pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Przygoda z owcą
Główny bohater, zwykły mieszkaniec zwykłego współczesnego miasta, żyje sobie spokojnie swoim zwykłym życiem. Jednak pewnego dnia przyjaciel przysyła mu tajemniczą fotografię, przedstawiającą owce na p... Główny bohater, zwykły mieszkaniec zwykłego współczesnego miasta, żyje sobie spokojnie swoim zwykłym życiem. Jednak pewnego dnia przyjaciel przysyła mu tajemniczą fotografię, przedstawiającą owce na pastwisku. Jedna z owiec ma na grzbiecie gwiazdę. Od tego momentu życie bohatera przestaje być zwyczajne... Na scenie wydarzeń zjawia się Boss - szef potężnej organizacji kontrolującej media i reklamę. Rozkazuje bohaterowi odnaleźć owcę z gwiazdą na grzbiecie. Zaczyna się opowieść kryminalna obfitująca w różne niesamowite wątki. Bohater w towarzystwie swojej przyjaciółki wyposażonej w niezwykle zmysłowe uszy, posiadające właściwości paranormalne, przemierza Japonię, spotyka tajemniczego Sheep Mana - owcę, która mówi i pod wieloma innymi względami przypomina człowieka; przeżywa przygody niczym z filmów Kubricka albo Lyncha. pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
438
-
335
Opinie czytelników
Gdybym miała ją określić jednym słowem, bez wahania wybrałabym "absurd". Właściwie tak zrobiłam po przeczytaniu niecałej połowy książki. Trochę później naszło mnie skojarzenie z "Panną Nikt" Tryzny, który również specjalizuje się w tworzeniu powieści postmodernistycznych. Bo pisaniem ciężko to nazwać. Raczej lepieniem sytuacji z gliny, a później rzuceniem tym o ścianę, aż zostanie krzywa plama, ledwie kształtem przypominająca postać pierwotną. I tak właśnie tworzy zarówno Tryzna jak i Murakami. Coś z pozoru prostego, ale później okazuje się, że to jest o wiele bardziej skomplikowane i należy szukać odpowiedzi na różnych poziomach, niczym w gabinecie luster.
Podobno Murakamiego albo się kocha, albo nienawidzi. Ja w tej chwili wiem, że muszę przeczytać więcej jego książek, by go "poczuć" i ogarnąć. Z pewnością jest specyficzny. Czytając, doskonale widziałam, dlaczego jest taki ścisły podział między czytelnikami. Na razie jestem gdzieś po środku.
O czym jest "Przygoda z owcą"? Na poziomie literalnym o jakimś mężczyźnie, który zostaje zmuszony do szukania owcy, ponieważ, jeśli jej nie znajdzie, zostanie zniszczony (w bliżej nieokreślony sposób). Już sam fakt szukania owcy wydaje się być dziwny, ale prawdziwa abstrakcja pojawia się dopiero później. Język nie wydaje mi się być zachwycający. Murakami nie urzeka mnie tym, czym mają w zwyczaju urzekać inni pisarze azjatyccy. Ale ma swój niezaprzeczalny urok.
I chociaż porównałam go z Tryzną, którego uwielbiam, a Murakami jest pisarzem azjatyckim, których również uwielbiam, wolę Tryznę. Mimo że przez ostatnie parę miesięcy nie mogłam patrzeć na "Pannę Nikt". Murakamiego polecam. Jednak z niewielkim znakiem zapytania. Definitywnie muszę przeczytać "Przygodę z owcą" po raz drugi. Ale to za jakiś czas.
Tak naprawdę bardzo trudno ocenić tę książkę. Po opisie z okładki spodziewałam się czegoś zupełnie innego i, mimo, że zaliczam "Przygodę" do kategorii "do ponownego przeczytania", odczuwam pewien niedosyt... i ciekawość, jaki dźwięk wydaje głowa mumii uderzana metalowymi szczypcami...?
Gdybym miała powiedzieć o czym jest "Przygoda z owcą" powiedziałabym, że o paleniu papierosów, piciu piwa latem a whiskey zimą i stosunkach płciowych z dziewczynami, które z każdym idą do łóżka. Ale tak nie jest. Jest to również opowiadanie o penisie wieloryba w pobliskim akwarium, piknikach, kocie i mieście Dwanaście Wodospadów. Jest to historia kierowcy i Owczego Profesora, Szefa oraz dziewczyny o wspaniałych uszach. A także o rolnictwie i hodowli zwierząt w Japonii...
Niezwykle refleksyjna, pełna zadumy, piękna i zaskakująca... a z drugiej strony do tego stopnia refleksyjna, że momentami łapałam się na tym, że nie pamiętam, o czym była ostatnia strona.
Zdecydowanie polecam tę książkę jako swoisty balsam dla duszy.
Jest to opowieśc o człowieku ,który wyrwany z dotychczasowej monotonii życia, pewnego dnia musi wyruszyć w podróż. Cel jego podróży jest złożony, musi odnaleźć bowiem pewną owcę, chcacą zawładnąć światem. Towarzyszy mu dziewczyna o niezwyke pięknych uszach. Prostota języka w połączeniu z fanastycznym wątkiem owcy i magicznych uszy daje powieśc lekką,ale z pewnością warta przeczytania. Całośc okraszona jest typą dla Murakamiego nutką popkultury. Do jego książek powinni dołączać swoistą ścieżkę dźwiękową- płytę z piosenkami, których w ksiażce słuchał główny bohater.
„Przygoda z owcą” to zarazem moja pierwsza przygoda z Haruki Murakamim i muszę stwierdzić, że była to przygoda bardzo przyjemna i udana. Specyficzny styl Murakamiego sprawia, że cała opowieść wciąga bez reszty. Autor nawet opisując zwyczajne czynności, jak palenie papierosa, czy podróż pociągiem, tworzy klimat, który sprawia wrażenie, że dzieje się coś niezwykłego, czasem wręcz transcendentalnego.
Głównym bohaterem jest człowiek bez imienia (właściwie nikt w tej książce nie ma imienia, jest tylko kilka przydomków), zwyczajny Japończyk, pracujący w firmie reklamowej. Po tym jak żona zostawia go dla najlepszego przyjaciela, jego życie nie obfituje w zbyt ciekawe wydarzenia. Niedługo potem, przeglądając foldery reklamowe, znajduje zdjęcie doskonałego kobiecego ucha. Postanawia umówić się z jego właścicielką, z którą bardzo szybko się związuje. Jak się później okazuje, jej uszy mają pewne nadnaturalne właściwości. Mniej więcej w tym samym czasie, w firmie naszego bohatera pojawia się tajemniczy człowiek pracujący dla bardzo wpływowego Szefa. Powodem jego wizyty jest owca. Pewna specjalna owca, z czarną łatą w kształcie gwiazdy na grzbiecie. Zdjęcie owej owcy pojawiło się w folderze zaprojektowanym przez bohatera. Bohater, nie chcąc zdradzić przyjaciela, który podarował mu fotografię, jest zmuszony wyruszyć na poszukiwanie owcy. W przeciwnym razie on i jego firma będą skończeni. Od tej pory zaczyna się właściwa przygoda z owcą.
Podróż z Tokio na wyspę Hokkaido i poszukiwania tajemniczego zwierzęcia są równocześnie tłem dla przemyśleń głównego bohatera. Przemyśleń bardzo często ciekawych i mądrych. Cała intryga i sekret owcy z gwiazdą poprowadzone są bezbłędnie, miejscami ocierając się o surrealizm. Haruki Murakami ma na tyle wyrazisty i interesujący styl, że z całą pewnością sięgnę po kolejne jego książki.
Dlaczego akurat owca? Zastanawialiście się na tym? Zwierzę, które z natury jest łagodne, powolne... niemrawe.. flegmatyczne wręcz. Dlaczego te właśnie zwierze pragnie zawładnąć światem???
No właśnie! To jest Murakami! A ja uwielbiam jego absurd. Autor celowo przedstawia tu bezimiennych bohaterów: dziewczyna, kierowca, mężczyzna w czarnym garniturze, właściciel hotelu.. A my sami? Bezimienni ludzie, prowadzący szare, nudne, zwykłe życie, tak jak główny bohater.. Ilu jest takich ludzi na Ziemi? Ludzi, którzy uwielbiają zakładać maski, tak jak Człowiek-Owca, po to by skryć się bezpiecznie w swoim małym egoistycznym świecie, niedostępnym dla nikogo..
Ile upłynie sekund, minut, dni, miesięcy.. zanim każdy z nas odnajdzie swoją „Owcę”?
Genialna w swojej prostocie, lekka lecz głęboka proza. I ta nieskończona ilość pytań, które sobie zadajemy czytając i kończąc powieść. Mmmm.. ubóstwiam :-) Znakomita książka. Szczerze polecam!
„Pieśń się skończyła, ale melodię jeszcze słychać”.
Od tej właśnie powieści zaczęła się moja "przygoda" z twórczością Murakamiego. Natknęłam się na tą książkę przypadkiem, w bibliotece. Zaciekawiona opisem postanowiłam zabrać ją do domu. I już po przeczytaniu kilku stron wiedziałam, że był to dobry wybór. Takiego pisarza podświadomie szukałam od dawna. Uwielbiam jego absurd, połączenie świata metafizyki z rzeczywistością. Myślę, że właśnie od tej książki warto zacząć czytanie powieści tego autora.
Po przeczytaniu tej książki miałam wrażenie że połknęłam kłębek wełny dla zabawy i niby fajnie,że szczypie i drapie ,ale niewiele to do mojego życia wniosło.Jednak takie doświadczenie było niezbędne.
Z taka łatwością i chęcią wpadam w absurd Murakami-ego,że Człowiek- Owca nabrał dla mnie rzeczywistego wymiaru,a penis wieloryba stał się bardziej wyobrażalny niż penis mojego sąsiada.Lubie mu wierzyć:)
Bardzo długo zbierałam się do Murakamiego. Wiele osób powtarzało mi za każdym razem gdy pytałam, że to dziwne książki, że ciężko się czyta, że znajdę na to czas jeszcze w życiu, że nie teraz. Ale traf chciał że moja serdeczna przyjaciółka kupiła mi tą książkę na urodziny. Zachwyciłam się okładką. Poza tym, po tych wszystkich opiniach których zasięgnęłam w mojej głowie powstała jakieś takie przeświadczenie, że do tej książki muszę podejść w jakiś specjalny sposób. Znalazł się wieczór, zrobiłam sobie dobrą herbatę, zapaliłam świeczkę, usiadłam w łóżku i tak zaczęłam przygodę z tą historią. Fakt jest taki, że nie mogłam się oderwać. Wtopiłam się w tą fabułę jakbym tam była. Pierwszy raz czytałam książkę napisaną przez mieszkańca Japonii, i zauważyłam to już na początku, bo bardzo trudno było mi zmienić standardowe obrazy mojej wyobraźni przedstawiające europejskie miasto na te, z dalekiego wschodu. Ale w pewnym momencie to wszystko mi się jakoś tak zlało i przyszło naturalnie. Miłość, samotność na kazdym kontynencie chyba wyglądają tak samo.
Połknęłam to jednym tchem i jestem bardzo ale to bardzo spragniona więcej. Szczerze powiedziawszy nie potrafię napisać o czym konkretnie była książka. Czy o poszukiwaniu czy o owcach czy o przyjaźni i miłości.... Wiem że znalazłam w niej naprawdę bardzo dużo unikalnych zdań które na pewno zamontuję na stałe w głowie. Wiem że od dwóch dni zamykając oczy przed snem widzę człowieka- owcę którego bardzo się boję, wiem że ta książka zostawiła we mnie coś niesamowitego, jakieś niesłychane ziarno niepokoju, chęci poszukiwania, wędrówki. Wiem że czytając ostatnie strony czułam jakbym była w zupełnie innym miejscu i w zupełnie innym czasie niż było moje łóżko. Wiem że widząc tą żółtą okładkę na parapecie swojego okna albo w rękach dziewczyny w metrze przechodzi mnie dreszcz. JEST NIESAMOWITA! I naprawdę warta kilku godzin zupełnej ciszy, wygonienia z domu wszystkich współlokatorów i specjalnych przygotowań sprzyjających czytaniu.
Zastanawiam się, co takiego kontrowersyjnego jest w pisarstwie Murakamiego, że przysparza mu tyluż wielbicieli, co i wrogów, a także prześmiewców. Nie jestem specjalistką od jego twórczości i do tej pory przeczytałam zaledwie cztery książki, ale wszystkie one zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Kwestia gustu? A może kwestia tego, co się w książce widzi? Szyderczo porównywany do Coelho japoński pisarz zdaniem niektórych pisze banały, dodając im pseudointelektualną otoczkę. Dowiedziałam się tego z rozmów i czytania komentarzy, ponieważ sama nigdy nie odniosłam wrażenia, że Murakami próbuje przekazać wielkie prawdy życiowe i stać się mentorem, nie mówiąc o pisaniu sentencji i wciskaniu ich w usta postaci. Oczywiście, porusza tematy ważne, krytykuje zjawiska takie jak konsumpcjonizm, ale to już tematy równie klasyczne (nie, nie napiszę „oklepane”) jak miłość, dojrzewanie, czy cierpienie. To, co mi się w Murakamim podoba, to sposób, w jaki pisze swoje książki – łączy codzienność, nierzadko wyjątkowo banalną, za to wnikliwie opisaną, z ze zjawiskami czysto fantastycznymi, często zupełnie szalonymi, a które zadziwiająco dobrze wpasowują się w fabułę. Japoński autor jest dla mnie przede wszystkim opowiadaczem historii niesamowitych przydarzających się ludziom uważanym za synonim „szarego człowieka”. I jako taki, sprawdził się w każdej przeczytanej przeze mnie książce. Tak jest też z jakiś czas temu przeczytaną przeze mnie „Przygodą z owcą”, która także mi się spodobała i nie mam z tym problemu.
„Przygoda z owcą” jest pierwszą częścią przygód bohatera, którego zdążyłam już poznać w „Tańcz, tańcz, tańcz”. Nieznajomość „Przygody…” nie wpłynęła negatywnie na czytaną przeze mnie wcześniej powieść, jak i teraz wiedza o dalszych losach bohatera w minimalnym jedynie stopniu pozbawiała mnie przyjemności z odkrywania przyszłości bohatera – obie książki są bowiem powiązane dość luźno, mimo że główny bohater oraz kilku pobocznych pozostaje niezmiennych, a i sama historia się zazębia. Bezimienny bohater jest tuż po rozwodzie z żoną, w wyniku zmian na rynku rozmyśla nad porzuceniem firmy, którą założył wspólnie z przyjacielem, czuje się osamotniony i wyobcowany, choć nie narzeka na swój los. Wtedy mają miejsce dwie rzeczy – poznaje dziewczynę o najpiękniejszych uszach, jakie widział (dodatkowo dających swojej właścicielce dość nadzwyczajne zdolności), a wkrótce potem kontaktuje się z nim wielka firma przypominająca nieco mafię, która żąda od niego odnalezienia pewnej owcy. Owcy, która według ich słów od pewnego czasu miała władzę nad ekonomią Japonii, a jej zniknięcie może spowodować upadek misternego systemu. Mężczyzna dostaje propozycję nie do odrzucenia, a czytelnik przez kolejne strony pławić się będzie w tej mieszance realizmu i szalonego snu.
Prawdopodobnie dlatego, że „Tańcz…” czytałam jako pierwsze, zrobiło ono na mnie nieco większe wrażenie i w moim czteropozycyjnym rankingu książek Murakamiego zajmuje wyższą pozycję. Niemniej jednak „Przygoda z owcą” zdecydowanie przypadła mi do gustu i znalazłam tam to, czego w powieściach Japończyka szukam. Język jest naprawdę ładny, opisowy i pełen uroczych dygresji o sprawach pozbawionych znaczenia i błahych, którym te krótkie wtrącenia nadają jednak wartość. Oczywiście dodatkowy plus książka dostaje ode mnie za niezwiązany pozornie z główną historią wątek o bezimiennym kocie i rozmowie o nadawaniu imion w ogóle. Temat ten zainteresował mnie dzięki pewnemu wykładowi z językoznawstwa na pierwszym roku studiów, a cykl o Ziemiomorzu sprawił, że go pokochałam. W „Przygodzie z owcą” motyw ten nabiera dodatkowego znaczenia, biorąc pod uwagę upartą anonimowość głównego bohatera, który do końca dla czytelnika pozostaje bezimienny. Lubię też delikatną japońskość w książkach Murakamiego – pisarz ponoć uznawany jest za bardzo „nie-japońskiego” i rzeczywiście, w porównaniu ze znanymi mi innymi autorami z Kraju Kwitnącej Wiśni, jego styl jest bardzo „zachodni”. Tym bardziej lubię tę japońskość codzienną, wynikającą z normalnego życia, która przewija się w tle. Jest jej mało, ale stanowi dla mnie dodatkową atrakcję.
Jeśli ktoś lubi książki Murakamiego, ta także powinna mu się spodobać, bo jest bardzo „w stylu” pisarza, na tyle, na ile mogę to ocenić po w sumie niewielkiej liczbie przeczytanych pozycji. Natomiast przeciwnicy niech lepiej nie marnują czasu bo prawdopodobnie znajdą tu wszystko, co ich w prozie Japończyka denerwuje. Ja natomiast już planuję lekturę kolejnych jego powieści.
Chwyciłem za tę książkę bo byłem wtedy (i nadal zresztą jestem) żarliwym japonofilem. Ponadto do przeczytania skłoniła mnie też informacja na odwrocie książki, że powieść ta swoja atmosferą przywołuje filmy Davida Lyncha, których parę miałem okazje obejrzeć. Jest to chyba najbardziej trafny opis esencji tej książki. Co mogę natomiast powiedzieć tym, którzy nie widzieli "Zagubionej Autostrady" czy "Mulholland Drive"? Czego mogą się spodziewać?
Przede wszystkim fabuły, którą bardzo ciężko opisać słowami. Jakiekolwiek określenia typu: "absurd" czy "surrealizm" wydają mi się niewystarczające albo nie trafiające w samo sedno. Jest to cos co bardziej sie czuje niż rozumie.
Główny bohater, Boku dostaje od swojego dawno niewidzianego przyjaciela imieniem Szczur kartkę pocztową przedstawiającą owce na pastwisku. Jedna z tych owiec ma na grzbiecie znamię w kształcie gwiazdy. Wkrótce bohater dostaje od tajemniczego człowieka zlecenie odnalezienia owcy. Mając za pomoc modelkę z pięknymi uszami podejmuje sie tego zadania.
W tej powieści nic nie jest takie jakie się wydaje. Każdy bohater nie pokazuje swojej twarzy a sam Boku zdaje się być człowiekiem pozbawionym jakiejkolwiek osobowości. Również sytuacje do jakich dochodzi oraz odwiedzane miejsca zdają się nie odkrywać swojego prawdziwego charakteru oraz mieć drugie oblicze.
Murakami w pierwszym tomie swojej ostatniej powieści "1Q84" cytuje Chechowa: "Zadaniem pisarza jest stawiać pytania a nie udzielać odpowiedzi." Praktycznie rzecz biorąc zdaje się to być mottem japońskiego pisarza, które stosuje w prawie wszystkich swoich dziełach. Dlatego w "Przygodzie z Owcą" pytania się mnożą z każdym rozdziałem. Ale czy zostanie postawiona choć jedna odpowiedź to już zostawiam samemu czytelnikowi.
Wśród opinii spotkałam stwierdzenie, iż twórczość Haruki można albo pokochać albo nienawidzieć. Jest to druga książka, z którą miałam styczność tego autora (pierwsza "O czym mówię kiedy mówię o bieganiu" - świetna). Przyznam, że pokochałam, jednak nie od razu. Po przeczytaniu 1/3 książki wyjęłam zakładkę, zamknęłam i położyłam do zwrotu. Jednak ta treść mimo, że absurdalna z pozoru wciąż we mnie siedziała. Po miesiącu resztę przeczytałam w jedno popołudnie. Przesłanie jest tak wplątane w treść, że potrzeba prawdziwej ciszy i spokoju ducha, by zdobyć szczyt tej książki. Przyznam, że tok myślenia o życiu, spostrzeżeń, zachowania i sama osobowość w dużym stopniu pokrywają sie z moją, może dlatego jest mi dobrze czytać treści, które są tak podobne do własnych, a przy tym uzyskuję potwierdzenie wielu ich słuszności.
Kolejne potwierdzenie na to, że książki nie wpadają przypadkowo do naszych rąk. Są one doskonale wyselekcjonowane przez przeznaczenie.
Kocham, wracam do całej "owczej" trylogii kiedy tylko zaczyna się wrześniowa aura melancholii. Oniryczność świata, względność Prawdy, Filozofia Madrości, jako skutku wsłuchania się w Przeszłość. Dziękuję Bogu za Murakamiego.
Murakami za każdym razem wprowadza mnie w swój magiczny, odmienny świat.
Lata siedemdziesiąte poprzedniego wieku, Japonia. Jeden z najzwyklejszych ludzi, jacy żyją na tym świecie, prowadzi typowe dla takich osób normalne życie. Do czasu, aż otrzymuje list od dawnego przyjaciela, do którego tamten dołącza zdjęcie owiec. Jedna z nich jest naprawdę wyjątkowa. W tym momencie życie głównego bohatera zmienia się nagle w poszukiwanie tej jedynej, wspaniałej owcy, o której stopniowo dowiaduje się coraz więcej. W drodze do odnalezienia zwierzęcia pomaga mu dziewczyna z pięknymi uszami, które dostarczają mu pożytecznych wskazówek.
To mój pierwszy kontakt z twórczością Harukiego Murakami (przyznam się, że trudno mi wymyślić, jaki sposób odmiany jest nazwiska jest odpowiedni, bo żaden nie brzmi mi na tyle dobrze, by uznać go za satysfakcjonujący) i właściwie nie wiem, czy mam zamiar kontynuować czytanie jego dzieł. Mimo to ciekawie było przebyć tą dziwną podróż razem z głównym bohaterem.
Moje uczucia co do tej pozycji są mieszane. Z jednej strony było to coś niezwykłego, z czym nigdy wcześniej się nie spotkałam, ale jednocześnie przeszło przeze mnie bardzo szybko, jakby ta paranormalna owca nie mogła znaleźć punktu zaczepienia w moim umyśle. Brakowało mi tutaj trochę imion i nazwisk niektórych osób. Większość postaci była też trochę bezosobowa i łatwo było o nich zapomnieć w kolejnych rozdziałach. Pod koniec musiałam zatrzymać się na jakiś czas i poszukać, kim w ogóle był Jay. Mimo to jednak główny bohater miał prawdziwy charakter, można się było do niego nawet przywiązać.
W tej chwili przypomniało mi się, że jest to nie tylko moja pierwsza książka tego autora, ale także pierwsza (chyba, że wcześniejszych nie pamiętam) napisana w Japonii. Może to też przez to trudno było mi się wczuć całkiem w akcję? Nigdy nie interesowałam się krajami azjatyckimi, ani niczym z nimi związanym (nie licząc kilku odcinków anime, które po jakimś czasie mi się znudziło oraz filmie "Wyznania gejszy"). Na historii też raczej o nich nie uczą, więc moja wiedza była i jest raczej ograniczona.
Podsumuję to tak: widać na pierwszy rzut oka, że historia jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, ale mimo to mam lekkie wrażenie, jakby to było jedno z tych czytadełek, które nic po sobie nie pozostawiają. Wiem, że inni zachwycali się tą pozycją, ale ja nie potrafiłam się w nią wczuć. Raczej dam jeszcze szansę temu autorowi i przeczytam jakąś jego inną powieść, ale nie będzie to jeden z moich priorytetów w tym roku.
Przeczytałam, ale zupełnie nie wiem po co i co z niej wyniosłam. Nie dostrzegłam żadnej metafory, jaką Murakami mógł zamieścić w opowieści pierwszoosobowego narratora, mężczyzny, który na kilka miesięcy przed swoimi 30 urodzinami dochodzi do wniosku, że niczego nie osiągnął, oraz że jest przeciętny do bólu.
Powieść zawiera opis wędrówki, w którą główny bohater wyrusza. Z motywem drogi wiąże się często odkrywanie siebie- tutaj wątpię, żeby bohater po nieudanym małżeństwie, po porzuceniu pracy, po braku przyjaciół, rzeczywiście odnalazł nowy sens w swoim życiu. Do tego Murakami zawarł w "Przygodzie z owcą" masę dialogów, które nijak nie łączą się z fabułą, a rozmowy głównych bohaterów są prowadzone jedynie dla pustego podtrzymania konwersacji.
Obraz przedstawiony w powieści jest pusty, wydaje się być bezsensowny. Zdania są bardzo krótkie, a styl wręcz oschły- co mnie najbardziej uderzyło, to "odbyliśmy stosunek płciowy", kiedy narrator opisywał wieczór spędzony z dziewczyną. Nigdy się nie spotkałam z równie bezosobowym opisem świata. Kolejna rzecz, jaka mnie bardzo zaskoczyła, to brak imion bohaterów... Pojawiają się postaci takie jak szef, kierowca, przyjaciel, była żona, dziewczyna, ale nie mają imion. Są tak samo bezosobowe jak wyżej wspomniany "stosunek płciowy".
W powieści można doszukać się także ciepłych fragmentów: troski głównego bohatera o starego kota, czy specyficznej czułości, jakiej doświadczył główny bohater i dziewczyna w stosunku do Owczego Profesora.
Czytałam opinie, że "Przygoda z owcą" zawiera wątek kryminalny. Osobiście niczego takiego się nie doszukałam i sądzę, że bardziej odpowiednie będzie zaznaczenie, że bohater poszukuje owcy, która bytuje raczej w strefie metafizycznej, ponieważ w umysłach ludzi- dlatego na okładce znajdujemy zdanie "Człowiek budzi się rano i wie, że ma w sobie owcę. To bardzo naturalne odczucie".
Odnosząc się do całości historii, można stwierdzić, że jest ona absurdalna. Tak jak "zamykanie" i "otwieranie" uszu czy tajemnica owcy, która pojawia się na zdjęciach, a faktycznie nie powinna istnieć.
Moja ulubiona książka tego pisarza. Owca pragnąca zawładnąć światem...Czy nie brzmi ciekawie? Po tytule spodziewała się czegoś innego, wiedziałam że książka będzie wspaniała ale nie wiedziałam że aż tak bardzo mi się spodoba.
Uwielbiam Murakamiego, ale 'przygoda z owcą' jest dla mnie wręcz absurdalna. Wszystko ciekawe, oryginalne, ale dochodząc do zakończenia, nie mam pojęcia co autor miał na myśli.
Jedyne nasuwające mi się określenie tej książki to... dziwna. Pierwsza połowa to właściwie refleksje z wydarzeniami w tle, druga połowa to wydarzenia z refleksjami w tle. Z początku nie za bardzo wiedziałam o co chodzi i do czego dywagacje głównego bohatera doprowadzą, ale w miarę czytania wszystko zaczęło się powolutku rozjaśniać. Niewątpliwym plusem jest właśnie nieprzewidywalność całej historii, czułam coś w rodzaju lekkiego strachu przed tym, co autor jeszcze wymyśli. Dreszcz emocji, który wręcz zmuszał do bezustannego czytania. Plusem są też metafory i niedopowiedzenia, których jest tutaj bez liku i które nadają całej historii innego wymiaru, zmuszają czytelnika do refleksji. Generalnie naprawdę warto przeczytać.
To moje 4-te albo 5-te spotkanie z tym autorem. Nie wiem, czy jego książki są filozofią, czy żartem, a może jeszcze czymś innym. W każdym razie, w czytaniu tych powieści jest chyba coś naiwnego: pół żartem, pół serio, nie polecam czytania ich w nadmiarze. Mimo to twórczość Murakamiego ma w sobie coś, co po prostu uwielbiam i co stale mnie przyciąga.
Jeśli chodzi o tę powieść, to jest w niej zawarte wiele opisów, jak dla mnie zbyt monotonnych, czego nie spotkałam w innych książkach Autora. Mimo to powieść robi wrażenie na swój charakterystyczny sposób, a Autor jak zwykle prezentuje coś niezwykłego i wcale nie jestem pewna, czy jest to wyobraźnia.
Na półkach
Cytaty z książki
- „Żyjesz tylko połową siebie, a druga leży gdzieś bezczynnie.” - 77 osób to lubi
- „Sądzisz że coś o mnie wiesz, ale to tylko wspomnienia, nic więcej.” - 43 osoby to lubią
- „Jeśli przez pewien określony czas człowiek skupi się na czekaniu, to potem robi się już wszystko jed...” - 3 osoby to lubią

Matras
Weltbild
Empik
Albertus
Zinamon
Selkar





























