Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Grzesznik IV

Rose Madder

Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo: Albatros
6,78 (1660 ocen i 143 opinie) Zobacz oceny
10
68
9
136
8
259
7
555
6
346
5
200
4
45
3
38
2
4
1
9
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Rose Madder
data wydania
ISBN
9788373594791
liczba stron
448
słowa kluczowe
powieść, ucieczka, psychopata, obraz
kategoria
horror
język
polski

Inne wydania

Pewnego dnia Rosie Daniels decyduje się porzucić swojego męża, przed którym odczuwa paniczny strach, i pod przybranym nazwiskiem rozpocząć nowe życie. Ucieka do innego miasta, gdzie wkrótce zdobywa ciekawą pracę, nawiązuje znajomości i przyjaźnie. W sklepie ze starociami kupuje niezwykły obraz zatytułowany Rose Madder , który jak się okazuje pozwala przeniknąć do innego świata. Tymczasem...

Pewnego dnia Rosie Daniels decyduje się porzucić swojego męża, przed którym odczuwa paniczny strach, i pod przybranym nazwiskiem rozpocząć nowe życie. Ucieka do innego miasta, gdzie wkrótce zdobywa ciekawą pracę, nawiązuje znajomości i przyjaźnie. W sklepie ze starociami kupuje niezwykły obraz zatytułowany Rose Madder , który jak się okazuje pozwala przeniknąć do innego świata. Tymczasem tropem kobiety podąża jej mąż Norman, policjant-psychopata, gotowy zabić każdego, kto się mu sprzeciwi. Jest już coraz bliżej, śledzi jej przyjaciół, zdobywa jej adres. Tylko ucieczka w świat Rose Madder może ocalić życie Rosie...

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 841
cykuta | 2011-04-16
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 02 kwietnia 2011

Według Stephena Kinga "(....) złe sny są o wiele lepsze od złych przebudzeń." Główna bohaterka jego książki, Rose Madder potrzebowała 14 lat, by dojść do podobnego wniosku.

Przez ten okres czasu tkwiła w wyniszczającym - psychicznie i fizycznie - małżeństwie. Jej mąż, Norman - wzięty policjant - bezlitośnie się nad nią znęcał, doprowadzając do skraju wytrzymałości. Rose jednak pozostawała w tym toksycznym status quo przekonana, że jest skazana na taki los. Aż do momentu, gdy jedna kropla krwi z rozbitego po raz n-ty nosa, odznaczająca się wyraźnie na śnieżnobiałej pościeli przelała czarę goryczy. Ta kropla zadziałała jak katalizator, umożliwiając bohaterce podjęcie decyzji o ucieczce. Podczas swojej podróży ku normalności, Rose napotka kobiety, które jej pomogą, mężczyznę, który pokocha i tajemniczy obraz, który raz na zawsze ją odmieni. W jaki sposób? Tego czytelnicy nie dowiedzą się z mojej recenzji.

Nie na darmo King nazywany jest mistrzem horroru. W przypadku "Rose Madder" nie odmalowuje [na szczęście] przed czytelnikiem wizji makabry i wylewających się flaków. Groza w tej książce ma charakter psychologiczny. Autor niezwykle sugestywnie oddaje w niej obraz męża głównej bohaterki - Normana. W sposób przerażający z i do bólu autentyczny pokazuje sposoby myślenia i działania psychopaty - jego nietolerancję wobec odmienności, pogardę wobec innych, impulsywność i agresję, brak poczucia winy, choćby po dokonaniu najohydniejszych zbrodni [bo przecież ofiara sama jest sobie winna], a także - nade wszystko - bezwzględne wykorzystywanie słabości i potrzeb innych ludzi tak, by stali się środkiem do realizacji własnego celu. W przypadku Normana celem tym było odnalezienie niepokornej żony i przykładnie jej ukaranie.

Równie realistycznie portretuje King ofiarę przemocy i piętno, jakie wywarło na niej wieloletnie obcowanie z szaleńcem. Rose, szczególnie w pierwszej części książki, gdy ucieka z domu, jest tak sterroryzowana, że praktycznie boi się własnego cienia. Paraliżujący strach towarzyszył jej od lat, dlatego teraz za każdym rogiem oczekuje najgorszego - że mąż przyłapie ją na próbie ucieczki i zgotuje prawdziwie piekielne "powitanie". W tym miejscu chciałabym podkreślić, jak ogromne wrażenie na mnie - jako czytelniczce - robi umiejętność autora wczucia się w sytuację kobiety maltretowanej, jej myśli, uczuć, przeżyć... Aż nie chce się wierzyć, że cała tę historię, z jej powalającym na kolana realizmem i dokładnością, a jednocześnie naturalnością napisał mężczyzna, a nie jakaś jego alternatywna osobowość.. Podobny kunszt można było zauważyć w "Historii Lisey" - powieści również pisanej z kobiecej perspektywy, jednak mam wrażenie, ze dopiero w "Rose Madder" zaprezentował się on w całej okazałości.

Abstrahując nieco od głównego tematu i kwestii fabularnych; podczas lektury "Rose Madder" warto zwrócić uwagę na mnogość symboli, pojawiających się na jej łamach. [za przykład może posłużyć ścigający główną bohaterkę byk, który jest metaforą jej męża, motyw labiryntu - skomplikowanej sytuacji życiowej Rose, czy też lisicy - w tej kwestii nic konkretniejszego Wam nie zdradzę]. I jest to coś w rodzaju rysu charakterystycznego dla twórczości Stephena Kinga. Podobnie jak pewne myśli przewodnie, hasła, powtarzane po wielokroć, a stające się czymś w stylu idee fixe poszczególnych bohaterów. Do spółki z - równie typowym dla mistrza - balansowaniem na granicy rzeczywistości i fantazji [czy obraz zakupiony przez Rose faktycznie może wciągnąć ją do swojego świata, czy może wszystko co się w tym świecie dzieje stanowi jedynie wytwór wyobraźni znękanej życiem kobiety?] daje to w wyniku absolutnie psychodeliczny efekt.

"Rose Madder" to z pewnością książka absorbująca. Wciąga, niepokoi, poraża realnością opisów [King doskonale wie, w jaki sposób za pomocą słowa wywołać w czytelniku określone wrażenia i doskonale nami manipuluje, sprawiając że odczuwamy wstręt i pogardę dla jednych bohaterów, a identyfikujemy się z innymi]. Istnieje jednak wątek, który - nie odbierając ogólnej przyjemności z lektury - nieco mnie irytował. Czytając pełne nadziei opisy nowego związku Rose i niesamowitego oddania, jakim obdarza ją Bill, natrętnie nasuwały mi się na myśl dwa słowa: opera mydlana. Ostatecznie jednak zakończenie książki, w którym - pomimo obecności wyśnionego partnera Rose - proporcje cukru i pieprzu są właściwe, zaciera to niekorzystne wrażenie.

W trakcie lektury nie zawsze byłam pewna, czy opisywane przez Kinga wydarzenia powinnam traktować dosłownie, czy metaforycznie. Chociaż zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku można dojść do wniosku, że główna bohaterka jego powieści potrzebuje pewnych symboli, czy rytuałów, by wyzwolić się z patologicznej więzi z mężem, odnaleźć swoją prawdziwą tożsamość i na nowo się określić, tym razem w odniesieniu do samej siebie. W przypadku Rose proces ten zaszedł bardzo daleko; gdyby przyjąć, że książka Kinga jest jedną wielką przenośnią, można by napisać, że bohaterka w postaci tajemniczej nieznajomej z obrazu odnajduje swoje alter ego. Taki rozwój sytuacji umożliwia jej przyznanie się do doznanych krzywd, odnalezienie w sobie siły, pozwalającej przepracować traumę i dokonanie zemsty na tym, który je wyrządził... Byłaby to jednak bardzo daleko posunięta interpretacja. Być może w przypadku "Rose Madder" warto po prostu uznać, że jest to jedna z tych książek, które dostarczają nad nadziei i wiary. Wiary w to, że z każdej, choćby najtrudniejszej sytuacji można znaleźć wyjście, a siła, która to umożliwia znajduje się w nas w samych - potrzebujemy tylko ją uwolnić. I z tą konkluzją pozostawiam Was, Drodzy Czytelnicy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Świat równoległy

Książka porusza pod wieloma względami, lecz przede wszystkim genialną treścią i zdjęciami emocjonalnie korespondującymi z treścią. Reportaże zza kulis...

zgłoś błąd zgłoś błąd