Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Worek kości

Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Wydawnictwo: Albatros
7,06 (3656 ocen i 232 opinie) Zobacz oceny
10
212
9
421
8
712
7
1 141
6
657
5
343
4
78
3
74
2
10
1
8
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Bag of bones
data wydania
ISBN
9788379856718
liczba stron
608
słowa kluczowe
King, Worek, Kości, Powieść
kategoria
horror
język
polski
dodał
Pinkiman

W wieku trzydziestu sześciu lat popularny pisarz, Michael Noonan, traci ukochaną żonę Johannę (Jo), która umiera nagle na parkingu centrum handlowego. Tuż przed śmiercią Jo kupiła domowy test ciążowy, ale Michael nie wiedział, że podejrzewa u siebie ciążę choć oboje długo czekali na dziecko. Gdyby urodziła się im dziewczynka, miała otrzymać imię Kia. Rzeczywiście, Jo była w ciąży, a płód był...

W wieku trzydziestu sześciu lat popularny pisarz, Michael Noonan, traci ukochaną żonę Johannę (Jo), która umiera nagle na parkingu centrum handlowego. Tuż przed śmiercią Jo kupiła domowy test ciążowy, ale Michael nie wiedział, że podejrzewa u siebie ciążę choć oboje długo czekali na dziecko. Gdyby urodziła się im dziewczynka, miała otrzymać imię Kia. Rzeczywiście, Jo była w ciąży, a płód był płci żeńskiej Jednocześnie Noonan doznaje pisarskiej blokady. Po czterech latach, gnębiony koszmarami, decyduje się stawić im czoła.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 946
K-czyta | 2016-03-14
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: marzec 2016

Stephen King nie zawsze mnie zachwyca (idealnym tego przykładem jest „Rok wilkołaka”), ale z coraz większą pewnością jestem w stanie powiedzieć, że staje się jednym z moich ulubionych pisarzy. I chociaż świetnie rozumiem, że nie do wszystkich trafia jego proza (byłoby to zresztą nawet dziwne, gdyby każdemu podobało się to samo), to we mnie ma od jakiegoś czasu wiernego, chociaż nie bezkrytycznego, czytelnika. Dziś ów czytelnik jest jednak w pełni usatysfakcjonowany – „Worek kości” porządnie trzymał mnie w napięciu i sprawił, że od stworzonej przez autora historii trudno było mi się oderwać.

Mike nie mógł się spodziewać śmierci żony, nie mógł się do niej przygotować i nietrudno odgadnąć, jak niesamowicie ciężko było mu się z nią pogodzić. A jakby cios w samo serce był za słaby, okazało się, że Jo spodziewała się dziecka, o które tak długo się starali. Mężczyzna przez pewien czas funkcjonuje w pewnym zawieszeniu, kończy kolejną powieść, a później staje się ofiarą (to całkiem dobre określenie, biorąc pod uwagę, jak gwałtowne są objawy) kryzysu twórczego i więźniem wspomnień o zmarłej żonie. Po czterech latach wyjeżdża z miasta do domku, w którym wspólnie spędzał z Jo część roku. Tym razem jednak „Śmiech Sary”, od wielu lat nazywany tak przez miejscowych, nie przywitał go z otwartymi ramionami i nie stał się oazą spokoju, w której mógłby jakoś poukładać swoje roztrzaskane na kawałeczki życie. Prawdę mówiąc, dom miał mu sporo do powiedzenia i pokazania, a każde z przyprawiających o gęsią skórkę wydarzeń, było świetnym dowodem na to, że nie należy tam zostawać ani minuty. Mike został i zastanawiam się czy była to najmądrzejsza, czy najgłupsza decyzja w jego życiu.

Autor bawi się z czytelnikiem, dostarczając mu poza nową historią, również echa poprzednich powieści - niepokój szalejący w głowie pisarza podobny do tego, który przeżywał Thad Beaumont w „Mrocznej połowie” (wspomniany jest on zresztą raz w powieści, co stanowi szalenie ważne dopełnienie jego losu); żal po śmierci ukochanej osoby tak dobrze znany z „Historii Lisey”; dom, który miał być bezpieczną przystanią, a stał się przekleństwem niczym hotel Panorama dla Jacka Torrenca z "Lśnienia". Genialnie jest odkrywać te drobne nici łączące czytaną książce w wcześniejszymi powieściami autora. W takich momentach poza ekscytacją z zauważonych powiązań, czuję też trochę żal, że nie sięgając po pisarza chronologicznie, wiele takich smaczków może mi umykać.

Tak naprawdę, również literacko w „Worku kości” odnalazłam sporo ze znanego mi już Stephena Kinga - mocno rozbudowaną warstwę obyczajową (szczególnie skupia się na niej na początku, co dla niecierpliwych może być odrobinę problematyczne), rzetelnie sportretowanych bohaterów, ożywających (dziwne, ale nawet w przypadku tych martwych pasuje to określenie, bo Jo szybko przestała być jedyne zmarłą żoną - dzięki wspomnieniom męża zyskała ciało i duszę) na kartach powieści, pełne napięcia oczekiwanie na kolejne wydarzenia, duszny klimat małego miasteczka (ponownie gościmy w stanie Maine), przemyślane poprowadzenie fabuły, w której wszystko ma znaczenie i całość połączona w powieść wzbudzającą wiele emocji, ze strachem włącznie. Nie będzie grozy, która pcha się cały czas prosto przed oczy, licząc na chwilowe przerażenie – to raczej ciągły niepokój, garść niedopowiedzeń (przez co skojarzyło mi się ze świetnym thrillerem Michele Paver „Cienie w mroku”) i zagęszczająca się ze strony na stronę atmosfera, w której nawet czytelnik przestaje się czuć bezpiecznie. Cisza w domu staje się jakaś nienaturalna, w ciemności kryć może się wszystko, a gdy nadchodzi sen, wcale nie ma pewności, że da wytchnienie.

Stephen King rzuca swoim bohaterom wyzwania, a czytelnikowi pozwala obserwować jak sobie z nimi radzą. I na początku rzeczywiście siedziałam sobie spokojnie z książką w ręku, niespiesznie zatapiając się w kolejne wydarzenia, ale gdy tylko akcja zaczęła się rozpędzać, szybko przestało mi wystarczać bycie obok – z łatwością wskoczyłam w tajemnice sprzed lat, między niby przyjaznych, ale w gruncie rzeczy wścibskich mieszkańców miasteczka i razem z Mikiem przekroczyłam próg „Śmiechu Sary”, próbując dać mu telepatycznie do zrozumienia, że zostanie w nim to naprawdę nie jest dobry pomysł. Stephen King z łatwością zaangażował mnie w stworzoną przez siebie historię, fundując emocjonalny rollercoaster i udowadniając, że ma w swoim dorobku powieści tak genialne, jak „Lśnienie” czy „Misery”. I mogłabym znaleźć kilka rzeczy, które stanowiły drobną rysę na całości, ale jako że wciąż żywo tkwią we mnie emocje i obrazy - ani myślę o nich wspominać. Na razie mam zamiar tkwić sobie w zachwycie i jest mi z tym szalenie dobrze.

http://www.k-czyta.pl/2016/03/stephen-king-worek-kosci.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Jak czytać wodę. Wskazówki i znaki ukryte w morzach, jeziorach, rzekach i kałużach

Przyznam się szczerze, ze nigdy nie byłam wielką fanką tego typu książek. Wydaje mi się, że to za sprawą mojej niewiedzy i tylko wyobrażeń tego co moż...

zgłoś błąd zgłoś błąd