Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wojna umarła, niech żyje wojna. Bośniackie rozrachunki

Tłumaczenie: Janusz Ochab
Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
7,56 (125 ocen i 25 opinii) Zobacz oceny
10
8
9
17
8
45
7
37
6
12
5
3
4
0
3
1
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Seasons in Hell: Understanding Bosnia's War
data wydania
ISBN
9788380492202
liczba stron
520
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Ag2S

Wojna w byłej Jugosławii zaskoczyła świat, który sądził, że cywilizowana Europa ma już za sobą czasy bestialstwa na tak ogromną skalę. Vulliamy był jednym z pierwszych dziennikarzy, który donosił o ludobójstwie niemającym w skali europejskiej precedensu od czasów II wojny światowej i oskarżał zachodni świat o hipokryzję i bezczynność, równoznaczną z tolerowaniem zbrodni. Był też świadkiem w...

Wojna w byłej Jugosławii zaskoczyła świat, który sądził, że cywilizowana Europa ma już za sobą czasy bestialstwa na tak ogromną skalę. Vulliamy był jednym z pierwszych dziennikarzy, który donosił o ludobójstwie niemającym w skali europejskiej precedensu od czasów II wojny światowej i oskarżał zachodni świat o hipokryzję i bezczynność, równoznaczną z tolerowaniem zbrodni. Był też świadkiem w procesach zbrodniarzy wojennych w Hadze, za to został potępiony przez wielu kolegów po fachu, którzy domagali się od dziennikarza neutralności. Obiektywizm – tak, mówi autor Wojny…, ale nigdy obojętność wobec zła, bo każdy dziennikarz jest przede wszystkim człowiekiem.

Dwadzieścia lat później Vulliamy opisuje dalsze losy ofiar i więźniów, ich niezaspokojony głód sprawiedliwości, ich gniew i frustrację; ostrzega, że nienawiść i pragnienie odwetu wciąż są żywe wśród mieszkańców Bośni. Wojna bowiem jest nieśmiertelna, nie kończy się jak mecz – w chwili, gdy zabrzmi gwizdek sędziego.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 320
Saudyjskie-Wielbłądy | 2016-01-23
Przeczytana: 23 stycznia 2016

Reportaż o wojnie w byłej Jugosławii, skupiony na wydarzeniach w Bośni.
Opowieść zawierająca opisy zarówno wojny, obozów odosobnienia dla Boszniaków (taki twór językowy do określenia Bośniaków wyznania muzułmańskiego) określane przez Autora obozami koncentracyjnymi.
Pozycja zdecydowanie antyserbska, pokazująca zbrodnie wojenne tylko jednej strony konfliktu, przy jednoczesnym umniejszeniu np. roli mudżahedinów przybywających z krajów arabskich, oraz całkowicie pomijająca agresję NATO na Jugosławię.
Owszem, Autor uczciwie określa się po jednej ze stron, bo to za zgodą Radovana Karadżicia oglądał te obozy, w których Serbowie więzili przedstawicieli innych nacji.
To nie mogło człowieka wrażliwego pozostawić obojętnym.
Swoją drogą ciekaw jestem za co sądzony był gen. Ante Gotovina, skoro to tylko Serbowie byli winni.
Zarówno gen. Gotovina w pierwszej instancji skazany na 24 lata pozbawienia wolności za zamordowanie i wypędzanie Serbów został po latach uniewinniony, jak i Mladen Markač (tutaj wyrok opiewał na 18 lat).
To co się tam działo było przerażające i pewnie dlatego brakuje tu pewnego kontekstu historycznego bo nazywanie np. Kosowa "etnicznie albańskim" jest sporym nadużyciem.
Ed Vulliamy był świadkiem w procesach zbrodniarzy wojennych w Hadze, a jednocześnie zarzuca Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemy powołując się np. na arcybiskupa Desmonda Tutu, że nie skazał nigdy..... żadnego białego.

Jak widzicie, dość fundamentalnie różnię się z Autorem co do poglądów i nie uważam, że obecna sytuacja na Bałkanach jak i coraz większa sympatia Boszniaków wobec Państwa Islamskiego była konsekwencją tej wojny.
Według Autora przed nią muzułmańscy mieszkańcy Bośni byli "mało pobożni i pili alkohol i nie znosili fanatycznych mudżahedinów".
To tak, jakby usprawiedliwiać traumą wojenną po II Wojnie Światowej czyny ludzi urodzonych w latach 50.
Autor zauważa jednak, że coś jest nie tak, bo jest twórcą bon motu, że "wojna to nie mecz piłkarski i nie kończy się z ostatnim gwizdkiem sędziego".
Dostrzega również obecną radykalizację wszystkich stron konfliktu w obecnej Bośni i Hercegowinie.
Ed Vulliamy nie zgadza się z opinią, że oczekiwanie na kolejną wojnę, na którą liczą niektórzy z jego rozmówców i przyjaciół jest czymś dobrym, bo "odda sprawiedliwość ofiarom" poprzedniej wojny i wyrówna krzywdy.
A imigranci z Bośni to między innym rodzice tych dwóch nastolatek, które wyjechały z Austrii do Daesh jako "żony bojowników Islamu"
Ed Vulliamy pokazuje również nieprawości wojsk ONZ, oraz pracowników DynaCorp, nie zwracając jednak większej uwagi na to, skąd się ci "Żołnierze Fortuny" tam znaleźli i kto opłacał ich żołd.
Nie zauważa tego, że na terenie uznawanym przez Serbów za odpowiednik, nie wiem - może Termopil lub Westerplatte (bardziej w sferze mentalnej niż historycznej, ale tak mi się to kojarzy) powstaje państwo Kosowo, będące ewidentnym zarzewiem kolejnego konfliktu na Bałkanach.
Warto ją jednak przeczytać, nawet jak się ma odmienne poglądy- pokazuje historię niesamowitej masakry w samym sercu Europy na skalę przemysłową i to całkiem niedawno.
Może być ostrzeżeniem, że konflikt bałkański wcale nie wygasł - tli się i czeka na sprzyjający moment.

Więcej na naszych blogach
- http://arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com
- http://niestatystycznypolak.blogspot.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wszystko wina kota!

książka przyjemna w czytaniu, przewidywalna, acz zaskakująca momentami. Jednak to zupełnie nie jest style Pani Agnieszki.

zgłoś błąd zgłoś błąd