Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Sześć dni w Leningradzie

Tłumaczenie: Katarzyna Malita
Wydawnictwo: Świat Książki
6,69 (150 ocen i 26 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
11
8
26
7
43
6
34
5
16
4
6
3
4
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Six Days in Leningrad
data wydania
ISBN
9788379438891
liczba stron
352
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Inne wydania

Nieopowiedziana dotąd historia podróży, która dała początek uwielbianej przez miliony czytelniczek trylogii. Równie emocjonująca i chwytająca za serce jak dzieje Tatiany i Aleksandra. Paullina Simons urodziła się w Leningradzie, ale w 1973 roku jako dziesięcioletnia dziewczynka wyjechała wraz z rodziną ze Związku Radzieckiego; jak jej się wydawało, na zawsze. W 1998 roku wróciła jednak,...

Nieopowiedziana dotąd historia podróży, która dała początek uwielbianej przez miliony czytelniczek trylogii. Równie emocjonująca i chwytająca za serce jak dzieje Tatiany i Aleksandra.

Paullina Simons urodziła się w Leningradzie, ale w 1973 roku jako dziesięcioletnia dziewczynka wyjechała wraz z rodziną ze Związku Radzieckiego; jak jej się wydawało, na zawsze. W 1998 roku wróciła jednak, żeby zbierać materiały do powieści "Jeździec miedziany". Podczas sześciu dni pobytu w Petersburgu towarzyszył jej ojciec, Jurij Handler, szef sekcji rosyjskiej Radia Wolna Europa. Dla obojga była to przede wszystkim podróż sentymentalna: powrót do dawnych, dobrze znanych miejsc i spotkania z przyjaciółmi. W rodzinnym mieście Paullina uświadomiła sobie, że tak naprawdę Leningrad będzie nosić w sobie do końca życia, bo choć w młodości rozpaczliwie starała się zostać Amerykanką, jej dusza pozostała boleśnie rosyjska.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 719
visenna88 | 2016-03-19
Na półkach: MBP Leszno
Przeczytana: 19 marca 2016

Do powieści Paulliny Simons podchodziłam z mieszaniną sceptycyzmu i zaciekawienia. Natomiast do tego zapisku wspomnień, gdy już zapoznałam się z jej twórczością i wiedziałam, na co się porywam, z czytelniczym apetytem.

Z pewnością niełatwo było odtwarzać wspomnienia szalonego tempa pełnego wrażeń (w tym sensorycznych) tygodnia w Sankt Petersburgu na podstawie fotografii i kilku naprędce spisanych notatek. A jednak wspomnienia Paulliny są bardzo osobiste, żywe, a emocje, jakie towarzyszyły podróży z całą pewnością wypaliły swe piętno w pamięci autorki na zawsze, utrzymując je świeżymi i namacalnymi.

Sama z dzieciństwa pamiętam wiele z absurdów zaobserwowanych przez pisarkę w Rosji. Zanim przeczytałam książkę, miałam o nich mgliste pojęcie, jakbym była prawie pewna, że podobne scenariusze być może kiedyś miały miejsce w Polsce lat 90, ale mogło mi się tylko wydawać. Wraz z postępem w lekturze otwierały się pewne podwoje mojej pamięci, które wyblakły albo zdawały się wręcz być zamknięte na zawsze.

Kombinacja opisów i obserwacji autorki z moimi własnymi sprawiła, że i ja czułam się, jakbym była przez kilka dni w Leningradzie (nazwę użyłam tutaj z premedytacją, podobnie jak było to w przypadku nadania książce tytułu).

Ciekawe dla mnie było to, że jako Polacy - figuratywnie znajdujący się troszkę na Zachodzie, a troszkę jeszcze - może mentalnie, może nawet fizycznie - na Wschodzie, możemy się utożsamiać z pełnym zdziwienia spojrzeniem osób, które wyemigrowały w latach 70. ubiegłego wieku z Rosji i, wróciwszy, ku swemu zdziwieniu i rozpaczy zastają ją niezmienioną od dnia swego wyjazdu. Podejrzewam, że gdybym wyjechała do Leningradu w roku 1998, jak Paullina Simons, nie zwróciłabym uwagi na część rzeczy, które jej oczy Amerykanki (? ... ) dostrzegły jako osobliwość. Teraz - pewnie te same uwagi krytyczne przemknęłyby i przez moją głowę.

Mimo tego jej książka nie jest krytyką. Jest świadectwem wyrzeczeń i trudów, jakie muszą znosić mieszkańcy oraz poczucia winy, nostalgii, tęsknoty i niemożności pogodzenia dwóch światopoglądów u osób, którym się "udało", które się wyrwały i wyjechały.

Bardzo piękna książka, pod jej koniec pozwoliłam sobie celowo zwolnić tempo czytania, ponieważ nie jestem pewna, czy byłam gotowa się z nią rozstać.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dwór cierni i róż

Gdy los odebrał rodzinie Feryi cały dobytek, dziewczyna musi sama utrzymywać swojego ojca i dwie starsze siostry. Nauczyła się polować, by mieli co je...

zgłoś błąd zgłoś błąd