Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Rok później

Tłumaczenie: Krzysztof Adelt
Wydawnictwo: YA!
6,89 (74 ocen i 5 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
7
8
18
7
19
6
18
5
5
4
3
3
1
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788328020825
liczba stron
352
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Carmen, Bee, Lena i Tibby są jak siostry, nie potrafią bez siebie żyć. Dzielą radości i smutki, a także… parę niezwykłych dżinsów, które mają wyjątkową moc. Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów to opowieść o czterech nastolatkach, które są dla siebie najbliższe na świecie. Ich przyjaźń umocniła się w wakacje, gdy dziewczyny odkryły magiczne dżinsy:...

Carmen, Bee, Lena i Tibby są jak siostry, nie potrafią bez siebie żyć.
Dzielą radości i smutki, a także… parę niezwykłych dżinsów, które mają
wyjątkową moc.


Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów to opowieść o czterech nastolatkach,
które są dla siebie najbliższe na świecie. Ich przyjaźń umocniła się w
wakacje, gdy dziewczyny odkryły magiczne dżinsy: pasowały na każdą z
nich i, co najważniejsze, miały moc spełniania marzeń.


Czy kolejnego lata znów pomogą dziewczynom pokonywać przeciwności losu i
spełniać marzenia?

 

źródło opisu: Matras

źródło okładki: Matras

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1267
wkwiatki | 2017-04-30
Przeczytana: 30 kwietnia 2017

Ann Brashares „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Rok później”, moja ocena: 2/6
Kiedyś na swój prywatny użytek sformułowałam definicję starości: starość jest wtedy, kiedy ma się ochotę na książki, które już się czytało (wiele razy). Od kilkunastu miesięcy wracam do powieści-drogowskazów, powieści-znaczników i powieści-zakładek oddzielających różne momenty mojego życia. Na fali powrotów sięgnęłam do serii o Wędrujących Dżinsach i podzielę się wrażeniami z przyglądania się historii, która pomagała mi w dojrzewaniu, po około ośmiu lat od jej poznania. Na warsztat biorę drugą część: „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Rok później".
Historia zaczyna się od przyjaźni czterech ciężarnych kobiet, które poznały się na zajęciach z aerobiku. Nic więc dziwnego, że kiedy na świat przyszły ich córki, sympatię do siebie nawzajem miały niejako wszczepioną. Mimo upływu lat, mimo śmierci jednej z matek, mimo rozluźnienia kontaktów to, co połączyło ze sobą Lenę, Tibby, Carmen i Bridget, przetrwało silne i nienaruszone. Dżinsy dołączają do nich w pierwszej części serii w sposób dość prozaiczny – Carmen kupiła je w lumpeksie, już wtedy wiedząc, że nigdy ich nie założy, a bierze je tylko dlatego, żeby nie wyjść ze sklepu z pustymi rękami. Zapomina o nich zupełnie, a kiedy w obecności przyjaciółek pakuje się przed wyjazdem, zamierza je wyrzucić. Szczęśliwym zrządzeniem losu spodnie wędrują z rąk jednej do drugiej i są przymierzane przez każdą z nich (nawet oporna Carmen w końcu się na to zgodziła). I pewnie nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że mimo zgoła różnych sylwetek wszystkie wyglądają w nich fantastycznie. Tamtego wieczoru dziewczyny sformułowały 10 żelaznych reguł dotyczących użytkowania Dżinsów i postanowiły, że będą je sobie przekazywać, co pomoże im przetrwać pierwsze (i kolejne) wakacje spędzane osobno. W drugiej części spodnie mają już na sobie kroplę krwi i lekko zielony kolor po tym, jak ktoś usiadł na trawie. Poza tym jest na nich wyszyte serce z napisem „Bailey tu była” i 3 inne frazy, które upamiętniają najważniejsze przeżycie poprzednich wakacji. Wakacje nr 2 przedstawiały się inaczej niż ubiegłoroczne: wyjechać miała jedynie Tibby. Jak wiadomo jednak, życie pisze własne scenariusze, a pomysły Bridge rządzą się swoimi prawami, więc i ona wyrusza w podróż. W czym i komu pomogą Dżinsy w tym roku? Czy ponownie zasłużą na miano Dżinsów Miłości? Jak poradzić sobie, kiedy mama zakochuje się szaleńczo i zachowuje jak nastolatka, a na ciebie zwala się przyrodnia siostra, która chce być taka jak ty? Jaki film zrobić na obozie filmowym: taki, który bawi, czy taki, który boli? I zdaniem których znajomych należy się kierować? Co zrobić, kiedy nie mieści się nie tylko w Dżinsy, ale i w ramy rodzinnego obrazu – jak długo można udawać kogoś, kim się nie jest, przed osobą, która zna cię od urodzenia? I jak poradzić sobie, kiedy twoja wielka odwzajemniona miłość z dnia na dzień rujnuje przyszłość, o której wspólnie marzyliście? Na każde z tych pytań będą musiały odpowiedzieć Dźinsy – (nie?)zawodne, ale jednak zawsze tylko spodnie.
Nie wiem, jak brzmi osobie postronnej powyższe streszczenie tej książki. Nie umiem się zdystansować, ale na tyle, na ile radzę sobie z obiektywną oceną – wydaje się trochę głupie. Zupełnie inaczej jednak patrzyłam na to oczami nastolatki. Co mnie tak pociągało w tej historii? Może przyjaźń. Dziewczyny wydają się faktycznie mocno związane, ale przy drugim podejściu widzę rysy na wyidealizowanym obrazie ich relacji. A może pociągały mnie ich problemy. To jest bardziej prawdopodobne – bohaterki przeżywają pierwsze miłości, stają przed różnymi wyzwaniami, które w jakiś sposób w wieku czternastu lat były dla mnie ważne. Dziś widzę dziecinność ich zachowań i nieistotność problemów, choć przyznaję uczciwie, że to, co spotkało Lenę, nawet w moim sędziwym wieku dwudziestu dwóch lat wydaje się przeżyciem tak strasznym, że aż nie do wyobrażenia. Ale po co Bee komplikuje sprawę, która jest owszem, nowa, ale na pewno nie wymaga podobnie naiwnych „uatrakcyjnień”? Rozterki Tibby potrafię zrozumieć i wiem, że mając tyle lat co ona, też nie byłabym obojętna na zdanie innych osób. Carmen zaś oprócz tego, że zachowuje się głupio, to w dodatku podle – nie cały czas, ale momentami dziwiłam się, co za pierwszym razem sprawiło, że dobrnęłam do końca.
Jeśli dziecinne wydają mi się niektóre problemy, to raczej nie będzie nikogo dziwić, że kompletną farsą są dla mnie Dżinsy. Są dla nich ważne, symbolizują obecność, troskę i wzajemną pamięć, ale na miły Bóg, kiedy dochodzi do nieoczekiwanej podwójnej randki i jedna wyciąga drugą na stronę, żeby w łazience zamienić się spodniami… No nie, taka scena byłaby dobra, gdyby autorka chciała sparodiować własny pomysł, ale skoro napisała jeszcze dwie części cyklu, to chyba jednak nie był jej cel. Reguły postępowania ze spodniami również wydały mi się śmieszne, kiedy patrzę na nie po latach. O ile niektóre są zabawne – Nie wolno pozwolić chłopakowi, by zdjął którejś z nas Dżinsy (choć możemy je zdjąć same w jego obecności) – o tyle inne wzbudzają politowanie (Nie pierzemy Dżinsów) jeśli nie przez samą treść, to przez sposób podchodzenia do nich bohaterek.
Jak już wiele razy podkreśliłam, to nie było moje pierwsze spotkanie z Wędrującymi Dżinsami. Wcześniej miałam do czynienia z innym wydaniem, tym razem czytałam historię od Grupy Wydawniczej Foksal. Muszę jednak powiedzieć, że powieść wizualnie prezentuje się niestety dużo gorzej niż u Wydawnictwa Egmont. Na kolorystykę i pomysł na okładki mogę jeszcze przymknąć oko, ale bardzo kiepsko wyglądają tu listy bohaterek, które w myśl zasady 7. (Przez całe lato musimy pisać listy do pozostałych członkiń Stowarzyszenia, choćbyśmy świetnie się bez nich bawiły) są ważnym elementem powieści.
Warto czy nie warto sięgnąć po tę książkę? W oderwaniu od całości serii – nie wiem. W komplecie z pozostałymi częściami – o tym napiszę w czwartej, ostatniej, recenzji „Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dziewczyna z piosenki

Jest to powieść autograficzna. Chrissy jest córka pastora. Od dzieciństwa związana z kościołem. Obdarzona przez rodziców i przyjaciół ogromną miłością...

zgłoś błąd zgłoś błąd