Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Przed świtem

Tłumaczenie: Joanna Urban
Cykl: Zmierzch (tom 4)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
6,24 (30391 ocen i 1575 opinii) Zobacz oceny
10
2 908
9
2 954
8
2 967
7
5 688
6
5 312
5
4 309
4
1 869
3
2 207
2
854
1
1 323
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Breaking Dawn
data wydania
ISBN
9788324588978
liczba stron
719
słowa kluczowe
wampir, wilkołak, uczucia
język
polski

Inne wydania

Czym zakończy się rok oczekiwania, marzeń, rozterek, lęków Belli? Czy rozdarta między uczuciami do wampira i wilkołaka nastolatka zdoła któregoś z nich wybrać? Czy zdecyduje się na mroczną, ale pociągająca egzystencję nieśmiertelnego wampira, czy też zwalczy miłość do Edwarda i zdecyduje się pozostać zwykłym człowiekiem? Czy ten romans skończy się ślubem? I jakie będą jego konsekwencje?

 

książek: 418
Rosalia | 2013-10-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

To już koniec. Ostatnia część sagi właściwej, choć Meyer nie znała umiaru i uraczyła nas opowieścią o "ważnej postaci" występującej w "Zaćmieniu", jaką była Bree Tanner, która pobyła z nami przez... dwie strony? Trzy strony? No nic, jest ona tak ogromnie znaczącą postacią, że nie poświęcę jej już więcej uwagi, gdyż mam tu o wiele ciekawszy kąsek.

Zacznijmy wyjątkowo od okładki - nie zwróciłabym na nią uwagi, gdyby fani sagi nie uświadomili mnie na forach internetowych, iż ma ona symbolizować dominację ludzkiej natury Belli nad wampirzymi instynktami. Eee... W takim wypadku panna Swan jest też wstążką, kwiatkiem i jabłkiem? Czy po prostu nagle ktoś wpadł na taki pomysł? Poza tym, biorąc pod uwagę, że sama Meyer mówi otwarcie, iż uznaje ludzi za najniższą rasę (bo nie sparklimy i nie mamy genu Mary Sue?), to coś mi zgrzyta w tej teorii. To nie ludzka natura Belli dominuje, to jej niewiarygodne, merysuistyczne opanowanie.

Dobrze, poznęcałam się już nad okładką, czas przejść do treści. Autorka podzieliła ją na trzy księgi: Bella, Jacob i... Bella. Czy ktoś jej uświadomił, że tym samym wstawianie prologu w stylu "jestem zagrożona" w księdze pierwszej było jeszcze bardziej bezsensowne, niż w części drugiej i trzeciej, gdzie można było mieć przynajmniej ten okruch nadziei, że jednak team Cullen & Swan opuści ten padół łez? Oczywiście, gdyby to była książka dobrego pisarza, zatytułowanie trzeciej księgi "Bella" nie musiałoby oznaczać, że to ona jest narratorką. Mogłaby być to historia tego, co dzieje się z jej bliskimi po śmierci głównej bohaterki. No, ale to Meyer. Ona nie zabije postaci, która jest uosobieniem jej samej w małym, pełnym nieścisłości Meyerlandzie.

Księga pierwsza zaczyna się przygotowaniami do ślubu Belli i Edwarda. Oczywiście, musimy posłuchać, jaka to panna Swan nie jest biedna, że dostała samochód (innej dziewczynie pewnie bym współczuła, gdyby facet zepsuł jej stary tylko po to, by kupić nowiutkie cacuszko, jednak skoro Isabella sama się wpakowała w toksyczny związek i jest to dla niej pełnia szczęścia...), a podczas ostatnich przygotowań po raz kolejny dowiadujemy się, jakaż głupiutka jest Renee, bo coś tam i - oczywiście - mamy okazję podziwiać irytującą tendencję Cullenów do wydawania kupy forsy tylko po to, by pokazać, że mają kupę forsy. Ten ich irytujący zwyczaj przewija się przez wszystkie części, jednak w tej jest wyjątkowo nachalny zwłaszcza, gdy większość akcji dzieje się w ich domu.
Po wspaniałym weselu zepsutym tylko wejściem smoka bądź wilkołaka, jak kto woli, młoda para wyrusza na miesiąc miodowy, który jest chyba jedną z najbardziej żałosnych sytuacji w całej sadze ze względu na podejście Belli, która wykazuje się skrajnym idiotyzmem i wręcz zmusza mnie do współczucia Edwardowi. Dlaczego? Nasza młoda pani Cullen płacze i WYMUSZA na swoim mężu uprawianie seksu, choć on nie chce tego robić, bojąc się, że zrobi jej krzywdę. Fuj.
Księga kończy się pseudo groźnym zagrożeniem w postaci ciąży z wampirem. Nie, to nie jest spoiler, wszyscy to wiedzą. Tak samo jak to, że Bella przeżyje, a jej dziecko będzie jeszcze bardziej cudowne niż ona.

Księga druga na początku wydaje się mieć w sobie jakiekolwiek pozytywy, gdyż na dobre kilkaset stron pozbywamy się narracji Belli. Jednak już patrząc na najdłuższe tytuły rozdziałów, jakie widziałam (a które chyba miały być zabawne), pozbywamy się tego złudnego wrażenia, że będzie lepiej, a każda następna strona utwierdza nas w przekonaniu, że dobrze zrobiliśmy. Jacob jest niewiele mniej rozchwiany emocjonalnie niż główna bohaterka sagi, zaś od pewnego momentu widać, iż przemawia przez niego skrajny egoizm, nie mający nic wspólnego z wiekiem, a z tym, jakim dupkiem jest. I nie ma już zupełnie szans na naprawienie wizerunku zszarganego w "Zaćmieniu".
Jakiś jasny punkt tej księgi? Lea, będąca jedną z niewielu postaci, których Meyer nie zepsuła. Choć wątpię, by była tego świadoma, gdyż jasno podane na tacy mamy, iż dla nas panna Clearwater ma być postacią w jakiś sposób negatywną. Pudło, to chyba jedyna bohaterka, jakiej mogę tu szczerze współczuć oprócz Rosalie. A fakt, że wszyscy wokół traktują ją jak niepotrzebną stertę szmat również nie przeszkadza mi w lubieniu jej.
Oczywiście, księga kończy się opisem porodu, który bardziej niż przerażać, zniesmacza i śmieszy. Żeby nie było nam za wesoło, na sam-samiuteńki koniec tej części książki Jacob zostaje pedofilem. Tym wszystkim, których to zniesmacza, gratulujemy normalności i proponujemy odłożyć książkę. Reszta to masochiści i twihardy.

I oto przed nami księga trzecia. Największy powód do narzekania, niesmaku i... nudy. Cała saga zionie nudą, jednak ta część to zdecydowana jej kwintesencja. Intryga przewija się na dziesiątym planie, zaś my jesteśmy raczeni opisami życia nowo narodzonego w wersji Mary Sue/cudowności Reneesme/pożycia małżeńskiego Cullenów. Jedyne, co mnie zastanawiało, to czemu, na wszystko, co święte, włoskie Atomówki znane również jako Volturi wybierały się do Forks cały miesiąc?! Co, zrobili sobie przy okazji wycieczkę po USA czy wypad do Disneylandu?
Oczywiście, jak zwykle Meyer nie ma serca zabić choć jednej osoby, która zyskała choć jednego fana, jednak konflikt jest zbyt poważny, by odbył się bezkrwawo, więc CO robi? Znów. Zabija. Postać. Która. Miała. W. Tej. Książce. Taki. Udział. Jak. Ja. W. Wynalezieniu. Szczepionki. Na. Ospę. Naprawdę, czy tylko mnie to tak irytuje? I po raz kolejny pozbawia nas choćby najmniejszego widma niepokoju - jej ulubiona Mary Sue #2, znana też jako Reneesme cudownie przestanie się starzeć w wieku, w którym wygląda najkorzystniej. Jeśli mam być szczera, mitów o dhampirach nie znam za dobrze, ale to chyba nie do końca tak.

Trudno mi powiedzieć o tej książce coś więcej - tak nijaka i niesmaczna jest. Jest nudna, nie wnosi nic nowego oprócz nadziei, że raz a dobrze pożegnaliśmy się z Bellą, Eduardem i całą resztą tej chorej psychicznie ferajny.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zanim nadejdzie monsun

Listopad to najbardziej ponury, brzydki i skłaniający do smutku oraz melancholii miesiąc w roku. W czasie jego trwania zdecydowanie szukam lektur, kt...

zgłoś błąd zgłoś błąd