Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo

Wydawnictwo: W.A.B.
7,34 (786 ocen i 115 opinii) Zobacz oceny
10
44
9
57
8
218
7
303
6
136
5
23
4
5
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328021785
liczba stron
224
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
Krzysiek

Dobra prezencja bywa kluczem do sukcesu, a metka na ubraniu ma znaczenie. Czasem to kwestia życia lub śmierci. Dla niektórych – dosłownie. Blisko 1200 kobiet i mężczyzn zabitych pod gruzami Rana Plaza. Spalona szwalnia w Ashulii, w której pewnego wieczoru zamknięto pracowników na wyższych piętrach, by z płonącego budynku wynieść najpierw zawartość magazynu na parterze. Oburzające. Ale na miano...

Dobra prezencja bywa kluczem do sukcesu, a metka na ubraniu ma znaczenie. Czasem to kwestia życia lub śmierci. Dla niektórych – dosłownie.
Blisko 1200 kobiet i mężczyzn zabitych pod gruzami Rana Plaza. Spalona szwalnia w Ashulii, w której pewnego wieczoru zamknięto pracowników na wyższych piętrach, by z płonącego budynku wynieść najpierw zawartość magazynu na parterze. Oburzające. Ale na miano skandalu zasługuje dopiero to, że za spodnie czy sukienkę, które w Bangladeszu uszyto za 10 zł, w polskim centrum handlowym musisz zapłacić dziesięć-piętnaście razy więcej. Marek Rabij, dziennikarz działu gospodarczego tygodnika „Newsweek Polska” w maju 2013 roku – tuż po zawaleniu się Rana Plaza – pojechał do Dhaki poznać z bliska warunki, w jakich produkuje się w Bangladeszu ubrania dla polskich i zagranicznych marek. Rok później powraca na dłużej do banglijskich slumsów w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy katastrofa z 24 kwietnia 2013 r. wpłynęła jakoś na funkcjonowanie globalnego przemysłu odzieżowego.

 

źródło opisu: sklep.gwfoksal.pl/

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Punnuf książek: 106

Gwarantujemy, że będzie tanio

Punktem wyjścia dla Marka Rabija jest tragedia, określana przez media i Wikipedię największą katastrofą budowlaną naszych czasów, do której doszło w kwietniu 2013 roku na terenie kompleksu Rana Plaza niedaleko stolicy Bangladeszu, Dhaki. Walący się budynek pogrzebał ponad tysiąc osób, raniąc dwa razy tyle. Rabij pojechał wtedy na miejsce w roli dziennikarza „Newsweeka”, jednak po roku wrócił do Dhaki już jako autor reportażu wydanego właśnie przez W.A.B..

„Życie na miarę pojawia się na rynku czytelniczym w specyficznym momencie. Dzisiaj prawie każdy kto korzysta z internetu i coś tam czyta, wie, że ubrania dla Zachodu szyją ludzie żyjący w skrajnej nędzy; tak samo jak wie, że dzieci w Afryce głodują, a sport to zdrowie. Wypowiadaliśmy tę frazę na tyle, że stała się komunałem, z którym da się żyć, blizną po dawno zapomnianym zadrapaniu. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nosimy fajne ubrania i możemy być fajni w przystępnej cenie, bo gdzieś tam w Bangladeszu jakieś dzieciaki zszywają kawałki materiału za śmieszne pieniądze. No i co z tego? Zaraz po katastrofie w Rana Plaza zachodni konsumenci domagali się od firm odzieżowych stanowczych działań – dostali je w postaci zielonego marketingu i zakładek na stronach internetowych: odpowiedzialność społeczna, troska o środowisko czy zrównoważony rozwój. Korporacje zaczęły sprzedawać spokojne sumienie, a w Bangladeszu przeniesiono jedynie środek ciężkości w mniej widoczne miejsce.

Od 2012, jak podaje autor, w Bangladeszu oficjalnie...

Punktem wyjścia dla Marka Rabija jest tragedia, określana przez media i Wikipedię największą katastrofą budowlaną naszych czasów, do której doszło w kwietniu 2013 roku na terenie kompleksu Rana Plaza niedaleko stolicy Bangladeszu, Dhaki. Walący się budynek pogrzebał ponad tysiąc osób, raniąc dwa razy tyle. Rabij pojechał wtedy na miejsce w roli dziennikarza „Newsweeka”, jednak po roku wrócił do Dhaki już jako autor reportażu wydanego właśnie przez W.A.B..

„Życie na miarę pojawia się na rynku czytelniczym w specyficznym momencie. Dzisiaj prawie każdy kto korzysta z internetu i coś tam czyta, wie, że ubrania dla Zachodu szyją ludzie żyjący w skrajnej nędzy; tak samo jak wie, że dzieci w Afryce głodują, a sport to zdrowie. Wypowiadaliśmy tę frazę na tyle, że stała się komunałem, z którym da się żyć, blizną po dawno zapomnianym zadrapaniu. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nosimy fajne ubrania i możemy być fajni w przystępnej cenie, bo gdzieś tam w Bangladeszu jakieś dzieciaki zszywają kawałki materiału za śmieszne pieniądze. No i co z tego? Zaraz po katastrofie w Rana Plaza zachodni konsumenci domagali się od firm odzieżowych stanowczych działań – dostali je w postaci zielonego marketingu i zakładek na stronach internetowych: odpowiedzialność społeczna, troska o środowisko czy zrównoważony rozwój. Korporacje zaczęły sprzedawać spokojne sumienie, a w Bangladeszu przeniesiono jedynie środek ciężkości w mniej widoczne miejsce.

Od 2012, jak podaje autor, w Bangladeszu oficjalnie nie stosuje się sandblastingu, czyli postarzania dżinsów piaskiem. Oficjalnie, ponieważ wszystkie duże fabryki na polecenie zagranicznych firm zaprzestały korzystania z tej metody. Mniej oficjalnie – zlecenia na sandblasting dostają najmniejsze fabryki, gdzie kilkunastoletni chłopcy niszczą sobie płuca z przeświadczeniem, że ciężka praca i podejmowanie wyzwań to cechy każdego selfmademana. Takich przykładów w książce znajdziemy wiele. Tylko co z tego?

Prawdopodobnie większość czytelników będzie próbowała zadać sobie pytanie – co mogę zrobić, żeby to zmienić? Moja dziewczyna zaproponowała bojkot sieciówek oraz zakup ubrań od polskich producentów, np. od Pan tu nie stał, gdzie w normalnej cenie dostaniemy dobrej jakości t-shirt i, być może, przyczynimy się do poprawy jakości życia szwaczek. Wyobraźmy sobie, że cała Polska w ramach solidarności z bengalskimi pracownikami zrobi tak samo, co wtedy stanie się z fabryką produkującą ubrania dla naszego kraju? Dostanie pewnie zlecenia od kolejnych marek. A jeśli zbuntują się też inni konsumenci i wielkie firmy przeniosą się do Etiopii, gdzie obiecają poprawę, a kilka milionów Bengalczyków zostanie bez pracy? Oglądałem kiedyś dokument, którego twórcy sugerowali, że zrezygnowanie z prawdziwych choinek w Święta będzie wiązało się z katastrofą ekonomiczną i ekologiczną. Według nich pod hodowlę drzewek przeznaczono tak dużo terenu, że użycie ziemi do innych celów, będzie mieć poważne konsekwencje dla środowiska.

Nie umiałem sprecyzować swoich uczuć podczas lektury „Życia na miarę”. Czytanie o skrajnej nędzy zawsze wywołuje nieco naiwną, automatyczną reakcję, mieszaninę smutku i gniewu skierowanego przeciw ‘złym’ tego świata. Bliżej nieokreśloną potrzebę działania i wiarę w jego istotność. Ale czy ludzie w bogatszych krajach żyją lepiej tylko dlatego, że mają więcej? Czy rodzina z dwójką dzieci, trzydziestoletnim kredytem i mieszkaniem będącym przez większą część ich życia własnością banku jest wolna? Czy ludzie pracujący po szesnaście godzin dziennie tylko po to, żeby taki kredyt spłacić żyją w dostatku? Czy tacy ludzie mają czas i siłę, żeby myśleć o tych, którzy szyją ich ubrania? Czy da się jeszcze utrzymać argument, że dziennikarze przywożący z odległych krajów zdjęcia oraz reportaże poruszające zachodnie sumienia robią coś ważnego? Dlaczego mówiąc o wyzysku brzmimy jak imitacja Paulo Coelho? Co komu po informacji, że nadwyżki produkcji z fabryk, te same oryginalne ubrania, które można kupić w Europie za kilkaset złotych, są sprzedawane na bazarach w Dhace po kilka dolarów? Że przemytnicy sprzedają je zachodnim markom, którym zależy, żeby przypadkiem w Hiszpanii czy Francji, w jakimś second handzie, nie pojawiła się taka ‘podróbka’? Nie mam pojęcia, ale może to dobre pytania.

Rabij na szczęście nie jest jednowymiarowy; potrafi pokazać różne odcienie biedy, opowiada o ludziach radzących sobie pomimo niesprzyjających warunków, jak choćby Kushi Hassan – jej prowadzona wraz z mężem kawiarenka pozwala całej rodzinie na życie poza przemysłem odzieżowym. Rozmawiając ze swoimi bohaterami dziennikarz nie zapomina, że świat jest skomplikowany; opisuje i to, że normalność bywa względna, a potrzeby zmieniają się w zależności od miejsca. W Dhace są szczęśliwe dzieci, jest miłość, namiętność, marzenia o sukcesie i najlepsze biryani w Azji. Zauważa też, że wielkie firmy nie mają w tym kraju łatwo, bo gwarantowana jest jedynie niska cena, jakość wymaga łapówek oraz wysłania do fabryk ludzi kontrolujących każdy etap produkcji, a to jest biznes, z którego utrzymują się kolejne rzesze Bengalczyków. Dlatego, pomimo zalegającej gdzieś we mnie obawy przed daremnością przypominania, że innym jest gorzej, uważam, że jego książka jest istotna; jest też krótka i nie zostanie zapamiętana jako wybitny reportaż, nie wyczerpuje problemu, nie podsuwa genialnych rozwiązań i przede wszystkim nie szokuje, tylko pokazuje – co jest chyba wyraźnym założeniem autora zdającego sobie sprawę, jak banalnie wyglądają na stronach książki słowa o biedzie, głodzie czy nieszczęściu.

W październiku 2015 marka Vetements, znana z inspirowania się ulicą, pokazała w Paryżu swoją najnowszą kolekcję: po wybiegu przechadzali się ludzie tacy jak my, z tą różnicą, że ubrani byli w koszulki z logiem firmy kurierskiej DHL. Na stronie Vetements można było je dostać za prawie 300 dolarów, klienci podobno oszaleli; DHL liczy sobie, co prawda, po 6,5 dolara za sztukę, ale trzeba zamówić przynajmniej sto. Na salony wkracza tzw. moda realistyczna, na razie przebieramy się za kurierów, ale kto wie, być może już niedługo do sklepów trafią mundurki McDonald’s, spodnie śmieciarzy, fartuchy pielęgniarek. Prawdziwe życie na wyciągnięcie ręki. W sumie czemu nie?

Rafał Łukasik

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (2057)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 364
Saudyjskie-Wielbłądy | 2017-02-21
Przeczytana: 21 lutego 2017

Po zawaleniu się budynku Rana Plaza w stolicy Bangladeszu –Dhace w 2013 roku cały świat zainteresował się warunkami pracy szwaczek w tym kraju.
Według różnych szacunków zginęło wówczas od 1134 do ponad 6200 osób.
Marek Rabij, jako dziennikarz „Newsweek Polska” udał się tam zaraz po tragedii.
I zrobił materiał jakiego po nim oczekiwano. Ale zdecydował się na kontynuację tematu, kiedy świat miał już inne, krwawe, interesujące i co najważniejsze – świeże tematy na pierwsze strony gazet.

To bardzo ciekawa opowieść o globalizmie zderzonym ze średniowieczną mentalnością.
Próba zrozumienia tych ludzi przekracza możliwości pojmowania przeciętnego Europejczyka, a przynajmniej sporej ich części. Trudno jest pojąć, że przy tak ogromnej biedzie, jaką pokazuje na zdjęciach w swej książce Marek Rabij największym szczęściem jest posiadania potomstwa. Najlepiej – licznego.
Według danych ONZ, na które powołuje się Autor, obecnie miasto wielkości Krakowa, zamieszkuje 14,9 mln. ludzi. Według prognoz...

książek: 381
jousna | 2016-08-02
Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Szok! Szok! Szok!
Nie mogę się otrząsnąć po wysłuchaniu tej książki! Jeszcze w trakcie „czytania uszami”, ze słuchawkami na uszach zrobiłam przegląd w szafkach z odzieżą, sprawdzając na metkach miejsce ich produkcji. I zobaczyłam: wyprodukowano w Bangladeszu, wyprodukowano w Chinach, wyprodukowano w Indiach… Nigdy na to nie zwracałam uwagi, przy zakupie kierowałam się bardziej wyglądem, gatunkiem materiału, przystępną ceną. I zaraz przed oczami zobaczyłam opisane w książce młode dziewczyny mdlejące ze zmęczenia przy maszynach, dzieci pracujące za przysłowiową miskę ryżu, biedę, slumsy, smród rynsztoka…
Ale, jak to zauważył autor książki Marek Rabij, nic w życiu nie jest czarne albo białe. Bo gdyby te dzieci pozbawić możliwości zapracowania chociaż na ten jeden posiłek dziennie, to umarłyby z głodu. Jak również nie możemy pozbawiać możliwości zakupu tańszej odzieży, polskiej skromnej rodzinie, gdzie pensja w wysokości najniższej krajowej nie pozwala pokryć podstawowych jej wydatków...

książek: 677

'' W Bangladeszu właściwie każdy potrafi szyć na maszynie , bo uczą tego w szkole podstawowej , niestety nie uczą jak zarobić na własną maszynę ''

Książki takie jak ta przypominają mi o pokorze . O tym że czasem zapominam jak dobrze mi jest , o tym że mam chleb na śniadanie i zawsze znajdzie się coś co można do przysłowiowego gara włożyć . Nawet jeśli pod koniec miesiąca jest trochę mniej dostatnio i trzeba troszkę zacisnąć pasa , to jednak nie muszę żebrać na ulicy , słaniając się na nogach z głodowego osłabienia . O tym że jak idę do pracy , to wiem na pewno że w moim mimo wszystko , cywilizowanym kraju kiedy w fabryce wybuchnie pożar , to najpierw będzie się ratować ludzi , a nie bele z materiałami , zamykając szwaczki na ostatnim piętrze budynku , skazując je na spalenie żywcem , aby nie przeszkadzały ewakuować magazynu materiałów odzieżowych . Ale też tego rodzaju książki powodują iż bliżej się przyglądam metkom na ubraniach i z większą uwagą zastanawiam jaki jest koszt...

książek: 771
kama100 | 2018-01-22
Na półkach: Posiadam, Przeczytane
Przeczytana: 21 stycznia 2018

Nie będę oceniać dając określoną ilość gwiazdek. To nie powieść, którą czyta się lepiej lub gorzej. To LITERATURA FAKTU. I to takiego, z którego najczęściej nie zdajemy sobie sprawy kupując ubrania. Nie myślimy ile ludzkich cierpień składa się na nasz nowy ciuszek. Praca ponad miarę w najgorszych warunkach, w budynkach gdzie pożar jest na porządku dziennym, gdzie ludzie, którzy ulegną wypadkowi wyrzucani są na bruk. Wykorzystywanie do pracy nawet 9-letnie dzieci. Najgorsze jednak jest to, że jest to typowy impas bo na miejsce jednego człowieka czeka już kolejka następnych, dla których to jedyne wyjście na przeżycie. Praca za miskę ryżu, bo mięso czy ryba to coś nieosiągalnego. Jestem w SZOKU

książek: 2371
Weronika | 2017-02-06
Przeczytana: 30 stycznia 2017

Po przeczytaniu dylemat – kupować t-shirty w sieciówkach czy nie kupować?
Kupię – będę mieć przed oczami cały ten wyzysk – dzieci, kobiety, mężczyźni pracujący po kilkanaście godzin dziennie w warunkach pracy poniżej wszelkiej normy. Nie kupię – pozbawię tych ludzi nędznych paru groszy, które dostają by starczyło na miskę ryżu?
Decyzje jednostki niewiele znaczą, tak naprawdę to czy kupię ten t-shirt czy nie niewiele zmieni... Przydałaby się jakaś międzynarodowa kampania zmieniająca raz na zawsze losy tych ludzi... Nierealne. Przerażające jest świadomość, że w świecie w jakim żyjemy na takie zmiany liczyć nie można.
Wstrząsający w swej prostocie reportaż. Bangladesz – jeszcze pokolenie temu miasto rolników, dziś mieści w sobie fabryki mające potężny udział w światowej produkcji odzieży.
Jest to przerażające, że my – ludzie zachodu – nie zdając sobie z tego w większości sprawy, zaprzęgamy do pracy niewolników za dniówkę wynoszącą dwa dolary dziennie – lub mniej. Nie mamy tej...

książek: 838
Degamisz | 2018-12-07
Na półkach: Reportaż, Przeczytane
Przeczytana: 07 grudnia 2018

Zabrzmi to jak wyświechtany banał, ale lektura takiej książki jak „Życie na miarę” uświadamia mi jakie mam ogromne szczęście i jak bardzo powinienem być wdzięczny szeroko pojętej sile wyższej, że żyję tu gdzie żyję a przede wszystkim mam taką pracę jaką mam. Miliony osób dosłownie by za taką możliwość zabiło lub dało się pokroić. Reportaż Marka Rabija w wyraźny sposób to pokazuje i chociaż Ameryki nie odkrywa (o odzieżowym niewolnictwie oglądałem kiedyś program dokumentalny, poza tym słyszy/czyta się to i owo) to jednak daje do myślenia.

Narzekam czasem na swoją pracę, marudzę, czasem nie pasuje mi to, czasem tamto. A co mają powiedzieć ludzie pracujący za stawkę wręcz głodową, ledwo wystarczającą na jakieś mizerne resztki? W urągających warunkach, w miejscach, w których nie istnieje BHP, praca grozi śmiercią lub w najlepszym wypadku kalectwem i to przez cały czas, wyzyskiwani do cna, oszukiwani, traktowani jak bydło, do tego na co dzień żyjący w warunkach iście średniowiecznych,...

książek: 1092
filipinka | 2016-03-30
Przeczytana: 30 marca 2016

Książka „Życie na miarę” zrobiła mi w trochę bałaganu w głowie. Do lektury przystąpiłam spodziewając się, że znajdę w niej jednoznaczne i jednokierunkowe potępienie odzieżowego niewolnictwa w Bangladeszu. A tu niespodzianka. Oczywiste jest tylko to, że w biznesie (jak w łańcuchu pokarmowym) duży pożera mniejszego. Ale ci najmniejsi wcale nie szukają współczucia, czy litości. Chcą po prostu uczciwie pracować, żeby móc nakarmić rodzinę. Po przeczytaniu książki patrząc na zdjęcie z okładki, nie byłabym już taka pewna, kto komu tu zazdrości....

W obliczu niewyobrażalnego wręcz ubóstwa mieszkańców Bangladeszu, pomoc organizacji pozarządowych wydaje się być wręcz groteskowa i czasem zdaje się robić więcej szkody niż pożytku.Tak samo karykaturalne jest święte oburzenie warunkami pracy wielkich zachodnich graczy na odzieżowym rynku – zlecających zamówienia bangaldeskim fabrykom. Czy katastrofy budowlane tychże fabryk, które pochłonęły tysiące ofiar są dla nich jakiś wyrzutem sumienia?...

książek: 3762

Publikacja Marka Rabija pokazuje jedynie skromny wycinek rzeczywistości, w jakiej egzystują ludzie, a szczególnie dzieci z najbiedniejszych grup w Azji.
Kilka lat temu tvn realizował program, w którym dziennikarze trafiali do miejsc, gdzie pracujące dzieci są normą. Nie dość, że za marne pieniądze, to jeszcze tak jak w Indiach, zatrudniane do odzyskiwania miedzi i innych surowców ze starego sprzętu elektronicznego. Nastolatkowie, którzy po starcie ojców musieli stawać się głowami rodzin i pracować ze świadomością, iż nie dożyją wieku, kiedy będą mogli założyć własne. 1-3 letnie dzieci bawiące sie na błotnistym terenie, nasączonym substancjami przenikającymi do ich ciał i powodującymi nowotwory. We mnie wciąż siedzi ten obraz dzieci, które praktycznie z dnia na dzień umierają, choć ich rodziny starają się swoją pracą zapewnić żywność. Z jednej strony wygląda to jak brak świadomości, że jednocześnie zabijają swoje dzieci, a z drugiej strony to właśnie ta świadomość, że bez...

książek: 289
corgi | 2017-01-29

"Odzieżowy Belfegor do perfekcji opanował zamienianie dość prozaicznej w gruncie rzeczy potrzeby ochrony ciała przed warunkami atmosferycznymi w rozmaite pragnienia wyższego rzędu. Dlatego musi kryć przed klientami wnętrza fabryk, przemęczone twarze szwaczek, brud i biedę. Nie z obawy, że wstrząśnięci konsumenci przejrzą na oczy i odrzucą na zawsze jego wdzięki. Chodzi po prostu o to, żeby nic nie zakłócało nam przyjemności konsumpcji"

Książka pokazuje kulisy odzieżowego przemysłu, bangladeskie fabryki, biedę i wyzysk, na której budowany jest sukces największych marek modowych. Takie obrazki nas przerażają - marnie opłacane szwaczki pracujące w warunkach zagrażających życiu i zdrowiu, wypadki, pożary, bieda. Ale jak zwykle nic nie jest czarno - białe. I z tego też warto zdać sobie sprawę. Bo prawa rynku są bezlitosne - i jeśli odgórnie nakażemy podniesienie pensji to po pierwsze automatycznie od razu wzrosną ceny żywności i mieszkań, a po drugie - firmy odzieżowe przeniosą się w...

książek: 979
Mariolka | 2017-01-17
Przeczytana: 17 stycznia 2017

Szczerze mówiąc nie dowiedziałam się z tej książki niczego nowego. Owszem, zgrabnie napisany reportaż pokazujący dość całościowo przemoc ekonomiczną globalnego przemysłu odzieżowego, ale przecież wszyscy już o tym wiemy. I co jako czytelnicy i konsumenci możemy z tym zrobić? Jak mamy się zachować wobec opisywanego problemu? Żadna odpowiedź na te i podobne pytania w reportażu nie pada. Wręcz przeciwnie, zgrabnymi zresztą zdaniami autor przekonuje nas, że w gruncie rzeczy chcemy opisywanego wyzysku. Taka jest natura ludzka i "naturalny" porządek świata? Skoro my jesteśmy po tej uprzywilejowanej stronie problemu, przyjmujemy do wiadomości, że nic się nie da zrobić i o tych rzeszach wyzyskiwanych ludzi zapominamy. W końcu mamy u siebie swoje własne problemy. No w Bangladeszu mają pecha. Bywa. Pewnie nawet sobie na ten stan rzeczy zasłużyli, bo to nieudacznicy i analfabeci. Wiem! Po prostu ich do nas nie wpuścimy i problem będzie załatwiony!

zobacz kolejne z 2047 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
zgłoś błąd zgłoś błąd