Może Estera

Tłumaczenie: Urszula Poprawska
6,73 (33 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
8
7
15
6
5
5
1
4
1
3
1
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Vielleicht Esther
data wydania
ISBN
9788323337928
liczba stron
272
kategoria
literatura piękna
język
polski

Najgłośniejszy debiut literacki ostatnich lat w końcu w Polsce! "Myślę, że nazywała się Estera, powiedział mój ojciec. Tak, może Estera. Miałem dwie babcie i jedna z nich nazywała się Estera, właśnie tak. Jak to – może? – spytałam zbulwersowana – nie wiesz, jak nazywała się twoja babcia? Nigdy nie nazywałem jej po imieniu, odparł ojciec, mówiłem babuszka, a moi rodzice mówili matka. Może...

Najgłośniejszy debiut literacki ostatnich lat w końcu w Polsce!

"Myślę, że nazywała się Estera, powiedział mój ojciec. Tak, może Estera. Miałem dwie babcie i jedna z nich nazywała się Estera, właśnie tak.
Jak to – może? – spytałam zbulwersowana – nie wiesz, jak nazywała się twoja babcia?
Nigdy nie nazywałem jej po imieniu, odparł ojciec, mówiłem babuszka, a moi rodzice mówili matka.
Może Estera została w Kijowie. Poruszała się z trudem po nagle opustoszałym mieszkaniu, jedzenie przynosili sąsiedzi. Myśleliśmy, że wkrótce wrócimy, dodał mój ojciec, ale wróciliśmy dopiero po siedmiu latach.
Początkowo w mieście zasadniczo nic się nie zmieniło. Po prostu przyszli Niemcy. Kiedy również do babuszki dotarło wezwanie, że Wszyscy Żydzi miasta Kijowa muszą się punktualnie... itd., zaczęła się natychmiast przygotowywać. Sąsiedzi próbowali jej to wyperswadować. Niech pani nie idzie! Przecież pani nie może w ogóle chodzić!"

„Może Estera” otrzymała prestiżowe nagrody literackie – IngeborgBachmanPreis i aspekteLiteraturpreis, a Katia Petrowska zdobyła w 2015 roku ErnstTollerPreis. Prawa do tytułu zostały sprzedane aż do 19 krajów, publikują go największe światowe wydawnictwa.

Petrowska umiejętnie łączy literaturę piękną z reportażem, wciągając czytelnika w detektywistyczne poszukiwanie śladów przeszłości. „Może Estera” jednocześnie zaciekawia i wzrusza.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa UJ

źródło okładki: materiały wydawnictwa UJ

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Bosy_Antek książek: 711

Splatanie

Są dwa typy książek, których szczerze nie znoszę. Snucie rodzinnych opowieści, odtwarzanie losów Kowalskich czy innych Nowaków śmiertelnie mnie nudzi i nie znajduję niczego interesującego w czytaniu o losach ludzi, którzy żyli zanim ja się urodziłem. Unikam też jak ognia relacji o II wojnie światowej – zbyt słabe mam nerwy, by czytać o autentycznych bestialstwach, jakich zaznali ci, którzy należeli do pokolenia moich dziadków. Jak więc widzicie wolę starą dobrą fikcję literacką, bo wystarczającą dawkę realizmu oferuje mi samo życie.

Chwytając więc za książkę Katii Petrowskiej „Może Estera”, byłem pełny jak najgorszych obaw, skoro łączy ona w sobie dwie wyżej opisane przeze mnie cechy. Cóż z tego, że tekst ten zebrał bardzo pochlebne opinie wśród krytyków i czytelników, skoro z dziełem tym jest mi (teoretycznie) wybitnie nie po drodze? Jakież jednak było moje zdumienie, gdy po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron stwierdziłem, że książka ta sprawia mi o wiele większą przyjemność niż mogłem to podejrzewać.

W czym więc upatruję siłę debiutu Petrowskiej? Ano w formie tej opowieści. Gdyby ktoś inny pokusił się o przeprowadzenie swoistego śledztwa w poszukiwaniu własnych korzeni (i pewnie również tożsamości), mielibyśmy pewnie do czynienia z mniej lub bardziej przewidywalną biograficzną opowieścią o losach żydowskiej rodziny, którą zawierucha historii XX wieku okrutnie sponiewierała. Takich na poły brutalnych, na poły wzruszających sag literatura oferuje nam sporo.

Natomiast...

Są dwa typy książek, których szczerze nie znoszę. Snucie rodzinnych opowieści, odtwarzanie losów Kowalskich czy innych Nowaków śmiertelnie mnie nudzi i nie znajduję niczego interesującego w czytaniu o losach ludzi, którzy żyli zanim ja się urodziłem. Unikam też jak ognia relacji o II wojnie światowej – zbyt słabe mam nerwy, by czytać o autentycznych bestialstwach, jakich zaznali ci, którzy należeli do pokolenia moich dziadków. Jak więc widzicie wolę starą dobrą fikcję literacką, bo wystarczającą dawkę realizmu oferuje mi samo życie.

Chwytając więc za książkę Katii Petrowskiej „Może Estera”, byłem pełny jak najgorszych obaw, skoro łączy ona w sobie dwie wyżej opisane przeze mnie cechy. Cóż z tego, że tekst ten zebrał bardzo pochlebne opinie wśród krytyków i czytelników, skoro z dziełem tym jest mi (teoretycznie) wybitnie nie po drodze? Jakież jednak było moje zdumienie, gdy po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron stwierdziłem, że książka ta sprawia mi o wiele większą przyjemność niż mogłem to podejrzewać.

W czym więc upatruję siłę debiutu Petrowskiej? Ano w formie tej opowieści. Gdyby ktoś inny pokusił się o przeprowadzenie swoistego śledztwa w poszukiwaniu własnych korzeni (i pewnie również tożsamości), mielibyśmy pewnie do czynienia z mniej lub bardziej przewidywalną biograficzną opowieścią o losach żydowskiej rodziny, którą zawierucha historii XX wieku okrutnie sponiewierała. Takich na poły brutalnych, na poły wzruszających sag literatura oferuje nam sporo.

Natomiast „Może Estera” jest arcydziełem formy i stylu. Autorka ma niezwykły zmysł poetycki, a to oznacza, że potrafił łączyć w obrębie jednego akapitu (ba! nawet zdania) zjawiska, informacje, z różnych przestrzeni – Petrowska fantastycznie żongluje odwołaniami do kultury, literatury, historii, biografii i tworzy z tego wszystkiego niesamowitą migotliwą powierzchnię tekstu. Prywatną odyseję, której etapy wyznaczają wizyty w kolejnych miastach (Berlin, Warszawa, Kalisz, Kijów…), ilustruje topograficznymi danymi, precyzyjnymi portretami spotykanych ludzi, dygresjami, które jak łodzie podwodne schodzą w głębiny historii.

Autorka powoli kruszy lód czasu, z którego wydobywa fakty, anegdoty, domysły na temat swojej rodziny, ale równocześnie zgrabnie porusza się we współczesności – wyszukiwarki internetowe, portale społecznościowe czy serwisy aukcyjne pomagają odbudować dawno utraconą przeszłość. „Może Estera” nie skupia się więc na prostym mechanicznym katalogowaniu strat i na opisywaniu bólu związanego z nimi. Paradoksalnie to wciąż kształtująca się, półgotowa teraźniejszość może w tej opowieści odgrywać najistotniejszą rolę.

W książce Petrowskiej wyjątkowo atrakcyjna wydaje się być niejednorodność literackiej materii. Pisarka posiadła umiejętność szukania ścieżek łączących nie tylko odległe względem siebie wydarzenia i ludzkie losy, ale również zdolność do podejmowania ryzyka, by różnymi językami przemawiać do czytających, podrzucać im zaskakujące skojarzenia. „Może Estera” udowadnia, że literatura próbująca mierzyć się z fenomenem historii – tej wielkiej zmiatającej z powierzchni ziemi całe narody i tej dotykającej konkretnych ludzi – nie powiedziała swojego ostatniego słowa.

Tomasz Fijałkowski

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (6)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 42891
Muminka | 2019-09-18
Na półkach: Przeczytane, 2019
Przeczytana: 06 września 2019

Kolejna niepozorna książka, która mogłaby umknąć mojej uwadze. Tylko że wiele bym straciła nie dając jej szansy. Ukraińska pisarka zagłebia sie w przeszłość by odtworzyć wojenną historię swojej rodziny. Na szczęście nie robi tego w sposób linearny, uporządkowany czy przyczynowo-skutkowy. Na dodatek sprytnie przeplata tamte czasy ze współczesnością oraz okresem powojennym. Czy nadzieja, że uda się odnależć dawno utracone rodzinne pamiątki przez strony aukcyjne, dokumenty i fotografie w poszczególnych ważnych dla tej rodziny miastach jest złudna? W końcu minęło już kilkadziesiąt lat.
Dziadek Krzewin był wspaniałą osobą, ktora nauczała głuchoniemych, podobnie jak w wiedniu Szymon Geller.
Wielu krewnych zginęło w hekatombie, bo jak moze Estera byli Żydami. Anna i Lola zastrzelone w Babim Jarze, ocalała najmłodsza córka.
Wuj Wil chciał stworzyc perpetuum mobile na chwałę Rosji radzieckiej.
A wspomnienia autorki o blokowiskach i zabawach z wojennymi sierotami, jak i radzieckiej...

książek: 831
Soledad | 2017-01-13
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 stycznia 2017

Tego się lekko nie czyta, o nie. Mimo to, "ciągnęło" mnie do kart książki Petrowskiej, jakbym z każdą stroną poznawała fascynującego człowieka. Właśnie - nie tyle opowieść, ale autorkę, zmagającą się z pamięcią, tożsamością i mnogością pytań bez odpowiedzi. Bardzo nowatorski sposób pisania o historii. Coś innego, pięknego, ale co mogłabym smakować małymi dawkami i w dużych odstępach czasu.

książek: 1579
magdalena | 2016-11-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 listopada 2016

Autorka poszukuje swoich korzeni, odkrywa kolejne rodzinne tajemnice, zapełnia puste karty historii swoich przodków....
Ta podróż,w którą nas zabiera jest naprawdę bardzo fascynująca. Nie ma tutaj nadmiaru taniego sentymentalizmu. Tę książkę naprawdę warto przeczytać.

książek: 111
Szczere-Recenzje | 2016-02-23
Na półkach: Przeczytane

Ta opowieść urzekła mnie do tego stopnia, że przeczytałam całość w jeden wieczór. Petrowska, dziennikarka i pisarka ukraińskiego pochodzenia, mieszkająca obecnie w Niemczech, rusza w podróż szlakiem rodzinnych traum i tajemnic. Wywodząca się z rodziny żydowskich nauczycieli głuchoniemych dzieci, autorka odtwarza losy swych dziadków i pradziadków, budując tym samym opowieść o losach całej Europy Wschodniej XX wieku.
Jest to historia pełna ciepła i miłości, zwłaszcza do babć, ale też opowieść o Holocauście czy o dzieciństwie na typowy radzieckim osiedlu.
Polecam szczególnie wielbicielom pięknego poetyckiego języka jak i młodym ludziom, nie znającym zbyt dobrze historii naszej części Europy, dla których szkolne lekcje czy filmy historyczne to za mało.

książek: 2431
andzia12 | 2015-12-12
Przeczytana: 11 grudnia 2015

"Może Estera"- tytuł tej książki kryje w sobie jedna zagadek, na które napotyka autorka podczas swojej opowieści o rodzinie.
Tytułowa "może Estera" to imię babki autorki.
Ta książka przedstawia historię rodziny pisarki, ale nie skupia się na jej rozwiązywaniu. Na kolejnych stronach czytelnik poznaje członków rodziny, a w tle jest obraz XX wiecznej Polski i Litwy. Sytuacja sprzed wojny, próba zamachu w czasach Hitlera. Obraz Polski powojennej oczami osoby mieszkającej poza jej granicami. A to wszystko jest opisane pięknym językiem i w postaci ciekawej formy.
Polecam!

książek: 715
annapotuczko | 2015-10-21
Przeczytana: 21 października 2015

Czasem do sięgnięcia po daną książkę potrafi nakłonić mnie jedna osoba. Podobnie było w tym przypadku, choć początkowo wcale nie byłam pewna, że ten tytuł nadaje się dla mnie. Teraz muszę przyznać z ulgą, że zrobiłam dobrze, biorąc się za tę niezwykłą opowieść rodzinną.

Katia Petrowska, Ukrainka mieszkającą w Niemczech, niewiele wie o swoich przodkach. Zdaje sobie sprawę z ich żydowskiego pochodzenia oraz z tego, że rodzinę miała dużą i rozproszoną po całej Europie. Po latach ignorowania, lub raczej, obojętnego życia obok białych plam w drzewie genealogicznym swojej rodziny, wybrała się w podróż w czasie, śladami dziadków, pradziadków i dalszych krewnych.

Kobieta, odwiedziła Ukrainę, Polskę i Austrię; przemierzała te same ulice, po których chodziły jej babki w Warszawie, w Mauthausen szukała śladów dziadka, który po czterdziestu latach od zakończenia wojny wrócił do swojej żony. Niezwykłe losy jej pradziadka, Ozjela Krzewina, nauczyciela głuchoniemych dzieci, to jedna z wielu...

Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
Powiązane treści
Angelus 2016 - ogłoszono półfinalistów

Jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus ogłosiło listę 14 książek zakwalifikowanych do półfinału tegorocznego konkursu. Wśród nich są dwa tytuły, które ukazały się pod naszym patronatem: „Może Estera” Katii Petrowskiej oraz „Medgidia, miasto u kresu” Cristiana Teodorescu.


więcej
Angelus 2016 – znamy tytuły zakwalifikowane

Jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus ogłosiło listę książek zakwalifikowanych do tegorocznej edycji. Finałową siódemkę nominowanych tytułów poznamy na początku września, a zwycięzcę – 15 października.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd