Roman Wilhelmi. Biografia

Wydawnictwo: Axis Mundi
5,84 (49 ocen i 15 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
2
8
4
7
10
6
19
5
7
4
0
3
4
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788364980091
liczba stron
312
słowa kluczowe
Roman Wilhelmi, aktor, biografia
język
polski
dodał
Meehoow

Nikodem Dyzma, Stanisław Anioł – Roman Wilhelmi zapisał się w naszej zbiorowej pamięci dzięki tym i wielu innym telewizyjnym rolom, a także kapitalnym kreacjom teatralnym. Był nie tylko wielkim aktorem – był również miotanym wątpliwościami człowiekiem. Autorowi udało się pokazać Wilhelmiego bez upiększeń. Opowiada o nim wiele znakomitości polskiej sceny, także jego syn oraz bliscy. Książka...

Nikodem Dyzma, Stanisław Anioł – Roman Wilhelmi zapisał się w naszej zbiorowej pamięci dzięki tym i wielu innym telewizyjnym rolom, a także kapitalnym kreacjom teatralnym. Był nie tylko wielkim aktorem – był również miotanym wątpliwościami człowiekiem.

Autorowi udało się pokazać Wilhelmiego bez upiększeń. Opowiada o nim wiele znakomitości polskiej sceny, także jego syn oraz bliscy. Książka zawiera wiele niepublikowanych dotąd zdjęć z prywatnego archiwum rodziny.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Axis Mundi

źródło okładki: http://www.axismundi.pl/1,56,Roman-Wilhelmi-Biografia-

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 251
wabag | 2017-08-17
Na półkach: Przeczytane, Kultura
Przeczytana: 30 czerwca 2017

Któż z nas nie oglądał „Kariery Nikodema Dyzmy” czy „Alternatyw 4”? W obu przypadkach- choć na ekranie przewijają się najwybitniejsi polscy aktorzy filmowi tamtych czasów, to uwaga zostaje zwrócona na Romana Wilhelmiego. Pamiętam, że jako 8- letni chłopiec oglądający jakiś spektakl z jego udziałem zapytałem mamę o nazwisko tego pana. Od razu je zapamiętałem (było dosyć oryginalne) i kojarzyłem z konkretną twarzą, gdy w niedzielnych Wiadomościach ogłoszono, że Roman Wilhelmi nie żyje. Jak to? Przecież w sobotę był emitowany w „kinie nocnym” (wiem, że dzieci nie powinny oglądać takich filmów, ale dość szybko przestały mnie interesować bajki i filmy dla dzieci) film „Widziadło”. Wtedy oczywiście wykrzyknąłem: „O, Roman Wilhelmi”. I dzień później nadeszła wiadomość, że aktor zmarł.

Kiedy zaczęło się moje świadome życie i fascynacja kinem oraz teatrem Wilhelmi na nowo zagościł w mojej głowie. Tym razem jako wybitny aktor, artysta potrafiący skupiać jak mało kto na sobie oko kamery i zachłannie wykorzystujący to zainteresowanie. Używając terminologii sportowej: „grał pod siebie” i partner miał stanowić dla niego tło. To dawało się odczuć oglądając filmy z jego udziałem czy emitowane od wielkiego dzwonu w TVP Kultura Teatry Telewizji.

Sięgając po książkę biograficzną Marcina Rychcika o aktorze wiedziałem, że to reedycja wydanej kilkanaście lat wcześniej książki „I tak będę wielki”. Chciałem poznać człowieka, który jest jednoznacznie kojarzony ze swoimi wybitnymi rolami, mało jednak wiemy jaki był w życiu prywatnym, dlaczego tak młodo odszedł, a także poznać teatralną drogę zawodową Wilhelmiego. Filmy można obejrzeć, spektakle pozostały już głównie w pamięci widzów. Czy się udało ten zamiar zrealizować? Niestety częściowo.

Największym plusem książki są szczere relacje z dzieciństwa syna aktora- Rafała. Chłopca, który już w dzieciństwie okazywał się dojrzalszy od swojego ojca. Bo Wilhelmi był wiecznym chłopcem, ukierunkowanym tylko na siebie. Ojcem był fatalnym, mężem także, ale czy taka osobowość byłaby w stanie stworzyć i dać komuś kiedykolwiek szczęście? Na chwilę tak, na dłuższą metę Romuś musiał płynąć w swoją stronę. Pod tym względem rzeczywiście można było poznać artystę dobrze. Był on miłośnikiem kobiet, dobrej zabawy, mocnych trunków, ale też – nie chcąc go usprawiedliwiać- muszę zaznaczyć, że takie były wtedy czasy i ze świecą szukać kogoś kto nie próbowałby wprowadzać kolorytu w szarą rzeczywistość, korzystając ze sławy i popularności. Wilhelmi z tego korzystał w pełni, na czym jednak bardzo cierpiała jego rodzina.

W środowisku Wilhelmiego spotykał duży ostracyzm, którą autor powiązał z poczuciem zazdrości. „Koledzy” rozsiewali plotki o tym, że jest on alkoholikiem i parweniuszem, a grając chamów pokroju Dyzmy czy Fornalskiego nie musiał wczuwać się w rolę, bo taką postawą cechował się na codzień. Było to jednak skrajnie niesprawiedliwe przyczepienie „gęby”. Bo może i faktycznie Wilhelmi nie był filozofem teatru i sztuki aktorskiej, ale pozostawił po sobie spuściznę, która wciąż inspiruje młode pokolenia aktorów. Nie wątpię przy tym, że i dziś pojawiają się jacyś ośmiolatkowie oglądający jego filmy i pytający rodziców jak nazywa się ten świetny aktor, który mimiką twarzy i głosem mógł zagrać co chciał.

Wilhelmi jako aktor dawał z siebie wszystko. I żył też pełnią życia, co sprawiło w rezultacie, że to życie okazało się tak krótkie. Za krótka też wydała mi się też książka. Miałem wrażenie, że relacje świadków do których dotarł Rychcik gdzieś ucinają się w okolicach 1983 r., gdy Wilhelmi odszedł z zespołu Teatru Ateneum, a jego żona z synem wyjechali do Wiednia. W efekcie ostatnia dekada życia artysty jest przedstawiona zdawkowo i przez to odczuwam spory niedosyt. W końcu ja poznałem go właśnie u schyłku życia i niewiele o nim z tego okresu mogłem się dowiedzieć.

Czytając książkę Rychcika po raz kolejny mogłem się również przekonać jak istotną rolę przy pisaniu odgrywa korekta. To co irytowało to zachowanie chronologii z pierwszego wydania książki jakby wciąż trwał 2004 rok, a od śmierci aktora minęło 13 lat, a nie 25. Człowiek zaczyna liczyć i nic mu się nie zgadza, dopiero po czasie dochodzi do wniosku, że autor nie poprawił zdania z pierwszego wydania. O ile to jeszcze ujdzie na sucho, o tyle pomylenie imion wybitnych polskich aktorów i nazywanie Wiesława Michnikowskiego Mieczysławem, a Leonarda Pietraszaka Leonem (ten drugi przypadek jeszcze od biedy też jestem w stanie zrozumieć) jest już niechlujstwem.

Na sam koniec- jeśli miałbym jednym zdaniem zrecenzować książkę Rychcika, to określiłbym ją tak: czuję się jak po zjedzeniu zupy. Niby człowiek coś zjadł i nie jest już głodny, ale jednak drugie danie byłoby wskazane. Więcej faktów, zwłaszcza z ostatniego okresu życia artysty, zdjęć, mniej chaotyczny styl i wtedy można byłoby najeść się do syta jak w „Kolacji na cztery ręce”. A tak... Wciąż mi mało tego Wilhelmiego.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Blisko mnie

Po przeczytaniu "Blisko mnie" Amandy Reynolds czuje lekki zawód. Bardzo obiecująca lektura, którą świetnie się czytało za sprawą stylu auto...

zgłoś błąd zgłoś błąd