Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Po tęczy

Wydawnictwo: Biuro Literackie
6,03 (29 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
5
8
0
7
5
6
4
5
6
4
1
3
5
2
1
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788360602638
liczba stron
48
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Jeszcze raz Sosnowski zmienia styl, wymija schematy, komplikuje czytelnicze przyzwyczajenia. Lektura Po tęczy to spotkanie z poezją, której język w żadnym momencie nie okazuje się zawodny, raz po raz układając się w konieczne konstelacje, które jednak dla każdego czytelnika mogą znaczyć coś innego. Płyta Trackless to rzecz jedyna w swoim rodzaju wspólne dzieło czytającego swoje poezje A

 

Brak materiałów.
książek: 631
Bosy_Antek | 2013-01-01
Na półkach: Przeczytane

Gdy w recenzji jednej z książek Andrzeja Sosnowskiego Marcin Świetlicki napisał:

Znacie państwo takiego poetę? Wyjątkowo medialna postać naszej literatury. David Bowie poezji polskiej. Przystojny, wrażliwy. Anglista. Tłumacz. Podróżnik. Elegant. Koneser. Meloman. (...) Co wynika z nowej książki Andrzeja Sosnowskiego? Nic. Tylko przyjemność obcowania. Przyjemność przedzierania się przez piękne meandry, przyjemność tajemnicy.

zapomniał chyba dodać, że wspomniany gwiazdor rocka ostatnią dobrą płytę nagrał w 1980 roku (Scary monsters and super creeps), a jego wpływ na współczesną muzykę jest już tylko i wyłączenie ograniczony do podpierania swoim nazwiskiem młodych zdolnych artystów.

Ta brakująca informacja chyba najlepiej ilustruje pewien proces, którego ofiarą stali się czytelnicy poezji w Polsce (są jacyś na sali?). Proces zatrważający, przeprowadzany zakulisowo, przy stolikach, gdzie recenzenci, akademicy, wydawcy i sami twórcy spotykają się, by ustalić, kto kim będzie w nadchodzącym sezonie.

Oczywiście analogia z "drukowaniem" (nomen omen) rozgrywek piłkarskich jest ściśle zamierzona. A słowa M. Świetlickiego między wierszami przemycają niewygodną prawdę o stanie, w jaki wprowadzono polską poezję. "Przyjemność przedzierania się przez tajemnicę" - tak się pisze, gdy nie wiadomo, co napisać o tekstach kolegi. A mówi się: "Ona ma wysublimowaną urodę", gdy opisujemy komuś brzydką żonę dobrego kolegi.

Tak, Sosnowski brzydko się starzeje. Pierwsze tomy autora były czymś niesamowicie odkrywczym dla polskiego czytelnika, choć na tle działającego już od dziesięcioleci Johna Ashbery'ego prace autora "Życia na Korei" wyglądały jak owoc klasycznego wożenia drewna do lasu.

Kryzys pojawił się gdzieś o okolicach tomu "Gdzie koniec tęczy nie dotyka nieba." Tam zgasił ostatnie świeczki sensu. Jemy w ciemności. Nie wiemy, nie rozumiemy, nie ogarniamy ponoć "wiekopomnych projektów", "wielopoziomowej gry słów, melodii, rytmów i tropów." Jesteśmy po prostu za głupi na Sosnowskiego, który każdy swój wiersz komponuje "wirtuozersko."

Książka podaje nam na tacy zlepki nierozpoznawalnych komunikatów. Mnoży ścieżki prowadzące donikąd. Smaki krzyżują się na podniebieniu. Wersy ześlizgują się z widelców, z łyżek. Nożem niczego nie ukroimy. Jesteśmy bezradni, ponieważ ktoś tu sobie z nas bezczelnie kpi. Tego nie da się zjeść. Szef kuchni stoi w progu swego królestwa i z satysfakcją obserwuje, jak desperacko próbujemy nadgryźć jego propozycje.

Wmawianie czytelnikom, że późniejsza twórczość Sosnowskiego warta jest wszelkich zachwytów, a jeżeli nas nie zachwyca, tośmy głupi i niedojrzali, stało się ulubioną dyscypliną krytyków zaprzyjaźnionych z gromadką siedzącą przy opisanym wcześniej stoliku. A upór, z jakim forsują tezę jakoby każdorazowo autor przekraczał kolejne granice możliwości poezji, aż prosi się o jakąś zgrabną teorię spiskową.

Posłuchajmy wiernego wyznawcy, Grzegorza Hetmana:

"Słowa, frazy, cytaty, powtórzenia tworzą tu strefę wzmożonego ruchu, zwiększonego przyciągania; wielokierunkowa energia języka przybiera dowolne kształty, lecz zanim okrzepnie w jakiejś znajomej, rozpoznawalnej postaci, natychmiast przelewa się w coś innego. Cały ten chaos sprawia jednak wrażenie sprawnie kontrolowanego."


Co nam to mówi o czymkolwiek? NIC. Pozostaje pusta gra. Żonglerka zakochanej w sobie poezji, która nawet nie podejrzewa samej siebie, że bełkocze, nic jej nie kontroluje, nic nie ma szans na dotarcie do nikogo. Nie jest de facto potrzebna nikomu oprócz tych, którzy wmawiać będę innym (i brać za to pieniądze, oczywiście...), że jest to literatura unikalna i wielka. A nie jest! To poezja pustych malowniczych gestów. Wideoklip bez muzyki. Woltyżerka pod nieobecność konia.

Te gorzkie słowa z łatwością dopasujemy do trzech ostatnich premierowych książek Sosnowskiego. Projektów (kocham to słowo w kontekście poezji właśnie...) nieudanych. Zrywających jakąkolwiek łączność autora z odbiorcą.

Jak śpiewał w latach 80 Morrissey w The Smiths:

"Hang the blessed DJ
Because the music that they constantly play
IT SAYS NOTHING TO ME ABOUT MY LIFE"


Cóż, wieszać Sosnowskiego nikt chyba nie będzie, ale wątpię, by kiedykolwiek miał coś do powiedzenia swoim czytelnikom o ich życiu...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
W tajnej służbie

Emerytowany wojskowy Jack Reacher już pięć lat tuła się po Stanach. Taki wolny ptak. Bynajmniej nie niebieski. Tym razem z dwójką staruszków przyjeż...

zgłoś błąd zgłoś błąd