and Death: Twilight Reimagined
data wydania
ISBN
9788327154613
liczba stron
792
słowa kluczowe
zmierzch
język
polski
dodała
karollllllla

Od dnia, w którym Beaufort Swan przeprowadza się do miasteczka Forks i spotyka tajemniczą Edythe Cullen, jego życie przybiera niesamowity obrót. Chłopak nie potrafi oprzeć się fascynującej Edythe, obdarzonej alabastrową cerą, złocistymi oczami i nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Nie wie, że im bardziej się do niej zbliża, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo. Być może jest za późno, by się...

Od dnia, w którym Beaufort Swan przeprowadza się do miasteczka Forks i spotyka tajemniczą Edythe Cullen, jego życie przybiera niesamowity obrót. Chłopak nie potrafi oprzeć się fascynującej Edythe, obdarzonej alabastrową cerą, złocistymi oczami i nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Nie wie, że im bardziej się do niej zbliża, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo. Być może jest za późno, by się wycofać…

Z okazji 10. rocznicy wydania Zmierzchu Stephenie Meyer stworzyła Życie i śmierć – zupełnie nową, zdumiewająco śmiałą wersję legendarnej już powieści, wersję, która z pewnością zaskoczy i zachwyci czytelników. To podwójne wydanie jubileuszowe zawiera słowo wstępne autorki oraz pierwotną powieść.

 

źródło opisu: http://www.empik.com

źródło okładki: http://www.empik.com

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3086
FannyBrawne | 2016-04-04
Na półkach: Przeczytane

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Na początku tej recenzji od razu przyznam się bez bicia, że jestem fanką ,,Zmierzchu” i Stephenie Meyer. Nie jest to ambitna literatura, ale czytając tę sagę zawsze dobrze się bawię i zapominam o całym świecie. Kiedy dowiedziałam się, że powstaje nowa wersja tej powieści, byłam trochę sceptyczna(nie wiedziałam do końca na czym to odwrócenie ról ma polegać), ale jednocześnie ciekawa, co pani Meyer nam zaserwuje. Chyba każdy fan ,,Zmierzchu” ma czasem potrzebę na nowo wejścia w ten fantastyczny świat, gdzie miłość pokonuje wszystkie przeszkody. Długo czekałam na ,,Życie i śmierć” i zabrałam się do niej z obawami, ale i oczekiwaniami.

Akcja jest prawie żywcem wzięta ze ,,Zmierzchu” – jednak tym razem nie mamy Belli i Edwarda, a Beau i Edythe. Jednak poza tym fabuła prawie niczym się nie różni. Beau ma siedemnaście lat i, podobnie jak Bella, musi wyprowadzić się od swojej nieodpowiedzialnej matki i zamieszkać z ojcem w deszczowym Forks. Tam poznaje piękną Edythe, która okazuje się wampirzycą. Więcej chyba mówić nie muszę.

Początkowo, kiedy dowiedziałam się, że powstanie takie coś jak ,,Życie i śmierć” myślałam, że będzie to opowieść z perspektywy wampirzycy zakochanej w śmiertelniku. Wiedziałam, że Meyer chce się zmierzyć z zarzutami wobec sagi, ale większość krytycznych opinii, które ja czytałam, skupiały się na tym, że Bella kocha Edwarda, bo jest piękny i niesamowity, a nie na tym, że panna Swan jest ,,damą w opałach”(uwielbiam to określenie). Wierzę, że Stephenie Meyer spotkała się z takimi zdaniami, ale nadal uważam, że gdyby to Edythe była narratorką wyszłoby to powieści na dobre. Jeśli chodzi o brak czasu(nie neguję tego, nie wiem, kiedy zaproponowano Meyer stworzenie nowej powieści), to przecież powieść nie musiałaby być długa, mogłaby mieć trochę ponad dwieście stron i być takim dodatkiem do reszty sagi.

Wiem, że niektórym może wydać się to głupie i nieprawdopodobne, ale naprawdę lubię sagę ,,Zmierzch” i czytałam ją kilka razy. Za każdym razem od nowa wciągałam się w świat Belli i doskonale się bawiłam, mimo że znałam treść. Przy lekturze ,,Życia i śmierci” natomiast chwilami czułam znużenie. Nie czekały na mnie tu żadne niespodzianki, ale chwilami przeszkadzały mi też zmiany płci bohaterów, gubiłam się, kto jest kim. Zgadzam się, że Bella jest histeryczką obrażoną na cały świat, a jej postawa wobec trójkąta miłosnego woła o pomstę do nieba, ale mimo to zawsze ją lubiłam i trochę się z nią utożsamiałam. Natomiast Beau był dla mnie nijaki, nie miał żadnych zainteresowań, niczego, co go wyróżniało. Dobra, niby robił to samo, co Bella, ale ona przynajmniej czytała klasykę romansu, a Beau oczywiście nie mógł tego robić dla przyjemności, więc został tylko z jedną książka Juliusza Vern’a. Może jesteś staroświecka albo uprzedzona, ale ta delikatność i bezradność pasowała do Belli, ale do chłopaka już raczej nie. Jeśli czytaliście moją recenzję ,,Zmierzchu”, to wiecie, że zażenowała mnie scena, kiedy Bella zemdlała podczas całowania się z Edwardem. Na szczęście, Beau nie zemdlał, ale się zachwiał i było mu słabo. Litości! Jego język jest też chwilami zbyt kwiecisty i ozdobny, niektóre fragmenty zostały fajnie przerobione, ale cytat ,,nie warto było rozpaczać, że słodki sen dobiegał końca” rozłożył mnie na łopatki. Czy nie można było to zmienić na chociażby: ,,Przynajmniej zaznałem szczęście, to nic, że minęło” czy coś podobnego? Od mniej więcej połowy książki zaczęłam się do niego przekonywać, ale z kolei zaczął kojarzyć mi się z głównym bohaterem filmu ,,Mów mi wampir”.

Za to o wiele bardziej polubiłam Edythe. Lubię Edwarda, choć nie szaleję za nim, ale postać tej wampirzycy stała się moją ulubioną w książce. Według mnie, była bardziej pogodzona z tym, kim jest i rzeczywistością niż jej męski odpowiednik, nie była również typem cierpiętnicy. Nieco zmienione kwestie Edwarda w jej ustach brzmiały naturalnie i lekko zadziornie. Kojarzyła mi się trochę z Alice z oryginalnej wersji. Natomiast reszty bohaterów mogłoby dla mnie nie być. W ,,Zmierzchu” od początku polubiłam Alice, Carlisl’a, Esme czy Jacoba, natomiast tutaj wszyscy byli mi obojętni, chyba zmiana płci nie wyszła im na dobre. To, co w pierwszej części było naturalne, tutaj chwilami wypada dziwnie albo dwuznacznie, np. przyjaźń Charliego z Bonnie(w książce Billem, dziwię się, że Beau nie zastanawiał się, dlaczego ta dwójka nie jest razem) lub postać Ernesta(Esme), trochę to dziwne, że nikt nie zastanawiał się, dlaczego to Carine(Carlisle) utrzymuje rodzinę, a on nie pracuje(w każdym razie nie było nic na ten temat).

Zakończenie było dla mnie ciosem. Zgadzam się, że Beau powinien zostać wampirem, bo przepisywanie kolejnych części sagi byłoby dziwne, poza tym przecież nie mogli mieć dzieci z Edythe i nie wiadomo, jak rozwinąłby się wątek z Volturi. Ale jednak uważam, że to okrutne upozorować własną śmierć i zostawić rodziców ze złamanymi sercami. Jedynym plusem tego rozwiązania było to, że nie było przesłodzone i muszę przyznać, że się wzruszyłam.

Dobra, czas na plusy. O postaci Edythe już wspominałam, ale przyznam, że niektóre wypowiedzi i sentencje bohaterów podobały mi się bardziej niż w ,,Zmierzchu”. Szczególnie zapadły mi w pamięć dwa fragmenty, których nie było w oryginale – moment przemiany Carine(Carlisl’a) i wyjaśnienie Archiego(Alice), dlaczego nie szukał Jessamine(Jaspera) od samego początku. Uwielbiam ten wątek, znacznie bardziej niż miłość Belli i Edwarda.

Moja kuzynka stwierdziła, że ta książka to takie ,,flaki z olejem”. Cóż, muszę się z nią trochę zgodzić. Na pewno nie jest to powieść zachwycająca ani ,,zdumiewająco śmiała”(jak reklamuje wydawca), ale mimo to z samej ciekawości warto przeczytać. I mam nadzieję, że będzie kontynuacja ,,Intruza”.

,,Nie masz prawa sądzić, że ciebie nie chcę. Zawsze będę cię chciała(…) Nie zasługuję na ciebie, ale zawsze będę cię kochać. Czy to jasne?"

Ps. To moja setna recenzja na tym forum. A wydawało się, że dopiero co zakładałam konto. Jestem bardzo zadowolona z LC. I z okazji setnej recenzji zmieniam wkrótce zdjęcie!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Malowany człowiek: Księga II

Ta część to prawdziwe mistrzostwo fantasy. Fani Sandersona czy Weeks'a będą zachwyceni. Książka jest porywająca, ciężko ją odłożyć, co chwila zdumiewa...

zgłoś błąd zgłoś błąd