Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Drzewo opowieści

Wydawnictwo: Rozpisani.pl, Grupa PWN
8,71 (17 ocen i 14 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
4
8
3
7
1
6
1
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Drzewo opowieści
data wydania
ISBN
9788394201258
liczba stron
259
język
polski
dodał
IzuniaRoz

Babcia Klara to jedyna opiekunka i zarazem cały świat dla małej Izi. Kobieta wychowana w lwowskim sierocińcu, nie znająca swoich korzeni, obdarzona niezwykłym darem opowiadania baśni, każdego dnia wyczarowuje nimi świat dla wnuczki. Baśnie Klary stają się bramą do innego świata. Kiedy Klara snuje swoje historie wydaje się być nieświadoma tego, że wszystko łączy się ze wszystkim, że magia jej...

Babcia Klara to jedyna opiekunka i zarazem cały świat dla małej Izi. Kobieta wychowana w lwowskim sierocińcu, nie znająca swoich korzeni, obdarzona niezwykłym darem opowiadania baśni, każdego dnia wyczarowuje nimi świat dla wnuczki. Baśnie Klary stają się bramą do innego świata. Kiedy Klara snuje swoje historie wydaje się być nieświadoma tego, że wszystko łączy się ze wszystkim, że magia jej fantastycznych opowieści przenika do zwyczajnego życia drugiej połowy dwudziestego wieku, w którym zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Jest to historia o sile opowieści, które przeniesione do świata realnego nie tracą nic ze swojej transformującej mocy, działają nie tylko na bohaterki, ale zmieniają także nasze, czytelników, doświadczenie życia.

 

źródło opisu: tył okładki

źródło okładki: własne zdjecie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1
Milena Niedzielska | 2015-10-18
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 16 października 2015

„Drzewo opowieści”, debiutancką książkę Zuzy Malinowskiej trudno jest sklasyfikować i jednoznacznie umieścić w takiej, czy innej przegródce z prostą i jednoznaczną etykietką – powieść fantasy, literatura faktu, wspomnienia, autobiografia czy cokolwiek innego, co przyjdzie nam na myśl. Gdy zaczęłam ją czytać, moja pierwsza myśl brzmiała: znalazłam się w powieści-bajce. Bajki są piękne, słodkie i pozwalają się na chwilę przenieść w prosty, pozbawiony dylematów świat dziecka. Dobrze, przeczytam! Świat nie szczędzi mi trudności, dlaczego miałabym odmawiać sobie odrobiny przyjemności i oderwania od codziennych problemów? Siedzę więc w tramwaju, za oknem szarobury i mglisty świat jesiennego poranka i perspektywa ośmiu godzin w pracy. Czyli - dzień, jak co dzień. Dalej! Pozwólmy sobie na ucieczkę w bajkę. Przez kilka stron bajkowałam się więc, sobie czytając „Drzewo...”, aż tu... Bach! Nie ma bajki. W bajkach nikt nikogo nie gwałci, dobro zostaje zawsze nagrodzone, a zło ukarane, koniec jest zawsze szczęśliwy, jak w hollywoodzkim filmie. A tu masz! Spod powłoki słodkiego cukierka zaczyna wypływać bardzo gorzka nuta. Nie! „Drzewo...” na pewno nie jest bajką. To bajka – antybajka, albo bajka dziejąca się na serio. Pierwsze moje skojarzenie przywiodło mi na myśl teledysk jednego z moich ulubionych zespolów muzycznych, Witchin Temptation, w którym dziewczynka z lalką w białej sukience, bawiąca się w ogrodzie, w jednym momencie widzi świat wokół siebie zamieniony w dymiące zgliszcza, a kolorowy motyl na dłoni wokalistki staje się jadowitym skorpionem. Takich momentów będzie w „Drzewie...” więcej. Jeśli więc oczekujecie od powieści słodkiego ukołysania do miłych snów, nie zdziwcie się, jeśli przeniesienie się do świata morfeusza będzie zgoła nieoczekiwane i bolesne. A takich chwil będzie coraz więcej, im bliżej końca książki. Może jednak udało mi się tym razem uchwycić sedno „Drzewa...” - powieść ta jest snem, albo serią snów przeplatających się z sobą, dziejących się pomiędzy światami? Nie do końca. Tutaj nic nie jest do końca. Jest sen, ale jest i jawa, jest świat góralskiej wioski i studenckiego Krakowa, jest proza życia i fantasmagoria snu. Może więc wizja? Może to trip, dobry i zły zarazem? Nie wiem i chyba nie będę już usiłowała tego dookreślać. Ważne, że po jednym, dwu rozdziałach książka wciąga i pojawia się nieodparte pragnienie sprawdzenia, co będzie dalej. A trochę się wydarzy, nawet nie spodziewacie się ile! O tym jednak – sza!
Tyle warstwa fabularna która, o dziwo, wcale nie jest największą zaletą powieści. Wartość „Drzewa...” mieści się bowiem przede wszystkim w zdolności docierania do serc. Czyta się ją uczuciem, zmysłowym obrazem budzącym najgłębsze emocje, a nie racjonalnym intelektem. Oczywiście jeśli ktoś potrafi. Jeśli nie – obawiam się, że będzie raczej rozczarowany. Książka prowadzi nas ku nam samym, ku wlasnym, ukrytym głęboką pod skorupą codziennych spraw uczuciom, zapomnianym marzeniom, nadziejom które upadły i nigdy się nie podniosły. Lektura „Drzewa...” potrafi boleć, potrafi brutalnie zwrócić nasz wzrok ku własnym ranom i popękanym duszom, posklejanym naprędce szarą taśmą codzienności. Prowadzi ku sercom rozbitym i trzymającym się w całości głównie dzięki sile woli. Szczególnie – kobiecym duszom i kobiecym sercom, bo świat „Drzewa...” i uczucia bohaterek ukazane są z takiej, a nie innej perspektywy i obawiam się, że męskiej części potencjalnych czytelników powieści może nie być łatwo wniknąć w ów świat i przeżyć to, co w nim najistotniejsze. A przecież, jakby tego było mało, akcja powieści dzieje się na wielu planach, w światach równoległych, ale jednocześnie w przedziwny sposób tożsamych z naszym światem, jak awers i rewers monety, co znalazło odzwierciedlenie w tym, jak autorka nazwała jej dwie części. Mamy więc w niej przenikające się światy, uczucia, momentami bolesne, mamy wreszcie filozofię, czy dokładniej - metafizykę, bo świat „Drzewa...” posiada własną, spójną logikę, nawet jeśli jest to, paradoksalnie, antylogika snu. Jest wreszcie zakończenie... „Co w tym dziwnego?” - powiecie... Przecież każda książka ma zakończenie... Zakończenie „Drzewa...” jest jednak wieloznaczne. Sama ujrzałam w nim zarówno filozoficzną tezę, wyjaśniającą naturę rzeczywistości, jak i budzącą do życia nadzieję, a także królewską ścieżka do podróżowania ku własnej duszy, jak powiedział C. G. Jung na temat snów. Jest w nim wreszcie obietnica końca bólu i cierpienia, obietnica szczęśliwej miłości, jest ponadto przymrużenie oka i nieoczekiwane zaskoczenie. Przyznam się, że czytając ostatnie dwie strony powieści omal nie wybuchnęłam śmiechem, jadąc do domu bytomskim autobusem... Nic jednak nie zdradzę na ten temat, poczytajcie sami, tego nie można opowiedzieć, to należy przeżyć...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zrób mi jakąś krzywdę

Pretensjonalna, przekombinowana, ciężkostrawna. Język zmasakrowany do granic możliwości, nieprzyjazny czytelnikowi. Chociaż sama historia jest nawet,...

zgłoś błąd zgłoś błąd