Coś mojego

Tłumaczenie: Julia Wolin
Wydawnictwo: Amber
8,04 (224 ocen i 42 opinie) Zobacz oceny
10
44
9
41
8
60
7
49
6
25
5
3
4
1
3
0
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The One Thing
data wydania
ISBN
9788324155866
liczba stron
304
język
polski
dodała
Sophie

Jeśli nie widzisz świata, to nie znaczy, że świat przestał istnieć. I że nie jest dla ciebie... Każdy musi mieć Coś swojego, co pozwoli mu żyć z radością i nadzieją. Maggie ma siedemnaście lat. Pół roku temu jej świat zniknął. Straciła wzrok. Ale pewnego dnia widzi dziesięcioletniego kalekiego Bena. I tylko jego. Przyjaźń z nim i uczucie do jego starszego brata uczą ją żyć na nowo i widzieć...

Jeśli nie widzisz świata, to nie znaczy, że świat przestał istnieć. I że nie jest dla ciebie...

Każdy musi mieć Coś swojego, co pozwoli mu żyć z radością i nadzieją.

Maggie ma siedemnaście lat. Pół roku temu jej świat zniknął. Straciła wzrok. Ale pewnego dnia widzi dziesięcioletniego kalekiego Bena. I tylko jego. Przyjaźń z nim i uczucie do jego starszego brata uczą ją żyć na nowo i widzieć rzeczy i ludzi, jakimi naprawdę są.

Ben trenuje pływanie. To jest Coś, co jest Jego, czyli Coś, co daje mu radość. Maggie też będzie musiała znaleźć swoje to Coś… Żeby żyć normalnie, czuć radość i nie pogrążyć się w smutku. Co to będzie, kto jej pomoże? Czy wesprze ją przyjaźń, a może miłość? Ben czy jego brat Mason, a może ktoś inny…

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa.

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 856
kraina-bezsennosci | 2015-11-16
Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Już od jakiegoś czasu nie ciągnie mnie do typowej literatury młodzieżowej. Tak kończy się zbyt długie przebywanie w pobliżu sporej ilości horrorów i thrillerów. Nie zmienia to jednak faktu, że bacznym okiem śledzę nowości wydawnicze w tej kategorii. Kiedy wydawnictwo Amber zwróciło moją uwagę na „Coś mojego”, nie do końca byłam przekonana. Troszkę ociągałam się z przeczytaniem, ale kiedy już zaczęłam – łyknęłam 100 stron w godzinę. Czy może być lepsza rekomendacja? Swoją drogą, pojawia się coraz więcej powieści z nurtu young adult. Nie wiedziałam o jego istnieniu do czasu mocniejszego wsiąknięcia nie tylko w czytanie książek, ale również o książkach. Co się w nich porusza? Głównie kwestię seksualności, depresji, samobójstw, uzależnień, problemów rodzinnych oraz odnalezienia siebie. Oprócz tego istnieje również morze innych, ale to najważniejsze z nich. Czy najnowsza powieść Marci Lyn Curis wpisuje się w tę kategorię? Myślę, że tak, chociaż bohaterka jeszcze nie jest pełnoletnia.

Marci Lynn Curtis dorastała w Północnej Kalifornii, gdzie udała się na studia i spotkała, jak sama przyznaje, niesamowitego faceta w mundurze wojskowym. Teraz mieszka w stanie Maryland, ma dwójkę dzieci w college’u i jednego jamnika w domu. Śmieje się zbyt głośno i je zbyt dużo masła orzechowego. „Coś mojego” jest jej debiutancką powieścią. Ukazała się we wrześniu tego roku. Chcecie wiedzieć więcej? Ma pokaźną liczbę miejsc, gdzie dotychczas mieszkała – Montana, Północna I Południowa Kalifornia, Floryda, Hawaje, Tennessee, Connecticut, Oahu i w końcu osiadła w Maryland. Wszystkie jej książki miały swój początek na odwrocie paragonów sklepowych lub serwetkach. Uwielbia starszych, zrzędliwych ludzi i ciemną czekoladę. Koniecznie M&Ms. Nie zabija pająków, tylko wynosi je z domu. Jeśli widzisz ją na rowerze i jedzie wprost na ciebie – uciekaj. Robert Burns, autor – popularnej piosenki śpiewanej o północy w sylwestra – Auld Lang Syne - jest jej przodkiem.

Jeśli nie widzisz świata, to nie znaczy, że świat przestał istnieć. I że nie jest dla ciebie… Każdy musi mieć Coś swojego, co pozwoli mu żyć z radością i nadzieją. Maggie ma siedemnaście lat. Pół roku temu jej świat zniknął. Straciła wzrok. Ale pewnego dnia widzi dziesięcioletniego kalekiego Bena. I tylko jego. Przyjaźń z nim i uczucie do jego starszego brata uczą ją żyć na nowo i widzieć rzeczy i ludzi, jakimi naprawdę są. Ben trenuje pływanie. To jest Coś, co jest Jego, czyli Coś, co daje mu radość. Maggie też będzie musiała znaleźć swoje to Coś… Żeby żyć normalnie, czuć radość i nie pogrążyć się w smutku. Co to będzie, kto jej pomoże? Czy wesprze ją przyjaźń, a może miłość? Ben czy jego brat Mason, a może ktoś inny…

Pierwszą rzeczą, na którą muszę zwrócić uwagę [muszę, bo wybuchnę!], jest niemalże epickie złamanie stereotypów. Niewidoma nastolatka buntowniczka? Przecież powinna być biedną i bezbronną kaleką zdaną na łaskę i niełaskę otoczenia. Błąd! To są normalni ludzie, ślepota nie powoduje zniekształcenia zdolności intelektualnych. Niestety, wiele osób podchodzi do niewidomych z litością wylewającą się hektolitrami. Oczywiście, że przykro nam, że druga osoba nie może zobaczyć pewnych rzeczy i ma nieco utrudnione codzienne funkcjonowanie, ale nie traktujmy ich jak ludzi drugiej kategorii. Poczucie humoru stoi tu na niesamowicie wysokim poziomie. Niemal w każdej scenie nie zabraknie rozładowania atmosfery. Wewnętrzne rozmyślania bohaterki też często przyprawiają o łzy w oczach i ból brzucha. Ze śmiechu oczywiście. Przegenialna idea cosia. Jednak, żebyście dowiedzieli się co to, musicie przeczytać książkę. Rozczulająca, nieco naiwna i słodka. Tylko dwie rzeczy nieco mnie rozczarowały. Kreacja brata Bena, który jest naprawdę ważną postacią w całej historii, ale został nakreślony trochę na kolanie. I zbyt szybki zwrot akcji. Jeszcze nie przyzwyczailiśmy się do naszej niewidomej bohaterki, a ona już trochę na powrót widzi. Szkoda. Niemniej, polecam tę książkę z całego serca. Przeczytałam jednym tchem w dwa dni. Trochę brutalnie i bezlitośnie pokazuje stan psychiczny osoby, która nagle traci wzrok, ale również z czym musi się zmierzyć. Wszystko to osadzone w rozchwianym okresie dojrzewania i pierwszych miłości.

Polecam każdemu bez względu na wiek i upodobania. Wsiąka się w tę powieść całkowicie i porywa nas nurt akcji, która uczy, bawi i rozczula.



„Nie przepadam za bukietami. Kwiaty są w porządku, ale jak ktoś je zerwie i ułoży, zaczynają mnie stresować. Stają się wręcz trochę przerażające, jakby mówiły: „Ach, proszę, podziwiaj mą urodę, gdy ja będę powoli konać”. To chyba był jakiś omen; gdy się cofnę pamięcią, to gdy poznałam Benjamina Miltona, akurat stał obok wazonu. Nie widziałam już wtedy od pół roku i przez ten czas ani razu nie natknęłam się na taką sytuację.

Większość widzących zakłada, że niewidomi widzą tylko czerń. Mylą się. Ci całkiem niewidomi nie widzą kompletnie nic. Ani czerni, ani szarości. Kiedy więc siadałam w poczekalni u pana Sturgisa, nie miałam pojęcia, jak wygląda ten bukiet. Wiedziałam tylko, że stoi na biurku, przy którym się meldowałam. I że pachnie dość podejrzanie, jak wyfiokowane staruszki, obstawiałam więc, że są w nim gardenie. [...]

Nigdy nie widziałam pana Sturgisa, mojego kuratora. Wyobrażałam go sobie jako bardzo wysokiego faceta, który włosy spina w cienką kitkę, na nogach nosi znoszone męskie chodaki, a do tego ma trochę wyblakły tatuaż z pacyfką. Niestety, dziadek twierdził, że jest gruby, łysy i nosi spodnie za krótkie o dwa centymetry… paskudne. Jak ktoś jest niewidomy, widzi ludzi takimi, jakimi są naprawdę.”

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wojny i wojenki

Gorąco polecam.Wspaniale polaczone dzieje szlacheckiej rodziny na przestrzeni lat.Delikatny romans z wydarzeniami autenycznymi takimi jak 1 wojna...

zgłoś błąd zgłoś błąd