Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Christine

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,15 (5476 ocen i 346 opinii) Zobacz oceny
10
350
9
662
8
1 095
7
1 768
6
940
5
442
4
101
3
94
2
13
1
11
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Christine
data wydania
ISBN
9788376486925
liczba stron
524
słowa kluczowe
miłość, obsesja, marzenia, KIng, horror, zło, mrok
kategoria
horror
język
polski
dodał
Krzysiek

Inne wydania

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Siedemnastoletni Arnie Cunningham zobaczył Christine i zdecydował, że musi ona należeć do niego. Zafascynowany, nie słuchał ostrzeżeń najlepszego przyjaciela ani swojej dziewczyny, która go w końcu opuściła, pokonana przez rywalkę. Rodzice, nauczyciele i wrogowie Arniego przekonali się, co znaczy stanąć na drodze mściwej i bezlitosnej Christine. Bo...

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Siedemnastoletni Arnie Cunningham zobaczył Christine i zdecydował, że musi ona należeć do niego. Zafascynowany, nie słuchał ostrzeżeń najlepszego przyjaciela ani swojej dziewczyny, która go w końcu opuściła, pokonana przez rywalkę. Rodzice, nauczyciele i wrogowie Arniego przekonali się, co znaczy stanąć na drodze mściwej i bezlitosnej Christine. Bo Christine to nie kobieta. To siejący zło i śmierć Plymouth fury rocznik 1958, samochód widmo.

„Christine”, jedna z bardziej popularnych powieści Kinga, została zekranizowana niemal od razu po ukazaniu się książki. Film w reżyserii Johna Carpentera wszedł na ekrany kin w 1983 roku.

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/CHRISTINE-p-31760-.html

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/CHRISTINE-p-31760-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1226

Plymouth rocznik 58...
Biało-czerwone barwy, niezwykle charakterystyczny i charyzmatyczny kształt. A w środku?
Poezja, czuć zapach przełomu lat 50, 60..
Wyobraźmy sobie scenę, że taki oto model podjeżdża pod nasz dom. My sobie spokojnie siedzimy, robiąc coś ciekawego, a tu nagle, w tej ciszy, słyszymy potworny ryk silnika. Wrzeszczy, krzyczy, ryczy na nas przerażającym brzmieniem. By w końcu uraczyć nas drażniącym, hałaśliwym klaksonem. Ryczy i trąbi..., wywołuje nas i grzecznie zaprasza...
Jakiś czas zwlekamy, ale niezbyt długo, bo tego hałasu nie da się wytrzymać ani chwili. Wypadamy więc z domu, trzaskając za sobą drzwiami i mocno poirytowani szarpiemy na drzwi pasażera.Otwieramy z impetem i przed naszymi oczami ukazuje się pewien człowiek. Siedzi z uśmiechem na można powiedzieć, że twarzy.W sumie, no można tak powiedzieć, że to gęba. Miejsce kierowcy jes wolne. Zamykamy drzwi pasażera. Gdyby to był normalny samochód, uciekalibyśmy gdzie pieprz rośnie. Lecz ten samochód ma już nas we władaniu. Jesteśmy pod jego demonicznym wpływem. Niczym w jakimś transie, jakby pod wpływem jakiejś hipnozy ruszamy dookoła auta. Otwieramy drzwi kierowcy, ten niezwykły pasażer machnięciem swojej ręki zaprasza nas do środka....można to przynajmniej nazwać ręką...przyjmijmy, że tak jest.
Z tyłu dochodzą głośne, pełne zwariowanego i szalonego śmiechu rozmowy. Są bełkotliwe, więc żadne słowo nie jest zrozumiałe. Zaszyfrowane...
Wsiadamy, zamykamy drzwi i jesteśmy wewnątrz Christine. Obok nas siedzi Ronald Lebay. Strasznie wredny typ. Lecz czy jest on normalny? Jest pasażerem Christine, więc nie może być normalny. Niby twarz w rzeczywistości była czaszką, powleczoną tak na dobrą sprawę skórę, ale ta skóra jest tak naciągnięta, że odznacza się każdy jej szczegół. Oczy dawno już wypadły, zostały puste oczodoły, pełne ciemności. Przykryta pojedyńczymi włosami, pomiędzy którymi łaziły sobie ochydne robale. Włosy dęba stają na sam widok. Ciało na wpół uległo rozkładowi, na w pół jeszcze wykazywało oznaki życia. Smród niemiłosierny. Brakuje oddechu...
Ma na sobie zakrwawiony, stary, wojskowy mundur...
Mam ten widok przed oczami do dzisiaj...
A co on robi, gdy dopasowałem ciało do fotela? Kładzie mi tą ochydną, pełną odrazy rękę na ramieni i każe obejrzeć się do tyłu. Przedstawił mi swoich znajomych. Poranione, zakrwawione ofiary Christine. Dziecko, kobieta i mężczyzna...Ekipa niezwykła. Christine nie poluje wybiórczo. Bierze na swój cel wszystko, co stanie na jej drodze.
Mieli oni poszarpane, zakrwawione ubrania, krwawili z różnych miejsc. Kobieta nie miała jednego oka, a gdy się do mnie uśmiechnęła brakowało połowy zębów. Facet miał urżnięty nadgarstek, a z otwartej rany na szyi o mały włos nie wylazło gardło. Dziecko miało pobitą twarz, wykręconą pod niemożliwym kątem rękę, powyrywane włosy i kulke znajdującą się niemalże na środku czoła.
Oni wszyscy śmieli się do rozpuku. Matko, co za koszmar...
Po chwili chrapliwym, bulgoczącym bełkotem pogonił mnie, bym ruszał. Christine cały czas rzęziła na jałowym biegu. Dodałem gazu, podbijając wskazówkę obrotów silnika do czerwoności. Silnik zaryczał i ruszyłem...
Na początku tego nie zauważyłem, ale okolica wyglądała na znajomą, a mimo wszystko coś z nią było nie tak. Brakowało niektórych budynków, a tam gdzie była pusto coś stało sobie na fundamentach.
Jechałem moją okolicą, której rzeczywistość osadzona została pod koniec lat 50..Niezwykły był to widok...
A wy wsiedlibyście do takiego auta? Chcielibyści się nim przejechać. Dalibyście się zwabić podstępnie...?
Część tak, część nie..., ale wiem, każdy chciałby wiedzieć i zobaczyć na własne oczy, jak wyglądała jego okolica dawniej. W Christine to jest możliwe. Gdy do niej wsiądziemy, czeka nas niezapomniana przejażdżka.
Byłem w trasie jakieś dwa tygodnie. Gdy Lebay odstawił mnie do domu, wypędził mnie z krzykiem, przepełnionym nienawiścią. Miał dość mnie, a ja jego..
Najlepsze jest to, że gdy wysiadłem z Christine wszystko wróciło do normy. Byłem w swoim czasie, w swojej rzeczwistości. Jak za dotnięciem magicznej różdżki zniknęły klimatyczne lata 50. Tym klimatem można się było cieszyć, ale za to towarzystwem już nie koniecznie...
A wy wsiądziecie, gdy pod wasz dom zawita Christine...
Z jednej strony polecam taką przejażdżkę, ponieważ odciska na człowieku strasznie ogromne piętno. Wrócą wspomnienia z dawnych lat. Przewijające się za szybą obrazy przypomną nam o rzeczach, które może już w nas wyblakły, które zatarł czas...
Jedno jest pewne...
Już nie będziemy tymi samymi ludźmi, aniżeli wcześniej...to jest pewne...

"Będąc dziećmi, uczymy się żyć, a będąc dorosłymi, uczymy się umierać." (53 str.)

Z pozoru jest to opowieść o trójkącie miłosnym - Arnie Cunningham, Leigh Cabot i, oczywiście, Christine. Christine jednak była pierwsza. Ona była jego pierwszą miłością, a wydaje mi się ( choć nie śmiałbym twierdzić tego z całą pewnością, a w każdym razie na pewno nie teraz, kiedy mam dwadzieścia dwa lata i już zmądrzałem), że także jedyną. Dlatego moim zdaniem, to nie romans, lecz tragedia." (str. 9)

Takimi właśnie słowami zaczyna się prolog tej książki...

"Poeci kłamią, czasem nieświadomie, a czasem z całą premedytacją. Miłość jest jak morderca. Wcale nie jest ślepa. To kanibal o wyjątkowo ostrym wzroku. Przypomina wiecznie głodnego robala." (99 str.)

Obsesja, pasja...
Dwa pojęcia, które mają ze sobą wiele wspólnego. Bardzo często idą ze sobą w parze. Gdy to, co robimy w życiu staje się naszą pasją, czymś co jest obecne w naszych myślach nieustannie jest naszą obsesją. Ktoś kto w swoim życiu skupia się na jednym, może nazywać siebie, człowiekiem z pasją. Taki człowiek jest ukierunkowany, wie dokąd zmierza.
Ambicja nie jest wcale taka zła, jeśli nie przerodzi się w chorobliwą obsesję, która przysłoni nam dosłownie wszystko. Jeśli ktoś taki nie będzie w stanie dostrzegać nic innego, swoich bliskich, otaczającego świata, to wtedy może się zrobić z tego duży problem.
Arnie Cunningham przekonał się o tym na własnej skórze...
Jeśli młody człowiek odnajdzie w sobie taką pasję, z dnia na dzień zrozumie, że właśnie to w życiu chce robić; że właśnie w tym jest dobry, w tym się spełnia, to za tym musi stać, coś bardzo ważnego. Muszą za tym wszystkich stać rodzice, którze właściwie tym młodym dzieciakiem pokierują. Nie mogą narzucać swoich wymagań. Powinni wspierać dziecko, a nie przeszkadzać. Jeśli dziecko odnajdzie w sobie pasje, a rodzice będą robić wszystko, by z tego zrezygnował, starając się zmusić je do czegoś, co oni chcą, wówczas nic z tego dobrego nie wyniknie. Stanął się oni dla dziecka wrogami.

Dlaczego ten wygląd jest tak ważny...?
W pierwszej chwili to on mówi nam, czy warto kimś się zainteresować czy nie. Czy jest wart naszej uwagi, czy lepiej nie tracić czasu?
Osoby atrakcyjne mają w życiu łatwiej. Nie można od tej prawdy uciec...niektórzy będą uciekać, ale ja nie zamierzam...
Osoby brzydkie są dla otoczenia przeźroczyste, niezauważalne...nikt ich nie dostrzega. Gdy takie brzydkie kaczątko zaczyna kwitnąć, z dnia na dzień coraz więcej osób zaczyna zwracać na niego uwagę; a dlaczego nie wcześniej?
Tylko właśnie wtedy, kiedy zaczyna nam się w życiu układać. Poprawa wyglądu ma to do siebie, że daje człowiekowi więcej pewności siebie. Jeśli człowiek zaczyna się dobrze czuć we własnej skórze, to rodzi się w nim wewnętrzny spokój, który dodaje mu sił...
Gdy nie musi się przejmować swoimi kompleksami, może skupić się na swoich zainteresowaniach, na swojej pasji, która wcześniej nie miała wielkiego znaczenia. Bowiem wcześniej przejmował się swoimi niedostatkami w wyglądzie. Wtedy nasze wnętrze nie jest dla nikogo ważne, nikogo to nie obchodzi. Gdy my czujemy się ze sobą źle, otoczenie nam z pewnością nie pomoże. Sami musimy się przełamać, odnaleźć w sobie siłę, a przede wszystkim przestać się przejmować tym, co myślą o nas inni. Jeśli będzie dla nas ważne w takiej sytuacji zdanie innych, będziemy się pogrążać w tej naszej niedoskonałości. To nas zniszczy...

Jest jeszcze jedna rzecz, która uderzyła mnie w trakie czytania "Christine"...
Nie wiem jakie inni mają podejście do tej kwestii, ale moje stanowisko jest jednoznaczne i nie podlega żadnemu wyjątkowi.
Otóż przechodząc do rzeczy, żeby nie wiem jak ładna byłaby dziewczyna, jak wielką fascynacją opętałaby mój umysł...jeśli chodziłaby z moim bliskim kolegą, nigdy nie byłaby moja. Czymś nie dopomyślenia jest dla mnie sytuacja, w której próbowałbym bym ją zdobyć. To jest zdrada jakich mało. Tak uderzająca w honor, że czyni z mężczyzny plugawego śmiecia. Nie skusiłbym się nawet wtedy, gdyby ona chodząc z nim, próbowałaby mnie podrywać.
Ta zasada w męskich relacjach obowiązuje również po ich ewentualnym rozstaniu...
Jakieś zasada trzeba mieć i tyle w tym temacie...
Być może kobietom wydać to się może trochę nielogiczne, że z takiego powodu można zrezygnować z dziewczyny, ale nie muszą wszystkiego rozumieć...

Dlaczego brzydki, niedoskonały, pryszczaty Arnie Cunnigham, zwraca uwagę na brzydki, niedoskonały, rozklekotany samochód?
Zobaczył w nim siebie i od tego się wszystko zaczęło...

"Pamiętam dzień,
Kiedy wybrałem ją spośród złomowanych śmieci,
Bo byłem pewien,
Że pod rdzą szczere złoto świeci...
The Beach Boys" (str.36

Ach ta Christine...
Do tej książki mam największy sentyment. Jeśli dobrze pamiętam, bowiem było to dawno; "Christine" to pierwsza książka Kinga, jaką przeczytałem. To chyba od niej się zaczęło. To właśnie ona tak na dobrą sprawę pokazała mi magię, jaką może dać książka. To właśnie dzięki niej, coraz częściej, sukcesywniej zacząłem brać kolejne książki. To, że zacząłem czytać w dużej mierze mogę zawdzięczać właśnie tej książce. Być może i bez niej też zainteresował bym się książkami. Jest z pewnością taka opcja, ale po co o tym myśleć.
Dlatego do "Christine" mam ogromny sentyment. Gdy ją czytałem niegdyś, dobrze nie znałem mistrza Stephena. Był jeszcze dla mnie autorem praktycznie nieznanym. Nie wiedziałem czego mogę się po nim spodziewać. Jaka będzie ta książka.
Czytałem ją kilka lat temu i w ciągu ostatnich miesięcy, coraz bardziej narastała we mnie tęksnota, za tą niezwykłą maszyną na czterech kołach. Pragnąłem przejechać się nią jeszcze raz...
...prawdziwie świadomie, z czystą przyjemnością, graniczącą z fascynacją...
Nie wiem dlaczego, ale razem z "Zieloną milą" ta książka posiadła mnie w swoje władania, tak jak Christine - samochód opętała Arniego Cunninghama...
Polecam ją każdemu, no może oprócz bardzo młodych ludzi..., niech oni jeszcze do niej dorosnął...
...plymouth rocznik 1958...klasyk jakich mało

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Śmierć na Nilu

Zbiór świetnie napisanych opowiadań. Nie każdemu zapewne spodoba się styl autorki, ale mnie się podoba. Czasami czułem niedosyt jeśli chodzi o zakończ...

zgłoś błąd zgłoś błąd