Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pustkowie

Wydawnictwo: Baobab
6,45 (121 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
7
8
14
7
43
6
27
5
15
4
5
3
5
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8389642921
liczba stron
374
język
polski

„Dreszczowce Oates są przewrotne, zapewniają godziwą dawkę emocji, a zarazem dają do myślenia, wcale nie mniej niż jej klasyczne powieści. »Pustkowie« to jedna z najlepszych opowieści grozy od wielu, wielu lat...” - Toronto Globe & Mail.

 

Brak materiałów.
książek: 1009
malena | 2017-04-19
Na półkach: Przeczytane

"Pustosłowie"

"Pustkowie" Joyce Carol Oates to doskonała książka na kłopoty z bezsennością. Czytasz, czytasz i zasypiasz, nie wiedząc nawet kiedy. No to tyle o jej zaletach. Teraz przejdę do miażdżącej krytyki. Oczywiście żartuję, choć prawdą jest, że ów niespieszny, aspirujący do miana poetyckiego (dla mnie po prostu kwiecisty) styl może doprowadzać do "szewskiej pasji" (mnie usypiał). Jego użycie w partiach, gdzie autorka oddaje głos AUTOROWI NIEZNANEMU można jeszcze zrozumieć, gdyż stanowi zapis specyficznego toku rozumowania seryjnego mordercy. W innych zaś częściach jest to po prostu próba (dla mnie nieudolna) zrobienia z powieści kryminalnej (z zabarwieniem psychologicznym) WIELKIEGO DZIEŁA. Bo i cóż nam oprócz tego oferuje pisarka? Średnio skomplikowaną fabułę, kilka średnio skleconych postaci, trochę malowniczych opisów krajobrazu, trochę taniego psychologizmu rodem z zachodnich poradników.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej głównemu bohaterowi, bo przecież to na nim opiera się cały ciężar powieści. Matt McBride. Dniami: młodszy wspólnik pracujący w doskonale prosperującym biurze nieruchomości, ulubieniec szefa, przykładny (uff - nie do końca przykładny, bo zdarzały mu się małe "skoki w bok") mąż zepsutej bogactwem i prestiżem żony, ojciec dwóch synów; nocami: wzięty, ale także i uznany fotograf, lekko zbzikowany na punkcie już nieżyjących kobiet (coś z nekrofila, ale nie do końca, bo jedynie pożądający i kochający nieżyjące kobiety). A teraz wielkie zadanie dla czytelnika: które z tych dwóch wcieleń zwycięży? Bogactwo, wykonywanie mało satysfakcjonującego zawodu, życie w związku małżeńskim z kobietą, dla której liczą się jedynie prestiż i pieniądze, czy życie z pasji i dla pasji, z kobietą, którą się kocha i pożąda, odzyskaną, choć poniekąd utraconą? Ach, zapomniałabym dodać, że na przeszkodzie w wyborze stoi seryjny mordercą, tzw. AUTOR NIEZNANY.
Pojedynek między nimi nieunikniony. No ale to można spokojnie pominąć, bo zwycięzca może być tylko jeden. Zatem? Porzućmy wszelkie bogactwo, żyjmy biednie, ale szczęśliwie, w zgodzie z tym, co dyktuje nam serce. Piękne prawda? Takie typowo poradnikowe. Takie typowo amerykańskie. Rozwiązanie odwiecznego problemu jak żyć, podane czytelnikowi (wprawdzie w mało strawny sposób) na tacy.

Autorka nie zapomniała o miłośnikach "seryjniaków". Mamy AUTORA NIEZNANEGO, mężczyznę, który tworzy dzieło swego życia, kosztem życia innych osób. Powodów, dla których uśmierca swe ofiary musimy doszukiwać się w jego dzieciństwie i młodości, choć podane nam są jedynie w zarysach. Mimo tego dość klasycznie: osoba, która nie rzuca się w oczy (swoją drogą powinna!), przemykający cichutko na obrzeżach społeczeństwa, taki zwykły, że aż niewidoczny; Mesjasz, mający nadzieję, że czar niewidzialności przestanie działać, kurtyna, zostanie podniesiona i wszyscy przekonają się o jego geniuszu. Moim zdaniem najlepiej skonstruowana postać, choć i tutaj także wiele niedociągnięć.

Zbrodnie w retrospekcji, skupienie uwagi szczególnie na dwóch przypadkach. Efekt, jaki ma to wywrzeć na czytelniku - poczucie zagłębiania się w mroczne zakamarki mózgu mordercy. Efekt rzeczywisty - chaos w uporządkowaniu informacji kto zginął i dlaczego, co morderca chciał zyskać zabijając tę, a nie inną kobietę; desperackie próby pisarki rozjaśniania mroków książki poprzez wprowadzanie postaci chorego na stwardnienie rozsiane niepełnosprawnego mężczyzny zafascynowanego seryjnymi mordercami (dzięki niemu dowiadujemy się - przynajmniej częściowo - kto został zabity i dlaczego); swobodne porzucanie zaczętych wątków (patrz: policja kontra McBride); stosowanie zasady prostych rozwiązań - wiara w naiwność czytelników (patrz: zachowanie żony i dzieci głównego bohatera, tak by dać mu zielone światło w realizacji zamierzonych celów).

No to by było na tyle, w wielkim skrócie.

PS Zapomniałam dodać, że już na dzień dobry, podczas "ochów" i "achów" na temat tej powieści obrzydliwy błąd: do wszystkich korektorów - nie ma czegoś takiego, jak "przekonywujący". Jest albo przekonujący, albo przekonywający. Nie usposabia to pozytywnie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Śmierć w posiadłości Wentwaterów

Kryminał to książka dwóch pytań - kto zabił i dlaczego. I ta książka też nasuwa czytelnikowi dwa pytania, tylko trochę inne. Bo już w pierwszym rozdzi...

zgłoś błąd zgłoś błąd